Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Robert Downey Jr.’

Oscary rozdane, czas rozdać najważniejsze Jaskiery.
Oto, moim skromnym zdaniem, pięć najlepszych rozrywkowych filmów 2016 roku. :D

Kolejność według daty polskiej premiery.

***

Ave, Cezar!, reż. Joel Coen, Ethan Coen

Ave, Cezar! idealnie chwyta pewne wyobrażenie o Hollywood i przerabia je na język filmowy. Jedna wytwórnia i jeden człowiek, który jest za wszystko odpowiedzialny, tysiące spraw, których musi upilnować i dopiąć na ostatni guzik.
Josh Brolin wywiązuje się z powierzonej mu roli fenomenalnie, a i drugiemu planowi nie można nic zarzucić. Mimo iż konkretne role to pewne znajome stereotypy, to zostały rozpisane i zagrane bardzo elegancko.
Film jednak przede wszystkim wygląda niesamowicie – różnorodne plany zdjęciowe, scenografia, kostiumy z epoki, a wszystko starannie uchwycone okiem kamery.
Polecam. ;)

Po więcej zapraszam do mojego tekstu, który powstał ponad rok temu: KLIK.

***

Kapitan Ameryka: Civil War, reż. Anthony Russo, Joe Russo

Kolejny film na tej liście jest zgoła odmienny – dynamiczny, pełen akcji i humoru, ale jednocześnie potrafiący zatrzymać się, dać bohaterom czas na porozmawianie, widzom na złapanie oddechu. W finale w odpowiedni sposób uderza w cięższy ton, nie popadając przy tym w zbędny i nudny patos.
Nie sposób nie zauważyć, że sukces tej produkcji w lwiej części gwarantowany jest przez to, że to niejako kolejna część serii. Znamy te postaci od lat, widzieliśmy ich rozwój i zmiany ich relacji, dzięki temu doskonale rozumiemy, kto jest kim i dlaczego opowiada się po którejś ze stron.
Jednocześnie Civil War stanowiło bardzo dobre wprowadzenie dla nowych postaci – Black Panthera i Spider-Mana. Kto wcześniej czekał na film o królu Wakandy przebranym za czarnego kota?

Jeśli na Infinity War Marvel naszykuje coś jeszcze lepszego (wszak dopiero to będzie zwieńczeniem trzech faz MCU), to nie wiem, jak taką porcję wrażeń wytrzymam, nie mdlejąc w kinowym fotelu.

Po więcej zapraszam do mojego tekstu: KLIK.

***

Zwierzogród, reż. Byron Howard, Rich Moore

Jedyny film na tej liście, którego w ciągu roku szerzej nie omawiałem na moim blogasku. Za to od czasu premiery zdążyłem obejrzeć go w dwóch wersjach językowych. :P
W minionych latach produkcje Disneya nie były jakoś szokująco dobre, jasne, ciężko się doczepić do Krainy lodu czy coś, ale moim zdaniem ostatni naprawdę dobry Disney był w 2012 roku (Ralph Demolka). Zwierzogród robi robotę.
Jest tutaj mnóstwo ciekawych, dobrze zrealizowanych pomysłów. Sposób, w jaki skonstruowano tytułowe miasto, jest niesamowity, powinni zrobić jakiś animowany serial na DisneyXD o pracy policji i pokazywać, pokazywać tej kreatywności jak najwięcej.
Żarty są świetne i różnorodne, chociaż w głównej mierze opierają się na cechach zwyczajowo przypisywanych poszczególnym gatunkom zwierząt – leniwce są powolne, króliki mają dużo potomstwa etc. Oklepane, ale w tym przypadku jakoś tak magicznie działa.
Morał jest w porządku, mimo iż po prostu to banalne hasełko o tym, że nie wolno oceniać innych pochopnie, że ludzie zwierzęta się zmieniają. Proste, aczkolwiek podane w odpowiedni sposób.

Niestety, mogę porównać tylko z Moaną, więc nie wiem, czy Oscar jest w pełni zasłużony, czy pozostałe produkcje nie okazałyby się moim zdaniem jeszcze lepsze. Na pewno Zwierzogród jest lepszy od Moany.

Podsumowując – bardzo, bardzo dobra animacja, nadaje się zarówno dla maluchów, jak i dorosłych. 8/10, polecam.

***

Arrival, reż. Denis Villeneuve

Arrival pojawiło się znikąd. To nie film superbohaterski, nie ma wielkich robotów, ani choćby nawet spektakularnych wybuchów w CGI. Za to posiada kosmitów oraz – przeciwnie niż wiele innych produkcji – scenariusz zawierający fabułę. Autentycznie wciągającą, klimatyczną, zaskakującą fabułę.
Film porusza istotną kwestię tego, jak ważna jest komunikacja – w zasadzie cały jest o tym, że różni ludzie, z różnych stron świata na jakiś sposób próbują porozumieć się z obcymi, dowiedzieć się, dlaczego przybyli. Jednocześnie pokazuje, że pomimo braku tak drastycznych różnic, jak między ludźmi, a heptopodami, poszczególne kraje nie są w stanie dogadać się i w stu procentach współpracować.

Cały czas jest to także świeży i doskonały film o przybyciu obcych.

Po więcej zapraszam do mojego tekstu: KLIK.

