Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2015

Spodziewajcie się SPOILERÓW.
Pierwszy raz zetknąłem się z tym filmem ponad dwa lata temu, nawet nieco o nim napisałem. Dzisiaj, po zaliczeniu seansu z okazji takiej, że leciał w TVN-ie, mogę przyznać rację sobie sprzed tych dwóch lat. Jaskrze, brawo – miałeś rację.

Zacznę od plusów, gdyż jest ich znacznie mniej, a później będę mógł się swobodnie popastwić nad całą resztą. Sęp ma niesamowitą obsadę (poza jednym wyjątkiem). Tak jak zakładałem, aktorzy nie dają ciała i wyciągają z miernego scenariusza oraz kiepsko napisanych ról tyle, ile tylko się da. Lecz czego innego można się było spodziewać po panach Grabowskim i Fronczewskim? W zasadzie nawet doborowa obsada może być minusem – aż żal tych utalentowanych ludzi, którzy zagrali w tym dziadostwie.

Trudno się dziwić, że się zgodzili. Miało być nowocześnie, światowo, nawet trochę tak po amerykańsku – mordercy, psychopaci, tajny ośrodek do przetrzymywania ich, grupa organizująca tajemnicze zaginięcia, policjant-astrofizyk i scena seksu z Anną Przybylską w roli głównej.
A wyszło jak zwykle – niczym szkolny teatrzyk, który na siłę stara się być czymś więcej, przez co wypada śmiesznie i brawo biją tylko nadambitne matki, którym marzy się, aby ich dzieci grały w półgodzinnych, fabularyzowanych reklamach soków z zagęszczonego soku owocowego i zimowych kurtek.

Przez większą część filmu nie miałem pojęcia, o co chodzi. Niby jest jakaś tajemnica, intryga zmierzająca do mitycznego dokądś, ale co z tego, skoro po jej (celu działania grupy) ujawnieniu doszedłem do wniosku, że mnie to kompletnie nie rusza? Miast zbierać szczękę z podłogi i w duchu gratulować twórcom kreatywności oraz dobrych pomysłów, zastanawiałem się, ile jeszcze do końca i dlaczego film musi się skończyć tak, jak się skończy. Bo już sporo przed finałem rzuciłem:
– On będzie dawcą serca dla tego dzieciaka, nie?
Na co reakcja była:
– Jakbym nie oglądał tego wcześniej, to bym się wkurwił.
Jak więc widzimy, pod pewnymi względami Sęp jest niezwykle przewidywalny. Nie tyczy się to głównego wątku zaginionych morderców, ale po obejrzeniu stwierdzam, że mam go totalnie w dupie, więc może podświadomie już na początku seansu wyczułem to i nawet nie starałem się odgadnąć, o co się rozchodzi.

Tak, bo jest tu ta cała organizacja od przeszczepów i co bystrzejsi z Was już się domyślili pewnie, iż nie jest tu zupełnie przypadkiem. No i bohater Żebrowskiego jest genetycznym bliźniakiem jakiegoś umierającego chłopca, któremu marzy się kariera naukowca, fizyka. Ehem…

W ogóle, Sęp, bo taki jest pseudonim głównego bohatera, ma dwie cechy, które zapamiętujemy – ma w domu tablicę do pisania i kota. To w zasadzie nawet nie są cechy tylko atrybuty. Ciężko więc go polubić, skoro niemalże nic o nim nie wiemy (mówi to ktoś, kto planuje mieć taką tablicę w swoim domu).

Małaszyński niemiłosiernie daje ciała. W scenie pogrzebu pada nazwisko jego postaci, a reakcja w pokoju była taka:
– Kto to jest Robaczewski?
Jeśli to nie jest świadectwo miernego aktorstwa, to nie wiem, co innego nim jest.

Jeśli chodzi o Annę Przybylską, to trochę głupio to pisać, ale z seansu zapamiętałem przede wszystkim jej piersi. Chyba robione (taka uwaga też padła w pokoju). Grała byłą kickbokserkę, obecnie zajmującą się trenowaniem policjantów, wspieraniem organizacji od przeszczepów i hodowaniem koni w podmiejskiej stadninie. Przykre, że bohaterów zapamiętujemy dzięki takim łatkom.

