Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2012

W ubiegłym roku polskim Internetem zawładnął mieszkaniec Gliwic będący głównym bohaterem powyższego filmiku. Zasadniczo chodziło o to, że nie bardzo miał ochotę na dyskusję z reporterką i zbył ją w kreatywny sposób. Niektórzy internauci zinterpretowali pauzę po zadanym przez dziennikarkę pytaniu, jako powstrzymywanie się przed powiedzeniem „w dupie”. Zawsze uważałem, że to ciekawa teoria.

Koniec roku to czas podsumowań, aczkolwiek póki co nie ma czego podsumowywać. Z komentarzy i wyświetleń widać, że jest kilku ludzi, którzy tu zaglądają, być może nawet czytają…coś… albo po prostu to jakaś nieśmiała dziewczyna, która nabija mi tę dzienną liczbę wyświetleń, by sprawić mi przyjemn… racja, słaba teoria.

W przyszłym roku kontynuujemy działalność, mam kilka pomysłów na teksty, pojawi się ranking rozrywkowych filmów 2012. Pieprzę się obecnie z Originem w celu uruchomienia trzeciej części Simsów, więc być może będzie coś o nich. O Originie na pewno i co sądzę o takich posunięciach wydawców.

Tymczasem życzę wszystkim moim czytelnikom wyśmienitej zabawy, samych dobrych filmów do oglądania, promocji na świetne gry w Media Expert i zrealizowania wszystkich planów w nadchodzącym roku.
Choć to w ogóle jest bez sensu i jest to tylko umowna data. Równie dobrze można by umówić się, że koniec roku wypada w czerwcu. Jakaś okazja do urżnięcia się pod koniec grudnia zawsze by się i tak znalazła. Macie tutaj trochę o genezie imprezowania. A tutaj o fajerwerkach.

Jaskier

Read Full Post »

Jakiś czas temu wkręciłem się w ten serial i jestem aktualnie w trakcie oglądania sezonu trzeciego.

Tytułem wstępu, głównymi bohaterami serialu są dwaj współlokatorzy fizycy – Leonard i Sheldon, mieszkająca naprzeciwko Penny, będący inżynierem Howard i pochodzący z Indii astrofizyk Raj. Panowie są niezwykle inteligentni, jednakże absolutnie nie radzą sobie w kwestiach społecznych, o wiele łatwiej wychodzi im rozwiązywanie równań i wykonywanie eksperymentów, niż prowadzenie normalnego życia. Jakby tego było mało, uwielbiają komiksy, filmy science-fiction, fantastykę i gry wideo. Ich absolutne zaprzeczenie stanowi Penny – urocza blondynka pragnąca zostać aktorką, aktualnie pracująca jako kelnerka. I właściwie o tym jest serial. Sheldon i Leonard mieszkają naprzeciwko Penny, która często ich odwiedza, równie często odwiedzają ich Howard i Raj, zamawiają tajskie jedzenie, chodzą do pracy, kina lub sklepu z komiksami. Tylko tyle i aż tyle.

Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach. Leonard jest zakochany w Penny od pierwszego wejrzenia i wciąż próbuje się jej przypodobać, Sheldon zachowuje się, jakby miał syndrom Aspergera i absolutnie nie rozumie sarkazmu i ironii, Howard nieudolnie próbuje uwodzić kobiety, a Raj nie potrafi odezwać się w towarzystwie atrakcyjnej dziewczyny bez leków albo kilku drinków. W serialu podoba mi się przede wszystkim to, że nikogo nie oszczędzają. Scenarzyści naśmiewają się z żydów (Howard mieszka z matką, nie ma doktoratu i je wieprzowinę), chrześcijan (matka Sheldona związana jest z jakąś wspólnotą, czy coś), hinduizmu i sytuacji w Indiach (Raj wielokrotnie narzeka, że w ojczystym kraju musiałby ciężko pracować, chociaż jego ojciec jest ginekologiem, jeździ Bentleyem, ma duży dom i służbę). Wielokrotnie udowadniane jest, że wiedza, komiksy i fantastyka nie dają nic, gdy nie potrafi się żyć z ludźmi. W opozycji do tego stoi oczywiście postać Penny, która niewiele rozumie z naukowych wywodów Sheldona i nie ma absolutnie pojęcia o superbohaterach i starych filmach science-fiction.
Poza tym to miłe dla odmiany obejrzeć serial, w którym postacie zakładają się o oryginalne komiksy z lat ’60, kłócą się o to, czy Wolverine urodził się z kostnymi szponami i ekscytują się kupnem repliki wehikułu czasu. Jeśli więc nie interesujecie się komiksami, nauką lub fantastyką, to serial może do Was nie przemówić. Prawdopodobnie nie zrozumiecie też niektórych odniesień i żartów (jak autor polskiego tłumaczenia, który przeoczył „spidersense” i zastąpił go „przeczuciem”). Humor również jest specyficzny i polega głównie na wyśmiewaniu ludzkich wad. Na przykład matka Howarda, której nota bene nigdy nie widzimy, traktuje go jak dziecko, każąc mu odrabiać lekcje i grzeczni bawić się z kolegami. Większość żartów oparta jest jednak na postaci Sheldona i jego nieprzystosowaniu do życia, nawet próbując zawrzeć przyjaźń opiera się na statystykach i olbrzymiej liczbie danych. Momentami lekko drażniący jest „śmiech z puszki” będący odpowiedzią na zabawne sytuacje, ale to już wynika z przyjętej formy. Mnie naprawdę bawi i sądzę, że warto spróbować. Nie wiem, jak jest w następnych sezonach, pierwsze dwa oceniam jak najbardziej in plus.

Jaskier

Read Full Post »

Zdecydowanie gra przypadła mi do gustu, jeśli nie graliście, a macie okazję i możliwości, to skorzystajcie i zagrajcie. Właściwie o tej grze zostało już powiedziane wszystko, opiszę więc to, co podobało mi się najbardziej.

W grach cenię sobie przede wszystkim przystępną mechanikę i historię lub sam sposób jej opowiadania. Tutaj wszystko wypada znacznie lepiej niż po prostu elegancko. Oczywiście historia siłą rzeczy musi być zbudowana w specyficzny sposób, gdyż mamy do czynienia z grą akcji, twórcy nie mogli skorzystać z pewnych zabiegów czyniących grę bardziej interaktywnym filmem niż grą wideo sensu stricto. Jednakże fabuła stoi na bardzo wysokim poziomie. Zasadniczo chodzi o to, że Joker opanowuje Arkham, a my, kierując Batmanem, musimy pokonać go i uratować Gotham.
Sekwencje ze Strachem. Za pierwszym razem wbija w fotel, nie wiemy, co się dookoła dzieje, zdajemy sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak. Sekwencje te składają się z dwóch części – psychodelicznych wizji i fragmentów skradankowo-zagadkowych. Ten pierwszy jest fenomenalny, drugi już znacznie mniej, chociaż wciąż potrafi nieźle namieszać w głowie z tymi wszystkimi piorunami, czającym się gdzieś Strachem i ogólnie straszno-szaloną atmosferą. Kolejne podejścia nie są już tak spektakularne, bo wiemy, z czym i kim mamy do czynienia, wciąż jednak są to świetnie skonstruowane fragmenty rozrywki. W nich to sprytnie podsunięto graczowi stwierdzenie wielokrotnie przerabiane w świecie Batmana mówiące, że sam Mroczny Rycerz jest nie do końca zdrowy na umyśle i również on powinien dołączyć do więźniów zakładu.