***

Rogue One, reż. Gareth Edwards

Brudne i brutalne – Gwiezdne wojny, na jakie czekałem. The Force Awakens nie spełnił nadziei, jakie w nim pokładałem, ale Rogue One dał mi za to jeszcze więcej.

Oczywiste jest to, że filmy wchodzące w skład głównej sagi pewnych granic przekraczać nie mogą – muszą iść utartymi ścieżkami, podążać bezpiecznymi szlakami Kina Nowej Przygody. Miejsce na eksperymenty, różnej maści skoki w bok pojawiło się na szczęście w nowo powstałym fragmencie Expanded Universe, produkcjach z nagłówkiem A Star Wars Story, których to pierwszym przedstawicielem był Rogue One.
Jest to film inny od znanych nam Star Warsów, lecz jednocześnie mocno osadzony w stylistyce, a także świecie Odległej Galaktyki. Czuć, że wydarzenia z tego filmy dzieją się za rogiem, na zapleczu tego świata.
W mojej opinii są to najlepsze Gwiezdne wojny od czasów Imperium kontratakuje.

Po więcej zapraszam do mojego tekstu: KLIK.

***

Uff, w końcu podsumowanie minionego roku za nami.

Co według Was wypadło najlepiej? Zapraszam do komentowania. ;)

Jaskier

PS Pozwolę sobie jeszcze zamieścić adnotację o tym, czego nie udało mi się zobaczyć w minionym roku, a na co miałem ochotę wybrać się do kina:

Zmartwychwstały
Kung Fu Panda 3
Łowca i Królowa Lodu
Gdzie jest Dory?
Księga dżungli
Tarzan: Legenda
Ghostbusters

Read Full Post »


Civil War jest wykonane nieprzyzwoicie wręcz wybornie, mimo iż nie ustrzegło się kilku błędów, a w zasadzie jednego, czyli odwiecznego problemu MCU – przeciwnik kolejny raz niedomaga. Zwłaszcza w zestawieniu z niesamowicie wypadającą ekipą herosów.
Naprawdę, relacje między postaciami robią ten film i maskują wszelkie fabularne wpadki. Civil War ogląda się przede wszystkim po to, żeby zobaczyć tych bohaterów w nowej sytuacji, w sytuacji, jakiej jeszcze nie było – otwartego konfliktu, wręcz wojny. Każdy ma swoje zdanie, swoje argumenty i – mimo usilnych prób – nie da się zniwelować tego napięcia w ramach rozmowy.

Fabularnie wygląda to następująco – Steve Rogers kieruje nową drużyną Avengers (którą zobaczyliśmy pod koniec Age of Ultron) i w trakcie misji w Nigerii dochodzi do tragedii – giną niewinni ludzie. Przelewa to czarę goryczy, opinia publiczna domaga się, aby superbohaterowie podlegali nadzorowi komisji ONZ, a ludzie, którzy marzyli o tym po nocach, wreszcie mogą z szuflady wyciągnąć przygotowany już wcześniej dokument, który ma posłużyć do rejestracji nadludzi.
Nieustannie dręczony wyrzutami sumienia Tony Stark, który wszelkimi siłami stara się odpokutować za stworzenie Ultrona, przystaje na propozycję władz i przyjmuje rolę przywódcy stronnictwa popierającego rejestrację. Rogers, doskonale zdający sobie sprawę z tego, że każda organizacja może zostać po cichu zinfiltrowana lub nawet przejęta, staje na czele opozycji, nie godząc się na bycie cynglem grupki polityków. Kolejni bohaterowie opowiadają się po którejś ze stron i w ten sposób dochodzi do powstania pierwszych spięć w drużynie.
Być może wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby nie to, że Kapitan Ameryka czuje się zobowiązany do ratowania przyjaciela – Bucky’ego – który po dokonanym w Wiedniu zamachu jest poszukiwany przez cały świat. Kapitan nie chce bowiem wierzyć w jego winę i zamierza dotrzeć do niego przed przedstawicielami władzy, aby przekonać się, czy ma rację i w Zimowym Żołnierzu zostało coś jeszcze z jego przyjaciela. Naturalnie, stawia go to po tej drugiej stronie barykady, co zaostrza konflikt, mimo iż na tym etapie da się go wciąż polubownie rozwiązać.

Tak się jednak nie dzieje, a po szczegóły udajcie się do kina.
Dalej są SPOILERY.

***

Strasznie podoba mi się sekwencja początkowa, w której Avengers zastawiają sidła na grupę najemników, udaje im się pokrzyżować ich plany, wracają więc do domu zwycięsko. Nie licząc wybuchu, przez który ucierpieli cywile. Ale chodzi mi o to, że sama akcja oderwana jest od reszty fabuły. Ot, drużyna wykonywała misję, co jest dla superbohaterów codziennością, Kapitan oklepał superzłoczyńcę, co też stanowi dla niego chleb powszedni. Nie jest potem ani razu wspomniane, czemu najemnicy pojawili się w akurat w Afryce, kto ich tam wysłał etc. To świetnie pokazuje, że ten świat jest olbrzymi i nie kręci się wyłącznie wokół wielgachnych, epickich wydarzeń. W przerwach od walczenia z kosmicznymi najeźdźcami albo szalonymi robotami, bohaterowie ratują świat na mniejszą skalę.