Finał kompletnie nie ma sensu i moim zdaniem jest głupi, a decyzja Sępa z dupy wzięta (zdaniem jednego ze współoglądających zakończenie jest „wkurzające”). Rozwiązanie głównego wątku powinno być satysfakcjonujące dla wszystkich zwolenników wymierzania sprawiedliwości na własną rękę, ale wszystko, co do niego doprowadziło, jest takie irytujące poprzez swoją nijakość i nudność, że na napisach końcowych wzdycha się z ulgą. Brawo, twórcy thrillera. Świetna robota.

***

Można by tak jeszcze trochę ponarzekać na inne elementy, wytykać kolejne błędy scenariusza i jęczeć, że nikt w Polsce nie umie w filmy niebędące dramatami, lecz jestem głodny i zjadłbym w końcu jakieś śniadanie dzisiaj, toteż krótko podsumuję:
Sęp to festiwal. Festiwal zmarnowanego potencjału – aktorów, historii, ogólnego konceptu, pomysłu na naukowca w polskiej policji, szansy na dobry film zrobiony „po amerykańsku”.

A jeszcze krócej można podsumować za pomocą refrenu tej piosenki:

Jaskier

Reklamy

Read Full Post »

Mnóstwo czasu upłynęło od ostatniego wpisu z tej serii, co bynajmniej nie oznacza, że ludzkość zmądrzała, stała się mniej niewyżyta seksualnie i nie szuka już równie często dziwnych stron w internetach. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się zajrzeć w zakładkę „frazy wyszukiwarek” na stronie statystyk. No ale skoro już się to dokonało, to zapraszam do przejrzenia listy dziwnych tekstów, dzięki którym ludzie tutaj trafiali. ;)

Pisownia oryginalna.

operacja argo spoiler jak się kończy?
I ten moment, gdy chcesz zacząć pisać, jak się kończy spoiler – bezcenne.
No jak się może kończyć film o amerykańskich służbach specjalnych? No tylko szczęśliwie – wszyscy zostają uratowani, żodyn fizycznie poważnie nie ucierpiał. Wszak z opresji wyciągał ich sam Batman.

jak narysować thora
Ja bym spróbował czegoś w tym stylu.

robert downey jr, gra o tron
Ciężko uwierzyć, że są ludzie, którzy są w stanie pomylić dwie obecnie tak silnie marki, jakimi są GoT i MCU. Zrobię to jednak dla nich i napiszę, że w tym przypadku zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa. Tony Stark jeszcze długo nie umrze, nie martwcie się. ;)

carteles de peliculas de terrorwill smith spadek
Aha
Tłumacz wypluwa mi – „terrorwill filmy plakaty”. Ktoś? coś?

will smith spadek
Trzeba ostrzec Jadena. Ktoś interesuje się spadkiem po jego ojcu. Chyba że Smith senior zagrał w polskim Spadku z 2005 roku. Obok Czesi z Klanu. 0_o

mity greckiew oryginale
Podziwiam. Mi zawsze wystarczała wersja Parandowskiego. Daj znać, gdy znajdziesz jakiegoś aojdę.

czy istnieje wieczny student 4
Nie, nie istnieje. Nie ma znaczenia, co powiedział Ci Twój kolega-śmieszek z ławki. Wieczny student skończył się na Kill Em All* pierwszej części, którą warto było obejrzeć głównie dla Ryana Reynoldsa. Bez niego… to po prostu kolejna głupkowata produkcja o perypetiach amerykańskiej młodzieży, która myśli za pomocą narządów rozrodczych. Z nim to niby też kolejna głupkowata produkcja o amerykańskiej młodzieży, ale Z Ryanem Reynoldsem, a ja po prostu lubię tego gościa.
Tekst o Wiecznym studencie.

sherlock i john ich miłość
Tego typu teksty nie mogą obyć się bez pytań o orientację aktorów/postaci z seriali. Do tej pory prym wiedli Dean (Ackles) i Castiel (Collins) z Supernatural. Tym razem padło na Sherlocka. To znaczy tak sądzę, że chodzi o serię BBC, nie filmy Guya Ritchie’ego.
Nie mam pojęcia, czy Holmes i Watson coś ze sobą kręcą – widziałem jedynie dwa pierwsze sezony – mam nadzieję, że nie. Bardzo mam nadzieję że nie. Podejrzewam, że jakaś fanka nietypowej przystojności Benedicta Cumberbatcha szukała fanfika, w którym postacie jego i Freemana łączy coś więcej niż dziwaczna przyjaźń. Na szczęście tutaj tego nie znalazła. I nigdy nie znajdzie. NIGDY**.

