Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Styczeń 2015

10885262_776742032419797_8068948766905356021_n
„Były płatny morderca ściga gangsterów, którzy wtargnęli do jego domu, dokonując brutalnej napaści i kradzieży”.

Niesamowite, jak popularne stały się ostatnimi czasy tego typu filmy. Liam Neeson przeżywa drugą młodość, grając w akcyjniakach, których scenariusze wyglądają tak, jakby ktoś wyciągnął je z sejfu po dwudziestu latach od zamknięcia ich tam, Neo dołączył do niego w minionym roku, na dobrą sprawę The Guest korzysta z tego samego schematu – istny raj. I nie są to produkcje kręcone w Rumunii lub byłej Jugosławii, a towar eksportowy prosto ze Stanów.

John Wick jest takim właśnie filmem – jedną nogą stoi w epoce kuloodpornych herosów, którzy przestają strzelać tylko po to, by przeładować pistolet, drugą jest bardzo „dzisiejszy”. Różnice w kwestii technicznej, dobór aktora do roli głównego bohatera (jakby nie było – teraz wybierają AKTORÓW) nie pozwalają pomylić tej produkcji z klasykami ze schyłku minionego tysiąclecia.

Jednakże uwielbiany przez nas kicz towarzyszący popisom Arniego i spółki jest tutaj widoczny gołym okiem. Nikt nie kwestionuje tego, że John Wick jest największym przekozakiem w galaktyce – na wieść o tym, że zadarł właśnie z nim, boss rosyjskiej mafii odkłada słuchawkę i mówi krótkie „oj”. Coś pięknego. Twórcy idealnie podeszli do realizacji konceptu jednoosobowej armii

Fajerwerki same w sobie również są wielce zacne – moją ulubioną sekwencją jest strzelanina w klubie, gdzie nasz protagonista i grupa ochroniarzy wymieniają strzały w rytm muzyki i przy świetle niebieskich i różowych lamp. Na pochwałę zasługuje również różnorodność rzeczonych scen akcji. Kościół i opuszczony parking to dwa kolejne miejsca, w których John wymierza sprawiedliwość.
Że nie wspomnę o specjalnym hotelu dla płatnych zabójców.

Tak w ogóle, to to film o zemście jest. I o tym, żeby nie kraść samochodu, jeśli nie wiemy dokładnie, kim jest właściciel. Nawet będąc synalkiem bossa ruskiej mafii, warto się czasem zastanowić.

Zdecydowanie polecam, godny uwagi, dostarczający masy rozrywki.
Taki bardzo fajny jest. ;)

Jaskier

PS No i Willem Dafoe gra tutaj zabójcę-weterana. <3

Read Full Post »

Bilet do Tarnobrzega – 3,20zł.

Bukiet dwunastu róż (plus strojenie i bilecik) – oszacujcie sobie.

Reakcje niektórych – bezcenne.

***

Rzecz się dzieje w szkole, strojenie sali na bal maturalny.
– W którym miejscu ten duży bukiet będzie stał [na studniówce]?

Rozmowa z wychowawczynią mojej byłej klasy.
– (…)
– No ja wiem, że masz, ale to dalej ta sama?

Czekamy na autobus, podchodzi do nas pani z kiosku z pieczywem.
– Prawdziwe te różne macie?
– No tak.
– A po ile?

***

Wniosek:
Są rzeczy, których kupić nie można.

I bardzo dobrze, bo trzeba się o nie postarać i sobie na nie zapracować.

Jaskier

PS Prolog.

Read Full Post »

Film o tym, jak Kapitan Ameryka* z brodą oraz Bucky Billy Elliot dążą do obalenia dyktatury największego maniaka kolei na świecie. Brzmi zachęcająco, czyż nie?