***

Powtórzę jeszcze raz i będę to robił do znudzenia – film stoi relacjami i interakcjami między postaciami. O podejściu do rejestracji rozmawiają głównie Rogers i Stark, wszak są liderami poszczególnych stronnictw, jednak doskonale wiadomo, jakie są motywacje każdego z bohaterów. Dlatego tak łatwo się zaangażować widzowi w ten konflikt, bo każdy, nawet jeśli nie czytał komiksów (trochę gorzej, jeśli nie widział poprzednich filmów), rozumie, o co i dlaczego ci śmiesznie poubierani ludzie walczą. Sposób nakreślenia postaci i konfrontowanie ze sobą poszczególnych bohaterów odpowiada w tym filmie także za komizm. Nie ma tu ani jednego wymuszonego żartu, mimo iż od początku sceny na lotnisku pojawiają się jeden za drugim, czy to sytuacyjne, czy słowne, czy też wynikające z komizmu postaci.
Całościowo film pozostaje stosunkowo ciężki, lecz właśnie takie drobne rzeczy, choćby miny „pomagierów” Kapitana po jego pocałunku z Sharon Carter albo cały występ Ant-Mana, spuszczają powietrze i pozwalają złapać oddech przed kolejną dawką napięcia.

***

Wiadomo było, że zgraja ludzi, spośród których niektórzy wcielają się w dane role już od ośmiu lat, stanie na wysokości zadania. Niewiadomą byli dwaj nowi gracze czyli Spider-Man oraz Black Panther.

Zacznę od tego drugiego, w którego wciela się Chadwick Boseman. I – no cóż – zamiast jęczeć, że nie ma czarnych w filmach, powinien pokazywać się w mediach od swojej lepszej strony. Którą pokazał właśnie tutaj.
Najpierw kilka słów wyjaśnienia – Black Panther to bohater z fikcyjnego państwa, Wakandy. Jej mieszkańcom udało się przeżyć i utrzymać w izolacji dzięki bogatym złożom vibranium i niezwykle zaawansowanej technologii. Jednocześnie kultywują tradycje swoich przodków, więc codziennym widokiem są tam plemienne stroje, włócznie, tego typu rzeczy, które pokazuje w swoich programach Cejrowski, a obok tego stoją kosmiczne wręcz machiny i superkomputery. I wszystko to w środku dżungli w samym sercu Czarnej Afryki.
Tytuł Czarnej Pantery przechodzi tam w królewskim rodzie z ojca na syna, obecnie nosi go T’Challa, którego gra Boseman. I muszę przyznać, że wypada fenomenalnie. Doskonale oddaje to, z czym kojarzy się jego postać – jest wyniosły i dumny, lecz jednocześnie honorowy jak na władcę przystało. Film o przygodach Czarnej Pantery wejdzie do kin w 2018 roku i szczerze powiedziawszy, już nie mogę się doczekać.

Spider-Mana znają wszyscy. Sporo osób narzeka, że niepotrzebna jest następna filmowa inkarnacja tej postaci. Kiedy obejrzą w akcji Toma Hollanda, usłyszą go, zobaczą jego interakcje z innymi bohaterami, zmienią zdanie.
W końcu z pełnym szacunkiem i bez cienia wstydu ktoś podszedł do Pająka. Z całą sympatią, jaką darzę teen-dramę z serii Webba, to jest Spider-Man, na jakiego czekałem i jakiego chcę obejrzeć w filmie. Mimo iż jest na ekranie w sumie góra piętnaście minut, to kradnie dla siebie cały film.

***

Złoczyńcą w tym filmie jest Baron Zemo. Który nie ma nic wspólnego z komiksowym Baronem Zemo. Absolutnie. Ani nie jest nazistą po tacie, ani nie ma różowej maski, ani nawet nie macha mieczem. Członkowie Hydry nie mają lekkiego życia po wyjściu z komiksu na ekran. Von Strucker miał chociaż monokl w AoU, tutaj jedynie wzięli imię. Facet nawet nie jest z Hydry.
Kim jest?
Sfrustrowanym mieszkańcem Sokovii, którego plan polega na znalezieniu nagrania, na którym Bucky morduje rodziców Starka, pokazaniu tego nagrania Tony’emu, zmuszeniu go tym samym do walki z Kapitanem, w efekcie której pozabijają się nawzajem, co pomści śmierć rodziny Zemo.
Zajebisty plan. Nie ma co.
Gdyby nie to, że relacje pomiędzy bohaterami są tak autentyczne, to ten dziwaczny plan z pociąganiem za sznurki zza kulis pogrążyłby tę produkcję. Ale było tam więcej – Stark rozpaczliwie próbujący zadośćuczynić światu oraz nieufny wobec wszelkich instytucji Rogers. Brak płaszczyzny, na której mogliby się porozumieć oraz ostatecznie niewątpliwy udział Bucky’ego w morderstwie rodziców Tony’ego, doprowadziły do tego, że Zemo odniósł częściowy sukces – zadał Mścicielom cios potężniejszy niż Loki i Ultron razem wzięci, mimo że jego motywacją była po prostu częściowo nieuzasadniona chęć zemsty, a plan był mocno przekombinowany.

Smuci trochę to, że kolejny raz przeciwnik zawodzi, że wciąż się nie nauczyli dobrze pisać łotrów. W sumie lepiej by było, gdyby został wykreślony z fabuły. Dałoby się to zrobić – postawić naprzeciw sobie bohaterów bez kogoś pociągającego za sznurki.