Do dyspozycji dostajemy batarangi (pojedynczy, potrójny, z możliwością sterowania i dźwiękowy), hak, pazur (służący m.in. do przyciągania przeciwników podczas walki), wybuchowy żel, deszyfrator umożliwiający otwieranie elektrycznych zamków i taki batdynks, dzięki któremu pokonamy przepaści. Oczywiście niezwykle przydatny jest sam batkostium, a zwłaszcza batpeleryna – żaden upadek nie jest nam groźny, gdyż działa ona niczym spadochron lub lotnia.
Walki z bossami mają ten plus, że nie są jednakowe. Inaczej walczy się z filigranową Harley Quinn, naładowanym Jadem Bane’em, czy tropiącym nas w kanałach Killer Crockiem. Nie są to oczywiście czasy, gdy trzeba było się zorientować, że nasz przeciwnik jest Lodowym Olbrzymem, musimy więc użyć soczewki, patyka z procy i krzesiwa, by go pokonać – dostajemy podpowiedzi, jednakże o ile łatwiej byłoby wypuścić na Batmana dwa razy większego od niego faceta i rzucić zdawkowe – „Lej po mordzie, dopóki nie padnie”. Walka zresztą w ogóle potrafi być satysfakcjonująca. Oprócz potyczek ze znanymi z kart komiksów postaciami wiele batalii stoczymy ze zwykłymi oprychami. Te podzielone są na dwie kategorie – ciche usuwanie uzbrojonych strażników i bezwzględne pranie po gębach nieuzbrojonych, do których zaliczają się goście z rurkami, nożami i paralizatorami. Obie kategorie sprawiają mnóstwo frajdy. Raz musimy, nie dając się wykryć, znokautować kilku drabów – skaczemy wtedy po umieszczonych pod sufitem gargulcach, przemieszczamy się wentylacją, wciągamy ich w górę i zawieszamy na posągach, powalamy kopniakiem z powietrza – mnóstwo możliwości. Innym razem zostajemy wpuszczeni na ring, gdzie w widowiskowy i niezwykle bolesny dla przeciwników sposób pozbawiamy ich przytomności. W czasie walki można używać wszystkich batzabawek – przyciągamy więc oponentów, wysadzamy nad ich głowami sufit, ogłuszamy ich batarangiem lub dezorientujemy przy pomocy sygnału dźwiękowego – poezja. Sztuczki i kombosy można ćwiczyć w trybie misji, które stopniowo odblokowujemy, dokonując kolejnych postępów w grze.

Jako że mamy do czynienia ze zręcznościówką nie mogło się obyć bez różnego rodzaju skoków i akrobacji. Zasadniczo jednak biegniemy w stronę końca jednego podestu i nasz bohater automatycznie wykonuje skok, w razie potrzeby łapiąc się następnej półki. Nie umieramy, bo podczas upadku na ekran wyskakuje wskazówka, by wcisnąć przycisk i wystrzeliwujemy hak, dzięki któremu wracamy na podest, na którym staliśmy przed skokiem. Właściwie nie mogę tego potraktować jako jakiś rażący minus – przynajmniej nie giniemy z powodu upadku.
Na terenie zakładu Zagadka poumieszczał trofea, niemalże każda lokacja ma też jakąś zagadkę do rozwiązania – musimy np. przyjrzeć się z bliska obrazowi, wycinkom z gazet powieszonym na ścianie lub znajdującym się za szybą eksponatom. Oprócz tego znajdujemy taśmy, o których już pisałem w poprzedniej notce o tej grze. Taśmy są rewelacyjne i stanowią doskonałe wprowadzenie do świata, w przeciwieństwie do lakonicznych życiorysów, które również odblokowujemy. Zdobywanie kolejnych znajdziek znacznie ułatwia Tryb Detektywa, w którym wszystko jest podświetlone na niebiesko, a przedmioty interaktywne świecą na pomarańczowo (no, może nie świecą, ale bardzo wyróżniają się na niebiesko-czarnym tle). O wiele łatwiej jest po znalezieniu mapy (w każdej dużej lokacji jest gdzieś jedna schowana), gdy tego dokonamy na Mapie pytajnikami zostają zaznaczone wszystkie nieodkryte jeszcze zagadki, taśmy i trofea.