Ponieważ ludzie to idioci, to doprowadzili do kolejnej epoki lodowcowej. Przetrwanie naszej rasie i generalnie życiu na Ziemi gwarantuje jedynie niezatrzymujący się nigdy pociąg, okrążający planetę już od kilkunastu lat.
Łatwo się domyśleć, że nie każdy pasażer jest traktowany w ten sam sposób. Jest pierwsza klasa oraz Jacki Dawsony jadące na gapę. Zamieszkują ostatnie wagony, tzw. sekcję ogonową, są brudni, głodni i to właśnie oni są bohaterami tego filmu. Jak u każdej dużej grupy głodnych ludzi rządzonych twardą ręką, niezadowolenie wzrasta i gdy osiąga masę krytyczną, dochodzi do buntu.
Tak się składa, że moment ten jest bliski, powstanie wybucha. Snowpiercer jest więc relacją z podróży buntowników na czoło wagonu, do lokomotywy, gdzie zamierzają obalić dyktaturę i wprowadzić sprawiedliwe rządy.

Jeśli budzi to skojarzenia z pewnym cyklem powieści i filmów o buncie przeciwko tyranii, to słusznie, ja też pomyślałem o Igrzyskach śmierci. Tylko lepszych, bo tutaj nikt nie każe nam zastanawiać się, kogo Steve Rogers tak naprawdę kocha. Bazowe składniki tych historii to nie jedyne wspólne elementy – jedna z bohaterek, przedstawicielka władzy, wygląda i zachowuje się, jakby to ująć, ekscentrycznie. Zwłaszcza w zestawieniu z gapowiczami z sekcji ogonowej.

Kapitan jest idealnym materiałem na przywódcę – silny, odważny, nieustępliwy, pragnący lepszego jutra. Jednak z pewnych powodów nie chce władzy. Tajemnica jego przeszłości i tego, co go złamało, wychodzi na jaw dopiero pod koniec filmu, jest naprawdę sporym szokiem. To także jeden z powodów, dla których mogę powiedzieć, że Snowpiercer prawidłowo portretuje mechanizmy, które uruchamiają się u zdesperowanych ludzi postawionych pod ścianą.

Twórcy sprytnie zwinęli cały postapokaliptyczny świat i rozciągnęli go na długość pociągu. Dzięki temu zabiegowi mogli zarzucić nas ekspozycją, przedstawić formę, jaką przybrała cywilizacja, żeby przetrwać i nie ma w tym ani grama sztuczności – po prostu wraz z rebeliantami przechodzimy przez kolejne wagony i ich oczami obserwujemy ogrody, akwaria, szkoły etc. będące kolejnymi punktami na trasie.

W filmie nikt się nie cacka – krew i faki leją i sypią się gęsto, pasuje to do klimatu, nie mamy wrażenia, że ktoś tu przesadza z brutalnością lub wulgaryzmami.

Trochę SPOILER.

Zwrot akcji pod koniec jest naprawdę zwrotem akcji. Z początku trudno dać temu wiarę, ale po chwili zastanowienia dochodzi się do wniosku, że to ma sens, dopiero patrząc na fabułę ze świadomością tego, czego Steve dowiedział się w lokomotywie, dostrzegamy prawdziwe, niezakryte oblicze dyktatora, który… dąży do tego, żeby uratować jak najwięcej ludzi. W zasadzie twórca lokomotywy wybiera mniejsze zło, by osiągnąć większe dobro.

Koniec SPOILERA.

Snowpiercer oszczędnie wykorzystuje efekty specjalne, przedstawiając świat przyszłości głównie w klaustrofobicznych wagonach pędzącego pociągu. Sceny akcji są satysfakcjonujące, a sama fabuła w nienachalny sposób zachęca do refleksji.

Zdecydowanie polecam.

Jaskier

*Steve Rogers. Jasne, jakoś się w tym filmie nazywał, ale dla mnie był Kapitanem Ameryką z brodą.

Read Full Post »

Wzorem poprzedniego roku ogłoszone zostały nominacje do najbardziej prestiżowej filmowej antynagrody. Również wzorem poprzedniego roku, biorę je pod lupę, chcąc zorientować się, co wartałoby wyłowić z toni wypuszczonego w ubiegłym roku chłamu i przyjrzeć się temu bliżej.
Zwycięzca sprzed roku – Movie 43 – wcale nie był taki kaszaniasty, jak można się było spodziewać. Pamiętajmy również, że dwa lata przed nim zaszczytny tytuł Najgorszego filmu zdobyła prześwietna komedia o wampirach. Być może i obecna edycja wytypuje coś, co będzie mi się dobrze oglądało. Fajnie jest czasem obejrzeć kuriozalnie zły film.