***

Naprawdę dobrze się bawiłem w trakcie seansu i polecam wszystkim, którzy chcą się wybrać do kina na jakiś film akcji. Co prawda złoczyńca wypada naprawdę blado, jego plan jest bez sensu i nieco psuje odbiór dosyć mocnego finału, jednocześnie podważa całą tę rejestrację superludzi, ale i tak warto. Esencję tej produkcji stanowią rewelacyjnie nakreśleni i zagrani bohaterowie.
To naprawdę porządny film, jeden z lepszych, jeśli chodzi o filmowe uniwersum Marvela.

Jaskier

Read Full Post »

Plakat jaki jest, każdy widzi. Szablonowy plakat filmu Marvela.

Na początek się umówmy, że w tym tekście będę się wypowiadał na temat filmu wyłącznie w superlatywach. Dobrze? Kilku dosyć poważnym (choć niezaburzającym frajdy płynącej z seansu) wadom poświęcę osobny wpis.

Przede wszystkim – sceny akcji. Twórcy założyli, że widz jest już wystarczająco zaznajomiony z tym uniwersum, można więc zacząć do czegoś bombastycznego, pomijając jakiś powolny wstęp. Czegoś większego od otwarcia Avengers, a mieliśmy tam przecież do czynienia z trzęsieniem ziemi. Infiltracja placówki Hydry (zamek gdzieś w Europie Wschodniej <3) w wykonaniu całego składu Mścicieli to czysta poezja i raj dla oka. Już pierwsze minuty filmu jasno pokazują nam, że nikt się tam nie wstydzi materiału bazowego, a później jest tylko lepiej. Gracja oraz pomysłowość walk wbija w fotel i cieszy serce każdego maniaka historii obrazkowych. Naprawdę czułem się tak, jakbym oglądał na ekranie komiks. A przecież o to chodzi.

Fabuła jest w zasadzie gdzieś w tle i choć głównie jej będzie dotyczyć zapowiedziana w pierwszym akapicie litania narzekań, to przyznać trzeba, że wszystko trzyma się kupy, sensownie rozwija pewne wątki (np. wyjaśnia, dlaczego Thanos podarował Lokiemu berło) i kładzie podwaliny pod przyszłoroczne Civil War. Chociaż w finale AoU drużyna się jednoczy, to zdajemy sobie sprawę, że wszelkie kłopoty w filmie wzięły się z różnic światopoglądowych jej członków. Więc tak, Age of Ultron stanowi jedynie preludium do trzeciego Kapitana Ameryki, co do którego tytułu jestem coraz mniej przekonany. Nic by się nie stało, gdyby przechrzcić go na Avengers: Civil War, gdyż tym w istocie będzie.
Warto dodać, że zgodnie z prawem Hollywood, mówiącym, że kosmici, roboty oraz kosmiczne roboty atakują Stany Zjednoczone, tutaj akcja ma miejsce w RPA, Seulu oraz fikcyjnym państwie w Europie Wschodniej .

MCU doczekało się kolejnego mocnego łotra. Ultron stanowił realne zagrożenie, potrafił dokopać Mścicielom i pięknie realizował koncept upiornego Pinokia, który chce stać się człowiekiem lepszym od swego twórcy. Otóż tak, muzyczny motyw pochodzący z kilkudziesięcioletniej animacji Disneya wykorzystany w zwiastunie nie służył jedynie reklamie – czuć silną inspirację historią kukiełki, która chciała stać się prawdziwym chłopcem. Na dobrą sprawę to jest tu nawet Niebieska Wróżka. Bardzo podoba mi się to, jak nieludzki jest Ultron w tych swoich próbach stania się lepszym człowiekiem. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma i superherosi będą dostawać godnych siebie przeciwników (Norman Osborn, Mandaryn etc.).

Pozostałe nowe w MCU postacie to posiadający supermoce Wanda i Pietro Maximoff oraz syntezoid Vision. O bliźniakach porozmawiamy następnym razem, gdyż mam kilka zastrzeżeń. Dość powiedzieć, że czwarta z bliźniaczek Olsen wypada o wiele lepiej od ekranowego brata. Nie chciałbym prorokować, ale Aaron Taylor-Johnson chyba już na zawsze pozostanie dla mnie tylko Kick-Assem.
Z kolei Vision (Paul Bettany) będący tworem Ultrona, na czym jednak kończą się elementy jego biografii wyjęte z komiksów, jest świetny. Jest kolejnym – obok scen akcji, nawet istotniejszym od nich – argumentem świadczącym o tym, że twórcy są świadomi, co i dla kogo robią. Po to jest takie kino, by można w nim było oglądać wyposażone w sztuczną inteligencję androidy, które poczuwają się do ochrony życia.

Produkcja kipi również humorem. Nawet zaspoilerowana scena z młotem Thora potrafiła mnie w kinie rozbawić, chociaż widziałem ją już wcześniej. Ba! później film dwukrotnie się jeszcze do niej odwołuje i to nie nachalnie, a mimochodem, niejako argumentując decyzję jednego z bohaterów, co sprawia, że owa scena nie była jedynie humorystyczną wstawką, choć jako taka również by się broniła. Wielokrotnie AoU mnie rozbawiło i traktuję to jako kolejny plus produkcji.

