Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Thor’

Jak obiecałem, tak robię – dzisiaj będą SPOILERY oraz ostre hejty. Zauważyłem, że ogólne narzekanie na różne aspekty AoU w internetach jest całkiem głośne, często nawet dotyczy elementów, które w moim mniemaniu zaliczyć należy do zalet produkcji, toteż czuję się nieco osamotniony z moją opinią.
Dajcie znać, jak Wy to odbieracie – chodzi mi głównie o sposób przedstawienia Hawkeye’a oraz postać Ultrona, ponieważ ci dwaj panowie zbierają – jak dla mnie – niesłusznie wymierzane ciosy krytyki.

***

Koniec jednak litowania się i miłosierdzia – skupmy się na tym, co moim zdaniem nie zagrało.

1. Starka wina, Starka wina, Starka bardzo wielka wina
Odpowiedzialność za cały związany z Ultronem bałagan ląduje na Starku. W gruncie rzeczy jest to przemilczane, a szkoda, ponieważ próby Tony’ego przeciwstawienia się drużynie, obrony własnego zdania, które w jakiś sposób mógłby argumentować, byłyby o wiele lepszym zawiązaniem przyszłego konfliktu, który rozegra się w Civil War. Tony próbował chronić ludzkość tak bardzo, że nieomal doprowadził do jej zagłady. To naprawdę dziwne, że (mając na uwadze nadchodzącą wielkimi krokami trzecią część Kapitana Ameryki) twórcy zdecydowali się tak pobieżnie potraktować ten wątek. Nawet to sielankowe zakończenie nijak nie zapowiada rozłamu.
Więc może tak naprawdę żadnego nie będzie i mamy do czynienia z trollingiem?
W ogóle, Tony tutaj jest taki jakiś dziwny. Owszem, w pewnych scenach bywa sobą, ale w kwestii wydarzeń istotnych dla fabuły nie sposób dopatrzeć się w nim postaci, której rozwój oglądamy od siedmiu lat.

2. Romanoff i Banner
Czy jest tam ktoś, kto wie, skąd to się wzięło? Ktokolwiek? Nie chciałbym powtarzać po innych, ale serio nawet sam Banner wygląda, jakby nie do końca rozumiał, co się tam wyprawia. I jeszcze ta rozmowa z Fury’m sugerująca, że niby twórcy planowali to już od czasów pierwszych Avenegrs. Plażo, proszę. Czułem się zdegustowany oraz zażenowany, kiedy tylko poruszano kwestię ich potencjalnego związku.
Niby jestem w stanie wymienić kilka ich scen, które zagrały, ale jest jeszcze jedno – co z Betty? W The Incredible Hulk przemieniony Banner był dla niej niczym King Kong, później już się o niej nic nie wspomina, a wydawać by się mogło, że będzie istotną postacią (dla porównania – Jane Foster i Pepper doczekały się małych, aczkolwiek uroczych nawiązań w AoU). Nic dziwnego, że często ludzie nie traktują tego filmu jako części MCU.

3. Znowu Starka wina?
quicksilver-and-scarlet-witch-in-avengers-age-of-ultron
Historia rodzeństwa Maximoff jest naprawdę słaba – bomba, która zniszczyła ich dom została wyprodukowana przez firmę Starka, więc to naturalne, że go z całych sił nienawidzą i pragną jego śmierci. Logicznym jest dla nich zgłoszenie się do Hydry i poddanie się eksperymentom, które nadadzą im nadludzkie moce. Mniej więcej tyle o nich wiemy.
Dlaczego Wanda pozwoliła Tony’emu zabrać berło Lokiego?
Dlaczego bliźniaki sprzymierzyły się z Ultronem?
Na te kluczowe pytania nie poznaliśmy odpowiedzi.
Wizualnie jest bardzo dobrze – Pietro to taki cwany dresiarz zza wschodniej granicy, Wanda jest seksowną, choć niebezpieczną i do pewnego stopnia szurniętą laską, jednakże ich motywacje są niejasne, mamy o nich bardzo mgliste pojęcie, a krótki czas im poświęcony wcale nie sprzyja zrozumieniu wszystkiego. Albo chociaż czegoś. Na przykład nie rozumiem, dlaczego zdecydowano się akurat na nich? Po seansie doszedłem do wniosku, że równie dobrze mógłby to być ktokolwiek inny.