antman pochodzenie nazwiska
Ant-Man = Człowiek Mrówka
Nie ma za co.

ciepłe ciała a wiecznie żywy czym sie różnia?
Ciepłe ciała
to nieco obleśna powieść o sile prawdziwej miłości, natomiast Wiecznie żywy to całkiem przyjemny film o sile prawdziwej miłości, będący adaptacją tejże książki – akcja rozgrywa się w świecie opanowanym przez zombie, jeżeli Was to zaintrygowało, to poszukajcie na blogu, jest tekst zarówno o filmie, jak i powieści.

***

To by było na tyle w tej porcji dziwnych fraz. Nie ma szału, ale i tak jest stosunkowo dziwnie.

Nie bójcie żaby, chyba wkrótce napiszę coś o My Little Pony: Przyjaźń to magia, więc poziom dziwności na blogu będzie w normie. ;)

Jaskier

* Nie da się na Worpdressie zrobić (albo ja nie umiem) przekreślonego apostrofu – robi się przeciek: .

**Co innego historia trudnej miłości Natashy Romanoff (Johansson), Gwen Stacy (Stone), Marii Hill (Smulders) oraz Betty Ross (Tyler) – czterech zwyczajnych kobiet w świecie nadludzi – zakończona happy endem w postaci kilkugodzinnej sceny czteroosobowego. lesbijskiego seksu. Już negocjuję sprzedaż praw, by Axel Braun mógł to zekranizować.

Read Full Post »

Kilka dni temu przeczytałem pierwszy tom francuskiej serii – Wartowników. Teraz żałuję, że do zamówienia nie dodałem pozostałych do tej pory wydanych dwóch numerów. Najprawdopodobniej nadrobię to już niebawem, gdyż w kwietniu, kiedy Taurus Media wypuści u nas tom czwarty, zaopatrzę się w komplet i nie pozostanie mi nic więcej, jedynie czekać na kolejne.
Albowiem zostałem solidnie zauroczony przez tę pozycję.

Komiks rozpoczyna się kilka lat przed Wielką Wojną, w Maroku, gdzie spotykamy się – a jakże – z oddziałami Legii Cudzoziemskiej. Jednak zamiast Van Damme’a najhardziej wojuje tam Taillefer (kryptonim pewnikiem wzięty stąd -> KLIK), lecz źródło zasilania, w jakie jest wyposażony, nie jest wystarczające, wskutek czego oddział ponosi porażkę. Utrata superżołnierza nie rokuje dobrze i zgadza się – program „Wartowników” zostaje zawieszony. Jednak, jak wiemy z lekcji historii, niebawem stanie się coś, co sprawi, że każde państwo na świecie będzie na gwałt potrzebować nadludzi.

Wybuch I wojny światowej oraz postęp technologiczny dokonany przez te kilka lat (rzecz jasna mamy tu do czynienia z naukowym bełkotem z początku XX wieku, naprawdę uroczym) umożliwiają ponowne uruchomienie programu. Cóż się dziwić? Prusacy prą naprzód, a konwencjonalne środki zawodzą. Pierwszy numer kończy się przed I bitwą nad Marną, kiedy to oddziały Ententy zatrzymały i odparły Niemców, czego skutkiem było okopanie się obu wojsk na następne kilka lat. W alternatywnej wersji historii w komiksie alianci zawdzięczać to będą nowemu Tailleferowi, którego pierwszym oficjalnym zadaniem będzie odwrócenie losów wojny w czasie tej właśnie bitwy.

