Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Will Smith’


Może zacznę od pozytywnego aspektu – Suicide Squad w przeciwieństwie do BvS ma jakąś fabułę, jakąś konkretną historię do opowiedzenia. Kto wie, być może następy film z uniwersum DC będzie kolejnym krokiem w ewolucji i jego scenariusz będzie zawierał porządną fabułę. W przeciwieństwie do tej zaprezentowanej tutaj.

***

Wzorem opisywanego… „dzieła”, rozpocznę od przydługiego przedstawienia moich wniosków odnośnie antybohaterów pojawiających się w filmie. Pierwsze – nie wiem – pół godziny (?) to nużąca i ciągnąca się ekspozycja dla totalnych Januszów popkultury, w której Amanda Waller prezentuje kolejnych członków tytułowego zespołu, samą siebie pokazując jako twardą sucz, która nie zniesie sprzeciwu. Trzeba zaznaczyć, że za ideą powołania Task Force X stał strach przed metaludźmi, którzy mogliby okazać się terrorystami. Toteż do walki z przyszłym potencjalnym złym Supermanem zostali wybrani:

Will Smith a.k.a. Deadshot – płatny zabójca, który nigdy nie chybia celu. Ma jeden słaby punkt – córkę. Co za tym idzie, facet ma tak naprawdę złote serce i jest dobry, i zabija ludzi na zlecenie tylko po to, by w przyszłości opłacić córce studia. Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć… Will Smith spoko wygląda łysy i z brodą. Gra tutaj typowego twardziela, który przez wzgląd na dziecko/chorą matkę/ etc. okazuje się być wzorem cnót wszelakich.

Margot Robbie a.k.a. Harley Quinn – była pani psychiatra, która podczas leczenia Jokera zakochała się w nim, co nie skończyło się dla niej najlepiej. Z grupy tych „główniejszych” postaci to ona moim zdaniem wypadła najlepiej. Miała kilka przebłysków niepasującej do niej racjonalności, ale ogólnie była odpowiednio szalona i seksowna.

Jai Courtney a.k.a. Captain Boomerang – złodziej z Australii. Aktor ten był do tej pory znany z tego, że jego agent potrafił zdziałać cuda i – pomimo totalnego braku talentu aktorskiego swojego klienta – załatwił mu spore role w dość dużych filmach. Tutaj jest tchórzem, fanem pluszowych kucyków i najchętniej jak najszybciej by się wykręcił z tej imprezy. Nie wiem, co się stało, może Courtney sprzedał dupę diabłu, ale wypada naprawdę świetnie. Sprawdził się w roli głupawego rzezimieszka i liczę na to, że się jeszcze pojawi. Może w krótkim występie w filmie o Flashu?

El Diablo – były latynoski gangster, który potrafi tworzyć i kontrolować ogień. Jest całkiem kozacki z tym swoim pacyfizmem i „nie jestem bronią i nikogo więcej nie zabiję, chociaż bym mógł”, dopóki się nie okazuje, że po prostu ma wyrzuty sumienia, gdyż w niekontrolowanym wybuchu zamordował żonę i dzieci. Takie coś naprawdę nie pasuje do tego filmu. Takie – wiecie – no kiedyś byłem zły, no ale przesadziłem i teraz pokutuję. Zespół mieli tworzyć źli ludzie…
Ale naprawdę doceniam finałową walkę, w której się okazało, że jest uosobieniem jakiegoś azteckiego boga i przemienił się w wielki, płonący szkielet.

O pozostałych członkach tytułowego składu nie ma się co rozpisywać – Killer Croc zdecydowanie na plus, Slipknot ma uroczą, króciutką rolę, Katana się właściwie nie liczy, bo bez niej mogłoby się spokojnie obyć.

***

Przechodząc dalej, Jokera nie kupuję. Nie wiem, było go za mało chyba i wszystko, co robił, było związane z Harley. Głównie to ją ratował i strasznie mi to zgrzyta, jest mi ciężko polubić Jokera, którego głównym motorem napędowym jest uczucie, jakim darzy byłą psychiatrę. Poza dwoma retrospekcjami – jednej będącej genezą Harley Quinn i drugiej, w której paktował z jakimś czarnym gangsterem – wszystkie akcje Księcia Zbrodni mają na celu wyswobodzenie ukochanej. I to nie jest Joker, jakiego znam, i nie chcę takiego poznawać. To absolutnie nie jest wina aktora, ani wizerunku postaci – li tylko scenariusza.

Pozostały jeszcze dwie kwestie, które chciałbym poruszyć – ogólnego pomysłu (albo raczej jego braku) na fabułę oraz widocznych „humorystycznych” wstawek, które w żaden sposób nie pasowały do filmu. Zacznę od fabuły.