4. R.I.P. Pietro
Mam nieodparte wrażenie, że Pietro zginął tylko dlatego, żeby zamknąć usta ludziom mówiącym, że w tych filmach nikt nigdy nie umiera. Co jest przykre nawet dla mnie – osoby kojarzącej go głównie z historii dziejących się w X-Menowej części uniwersum Marvela, a nie z drużyną Mścicieli. Po prostu wprowadzanie postaci tylko po to, by je niby to dramatycznie uśmiercić jest beznadziejną zagrywką. Nawet nie mieliśmy czasu nacieszyć się tym gościem.
Tanie zagranie, spodziewałem się czegoś lepszego.

***

No i tak to mniej więcej wygląda – w trakcie seansu najmocniej raziły mnie punkt drugi i trzeci – jeśli już chcieli wsadzać romans Hulka i Wdowy, powinni to zrobić subtelniej, a intencjom i działaniom bliźniaków mogli dać choć trochę sensu.

Jaskier

Read Full Post »

Mnóstwo czasu upłynęło od ostatniego wpisu z tej serii, co bynajmniej nie oznacza, że ludzkość zmądrzała, stała się mniej niewyżyta seksualnie i nie szuka już równie często dziwnych stron w internetach. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się zajrzeć w zakładkę „frazy wyszukiwarek” na stronie statystyk. No ale skoro już się to dokonało, to zapraszam do przejrzenia listy dziwnych tekstów, dzięki którym ludzie tutaj trafiali. ;)

Pisownia oryginalna.

operacja argo spoiler jak się kończy?
I ten moment, gdy chcesz zacząć pisać, jak się kończy spoiler – bezcenne.
No jak się może kończyć film o amerykańskich służbach specjalnych? No tylko szczęśliwie – wszyscy zostają uratowani, żodyn fizycznie poważnie nie ucierpiał. Wszak z opresji wyciągał ich sam Batman.

jak narysować thora
Ja bym spróbował czegoś w tym stylu.

robert downey jr, gra o tron
Ciężko uwierzyć, że są ludzie, którzy są w stanie pomylić dwie obecnie tak silnie marki, jakimi są GoT i MCU. Zrobię to jednak dla nich i napiszę, że w tym przypadku zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa. Tony Stark jeszcze długo nie umrze, nie martwcie się. ;)

carteles de peliculas de terrorwill smith spadek
Aha
Tłumacz wypluwa mi – „terrorwill filmy plakaty”. Ktoś? coś?

will smith spadek
Trzeba ostrzec Jadena. Ktoś interesuje się spadkiem po jego ojcu. Chyba że Smith senior zagrał w polskim Spadku z 2005 roku. Obok Czesi z Klanu. 0_o

mity greckiew oryginale
Podziwiam. Mi zawsze wystarczała wersja Parandowskiego. Daj znać, gdy znajdziesz jakiegoś aojdę.

czy istnieje wieczny student 4
Nie, nie istnieje. Nie ma znaczenia, co powiedział Ci Twój kolega-śmieszek z ławki. Wieczny student skończył się na Kill Em All* pierwszej części, którą warto było obejrzeć głównie dla Ryana Reynoldsa. Bez niego… to po prostu kolejna głupkowata produkcja o perypetiach amerykańskiej młodzieży, która myśli za pomocą narządów rozrodczych. Z nim to niby też kolejna głupkowata produkcja o amerykańskiej młodzieży, ale Z Ryanem Reynoldsem, a ja po prostu lubię tego gościa.
Tekst o Wiecznym studencie.

sherlock i john ich miłość
Tego typu teksty nie mogą obyć się bez pytań o orientację aktorów/postaci z seriali. Do tej pory prym wiedli Dean (Ackles) i Castiel (Collins) z Supernatural. Tym razem padło na Sherlocka. To znaczy tak sądzę, że chodzi o serię BBC, nie filmy Guya Ritchie’ego.
Nie mam pojęcia, czy Holmes i Watson coś ze sobą kręcą – widziałem jedynie dwa pierwsze sezony – mam nadzieję, że nie. Bardzo mam nadzieję że nie. Podejrzewam, że jakaś fanka nietypowej przystojności Benedicta Cumberbatcha szukała fanfika, w którym postacie jego i Freemana łączy coś więcej niż dziwaczna przyjaźń. Na szczęście tutaj tego nie znalazła. I nigdy nie znajdzie. NIGDY**.