W tym roku króluje Transformers: Wiek zagłady. I to chyba nie wymaga żadnego komentarza.

Zaraz za nim, ex aequo z sześcioma nominacjami, Legenda Herkulesa oraz jakiś Kirk Cameron’s Saving Christmas. Ponieważ Legenda… ma następujące streszczenie fabuły: „Oszukany przez ojczyma Herkules zostaje sprzedany do niewoli z powodu zakazanej miłości”, to od razu widać, dlaczego jest to o wiele gorszy film od wersji, w której greckim herosem był Dwayne Johnson. Po prostu porównajcie sobie Rocka zdjęcia ze zdjęciami Kellana Lutza. Drugi tytuł jest dla mnie całkowicie anonimowy, raczej taki pozostanie na zawsze.

Listę pięciu Najgorszych filmów dopełniają Wojownicze żółwie ninja oraz Left Behind.
TMNT 
raczej troszkę niezasłużenie się dostał do tego grona. Nie był aż tak okropnym filmem, jakim mógł być, choć okazał się sporym zawodem. Nominacja za scenariusz jest o wiele bardziej sensowna.
Left Behind to natomiast film z Cage’em o końcu świata, więc już sam pobieżny opis wskazuje na to, że to jakaś kaszana.

Tradycyjnie już, oberwało się Adamowi Sandlerowi za – o dziwo – komedię. Rodzinne rewolucje to… komedia z Adamem Sandlerem – wiadomo, czego się można po niej spodziewać. Spadaj, tato było całkiem fajne, choć też dostało kilka nominacji i chyba nawet Malinę w którejś kategorii, więc będę miał na uwadze i ten tytuł. Gdybym kiedyś miał czas i ochotę na obejrzenie czegoś w tym stylu. Chociaż póki co się na to nie zanosi.

Po głowie dostał również Seth McFarlane i jego komedia Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie. Komediowestern okazał się być filmem nie tak fajnym, jak Ted, czego wynikiem są cztery nominacje (w tym trzy godzące bezpośrednio w osobę reżysera oraz pierwszoplanowego aktora w jednej osobie).

Cameron Diaz została nominowana we wszystkich kategoriach dla aktorów. Jej rola w Sekstaśmie (nominacja dla pierwszoplanowej aktorki oraz za duet z Jasonem Segalem), a także występ w Annie nie przysporzyły jej popularności.
Chociaż dla mnie już na zawsze pozostanie kobietą, która odmówiła seksu oralnego choremu na białaczkę chłopcu.

Nowością jest w tym roku kategoria The Razzie Redeemer Award. Aktorzy, którzy pojawiali się regularnie w minionych edycjach, tym razem mają okazję zdobyć antyantynagrodę, gdyż w 2014 roku udało się im dać dobry występ w jakiejś produkcji. Propsowany jest między innymi Keanu Reeves (John Wick) oraz Kristen Stewart (sic!) za ten film o Guantanamo.

***

Jak zwykle – widziałem tylko część z tych filmów, być może któryś zdecyduję się obejrzeć, najprędzej Sex Tape lub tego laleczkowatego Herkulesa*. Zobaczy się. Wciąż mam trochę dobrych (tak sądzę) produkcji z ubiegłego roku do nadrobienia.

Moje typy?
Podejrzewam, że skoro już tyle nominacji naprzyznali, to obsypią Transformers także i statuetkami. Pewnie Malinę zgarnie również Gibson, ponieważ nie jest lubiany w Hollywood za to, że nie lubi Żydów.
Osobiście nie obraziłbym się za antynagrodzenie Megan Fox, gdyż w TMNT była beznadziejna.

PEŁNA LISTA NOMINACJI

***

A co Wy sądzicie o tych nominacjach?
Jaki był Waszym zdaniem najgorszy film w ubiegłym roku?