Komiks stosunkowo dobrze oddaje realia tamtych czasów (nie licząc istnienia superżołnierzy etc.). Początkowo nikt nie spodziewał się, że wojna potrwa tak długo, w Europie panowało coś na kształt entuzjazmu, bo przecież „w końcu można było dokopać Szwabom”. Związane jest to z tym, że przed wybuchem tego konfliktu stosunkowo długo na Starym Kontynencie panował względny pokój. Społeczeństwo po prostu nie było świadome, w jakie gówno się pakuje.
No i to tutaj widać – żołnierze sądzą, że pociski z niemieckich karabinów nie potrafią przebić koszuli, a jeden z oficerów rozkazuje wyrzucić saperki, gdyż „nie będą się okopywać”. Klimatu dodaje również bardzo dobre tłumaczenie, które potrafi oddać status społeczny wypowiadającej się postaci, a także zawiera całkiem sporo określeń slangowych, wyjaśnionych w przypisach, coby się czytelnik nie poczuł zasmucony tym, że nie wie, co to są „cytryny” albo „pestki”. Świetnym smaczkiem jest też to, że pojawiający się na kilku kadrach Niemcy mówią po niemiecku. Jak wiemy z PRL-owskich seriali, nie zawsze jest to oczywiste.

Nie jest to w stu procentach historia propagandowa o tym, że Francja jest najlepsza na świecie, wrócimy jeszcze do tego zaraz. Nikt nie jest święty i twórcy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Lekarz, będący twórcą Wartowników, ma aparycję szalonego naukowca i w gruncie rzecz jest nim (makabryczna scena w piwnicy!). Jeden z członków oddziału przez ostatnich kilka lat zajmował się menelowaniem oraz ćpaniem. Wojskowy odpowiedzialny za wdrożenie programu Wartowników chyba ma jakiś ukryty plan, tak mi się wydaje. Chociaż może po prostu jest takim pokręconym patriotą, który nie zawaha się użyć wszelkich środków, by zwyciężyć. Wyraźnie widać także, jak niekompetencja i złe decyzje dowódców wpływają na los zwykłych żołnierzy – kończą pod gradem kul, umierając lub stając się kalekami.

Jeśli chodzi o wspomnianą na początku poprzedniego akapitu propagandową rolę komiksu – Czy można się z Wartowników uczyć historii? Oczywiście, w tym samym stopniu, w jakim możemy ją poznawać z powieści Henryka Sienkiewicza. Podobieństw jest bowiem kilka – akcja Trylogii i Krzyżaków rozgrywa się w okresach ważnych dla nas z historycznego punktu widzenia. Wydarzenia zawarte w tych utworach drastycznie wpływały na losy naszego kraju. Podobnie z I wojną światową, która we Francji traktowana jest inaczej niż w Polsce. Być może panowie autorzy stwierdzili, że w czasach powszechnego żartowania z postawy ich przodków podczas II wojny światowej warto sięgnąć nieco mocniej wgłąb, przypomnieć krajanom oraz światu o poświęceniu z lat 1914-18.
Kolejne podobieństwo stanowią postacie. W obu przypadkach – Wartowników oraz Sienkiewiczowskich wojaków – spotykamy się z reinterpretacją mitu heroicznego*. Autorzy celowo nadają pisanym bohaterom nadludzkich cech i czy mowa o supersile wynikającej z posiadania mechanicznych wszczepów, czy zdolności do wymyślania forteli ratujących z każdej opresji – ewidentnie stawia to taką postać ponad tłumem. Jest w Wartownikach świetna scena tłumacząca konieczność zakładania maski. Prócz ukrycia prawdziwej tożsamości w celu ochrony bliskich, daje pewien efekt – każdy Francuz może sobie wyobrażać, że to on się pod nią skrywa, że jest niezwyciężonym Tailleferem.

Oprawa wizualna jest moim zdaniem świetna – kreska jest nieprzesadnie szczegółowa, a kolory jakby ubrudzone, jaskrawy jest tylko ogień, trawiący ówczesną Francję.

Trochę minusem jest miękka oprawa – wiozłem komiks dwa razy tramwajem dwadzieścia minut, leżał na półce przez kilka dni, raz go przeczytałem, a i tak dolny róg się leciutko zagiął. Okładkowa cena to 38zł, ale polecam szukać, można znaleźć sporo taniej.

Polecam wszystkim miłośnikom Ligi Niezwykłych Dżentelmenów, Hellboya, dieselpunka i ogólnie tego typu klimatów.
Sam nie mogę się doczekać, aż położę łapki na następnych numerach i mam nadzieję, że na nich również się nie zawiodę. Ten wziąłem w ciemno i absolutnie tego nie żałuję – to była bardzo miła niespodzianka.