antman pochodzenie nazwiska
Ant-Man = Człowiek Mrówka
Nie ma za co.

ciepłe ciała a wiecznie żywy czym sie różnia?
Ciepłe ciała
to nieco obleśna powieść o sile prawdziwej miłości, natomiast Wiecznie żywy to całkiem przyjemny film o sile prawdziwej miłości, będący adaptacją tejże książki – akcja rozgrywa się w świecie opanowanym przez zombie, jeżeli Was to zaintrygowało, to poszukajcie na blogu, jest tekst zarówno o filmie, jak i powieści.

***

To by było na tyle w tej porcji dziwnych fraz. Nie ma szału, ale i tak jest stosunkowo dziwnie.

Nie bójcie żaby, chyba wkrótce napiszę coś o My Little Pony: Przyjaźń to magia, więc poziom dziwności na blogu będzie w normie. ;)

Jaskier

* Nie da się na Worpdressie zrobić (albo ja nie umiem) przekreślonego apostrofu – robi się przeciek: .

**Co innego historia trudnej miłości Natashy Romanoff (Johansson), Gwen Stacy (Stone), Marii Hill (Smulders) oraz Betty Ross (Tyler) – czterech zwyczajnych kobiet w świecie nadludzi – zakończona happy endem w postaci kilkugodzinnej sceny czteroosobowego. lesbijskiego seksu. Już negocjuję sprzedaż praw, by Axel Braun mógł to zekranizować.

Read Full Post »

Tak naprawdę niekoniecznie filmowe i niekoniecznie nawet dziewczyny, kwestia chwytliwości tytułu. Zestawienie pięciu najrozsądniejszych kobiet przewijających się przez filmy i jeden serial o facetach w rajtuzach. Subiektywne, a jakże.
I nie, nie ma Kimberly Kane.

Jane Foster grana przez Natalie Portman w filmie Thor
Rozwój związku, jeżeli można to tak w ogóle nazwać, w układzie Thor-Jane nie ma sensu. To znaczy ma. Jeśli masz około trzynastu lat, chodzisz do gimnazjum, piszesz opowiadania o swoich przygodach z One Direction i uwielbiasz tanie opowiastki miłosne o uwspółcześnionej wersji rycerza jeżdżącego na białym koniu, który przybywa, by uczynić Cię swoją księżniczką. Jest w tym oczywiście nieco uroku, ale ciężko w coś takiego uwierzyć, kiedy już przestanie się dawać wiarę historiom o książętach z bajki.
Jednakże moim zdaniem (i zapewne nie tylko moim) postać Jane Foster broni się. Względem oryginału zmieniono jej zawód, w filmowym uniwersum jest astrofizykiem lub kimś w tym stylu, co ma sens, zważywszy na to, że Thor jest kosmitą czy też istotą z innego wymiaru.

Jest urocza, przedsiębiorcza, nie trzeba jej ratować, a w zwiastunie drugiej części sprzedała liścia Lokiemu. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko skwitować tę postać podobnie jak Asgardianin – I like her.

Gwen Stacy grana przez Emmę Stone w filmie The Amazing Spider-Man
W przypadku tego wyboru może gdzieś tam pobrzmiewać nutka goryczy, żalu do autorów i niezadowolenia z żeńskich postaci z trylogii Raimiego. Bo, pomimo całej sympatii, jaką darzę Kirsten Dunst, widzę to, że rola Mary-Jane została okropnie napisana w tamtych filmach. Nie wspominając już o marginalnej obecności Gwen w trzeciej części.
Na szczęście, w najnowszej odsłonie filmowych przygód Spider-Mana, zakasano rękawy i świetnie skonstruowano postać Gwen. Do tego stopnia, że pewnie będę płakał wraz z Peterem, gdy dziewczyna umrze.
Ogarnięta, nie zwisa z jakiegoś mostu kilkukrotnie w czasie seansu, atakowana przez Lizarda chwyta aerozol, zapalniczkę i w ten sposób skonstruowanym miotaczem ognia kontratakuje. W dodatku potrafi zainteresować się (dosyć dosłownie) pomiatanym Parkerem.
Pretensje można mieć jedynie do charakteryzatorów – Emma Stone nie wygląda na nastolatkę.