Jaskier

*W zestawieniu z Rockiem, rzecz jasna.

Read Full Post »

W przerwie od Agentów S.H.I.E.L.D.* stacja ABC rozpoczęła emisję innego serialu z „cywilnymi” przedstawicielami uniwersum Marvela. Agent Carter ma w założeniach być historią Peggy Carter oraz przybliżać widzom powstanie Tajnej Agencji Rozwoju Cybernetycznych Zastosowań Antyterrorystycznych (w skrócie: T.A.R.C.Z.A.).

Panna Carter została po wojnie odsunięta do pracy za biurkiem, co – naturalnie – bardzo jej nie odpowiada. Jednak w świecie zdominowanym przez szowinistycznych mężczyzn po prostu nie ma dla niej miejsca na polu akcji.
Ten aspekt produkcji może być przerysowany (np. w radio leci cotygodniowa audycja o przygodach Kapitana Ameryki, w każdym epizodzie Penny Carter – sanitariuszka – zostaje uprowadzona przez Hitlera), lecz gdy przypomnimy sobie komiksy z lat ’40 lub kreskówki z tamtego okresu, to zdajemy sobie sprawę, że nie odbiega to od ówczesnych realiów. No i nie trudno wyobrazić sobie, iż sytuacja kobiet te kilkadziesiąt lat temu nie była taka kolorowa jak dzisiaj, zakres ról, jakie mogły pełnić w społeczeństwie, był bardzo ograniczony.
Peggy będzie więc walczyć o równouprawnienie. W pierwszych dwóch odcinkach już zdążyła udowodnić, że nie jest mniej kompetentna od kolegów po fachu.

Kolejny aspekt to naukowa fikcyjność serialu. Obecność Howarda Starka (na razie bardziej wyczuwalna, niż widoczna, gdyż występ Dominica Coopera można określić jako epizodyczny) gwarantuje pojawienie się wynalazków w klimatach retro. Prawdę powiedziawszy, póki co był tylko nowy typ materiału wybuchowego (bomba! łał!), ale mam nadzieję, że na tym Stark Senior nie poprzestanie i kolejne jego projekty będą bardziej odkrywcze.
Naturalnie, obok wyprzedzających nawet dzisiejsze czasy wynalazków, w serialu gości również absolutna klasyka kina szpiegowskiego – zegarki i długopisy z tajnymi funkcjami, ukryte wytrychy – nie powinno tego zabraknąć. Moim absolutnym faworytem jest maszyna do pisania wykorzystująca fale radiowe do przesyłania wiadomości na odległość. Poezja!

Trzecim filarem serii będzie formowanie się S.H.I.E.L.D. Już w pierwszym odcinku dostaliśmy drobną wzmiankę na ten temat. Jak wiemy z drugiej części Kapitana Ameryki, proces ten nie mógł przebiegać spokojnie. Atmosfera zdrady, podejrzeń oraz wewnętrznego konfliktu powinna być widoczna i liczę na to, że twórcy serialu odpowiednio do tego tematu podejdą.
Zastanawia jedynie, jak zostanie to powiązane z one-shotem o tym samym tytule? O ile dobrze pamiętam, Peggy pracuje w nim już w S.H.I.E.L.D., lecz wciąż ma nad sobą szowinistycznego przełożonego, dopiero na końcu zostaje wezwana przez Starka, który składa jej propozycję współkierowania organizacją. Najprościej byłoby uznać Marvel One-Shot: Agent Carter za niekanoniczny, lecz czy nie mijałoby to się z sensem tworzenia takich dodatków?

Tylko rodzi się takie pytanie – po co w filmie Winter Soldier scena z Peggy Carter jako schorowaną staruszką? Może zabrzmi to brutalnie, ale wolałbym, żeby Steve odwiedził ją na cmentarzu, a nie w hospicjum.

***

Cóż, wrócimy do tego tematu po emisji ostatniego odcinka. Ja jestem na razie nastawiony pozytywnie.