Klimat jest rewelacyjny – w opuszczonych korytarzach wciąż odtwarzane są nagrania na monitorach dające nam informacje, które do gry nie są absolutnie potrzebne, jednak ile one wnoszą. Podobnie z nadawanymi komunikatami – Joker kontroluje radiowęzeł i co jakiś czas wygłasza jakąś kwestię. Jest tu pokój spotkań, w którym możemy obejrzeć przygotowane dla nas przez Jokera nagrania. Wszędzie jest ciemno, draby naprawdę są drabami, a Batman nie patyczkuje się i bezwzględnie tłucze pionków podstawionych przez szalonego klauna. Momentami czułem się jak w „Painkillerze” (zwłaszcza przypominała mi się plansza również mająca miejsce w zakładzie psychiatrycznym).

Zasadniczo to właśnie to wszystko najbardziej rzuca się w oczy podczas grania – zgrabnie poprowadzona historia, w której umieszczono różnych przeciwników z uniwersum, szalenie-mroczny klimat, akrobatyczna walka z wykorzystaniem różnych batgadżetów i umiejętnie wplecione fragmenty pseudoskradankowe. No i Mark Hamill w roli Jokera rzuca się w uszy. I to bardzo.

Jaskier

Read Full Post »

W związku z nadchodzącymi świętami i planowanym wyjazdem na blogu zapanuje kilkudniowa cisza. Oczywiście możecie go odwiedzać i nabijać wyświetlenia, ale nic nowego się nie pojawi. Najprawdopodobniej aż do czwartku. możliwe, że pojawi się wtedy dłuższy wpis na temat „Arkham Asylum”, w najbliższej przyszłości również opinia o „The Big Bang Theory”.

Żeby nie było nudno:

XXX

Jaskier

PS Obrazek zatytułowany jest „XXX”, ciekawe, czy znacząco wzrośnie liczba wejść na bloga…

Read Full Post »

Wybierzcie sobie coś fajnego:

1
2
3
4

Od siebie życzę Wam przede wszystkim spokoju, dużo zdrowia i szczęścia, żeby wszystko (a przynajmniej większość) w życiu wychodziło.
Jeśli należycie do tej dziwnej części społeczeństwa posiadającej marzenia zamiast sprawnie realizowanych celów, to niech się Wam te marzenia spełnią.

Grafika jest autorstwa QQSa. Jego galeria na deviantART.

Jaskier

Read Full Post »

Jak każdego roku „magii” świąt i „klimatu” jest w naszym otoczeniu o wiele więcej, niż śniegu w bożonarodzeniowy poranek. Wszystko zaczyna się mniej więcej już po pierwszym listopada, gdy miejsce zajmowane dotąd przez znicze, chryzantemy i wiązanki przechodzi w posiadanie bombek, światełek, mikołajów oraz choinek. Rozgłośnie radiowe rozpoczynają raczyć nas tradycyjnymi hitami, sklepy oferują SPECJALNĄ! ŚWIĄTECZNĄ! cenę na wszystkie produkty*, odpalają schowaną w styczniu płytę zatytułowaną Best Christmas’ Songs Ever, znajdujące się na niej utwory mają na celu przekonanie nas do zakupu większej liczby prezentów wprowadzają nas w prawdziwie świąteczny nastrój. W końcu, choć wydaje się nam, że oglądany opiekacz wypiekający na grzankach twarz świętego Mikołaja był dwa tygodnie temu tańszy, niż po ostatniej „przecenie”, to i tak wkładamy go do koszyka, bo idealnie nada się na prezent.

*Za wyjątkiem produktów nieobjętych promocją.

W ostatnim tygodniu przed świętami wszystkim wokół życzymy „Do widzenia” oraz „Wesołych Świąt” (koniecznie wielkimi literami). I tak obrzucamy się życzeniami w sklepie spożywczym, kiosku, markecie i na poczcie… to znaczy obrzucalibyśmy się na poczcie, gdyby życzenia do ciotki z Kielc nie poleciały mailem.