Felicity Smoak grana przez Emily Bett Rickards w serialu Arrow
Wielokrotnie pisałem, iż darzę tę postać sympatią i to bynajmniej nie tylko dlatego, że dziewczyny w okularach są niewiarygodnie pociągające. Felicity daje się wkręcić we współpracę ze ściganym przez policję samozwańczym stróżem prawa, potrafi jednak postawić na swoim. Co prawda czasem wpada w tarapaty i trzeba ją ratować, ale to głównie dlatego, że zawodzi któryś z „genialnych” planów Olivera.
Dziewczyna jest sympatyczna i mam nadzieję, że ktoś nie wpadnie na wielce odkrywczy pomysł wprowadzenia czegoś między nią i głównego bohatera. Absolutnie takie coś by nie pasowało. Wszystko zależy od zdania amerykańskich widzów, więc miejmy nadzieję, że wystarczy im ten mdły pseudozwiązek Olivera i Laurel.

Selina Kyle grana przez Anne Hathaway w filmie The Dark Knight Rises
Nie wiem, czy to już pisałem, więc być może się powtórzę, ale Mroczny Rycerz powstaje składa się z całkiem przyjemnych komponentów, które zostały „jedynie” nieumiejętnie ze sobą połączone. Jednym z nich jest postać Seliny Kyle.
Catwoman rezygnuje tutaj z kotowatości w wyglądzie, delikatnym puszczeniem oka ze strony twórców są charakterystyczne gogle, które uniesione przywodzą na myśl kocie uszy. Jednakże z samego charakteru Selina bardzo przypomina kota. Takiego stereotypowego. Kłamie, kradnie, manipuluje, oszukuje, chodzi swoimi drogami i jest nieziemsko wygimnastykowana. Raz wrabia Batmana, raz go całuje, w jednej scenie udaje przed policjantami przerażoną, w innej panika znika z jej twarzy, zastąpiona przez szyderczy uśmiech.
Ciężko również stwierdzić, po czyjej jest stronie, właśnie ze względu na częste zmiany w postępowaniu. Ostatecznie jednak dokonuje właściwego wyboru. Dlaczego? Kto by to wiedział, to przecież Catwoman.

Pepper Potts grana przez Gwyneth Paltrow w serii filmów Iron Man 
Najsensowniejsza (nie licząc Czarnej Wdowy i – choć miała marginalną rolę – Marii Hill) postać kobieca w filmowym uniwersum Marvela. A to dosyć dziwne, zważywszy na to, że kończy w związku z Tony’m. Bo co ona, zaradna, pracowita i myśląca kobieta można widzieć w degeneracie, jakim jest Stark? Przecież panna Potts zna go na wylot, od wielu lat dla niego pracuje, odbierając pocztę, wyprowadzającj pijanego z klubów i wynosząc śmieci.
Właśnie dlatego jest taka świetna, pomimo doskonałej znajomości wad Starka, potrafi go kochać. Akceptuje go, mimo tego, że nie pamiętał nawet o jej alergii na truskawki.

Choć należy się jej minus za walczenie w trzeciej części. To było słabe.

Tyle. Ciekawe, co przyniosą nam przyszłe filmy? Można wywnioskować jedno – dobrych postaci kobiecych nie zabraknie.

Jaskier

Read Full Post »

Zwiastun ma wszystko, co mieć powinien – Natalie Portman, Lokiego, odrobinę scen, które można podsumować jedynie tekstem FUCK YEAH!, a także kilka zabawnych. Nie jest źle. Widać również znacznie więcej, niż na wypuszczonym kilka miesięcy temu teaserze.