Jest jeszcze jedna istotna rzecz, którą należy napisać o tym filmie. Hawkeye rządzi. Nie chcę Wam psuć frajdy z niespodzianki, więc nie będę pisał o szczegółach, ale on po prostu tutaj wymiata. Postać grana przez Rennera często-gęsto w komiksach stanowi swego rodzaju balast. No bo wiecie – to zwykły, uzbrojony w łuk i strzały śmiertelnik w gronie bogów, superżołnierzy i innych nadludzi. Nazywany jest najmniej przydatnym członkiem Avengers. I w tym filmie z tej jego zwyczajności zrobiono największą zaletę – jego ludzka natura jest jego supermocą. Jednocześnie Hawkeye zdaje sobie sprawę z tego, że strzelanie z łuku jest trochę śmieszne, biorąc pod uwagę kontekst – wydarzenia, które mogłyby doprowadzić do końca świata – lecz dodaje mu to tylko uroku. Dla mnie to bohater numer jeden w tym filmie.

Cóż tu więcej mówić? Pozostali aktorzy spisują się pierwszorzędnie, to już jest etap, na którym są niezwykle mocno zżyci z granymi postaciami. Interakcje między nimi wypadają bardzo naturalnie, a odwołania do innych elementów MCU stanowią miłe tło dla głównych fabularnych wydarzeń.
Idźcie obejrzeć ten film. ;)

***

O motywacji rodzeństwa Maximoff, wątku Bannera i Romanoff, a także czyjejś śmierci porozmawiamy już niebawem, więc bądźcie czujni.

Jaskier

PS Ostatnia scena. <3

Read Full Post »

Mnóstwo czasu upłynęło od ostatniego wpisu z tej serii, co bynajmniej nie oznacza, że ludzkość zmądrzała, stała się mniej niewyżyta seksualnie i nie szuka już równie często dziwnych stron w internetach. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się zajrzeć w zakładkę „frazy wyszukiwarek” na stronie statystyk. No ale skoro już się to dokonało, to zapraszam do przejrzenia listy dziwnych tekstów, dzięki którym ludzie tutaj trafiali. ;)

Pisownia oryginalna.

operacja argo spoiler jak się kończy?
I ten moment, gdy chcesz zacząć pisać, jak się kończy spoiler – bezcenne.
No jak się może kończyć film o amerykańskich służbach specjalnych? No tylko szczęśliwie – wszyscy zostają uratowani, żodyn fizycznie poważnie nie ucierpiał. Wszak z opresji wyciągał ich sam Batman.

jak narysować thora
Ja bym spróbował czegoś w tym stylu.

robert downey jr, gra o tron
Ciężko uwierzyć, że są ludzie, którzy są w stanie pomylić dwie obecnie tak silnie marki, jakimi są GoT i MCU. Zrobię to jednak dla nich i napiszę, że w tym przypadku zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa. Tony Stark jeszcze długo nie umrze, nie martwcie się. ;)

carteles de peliculas de terrorwill smith spadek
Aha
Tłumacz wypluwa mi – „terrorwill filmy plakaty”. Ktoś? coś?

will smith spadek
Trzeba ostrzec Jadena. Ktoś interesuje się spadkiem po jego ojcu. Chyba że Smith senior zagrał w polskim Spadku z 2005 roku. Obok Czesi z Klanu. 0_o

mity greckiew oryginale
Podziwiam. Mi zawsze wystarczała wersja Parandowskiego. Daj znać, gdy znajdziesz jakiegoś aojdę.

czy istnieje wieczny student 4
Nie, nie istnieje. Nie ma znaczenia, co powiedział Ci Twój kolega-śmieszek z ławki. Wieczny student skończył się na Kill Em All* pierwszej części, którą warto było obejrzeć głównie dla Ryana Reynoldsa. Bez niego… to po prostu kolejna głupkowata produkcja o perypetiach amerykańskiej młodzieży, która myśli za pomocą narządów rozrodczych. Z nim to niby też kolejna głupkowata produkcja o amerykańskiej młodzieży, ale Z Ryanem Reynoldsem, a ja po prostu lubię tego gościa.
Tekst o Wiecznym studencie.

sherlock i john ich miłość
Tego typu teksty nie mogą obyć się bez pytań o orientację aktorów/postaci z seriali. Do tej pory prym wiedli Dean (Ackles) i Castiel (Collins) z Supernatural. Tym razem padło na Sherlocka. To znaczy tak sądzę, że chodzi o serię BBC, nie filmy Guya Ritchie’ego.
Nie mam pojęcia, czy Holmes i Watson coś ze sobą kręcą – widziałem jedynie dwa pierwsze sezony – mam nadzieję, że nie. Bardzo mam nadzieję że nie. Podejrzewam, że jakaś fanka nietypowej przystojności Benedicta Cumberbatcha szukała fanfika, w którym postacie jego i Freemana łączy coś więcej niż dziwaczna przyjaźń. Na szczęście tutaj tego nie znalazła. I nigdy nie znajdzie. NIGDY**.

antman pochodzenie nazwiska
Ant-Man = Człowiek Mrówka
Nie ma za co.

ciepłe ciała a wiecznie żywy czym sie różnia?
Ciepłe ciała
to nieco obleśna powieść o sile prawdziwej miłości, natomiast Wiecznie żywy to całkiem przyjemny film o sile prawdziwej miłości, będący adaptacją tejże książki – akcja rozgrywa się w świecie opanowanym przez zombie, jeżeli Was to zaintrygowało, to poszukajcie na blogu, jest tekst zarówno o filmie, jak i powieści.