Jaskier

*Wiem, co mówię, nawet mam papier na to, gdyż maturę ustną z języka polskiego zdawałem z tematu: Sposób kreacji bohatera w dziele literackim i komiksie. Omów różnice i podobieństwa, korzystając z wybranych przykładów.

Read Full Post »

11070531_805774069516593_8362861148225525617_n
Rzecz jasna tytuł odnosi się do tych produkcji, o których można powiedzieć, że są komediami o zombie i je widziałem. Te warunki muszą być spełnione jednocześnie, toteż łatwo się domyśleć, że nie jest to zatrważająca ilość filmów. W każdym razie chodziło mi o to, że Zombieland podobał mi się o wiele bardziej od Wysypu żywych trupów. To zapewne dlatego, iż nie ogarniam Wrighta*, a tutaj mamy do czynienia z czwórką dziwacznie dobranych postaci, które mnie absolutnie kupiły.

Głównym bohaterem, narratorem i naszym oprowadzaczem po zdewastowanym apokalipsą zombie świecie jest grany przez Jesse’ego Eisenberga … typowy gość grany przez Jesse’ego Eisenberga. Lubię tego aktora i postacie, w które się wcielał (Now You See Me, The Social Network, prawdę mówiąc, więcej nie miałem okazji widzieć) i się tak zastanawiam,czy Lex Luthor również taki będzie?

Woody Harrelson to z kolei facet z poważnymi problemami, który tłumi w sobie wspomnienia, przesłaniając je sobie frajdą czerpaną z wykańczania zombie. Okazuje się, że pod powłoką twardoskórego kowboja kryje się człowiek wciąż potrafiący wykrzesać z siebie jakieś uczucia. Nawet jeśli przede wszystkim darzy nimi pewien konkretny rodzaj ciastek.

Emma Stone gra niby-wyluzowaną, niegrzeczną dziewczynę, będącą tak naprawdę odpowiedzialną opiekunką młodszej siostry. Już przed końcem ludzkiego świata tworzyły zgrany duet, teraz to konieczne, by przetrwać. Generalnie – Emma Stone zawsze spoko. Nie ma znaczenia, czy gra ukochaną superbohatera, czy cwaniarę wykorzystującą innych, by zapewnić przeżycie sobie i siostrze.

Abigail Breslin – czyli ta młodsza siostra – stanowi dobre dopełnienie czteroosobowej grupy, wnosząc cząstkę dziecięcej fantazji i naiwności, których – z całym szacunkiem dla jego talentu, Eisenberg oddać w pełni nie potrafi. No i fajnie było zobaczyć tę aktorkę w filmie, którego nie puszczają na religii.

Cała frajda z oglądania filmu płynie z interakcji między tą czwórką. Początkowa nieufność, wyrażająca się między innymi ciągłym mierzeniem do siebie z broni, przeradza się z czasem w dziwaczną przyjaźń, a może i coś na kształt rodziny. Więzi utworzone w trakcie wspólnej podróży, zahartowane niebezpieczeństwem spajają ekipę, której niestraszny jest żaden zombie.

A jeśli o nich mowa, to owe maszkarony są groteskowe i obrzydliwe, jak na żywe trupy przystało. Może i nie potrafią wystraszyć, ale też i nie są główną atrakcją tej produkcji.

W zasadzie nie jestem w stanie podać jednego ulubionego fragmentu – każdy potrafi powalić pomysłowością i kreatywnością – pierwsze spotkanie na zapleczu marketu, demolka w sklepie z pamiątkami, wizyta w Beverly Hills – każdy jest ulubiony.

Polecam każdemu – jest odpowiednio krwawo i obrzydliwie dla fanów klimatów zombie, a cała reszta znajdzie tu świetne postacie oraz uczciwy, dobry humor.

Jaskier

*Można by to wykorzystać do wznowienia niecyklicznego cyklu pt. Wyjście z szafy, co nie?