Malekith ucieka z więzienia lub zmartwychwstaje, coś w ten deseń, zbiera swoich pobratymców i planuje zrobić z dupy jesień średniowiecza wszystkim dziewięciu światom. Atakuje Midgard (czyli nasz świat, gdyby ktoś był niezaznajomiony z mitologią nordycką i nie chciało mu się szukać w internetach, to tłumaczę). Thor przybywa, by zrobić to, co superbohaterom wychodzi najlepiej, czyli uratować sytuację.

Bohater zabiera Jane Foster do Asgardu, wyciąga Lokiego z więzienia, potem najprawdopodobniej walka przeniesie się do innego ze światów, żeby było bardziej kolorowo, widać, że film podryfuje w kierunku fantastycznej stylistyki. Wrzucą wątek początkowej nieufności między Asgardianami i trollami, olbrzymami, czy co tam napotkają, która oczywiście zostanie przełamana. Poskutkuje to zawarciem przymierza koniecznego w obliczu zagrożenia, jakim bez wątpienia jest obłąkany planem zniszczenia wszystkiego mroczny elf.

Potem koniec, szczęśliwe zakończenie . Po drodze dużo efektów specjalnych, fapania, fapania i jeszcze raz fapania. Do wyboru, do koloru.

Polska premiera ósmego listopada.

Jaskier

Read Full Post »

To trochę dziwne i bezsensowne z mojej strony, pisać o filmach, które wszyscy widzieli i każdy zdążył omówić, ale z racji zbliżającej się w Polsce premiery filmu Iron Man 3 (piszę to 4 maja, mając nadzieję, że się nie spóźnię) i startu fazy drugiej, czuję się usprawiedliwiony. Niżej znajdziecie krótkie omówienie każdej produkcji z osobna. Skupiłem się na wypunktowaniu tego, co mi się najbardziej rzuciło w oczy, wymienię zarówno plusy i minusy każdego z sześciu filmów. Wątpię, by to Was obchodziło, ale mam taki kaprys, mogę i nikt mi nie zabroni. 
God bless the Internet.

Iron Man

Najlepszy solowy film pierwszej fazy. Moim zdaniem, chociaż zauważyłem, że nie jestem w tej opinii osamotniony. W internetach są jeszcze inni rozsądni ludzie, no coś takiego.
Przede wszystkim genialny popis Roberta Downey’a Jr. Spośród wszystkich innych Człowieków Żelazków, których widziałem w różnych adaptacjach, jego interpretacja jest najlepsza. Ponownie – moim zdaniem, ale poważnie, czy jest tam ktoś, kogo takie połączenie arogancji, cwaniactwa i pewności siebie nie powala na kolana? A jeżeli tak, to ile takich osób jest? Siedem? Oprócz niego świetną robotę odwalają Gwyneth Paltrow (Pepper), Terrence Howard (Rhodey) i Jeff Bridges (Stane). Do tego mamy niegłupi scenariusz oraz uczciwie napisane dialogi.
Muszę też stwierdzić, że film jest odpowiednio wyważony, mamy sekwencje zabawne, mamy strzelanie do terrorystów, mamy ucieczkę przed myśliwcami, ale był także jeden wzruszający moment i nie mówię o śmierci Yinsena. Scena ataku na Gulmirę i próba rozdzielenia ojca od rodziny zawsze na mnie działa, ale to może dlatego, że jestem zbyt sentymentalny.
Ogólnie, bardzo dobra produkcja, warta polecenia na miły wieczór z kinem akcji.