A co Wy sądzicie o nowym serialu Marvela?

Jaskier

*Porozmawiamy o nich innym razem.

Read Full Post »

Więzień labiryntu okazał się bardzo miłą niespodzianką. Tym bardziej, że kilka nocy wcześniej zasnąłem na Jestem numerem cztery, a ciesząca się wielką popularnością seria Igrzyska śmierci również nie jest dla mnie. Dlatego dobrze wiedzieć, że istnieje cykl powieści, a wkrótce filmów, z gatunku YA, który może skutecznie przykuć mnie do ekranu i stanowić źródło rozrywki.

Z początku nie bardzo wiedziałem, czego mogę się spodziewać po tej produkcji. Obawiałem się troszku, że The Maze Runner może podzielić los wymienionych wyżej tytułów lub w najlepszym wypadku być czymś kompletnie neutralnym. Gdzieś mi tam bowiem świtało, iż mam do czynienia z adaptacją powieści dla młodzieży. Współczesnej powieści dla młodzieży, gwoli ścisłości. Z jakością takowych oraz ich filmowych wersji bywa wszak różnie.

Jednak już pierwsze minuty rozwiały wszelkie wątpliwości – cierpiący na amnezję chłopak o imieniu Thomas przybywa do strefy zamieszkanej przez grupkę nastolatków. Żyją oni według ściśle ustalonych reguł. Organizacja ich osady przypomina mi nieco wyspę z Władcy much. Strefa otoczona jest niebotycznym murem, za którym znajduje się tytułowy labirynt. Żaden z chłopców nie pamięta swojego życia sprzed przybycia do enklawy. Wiedzą jedynie dwie rzeczy: zapasy przybywają co miesiąc, a wraz z nimi nowy członek społeczności; nie da się przeżyć nocy w labiryncie.
Pojawienie się Thomasa zaburza rytm życia społeczności. Wpychając nos nie tam, gdzie trzeba, sporo namiesza i sprawi, że nic już nie będzie takie samo.
Niewątpliwą zaletą produkcji są relacje między bohaterami. Wyraźnie widać obecną w grupie hierarchię – im więcej czasu spędziłeś w strefie, tym większym szacunkiem jesteś darzony. Nie bez znaczenia jest również funkcja pełniona w społeczności.

Wraz z upływem kolejnych minut dowiadujemy się, kto stoi za umieszczeniem grupy w odizolowanej strefie, zaczynamy również snuć pewne własne podejrzenia odnośnie motywacji tych ludzi. Oczywiście, do pewnego stopnia scenariusz wyjaśnia nam, co to się tam wyprawia, ale zakończenie (no i fakt istnienia następnych części cyklu) jasno sugeruje, że rozwiązanie zagadki dopiero przed nami.

Główny bohater nie jest typem pizdusia, jakich często widzimy na ekranie. Jasne, jak się popatrzy na filmwebowe zdjęcie grającego Thomasa Dylana O’Briena, można pomyśleć inaczej, ale jest naprawdę spoko.
Zakładam, że powstały jakieś fanpejcze w stylu Oddam cnotę Tomasowi z Mejz Raner, ale trzeba mieć świadomość tego, iż dziewczęta, które zakładają tego typu strony, robią to masowo i dla każdego celebryty (sam znalazłem dwadzieścia trzy fanpejcze*, na których moje fanki zarzekały się, że odbyły ze mną stosunek seksualny).

Część efektów specjalnych jest w zasadzie zbędna. Jeśli mogę tej produkcji coś zarzucić, to przede wszystkim niepasujące do ogólnego konceptu robo-potwory czyhające we wnętrzu labiryntu. Być może kolejne części jakoś lepiej wyjaśnią ich pojawienie się, ale póki co uważam, że to zwykłe efekciarstwo.

Dziwny jest również moment, gdy do strefy trafia dziewczyna (dotąd byli sami chłopcy). Jest taka niepokojąca scena, gdy wdrapuje się ona na wieżę i ewidentnie nie życzy sobie towarzystwa innych członków społeczności. Nie wiem, może to tylko ja, ale jak sądzicie, czego się tak mogła przeląc? W osadzie zamieszkanej przez kilkudziesięciu nastolatków, zahartowanych ciężką pracą i od kilku lat niemających styczności z płcią przeciwną.
Taki kompleks wioski Smerfów.