***

To by było na tyle w tej porcji dziwnych fraz. Nie ma szału, ale i tak jest stosunkowo dziwnie.

Nie bójcie żaby, chyba wkrótce napiszę coś o My Little Pony: Przyjaźń to magia, więc poziom dziwności na blogu będzie w normie. ;)

Jaskier

* Nie da się na Worpdressie zrobić (albo ja nie umiem) przekreślonego apostrofu – robi się przeciek: .

**Co innego historia trudnej miłości Natashy Romanoff (Johansson), Gwen Stacy (Stone), Marii Hill (Smulders) oraz Betty Ross (Tyler) – czterech zwyczajnych kobiet w świecie nadludzi – zakończona happy endem w postaci kilkugodzinnej sceny czteroosobowego. lesbijskiego seksu. Już negocjuję sprzedaż praw, by Axel Braun mógł to zekranizować.

Read Full Post »

A w tym tekście skrótowy zapis wniosków, dotyczących rewelacji odnośnie tychże filmów, które zostały podane do wiadomości publicznej, ale nie chciało mi się/nie miałem czasu skomentować ich wcześniej.
Czyli:

    • Spider-Man w MCU;
    • Civil War;
    • Suicide Squad;

Jak widzicie, ani słowa o nadchodzących Age of Ultron, Batman v Superman, czy Ant-Manie, a także całej masie produkcji od Sony i Fox. Mutantom przyjrzymy się jeszcze kiedyś, FF to wielka niewiadoma, a ze starcia dwóch hegemonów DC może wyjść wszystko. Filmy Marvela na ten rok pozwoliłem już sobie skomentować przy okazji premier zwiastunów, więc jeśli chcecie się ode mnie czegoś dowiedzieć na ich temat, to skorzystajcie z tego prostokącika wyżej, obok którego jest napis „Szukaj”.

***

***

Co sądzę o tym, że doszło do porozumienia między Sony i Marvelem, dzięki któremu Spidey zagości w MCU?
Świetnie.

Mam tylko nadzieję, że będzie to Peter Parker i nie będzie czarnoskóry. No bo nie.
Za siedem lat mogą spokojnie wprowadzić Milesa Moralesa (akurat młody Smith podrośnie) i mieć dwóch Spider-Manów albo zabić tego starego i mieć jednego, będącego Murzynem, Mulatem albo innym Zambosem.

Parker jest ważny dla tego świata i po prostu zasługuje na uczciwe zaprezentowanie w filmie, ponieważ delikatnie rzecz ujmując, poprzednim produkcjom można sporo wytknąć. Garfield się wpasował… poniekąd… w rolę, ale nie mam zamiaru drzeć szat o odsunięcie go od tego bohatera. Będzie inny aktor, pokaże coś innego, jeśli będzie to gorsze, to ponarzekamy, ale serio – czy ktoś sądzi, że Marvel dopuści do jakiejś castingowej wpadki? Tobey Maguire był za bardzo zapłakany, aż do memogennego stopnia, więc może teraz uda się znaleźć złoty środek.

Żal Gwen, no ale ona i tak by się już nie pojawiła w potencjalnym TASM3, toteż nie pozostaje nam nic innego jak tylko zapamiętać jej świetną rolę i niepodrabialną chemię, jaką dało się wyczuć między nią i Garfieldem.

Najprawdopodobniej nie będziemy mieć do czynienia trzeci raz z genezą mocy Spider-Mana i dobrze, bo każdy wie, skąd się wzięły. Ludzie dziesięć lat starsi ode mnie oglądali kreskówki, ja oglądałem filmy Raimiego, teraz dzieciaki widziały TASM, więc każdy potencjalny widz jest zaznajomiony z historią radioaktywnego pająka, śmiercią wujka Bena i hasłem, że z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność.

Więc wszystko świetnie, czekamy na więcej informacji odnośnie nowej inkarnacji Pająka i filmów z jego udziałem. :)

***

Filmowe Civil War szykowane jest na Avengers 2,5. Wsadzają tam masę postaci (najprawdopodobniej debiut Pająka), no i wydarzenia mają być naprawdę ważne dla MCU. Ciekaw jestem, co też z tego wyjdzie, czy faktycznie uda się nadać fabule aż takiej istotności. Po świetnym Winter Soldier głupio by było, gdyby w Civil War nie pójść jeszcze krok dalej, ale trzeba pamiętać, że wygórowane wymagania mogą okazać się gwoździem do trumny tej produkcji. Więc starajmy się nie zjeść paznokci i doczekać do ujawnienia większej ilości informacji.

Nie sądzę, by film miał mieć wiele wspólnego z komiksowym pierwowzorem, między innymi z racji deficytu bohaterów, którego nie sposób nadrobić, o bagażu historii oraz relacji z kilkudziesięciu lat publikowania już nie wspominając. Nie chce mi się także wierzyć w to, by Stark miał się stać złym gościem. No po prostu nie, nie ten filmowy. No i też ciężko wyobrazić sobie, że wyrzucą do śmieci dorobek serialu Agents of S.H.I.E.L.D. tylko po to, by zrobić z Tony’ego Dyrektora. Jakoś mi się taka wizja nie trzyma kupy.