Amanda Waller chciałaby mieć ten swój Task Force X, ale wapniaki „z góry” się nie zgadzają. Potajemnie więc pozyskuje jednego metaczłowieka i wykorzystuje go, by pokazać wapniakom, że potrafi kontrolować taką potęgę. Tylko że potem okazuje się, że jednak nie. Bardzo nie. W komiksowym stylu nie. Metaczłowiek zrywa się ze smyczy, rozpoczyna koniec świata, zamienia ludzi w kitowców (sic!) i przez trzy dni napieprza w niebo błyskawicą.
Zespół zostaje wysłany, oczywiście bez prawdziwych informacji na temat misji, odbywają się dwie walki z kitowcami, okazuje się, że zadanie polega na wydostaniu Amandy Waller z miasta, przylatuje Joker, spadają jakieś śmigłowce i grupka decyduje się na heroiczny zryw i pokazanie, że potrafią być bohaterami.
Bo tak robią złoczyńcy…

Naprawdę przesadzono ze skalą. Pewnie widzieliście tego mema, w którym śmiano się z tego, że do walki z istotami o boskich mocach zostaje wysłana drużyna składająca się z dwóch gości, którzy potrafią strzelać, faceta rzucającego bumerangami, laski z kijem bejsbolowym i typa, który się znakomicie wspina. Jest to poważnym problemem tej produkcji. Mniej spektakularny przeciwnik sprawdziłby się o wiele lepiej.
Przy okazji wyłazi też coś innego – #winaWaller. I to bardziej niż Ultron był winą Starka. Gdyby nie jej potajemne gierki, to formowanie tego typu drużyny nie byłoby konieczne. W dodatku zostaje ona wysłana do uratowania Waller. Pewnie na wypadek sukcesu tej części planu przygotowano głowice, które miały zniszczyć miasto po ewakuacji.

No ale głupkowate fabuły czasem przecież wystarczą, co nie?
A jakże, lecz konieczne jest, by postacie, ich relacje oraz humor nadrobił braki historii. Tutaj na palcach można policzyć momenty, w których te trzy składniki zostały dobrze wymieszane, więc przez większość czasu przytłacza nas bylejakość scenariusza. Dopisane i dokręcone żarty tylko przeważają szalę goryczy. Kiedy dowódca strażników powiedział, że jeśli Deadshot go zastrzeli, to jego podkomendny ma go zabić i usunąć historię przeglądarki, to wypadło to tak żałośnie, że aż brak słów.

***

Cóż, tak ogólnie, to jest mocno źle, film ssie. Krótka piłka, Warnerowi znowu nie wyszło.
Gdy koleżanka z roku zapytała mnie, czy warto wybrać się do kina na Suicide Squad, to poleciłem jej nowego Star Treka.

Jaskier

PS Też się spodziewaliście, że Scott Eastwood gra Nightwinga?

Read Full Post »

Pewnie wiecie, a może nie, że wśród aktorów nominowanych do tegorocznych Oscarów nie ma żadnych Murzynów. I też żadna z ośmiu produkcji nominowanych do nagrody Najlepszy film nie jest o Murzynach. Nic to, że wśród nominowanych są filmy dotyczące problemu imigrantów w latach ’50, przemocy domowej, pedofilii. Nic to, że aktorzy nominowani są za role transwestytów i niezależnych kobiet.

Po tym przykrótkim wstępie, wyjaśniającym obecną sytuację filmo-polityczną, czas przejść do masakrowania lewaków. Bo oczywiście, jak w przypadku każdej sytuacji mającej cokolwiek wspólnego z polityką, są lewacy, których można zmasakrować.

Mianowicie – podnosi się rwetes o brak Murzynów w najważniejszych kategoriach. No i tam różni ludzie narzekają, kiwają palcem w bucie, grożą bojkotem gali rozdania Oscarów. Taka sytuacja. No bo rasizm, wiadomo.
Nikomu nie przychodzi do głowy to, iż rasizmem byłoby głosowanie na aktorów tylko przez wzgląd na kolor skóry. W sensie: „Leonardo DiCaprio zagrał niesamowicie, naprawdę zasłużył, by dostać Oscara, ale nie oddam na niego głosu, żeby potem nie gadali, że jesteśmy rasistami. Zagłosuję na Smitha, jego rola była spoko.”