Read Full Post »

A w tym tekście skrótowy zapis wniosków, dotyczących rewelacji odnośnie tychże filmów, które zostały podane do wiadomości publicznej, ale nie chciało mi się/nie miałem czasu skomentować ich wcześniej.
Czyli:

    • Spider-Man w MCU;
    • Civil War;
    • Suicide Squad;

Jak widzicie, ani słowa o nadchodzących Age of Ultron, Batman v Superman, czy Ant-Manie, a także całej masie produkcji od Sony i Fox. Mutantom przyjrzymy się jeszcze kiedyś, FF to wielka niewiadoma, a ze starcia dwóch hegemonów DC może wyjść wszystko. Filmy Marvela na ten rok pozwoliłem już sobie skomentować przy okazji premier zwiastunów, więc jeśli chcecie się ode mnie czegoś dowiedzieć na ich temat, to skorzystajcie z tego prostokącika wyżej, obok którego jest napis „Szukaj”.

***

***

Co sądzę o tym, że doszło do porozumienia między Sony i Marvelem, dzięki któremu Spidey zagości w MCU?
Świetnie.

Mam tylko nadzieję, że będzie to Peter Parker i nie będzie czarnoskóry. No bo nie.
Za siedem lat mogą spokojnie wprowadzić Milesa Moralesa (akurat młody Smith podrośnie) i mieć dwóch Spider-Manów albo zabić tego starego i mieć jednego, będącego Murzynem, Mulatem albo innym Zambosem.

Parker jest ważny dla tego świata i po prostu zasługuje na uczciwe zaprezentowanie w filmie, ponieważ delikatnie rzecz ujmując, poprzednim produkcjom można sporo wytknąć. Garfield się wpasował… poniekąd… w rolę, ale nie mam zamiaru drzeć szat o odsunięcie go od tego bohatera. Będzie inny aktor, pokaże coś innego, jeśli będzie to gorsze, to ponarzekamy, ale serio – czy ktoś sądzi, że Marvel dopuści do jakiejś castingowej wpadki? Tobey Maguire był za bardzo zapłakany, aż do memogennego stopnia, więc może teraz uda się znaleźć złoty środek.

Żal Gwen, no ale ona i tak by się już nie pojawiła w potencjalnym TASM3, toteż nie pozostaje nam nic innego jak tylko zapamiętać jej świetną rolę i niepodrabialną chemię, jaką dało się wyczuć między nią i Garfieldem.

Najprawdopodobniej nie będziemy mieć do czynienia trzeci raz z genezą mocy Spider-Mana i dobrze, bo każdy wie, skąd się wzięły. Ludzie dziesięć lat starsi ode mnie oglądali kreskówki, ja oglądałem filmy Raimiego, teraz dzieciaki widziały TASM, więc każdy potencjalny widz jest zaznajomiony z historią radioaktywnego pająka, śmiercią wujka Bena i hasłem, że z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność.

Więc wszystko świetnie, czekamy na więcej informacji odnośnie nowej inkarnacji Pająka i filmów z jego udziałem. :)

***

Filmowe Civil War szykowane jest na Avengers 2,5. Wsadzają tam masę postaci (najprawdopodobniej debiut Pająka), no i wydarzenia mają być naprawdę ważne dla MCU. Ciekaw jestem, co też z tego wyjdzie, czy faktycznie uda się nadać fabule aż takiej istotności. Po świetnym Winter Soldier głupio by było, gdyby w Civil War nie pójść jeszcze krok dalej, ale trzeba pamiętać, że wygórowane wymagania mogą okazać się gwoździem do trumny tej produkcji. Więc starajmy się nie zjeść paznokci i doczekać do ujawnienia większej ilości informacji.

Nie sądzę, by film miał mieć wiele wspólnego z komiksowym pierwowzorem, między innymi z racji deficytu bohaterów, którego nie sposób nadrobić, o bagażu historii oraz relacji z kilkudziesięciu lat publikowania już nie wspominając. Nie chce mi się także wierzyć w to, by Stark miał się stać złym gościem. No po prostu nie, nie ten filmowy. No i też ciężko wyobrazić sobie, że wyrzucą do śmieci dorobek serialu Agents of S.H.I.E.L.D. tylko po to, by zrobić z Tony’ego Dyrektora. Jakoś mi się taka wizja nie trzyma kupy.