Incredible Hulk

Ten Hulk jest w zasadzie historią miłosną z dodanym wątkiem świra pragnącego potęgi. Cała reszta – strzelanie, helikoptery i czołgi stanowią jedynie tło dla love story w stylu King Konga, czasem zbyt dosłownie w stylu King Konga. Wolałbym raczej coś mocniej czerpiącego z noweli Doktor Jekyll i pan Hyde. Ten bohater został stworzony w oparciu o dwie wymienione historie, niestety zdecydowano się na skupienie się na wątkach zaczerpniętych wyłącznie z pierwszej.
Norton w roli Bannera jest jakiś dziwny. Nie widać po nim, że jest genialnym naukowcem. Być może przez to, że za duży ciężar położono na ten jego trudny do zdefiniowania związek z Betty Ross, którą gra Liv Tyler, która oczywiście musiała pojawić się w zasnutych mgłą retrospekcjach. Ze scen z ich udziałem najbardziej podobała mi się ta, w której Bruce mówi Betty, że zna dobre techniki panowania nad gniewem. Szyderczo-zabawne. Spoko jest również ta, w której Banner odmawia założenia jaskrawofioletowych spodni dresowych, będących oczywistym nawiązaniem do komiksów, gdzie Hulk biegał w takich właśnie, niezwykle wytrzymałych gatkach.
Cieszy drobna rola Lou Ferrigno, który oprócz podkładania głosu Hulkowi wciela się w strażnika na uczelni. Miłe puszczenie oka do fanów.
Tak jakoś jeszcze zwróciłem uwagę na to, że efekty są słabe. Hulk i Abomination wyglądają na wyciągniętych z gry wideo. Trochę słabo, biorąc pod uwagę fakt, że to jest największa atrakcja tego filmu.
Ogólnie raczej odradzam, dużo utartych frazesów, schematyczny i dosyć przewidywalny.

Iron Man 2

Film niemalże tak dobry, jak część pierwsza – Downey wciąż w formie, do tego większą rolę dostał Samuel L. Jackson, ich rozmowa w barze z pączkami jest bezcenna. Na plus zaliczyć należy też pojawienie się Scarlett Johansson – agentki Romanoff oraz Mickey Rourke’a, który chyba urodził się po to, żeby grać ludzi złych i brzydkich. Sam Rockwell w roli nieudolnego konkurenta Starka marzącego o wpływach, bogactwie i sławie także wypada dobrze.
Dlaczego więc uważam, że film jest słabszy od poprzednika?
Po pierwsze, Don Cheadle nie przemawia do mnie w ogóle jako Rhodey, a jego żarty nie są zabawne. Nie wiem, czego skutkiem była zmiana aktora, ale była błędem.
Po drugie, scena na przyjęciu urodzinowym Tony’ego. Dla mnie jest to poziom scen z mhocznym Peterem z trzeciej części Spider-Mana. Żenujące i zbędne.
I po trzecie, walka finałowa. Niby to zakończenie jest rozwleczone i ciągnie się pewnie jakiś kwadrans, ale ostateczna potyczka z Whiplashem pozostawia wiele do życzenia, bo sama w sobie trwa zaledwie kilka minut.
Pomimo wymienionych wad uważam, że druga część przygód Człowieka Żelazka wypada dobrze na tle pozostałych solowych filmów. Zdecydowanie polecam – jest Stark, który przeżywa tutaj poważne rozterki, jest Fury, który nie pojawia się w tak dużej roli aż do Avengers i Rourke, na którego zawsze się dobrze patrzy i do tego tak świetnie udaje słabą znajomość angielskiego.
A, jest jeszcze Scarlett Johansson w obcisłym czarnym kombinezonie. To może być koronny argument, żeby film obejrzeć.

Thor

Fabuła jest prosta i znamy ją na pamięć z niezliczonej ilości innych filmów. Najpierw Thor jest egoistycznym dupkiem, potem zostaje za to ukarany, potem się uczy, jak być dobrym, a potem jest szczęśliwe zakończenie. Oklepane i moim zdaniem metamorfoza głównego bohatera nastąpiła zbyt skokowo.
Co jest w tym filmie dobre? Natalie Portman w roli sympatycznej pani od fizyki – gdzie się takie kupuje? Wziąłbym ze cztery, rozwiązywalibyśmy razem zadania. Hemsworth dobrany bardzo dobrze, kawał chłopa z niego, rzeczywiście wygląda na nordyckiego boga piorunów, Skarsgård (z takim nazwiskiem zrobił w Ameryce karierę, brawa dla gościa) jest ciekawą postacią, Anthony Hopkins, nie wiem, jak to jest możliwe, że się znalazł w tym filmie, ale również na plus. No i Tom Hiddleston w roli Lokiego to prawdziwy mistrz intryg, jeśli spodziewaliście się tego, co stało się na końcu, to gratuluję, jesteście nieźli.
Wizualnie też jest dobrze, kostiumy, gdy akcja ma miejsce na Ziemi, wyglądają „nieco” kiczowato, ale w Asgardzie się sprawdzają. Sama mityczno-kosmiczna kraina wykonana została dosyć oryginalnie, nie ma się wrażenia, że to Władca Pierścieni w Odległej Galaktyce. Podoba mi się też podejście do tego całego mistycyzmu, coś z niego zostaje, niby to kosmici z innego wymiaru, ale nutka czystego fantasy gdzieś tam pobrzmiewa.
Przy okazji tego filmu powstało straszne zamieszanie o postać Heimdalla, którego zagrał Idris Elba. Chodziło o to, że jest czarny. Wielkie mi halo, dlaczego Hogun wygląda jak Chińczyk, a nie jak Mongoł czy Tatar, moim zdaniem z tym jest problem.
W sumie – prosta historia o rywalizacji braci, do tego oklepany schemat dostawania nauczki od życia, plus przyjemny do oglądania wątek romansowy, tak można krótko opisać ten film. Nie jest źle, widziałem go już jakieś cztery razy i chyba zaczynam się do niego przekonywać.
I w końcu agenci S.H.I.E.L.D. coś robią. Kradną sprzęt, materiały i wyniki badań naukowcom. Nasi bohaterowie.

Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie

Czyli jak alianci wygrali drugą wojnę dzięki pomocy żydowskich naukowców, którzy uciekli z Niemiec przed represjami.
Podobają mi się wynalazki Hydry – niesamowity klimat, choć diametralnie różny od tego, co można było zobaczyć w komiksach o Hellboy’u. Jednocześnie ten film zgrabnie splata świat Thora i fabułę Avengers. To właśnie za to lubię tę serię – każda produkcja opowiada o czym innym, ale umiejętnie są ze sobą połączone. Dobre jest też to, że porzucili układ Kapitan – Bucky znany z oryginału. Bardziej przypominał relację między Batmanem i Robinem. To, co pokazali, jest zdrowsze i nie budzi skojarzeń z pedofilami.
Budzenie skojarzeń z pedofilami jest złe.
Fajne jest również to, że niejako naśmiewają się z samych komiksów, Kapitan na scenie, z tymi skrzydełkami przy masce – odpowiednie podejście do ilości kiczu zawartej w oryginale. Z szacunkiem i jednocześnie dystansem.
Obsada – Evans znacznie przypakował do roli i gra poprawnie, fircykowaty Dominic Cooper w roli Howarda Starka się sprawdza, wygląda na staromodną wersję Tony’ego, bożyszcze nerdów, czyli Hugo Weaving w roli demonicznego, opętanego rządzą boskiej mocy Red Skulla wypada bardzo dobrze, do tego Hayley Atwell w roli agentki Carter i Sebastian Stan jako Bucky. Zastanawia mnie natomiast, jakim cudem w tym filmie pojawia się Tommy Lee Jones. Wiem, że jakieś piętnaście lat wcześniej zagrał w o wiele głupszym filmie – Batman Forever, ale, kurde, jak to jest możliwe? Marvel nie płaci za dużo aktorom, nawet tym pierwszoplanowym, więc nie mogło chodzić o pieniądze. Czyżby Tommy Lee Jones został gwiazdą światowego formatu, zagrał te wszystkie poważne postacie, dostał Oscara za rolę Gerarda z Ściganym, mając nadzieję, że dostanie kiedyś możliwość wystąpienia w filmie o superbohaterach? W każdym razie tutaj wypada świetnie.
Historia jest raczej prościutka, nic skomplikowanego, ale ogląda się przyjemnie. Na wieczór z kinem superbohaterskim się nadaje, dodatkowo czuć w nim, choć tylko trochę, klimat filmu wojennego.

Avengers

Najlepszy film pierwszej fazy. Zagrało w nim absolutnie wszystko – scenariusz jest prosty, nie pogubimy się, oglądając Mścicieli, ale historia naprawdę jest OK., do tego satysfakcjonujące dialogi, które potrafią rozbawić.
Jeśli chodzi o aktorstwo, to ponownie dostajemy Downey’a, Samuel L. Jackson ma całkiem sporą rolę, Mark Ruffalo (Norton wyleciał) wypada świetnie w roli Bannera, geniusza z potworem schowanym wewnątrz, no i Tom Hiddleston, który wyśmienicie gra typowego komiksowego łotra. Cała reszta aktorów również się dobrze spisuje, nie chce mi się ich tutaj wszystkich wymieniać, sprawdźcie na Filmwebie.
Więcej o Avengers w mojej recenzji.