Wsiadając do autobusu, nucimy pod nosem Last Christmas, często nie zdając sobie sprawy ze znaczenia tekstu, który nota bene z Bożym Narodzeniem niewiele ma wspólnego. W radio leci kiczowaty remix Jingle bells w wykonaniu Alvina i wiewiórek, a kierowca wesoło odpowiada, że nie wydaje reszty, ponieważ odkłada na karpia.

W domu już od jakiegoś czasu panuje nerwowa atmosfera, bo zamiast placka wyszedł zakalec, bo barszcz przesolony, bo ciotka z Kielc nie przysłała w tym roku kartki, bo „za tydzień święta, a w domu jeszcze nic nie zrobione”.

I jak tu nie kochać Bożego Narodzenia?

Jaskier

Read Full Post »

Świętego Mikołaja jako rubasznego grubasa z wiecznie czerwonym nosem zawdzięczamy koncernowi Coca-Cola, który wykreował ten wizerunek w latach trzydziestych ubiegłego wieku i wykorzystał do promocji napojów gazowanych.
Taki Mikołaj okazał się o wiele lepszy od pierwotnej wersji, tj. biskupa Miry (śmiało, kliknijcie, wynieście coś z czytania tego dziadostwa), na dobre wypierając go z popkultury.
Wart odnotowania jest również fakt, iż ubrany na czerwono grubas z białą brodą stał się komercyjnym symbolem Bożego Narodzenia również w krajach azjatyckich, czyli o diametralnie odmiennej kulturze. Zawędrował tam oczywiście z „krainy mlekiem i miodem płynącej” (Lb 13,27) – USA.

Mikołaja lubimy wszyscy, bo – nie oszukujmy się – kto nie lubi dostawać prezentów? Choć to, co robi… no jest to dziwne. Nawet nie trochę dziwne. Bardzo dziwne. Niepokojąco, alarmująco wręcz dziwne.

Po pierwsze, Mikołaj ma w zwyczaju wchodzenie dzieciom do sypialni w środku nocy, gdy wszyscy domownicy śpią. Co to za rodzic, który wręcz zachęca jakiegoś starszego faceta do odwiedzenia jego pociechy, zostawiając ciastka oraz szklankę mleka? Dorośli nie dostają prezentów, ponieważ dorośli zadają pytania – Co pan robi w mojej sypialni? Jak pan tu wszedł, pomimo zamkniętych drzwi, włączonego alarmu i psa obronnego w ogrodzie? Dlaczego pana twarz jest cała czerwona i czuć od pana czymś słodkim?Po drugie, jak to jest, że zazwyczaj przedstawia się Mikołaja z czerwonym nosem i zarumienionymi policzkami? Że co, niby mu zimno? Ma latające renifery, sanie, które nie łamią się pod ciężarem niewyobrażalnie wielu prezentów, magiczny worek, w którym mieszczą się wszystkie te prezenty, a nie potrafi poradzić sobie z zimnem? To jest podejrzane.
Z drugiej strony to jednak oskarżanie kogoś, kto nauczył renifery latania o to, że nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż alkohol nie ogrzewa, a jedynie przyspiesza krążenie krwi, co powoduje szybsze wychłodzenie organizmu. Jak Mikołaj, skoro mieszka gdzieś na dalekiej północy (ale nie w Rosji!) może o tym nie wiedzieć (gdyby mieszkał w Rosji wiedziałby WSZYSTKO o alkoholu, znałby nawet sposób wytwarzania spirytusu z trocin)?

Miejcie to wszystko na uwadze, pisząc w przyszłym roku list do świętego Mikołaja.

Jaskier

PS Notka nie była sponsorowana przez The Coca-Cola Company, aczkolwiek nie obraziłbym się, gdyby związany był z nią jakiś profit.
Przedstawicielu The Coca-Cola Company, czekam na maila w tej sprawie.

Read Full Post »

Older Posts »