Liczę na to, że już w tym filmie zostaną pokazani Doktor Strange i Black Panther, wszak powinni być prawdziwymi koksami i jeżeli Marvel chce jakoś nawiązać do aktu rejestracji, to przede wszystkim powinien dotyczyć on kogoś, kto mógłby stanowić międzynarodowe zagrożenie. Z drugiej strony ustawę tę można forsować jako próbę zabezpieczenia przed domorosłymi stróżami prawa, którzy kopią tyłki pod osłoną nocy, co niejako wymusiłoby pokazanie Spider-Mana i może tych herosów z ekipy miniseriali Netflixa. Ciężko stwierdzić, ale – jak sami widzicie – potencjał na wiele gościnnych występów jest. I to spory.

No i co?
No i jaram się tym filmem mocniej niż BvS.

***

Nakręcenie Suicide Squad to dobry pomysł. Nikt bowiem do tej pory nie zrobił filmu o łotrach w roli głównej i ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że przynajmniej w tym jednym DC wyprzedzi Marvela, który Thunderbolts ma być może w planach dopiero na 2027 rok. Ja do złośliwych nie należę i na tę produkcję czekam.

Największy ból dupy, jaki ludzie mają w stosunku do tej produkcji, dotyczy obsady. Pewnie dlatego, że na razie niewiele więcej na jej temat wiemy, a na coś trzeba przecież ponarzekać.
Jai Courtney, który obecnie jest w Hollywood na fali, obrywa najmocniej, bo ponoć gra strasznie drewnianie. Nie wiem, widziałem tylko I, Frankenstein z jego udziałem, czyli film, który w żaden sposób nie jest miarodajny, gdyż generalnie był gówniany. Poza tym nawet go stamtąd nie pamiętam. Szklana pułapka 5 mnie ominęła, podobnie pozostałe produkcje z jego udziałem. Ma grać Kapitana Boomeranga, więc możliwe, że nie dożyje do końca seansu. Gdyby agent wywalczył dla niego jakąś istotniejszą rolę, to może ta gównoburza związana z jego udziałem w tym filmie miałaby sens. A tak – ja nie widzę.
Robbie Margot świeciła cyckami w Wilku z Wall Street, więc na nią nie narzeka nikt. Ma specyficzny typ urody (ktoś gdzieś napisał, że wygląda jak aktorka porno), pasuje z twarzy i sylwetki na Harley – czego chcieć więcej?
Will Smith może wreszcie będzie miał szansę się odkuć i rola w Suicide Squad pozwoli mu wrócić na salony, chociaż nie będzie to ten sam Will Smith, jakiego pokochaliśmy w Dniu Niepodległości i Facetach w czerni. Jako Deadshot raczej nie będzie bogiem bycia cool. No ale też facet nie może całe życie grać tej samej postaci. Trzymam za niego kciuki. W kwestii zamiany koloru skóry postaci – w tym przypadku mi to nie przeszkadza. To podobnie jak z Heimdallem – no tak jakoś zupełnie mi nie wadzi.
Jared Leto jest dla mnie człowiekiem absolutnie anonimowym. Nom. Nie widziałem nawet Dallas Buyers Club i prócz tego, że wiem, iż dostał za rolę w tym filmie Oscara, pamiętam kwejkowe podśmiechujki z niego i moja wiedza się na tym kończy. Zgolił do roli brodę, skrócił i rozjaśnił włosy, wygląda teraz bardziej ludzko. Podobały mi się oba poprzednie wcielenia Jokera, jestem ciekaw, jak wyjdzie tym razem.
Toma Hardy’ego szkoda… No ale, skoro nie udało mu się pogodzić występu w tym filmie z innymi obowiązkami (albo nie spodobało mu się to, że gra Ricka Flagga, który nie jest postacią pierwszoplanową), no to cóż. W każdym razie nie lamentowałem, że miał zagrać drugą postać z tego samego komiksowego uniwersum.

Dużo więcej nie wiemy i nic dziwnego, skoro do premiery został grubo ponad rok. Trzymam kciuki za tę produkcję i wszystkie inne z DCCU, mam nadzieję, że wypalą.

***

Macie jakieś pytania odnośnie tych filmów?
Może chcielibyście, żebym napisał na temat jakichś innych?

Jaskier

PS Zdjęcie Jareda Leto ukradłem z jego instagrama.

Read Full Post »

…wybierasz się na zakupy w celu zdobycia wydanego dzień wcześniej komiksu, a wracasz, przetrwoniwszy zdecydowanie za dużo piniądzów..

O komiksie więcej TU, na fanpage’u. Polecam.

Jestem zakupoholikiem. Potrafię wejść do sklepu i bez zastanowienia zgarnąć do koszyka kilka płytek DVD lub książek. Oczywiście o ile mam przy sobie odpowiednio dużo piniądza. Czas letnich promocji wcale nie sprzyja mojej walce z nałogiem.
Zresztą, jakiej tam walce, ja to przecież uwielbiam.

Co ja na to mogę poradzić?

Jaskier

Read Full Post »


Sezon blockbusterów uważam za otwarty(?)… otworzony?… no, że się zaczął.