Podsumowując, żaden z tych filmów nie jest okropny, kilku aktorów swoimi rolami z pewnością zapisze się w fandomie komiksowym. Ogląda się to znacznie lepiej, niż podobne produkcje powstałe ostatnimi czasy (Michael Bay może Whedonowi buty czyścić). Pozostaje nam tylko czekać na następne filmy, polska premiera Iron Mana 3 już jutro, a jesienią Thor: Mroczny świat.

Jaskier

PS Część plakatów jest stąd. Polecam.

Read Full Post »

thor-tales-of-asgard

Na wstępie wyjaśnię, o co chodzi z tym tytułem.

Thor z Chrisem Hemsworthem oraz Natalie Portman zdecydowanie nie był filmem wybitnym i w moim rankingu solowych projektów z pierwszej fali produkcji Marvela plasuje się na dosyć niskiej pozycji. Przede wszystkim dział się za szybko, w ogóle nie kupuję przemiany głównego bohatera, który po wypiciu kilku kufli ze Stellanem Skarsgårdem, który mówi mu, że Jane Foster jest miłą dziewczyną, postanawia nie być dupkiem i zaczyna rzucać patetycznymi hasłami.
Przed pokazaniem zesłania Thora do naszego świata/wymiaru/cokolwiek oni tam wymyślili, powinien zostać nakręcony film o jego młodości, bohaterskich wyczynach oraz rosnącej sławie, które sprawiły, że stał się pyszny i arogancki, co zaowocowało wypędzeniem z Asgardu. I dopiero potem przemiana pod wpływem, nie wiem, miłości? Powiem nawet, że chyba wolałbym dostać dwa filmy o tym i tylko jeden o Iron Manie.

Thor: Opowieści Asgardu jest mniej więcej czymś takim. Poznajemy młodego księcia, któremu ojciec nie pozwala wychylić nosa poza królestwo. Dowiadujemy się też, że ma brata, z którym jest mocno związany, do tego mamy wątek miłosny i oczywiście główny motyw w filmie, czyli wyruszenie na niebezpieczną wyprawę, dzięki której młody bohater dowiedzie swojej odwagi  i siły. Okazuje się, że podróż nie jest taka, jaką Thor chciałby, żeby była, jednak nie poddaje się i wraz z towarzyszami trafia do krainy Lodowych Olbrzymów, gdzie udaje mu się zrealizować cel misji. Niestety to nie zabawa, mieszkańcy Jotunheimu grożą Odynowi wypowiedzeniem wojny, jeśli nie spełni stawianych mu warunków. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a dodatkowe emocje serwuje nie do końca oczywisty zwrot akcji.
Tyle odnośnie fabuły, animacja pod tym względem stanowczo nie zawodzi.

Jeszcze kilka słów o postaciach. Podoba mi się to, że się postarano i faktycznie mamy do czynienia z nastolatkami. Thor nie jest bezgranicznie heroiczny, Loki nie jest mistrzem intryg, nawet nie jest zły. Wszędzie wcześniej okazywało się, że, jeśli coś było nie tak, jak być powinno, to stał za tym właśnie on, natomiast tutaj nie, to zwyczajny (jak na asgardzkie standardy) chłopak. Wyraźnie natomiast widać, że cała ta heca, w której obaj biorą udział ich zmienia, widzimy, że jeszcze kilka takich akcji i staną się postaciami, które dobre znamy z komiksów lub innych adaptacji.

Nie jest to produkcja będąca filmem o superbohaterach sensu stricto, jednak polecam, jeśli odczuwacie niedosyt tego typu bajek. Może się spodobać również fanom gatunku fantasy, w końcu całkiem tu sporo walk na miecze, do tego pijacka burda w karczmie.

Jaskier

PS Wygląda to mocno w stylu animacji Disneya, ale to wcale nie jest wada.

Read Full Post »