***

Cóż, film mi się naprawdę podobał, mimo drobnych potknięć wart jest tego, żeby poświęcić mu czas. Więzień labiryntu zapowiada się na interesująca serię.
No to co? Nic, tylko czekać na sequel, który w kinach ma pojawić się już w tym roku.

***

Znajdź wyjście z wnętrza labiryntu.

Jaskier

PS Czytał ktoś może te powieści?

*Tak naprawdę, to nie ma takich fanpejczy.
I takich fanek też nie ma.

Read Full Post »

Marvel wreszcie się ulitował i po kilkudniowym szczuciu i trollowaniu opublikował pełnowymiarowy, prawie dwuminutowy zwiastun drugiego z filmów zaplanowanych na bieżący rok.
Ponieważ do tej pory w żaden sposób nie skomentowałem tutaj tej produkcji, premiera trailera jest dobrą okazją, aby to uczynić.

Co się rzuca w oczy – czy ktokolwiek z Was daje się jeszcze nabrać na te ponurackie, podniosłe hasła ze zwiastunów? Gadanie o byciu bohaterem, przeznaczeniu etc. Stawiam dolary przeciwko żołędziom, że klimat samego filmu będzie drastycznie inny. I bardzo dobrze, wszak to historia złodzieja, który potrafi się zmniejszać oraz gadać z mrówkami.
Żart na bok – nie jestem jednym z nienawidzaczy tego bohatera, od jakich roi się pod artykułami na temat tej produkcji. Prawdę powiedziawszy, Ant-Man był moim ulubionym członkiem ekipy Mścicieli z kreskówki Earth’s Mightiest Heroes, o której tekst znajdziecie po TYM linkiem. Zrównoważony, skupiony na swojej pracy, pragnący wykorzystać swoją wiedzę i intelekt do pomagania innym – prawdziwy bohater. Być może tutaj Hank Pym także taki będzie.
Miałoby to sporo sensu, zważywszy na to, jak łatwo byłoby wtedy skonfrontować go z jego następcą – Scottem Langiem – kryminalistą, który zostaje zwerbowany przez wiekowego już Pyma do jakiejś niezwykle tajnej misji.

Wiek Pyma może okazać się wielką zaletą tej produkcji. Do tej pory większość postaci była dosyć „świeża”. Niby Czarna Wdowa twierdzi, że pracowała w KGB, aczkolwiek kto ją tam wie. Bohater, który moce zyskał kilkadziesiąt lat wcześniej będzie stanowił dowód na ciągłość tego uniwersum. W dodatku zapewne jego wątek zostanie poruszony w Agent Carter. No i nie oszukujmy się – łatwiej będzie wytłumaczyć ten kiczowaty pseudonim, umieszczając jego genezę w latach ’60.

O Michaela Douglasa nie ma co się martwić, można tylko się cieszyć, że kolejny aktor tej wagi zasila MCU. Natomiast Paul Rudd to dla mnie trochę zagadka. Rozwiejcie moje wątpliwości – czy do tej pory grał głównie w niezbyt głośnych komediach romantycznych? Tak przynajmniej wygląda jego zakładka „znany z” na Filmwebie.
Z drugiej strony – ciężko mi wskazać jakąś totalnie nietrafioną castingową decyzję Marvela. Trzeba więc czekać na premierę i wtedy przekonamy się, czym aktor ten zasłużył sobie zasłużył na tę rolę.

***

Generalnie – nie sikam po nogach z ekscytacji po obejrzeniu tego zwiastuna, jednak jestem spokojny o ten film. W gruncie rzeczy najsłabszy ostatnio był Iron Man 3, a i tak można się na nim przednio bawić.

Aha – nie płakałem po Edgarze.

Jaskier

PS LATANIE NA MRÓWKACH!

Read Full Post »

Older Posts »