Liczę na to, że już w tym filmie zostaną pokazani Doktor Strange i Black Panther, wszak powinni być prawdziwymi koksami i jeżeli Marvel chce jakoś nawiązać do aktu rejestracji, to przede wszystkim powinien dotyczyć on kogoś, kto mógłby stanowić międzynarodowe zagrożenie. Z drugiej strony ustawę tę można forsować jako próbę zabezpieczenia przed domorosłymi stróżami prawa, którzy kopią tyłki pod osłoną nocy, co niejako wymusiłoby pokazanie Spider-Mana i może tych herosów z ekipy miniseriali Netflixa. Ciężko stwierdzić, ale – jak sami widzicie – potencjał na wiele gościnnych występów jest. I to spory.

No i co?
No i jaram się tym filmem mocniej niż BvS.

***

Nakręcenie Suicide Squad to dobry pomysł. Nikt bowiem do tej pory nie zrobił filmu o łotrach w roli głównej i ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że przynajmniej w tym jednym DC wyprzedzi Marvela, który Thunderbolts ma być może w planach dopiero na 2027 rok. Ja do złośliwych nie należę i na tę produkcję czekam.

Największy ból dupy, jaki ludzie mają w stosunku do tej produkcji, dotyczy obsady. Pewnie dlatego, że na razie niewiele więcej na jej temat wiemy, a na coś trzeba przecież ponarzekać.
Jai Courtney, który obecnie jest w Hollywood na fali, obrywa najmocniej, bo ponoć gra strasznie drewnianie. Nie wiem, widziałem tylko I, Frankenstein z jego udziałem, czyli film, który w żaden sposób nie jest miarodajny, gdyż generalnie był gówniany. Poza tym nawet go stamtąd nie pamiętam. Szklana pułapka 5 mnie ominęła, podobnie pozostałe produkcje z jego udziałem. Ma grać Kapitana Boomeranga, więc możliwe, że nie dożyje do końca seansu. Gdyby agent wywalczył dla niego jakąś istotniejszą rolę, to może ta gównoburza związana z jego udziałem w tym filmie miałaby sens. A tak – ja nie widzę.
Robbie Margot świeciła cyckami w Wilku z Wall Street, więc na nią nie narzeka nikt. Ma specyficzny typ urody (ktoś gdzieś napisał, że wygląda jak aktorka porno), pasuje z twarzy i sylwetki na Harley – czego chcieć więcej?
Will Smith może wreszcie będzie miał szansę się odkuć i rola w Suicide Squad pozwoli mu wrócić na salony, chociaż nie będzie to ten sam Will Smith, jakiego pokochaliśmy w Dniu Niepodległości i Facetach w czerni. Jako Deadshot raczej nie będzie bogiem bycia cool. No ale też facet nie może całe życie grać tej samej postaci. Trzymam za niego kciuki. W kwestii zamiany koloru skóry postaci – w tym przypadku mi to nie przeszkadza. To podobnie jak z Heimdallem – no tak jakoś zupełnie mi nie wadzi.
Jared Leto jest dla mnie człowiekiem absolutnie anonimowym. Nom. Nie widziałem nawet Dallas Buyers Club i prócz tego, że wiem, iż dostał za rolę w tym filmie Oscara, pamiętam kwejkowe podśmiechujki z niego i moja wiedza się na tym kończy. Zgolił do roli brodę, skrócił i rozjaśnił włosy, wygląda teraz bardziej ludzko. Podobały mi się oba poprzednie wcielenia Jokera, jestem ciekaw, jak wyjdzie tym razem.
Toma Hardy’ego szkoda… No ale, skoro nie udało mu się pogodzić występu w tym filmie z innymi obowiązkami (albo nie spodobało mu się to, że gra Ricka Flagga, który nie jest postacią pierwszoplanową), no to cóż. W każdym razie nie lamentowałem, że miał zagrać drugą postać z tego samego komiksowego uniwersum.

Dużo więcej nie wiemy i nic dziwnego, skoro do premiery został grubo ponad rok. Trzymam kciuki za tę produkcję i wszystkie inne z DCCU, mam nadzieję, że wypalą.

***

Macie jakieś pytania odnośnie tych filmów?
Może chcielibyście, żebym napisał na temat jakichś innych?

Jaskier

PS Zdjęcie Jareda Leto ukradłem z jego instagrama.