Ten film jest zupełnie inny od poprzedników.
Stało się coś takiego, co wcześniej miało miejsce przy okazji serii X-Men. Tylko zupełnie na odwrót. Dwa pierwsze filmy Singera mówiły, że nie ważne, że ktoś jest pedałem mutantem, wciąż jest człowiekiem, natomiast potem został zmieniony reżyser i Ostatni bastion był, a właściwie wciąż jest, pokazem fajerwerków.
W przypadku Iron Mana to dwa pierwsze filmy były takim kolorowym pokazem, ten natomiast zdecydowanie nim nie jest. Owszem, zrobił się większy cyrk, jeden z bohaterów mówi nawet, że po pojawieniu się Thora trzeba było odrzucić subtelność, bo się nie sprawdzała, ale strzelanie laserami nie jest najważniejsze. Dlaczego?

Tony Stark się zmienił, wciąż rzuca dobrymi tekstami, choć jest ich zdecydowanie mniej, ale, jakby to ująć, odjęto od niego rock’n’roll. Gdy na ekranie pojawiał się Iron Man w drugiej części i w Avengers leciało Shoot to Thrill i to było zajebiste. Tutaj tego nie ma, ale nie powiedziałbym, że tego zabrakło, po prostu nowy reżyser miał inną koncepcję.

Odniosłem wrażenie, że wyszło poważniej nie tylko z powodu braku AC/DC. Wydarzenia z części drugiej oraz finał Avengers miały wpływ na Starka. Widać wyraźną różnicę w jego zachowaniu względem poprzednich filmów, inaczej traktuje Pepper, ich związek na szczęście nie wygląda landrynkowo, niektórzy mogą nawet zadawać pytanie, co ona w nim widzi. Jeśli chodzi o tę kwestię, to najnowszy film jedynie utwierdził mnie w przekonaniu, że wątek miłosny jest najlepiej napisany i poprowadzony właśnie w przypadku Starka i Pepper, nie znajdziemy tu ani grama sztuczności z Thora (przybyłem z kosmosu i się w tobie zakochałem – o, jak dobrze, bo ja też cię kocham). Niestety w tej części widzimy walczącą Pepper, co jest przegięciem. Sporym przegięciem. Mogliby nam tego oszczędzić.

Jest tu też cała ta heca z tym, czy Iron Man musi mieć zbroję, żeby być bohaterem i okazuje się, że nie. Podobało mi się to, że pokazali Tony’ego jako genialnego inżyniera, kiedy z kupionych w sklepie gratów montuje arsenał. To było o wiele bardziej namacalne od abstrakcji, jaką widzieliśmy w warsztacie pod rezydencją w Malibu.

Jeśli chodzi o aktorstwo, Downey Jr. wciąż bryluje, choć, jak już napisałem… chyba kilka razy nawet, Stark uległ metamorfozie, ale wciąż jest świetny. Gwyneth Paltrow wciąż urocza, Don Cheadle dalej mi nie pasuje. Przy okazji – Terrence Howard (Rhodney z pierwszej części) dostał kopa, bo chciał za dużo piniądza za wystąpienie w filmie. Krawaciarze-skąpiradła pogrzebały potencjał tej postaci. Ben Kinglsey, do niego jeszcze wrócę, przy okazji Mandaryna, ale pomyślcie tylko, jakie to niesamowite, że on tu zagrał. W ogóle, ilu świetnych aktorów zagrało w tych filmach – Tommy Lee Jones, Anthony Hopkins, Natalie Portman, Jeff Bridges. To musi być swego rodzaju hobby, granie w letnich hitach.

Mandaryn – nie chcę za bardzo spoilerować, więc powiem tylko, że to był najkreatywniejszy pomysł na przeciwnika superbohatera, jaki kiedykolwiek widziałem. Nie chodzi mi o sposób grania, tutaj wyżej postawiłbym chociażby Hiddlestona i Fassbendera, ale sposób, w jaki napisano tę postać jest genialny. Mroczny Rycerz powstaje (debilny ten polski tytuł) i ten wyskok z Talią al Ghul może się schować. Chociaż nie, może klęknąć i obciągnąć.
W każdym razie Ben Kingsley wypada świetnie.

Było także kilka scen, których fanem nie jestem. Zakończenie jest moim zdaniem słabe. Dostajemy krótkie podsumowanie, Stark mówi, że zrobił to, to i tamto. Kiepsko. Nie rozumiem też zabiegu z tym dzieciakiem, dlaczego to musi być akurat dziesięcioletni dzieciak? Że niby pomaga Tony’emu dzięki temu, że dzieci widzą wszystko w prostszy sposób? Trochę oklepane.

Podsumowując, Iron Man 3 zamyka solową historię Tony’ego Starka całkiem zgrabnie. Przeniesiony został środek ciężkości i zrobiło się znacznie poważniej. Związek głównego bohatera z Pepper jedynie zyskał na tym filmie. No i świetny zabieg z Mandarynem. Seans polecam.

Jaskier

PS 3D było lepsze w Parku Jurajskim.
PPS Zarobił na świecie tyle piniądza, że pewnie doczekamy się kontynuacji, chociaż uważam, że jest zbędna. Właściwie wystarczyłoby, żeby Iron Man pojawił się w kontynuacji Avengers, a potem zniknął lub dostawał mniejsze role. Jest jeszcze mnóstwo bohaterów, na których pojawienie się na ekranie czekam – Ant-Man i Dr Strange, biorąc pierwszych z brzegu.

Read Full Post »

Older Posts »