Read Full Post »

Agents of S.H.I.E.L.D. lub – jak serial został nazwany przez rodzimą stację – Agenci T.A.R.C.Z.Y. wrócili dwa tygodnie temu na antenę po przerwie w nadawaniu, rozsądnie wypełnionej przez Agent Carter. Ponieważ to mój trzeci wpis dotyczący tej serii, a drugi pisany po premierze pilotażowego odcinka, to będziecie mieli okazję przeczytać, co sądzę o zmianach, jakie zaszły przez ostatnie półtora roku, a nie tylko o wydarzeniach z ostatnich odcinków.

W zasadzie na początku nikt nie podejrzewał, że serial może się stać aż tak istotny dla całego MCU (SPOILER – to w nim debiutują Inhumans). Można mieć wrażenie, że nie zdawali sobie z tego sprawy sami twórcy, gdyż spora część pierwszego sezonu to jakieś takie gejowskie Z Archiwum X – ot, było sobie zadanie, przyjechali, rozwiązali sprawę. Przy oglądaniu trzymała mnie przede wszystkim zagadka powrotu Coulsona – postaci agenta, którego widzowie polubili w filmach do tego stopnia, że została wskrzeszona na potrzeby serialu, przedarła się także do świata animacji i komiksów. Gdy okazało się, że powrót zza grobu odbył się w bardzo sztampowy, ale pasujący do komiksowych standardów, sposób, jasne było, że tak naprawdę istotne jest to, DLACZEGO wrócił. I wciąż było coś, co warte było regularnego śledzenia.
No i wtedy zdarzył się Winter Soldier, który wywróciwszy wszystko do góry nogami, sprawił, że właściwie do tej pory Agenci S.H.I.E.L.D. dają radę, a często nawet trzymają w napięciu. Kiedy okazało się, że jest wojna, że nie wiadomo, komu można zaufać, gdy starzy przyjaciele okazywali się wrogami, jeżdżenie po zadupiach w celu badania „paranormalnych” spraw poszło w odstawkę, ustępując miejsca mięsnym zwrotom akcji i naprawdę ważnym dla uniwersum wydarzeniom.

Tak jest do tej pory – nawet jeśli coś z pozoru wygląda na zapchajdziurę, byleby dociągnąć do odpowiedniej liczby odcinków, to tak naprawdę okazuje się być połączone z którymś z głównych wątków sezonu, rozwija bohaterów lub relacje między nimi.
Początkowy zestaw chodzących archetypów, na który ludzie strasznie narzekali przy starcie serialu, okazał się strzałem w dziesiątkę. Szóstka agentów ulegała zmianom, stopniowo odchodząc od niemalże karykaturalnego przedstawienia i stając się pełnoprawnymi bohaterami, o których losy się martwimy i zastanawiamy, co będzie z nimi dalej. Teraz znów szykuje się jakaś gruba afera i serio jestem zaintrygowany, co to się tam będzie wyprawiało.

Rola Inhumans jest coraz większa, pozostałe odcinki tego sezonu będą zapewne dotyczyły ich wątku. Trzeba przyznać, że włodarze Marvela sprytnie to sobie wykombinowali – gdy pojawi się film z nimi, część widzów będzie już wiedziała, o co się rozchodzi. Chociaż przykład Strażników Galaktyki pokazuje, że wcale nie jest to konieczne, by osiągnąć sukces.

***

Nic, tylko oglądać i życzyć sobie, by kolejne seriale wchodzące w skład MCU były równie dobre jak ten.
No i żeby jakieś crossovery się zdarzały. ;)

Jaskier

Read Full Post »


Z okazji Dnia Kobiet chciałbym złożyć moim Czytelniczkom życzenia:
Składam Wam życzenia.
Napisałbym jeszcze „smacznego jajka”, lecz stwierdziłem, że mogłoby to zostać uznane za… hm… niesmaczne.

A tak składałem życzenia przed rokiem-> KLIK.

Jaskier

PS
Żeby Wasza wewnętrzna bogini zawsze wykonywała potrójne salta.

Żeby Wasz cud-chłopiec był niczym Piotrek Nowakowski lub chociaż Barry Allen.

Żeby zupa nigdy nie była za słona.

Żebyście nie marzły.

Żeby Was ktoś na rękach nosił.

Żeby się Wam udało zrealizować wszystkie plany.

Read Full Post »

Older Posts »