Wcale nie jest tak, że czarnoskórzy aktorzy nie grają dużych ról w dużych filmach, przez co nie mają nawet szans na nominację. Jakiś czas temu Chadwick Boseman narzekał na to w ramach ogólnoświatowego bólu dupy o to, że w trzecioligowym filmidle fantasy o niby-to-antycznym-Egipcie nie ma Murzynów, że jest tylko on sam i w ogóle czarni nie dostają głównych ról. Nie będę tu pisał o Idrisie Elbie, Samuelu L. Jacksonie, Denzelu Washingtonie i innych, ponieważ zapewne zdaniem narzekaczy zagrali oni w tylu filmach, że stali się mentalnie biali. Ale sam Chadwick Boseman w chwili narzekania był po nakręceniu Civil War i dawno po zapowiedzi solowego filmu Black Panthera, w którego będzie się wcielał w MCU, więc niech się zdecyduje. I jeśli uważa, że jego brać cierpi, to powinien w ramach solidarności podrzeć ten swój wielomilionowy kontrakt z Marvelem i się nim podetrzeć.

Podobnie ma się sprawa z Willem Smithem. Otóż, dzisiaj świat obiegła informacja, że zgadza się on z opinią żony i na gali rozdania Oscarów się nie pojawi, żeby okazać wsparcie swoim. Willu Smithie, wal się. Nie mam co prawda wglądu do Twojego konta bankowego, ale stawiam dolary przeciwko żołędziom, że za rolę Deadshota zgarnąłeś pokaźną sumkę. Deadshot, przypomnijmy, w komiksie jest białoskóry.
Gdzie to logika? Ktoś uznał, że Will Smith jest spoko aktorem i dostanie rolę, dlatego, że jest spoko aktorem, a teraz Smith narzeka na rasizm w Hollywood?

To jest śmieszne, zwłaszcza dwa lata po triumfie Zniewolonego.
No i pamiętajmy, że wśród tegorocznych nominowanych w kategorii scenariuszowej pojawia się film o czarnych. Straight Outta Compton.

 

Jaskier

Read Full Post »

Mnóstwo czasu upłynęło od ostatniego wpisu z tej serii, co bynajmniej nie oznacza, że ludzkość zmądrzała, stała się mniej niewyżyta seksualnie i nie szuka już równie często dziwnych stron w internetach. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się zajrzeć w zakładkę „frazy wyszukiwarek” na stronie statystyk. No ale skoro już się to dokonało, to zapraszam do przejrzenia listy dziwnych tekstów, dzięki którym ludzie tutaj trafiali. ;)

Pisownia oryginalna.

operacja argo spoiler jak się kończy?
I ten moment, gdy chcesz zacząć pisać, jak się kończy spoiler – bezcenne.
No jak się może kończyć film o amerykańskich służbach specjalnych? No tylko szczęśliwie – wszyscy zostają uratowani, żodyn fizycznie poważnie nie ucierpiał. Wszak z opresji wyciągał ich sam Batman.

jak narysować thora
Ja bym spróbował czegoś w tym stylu.

robert downey jr, gra o tron
Ciężko uwierzyć, że są ludzie, którzy są w stanie pomylić dwie obecnie tak silnie marki, jakimi są GoT i MCU. Zrobię to jednak dla nich i napiszę, że w tym przypadku zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa. Tony Stark jeszcze długo nie umrze, nie martwcie się. ;)

carteles de peliculas de terrorwill smith spadek
Aha
Tłumacz wypluwa mi – „terrorwill filmy plakaty”. Ktoś? coś?

will smith spadek
Trzeba ostrzec Jadena. Ktoś interesuje się spadkiem po jego ojcu. Chyba że Smith senior zagrał w polskim Spadku z 2005 roku. Obok Czesi z Klanu. 0_o

mity greckiew oryginale
Podziwiam. Mi zawsze wystarczała wersja Parandowskiego. Daj znać, gdy znajdziesz jakiegoś aojdę.

czy istnieje wieczny student 4
Nie, nie istnieje. Nie ma znaczenia, co powiedział Ci Twój kolega-śmieszek z ławki. Wieczny student skończył się na Kill Em All* pierwszej części, którą warto było obejrzeć głównie dla Ryana Reynoldsa. Bez niego… to po prostu kolejna głupkowata produkcja o perypetiach amerykańskiej młodzieży, która myśli za pomocą narządów rozrodczych. Z nim to niby też kolejna głupkowata produkcja o amerykańskiej młodzieży, ale Z Ryanem Reynoldsem, a ja po prostu lubię tego gościa.
Tekst o Wiecznym studencie.

sherlock i john ich miłość
Tego typu teksty nie mogą obyć się bez pytań o orientację aktorów/postaci z seriali. Do tej pory prym wiedli Dean (Ackles) i Castiel (Collins) z Supernatural. Tym razem padło na Sherlocka. To znaczy tak sądzę, że chodzi o serię BBC, nie filmy Guya Ritchie’ego.
Nie mam pojęcia, czy Holmes i Watson coś ze sobą kręcą – widziałem jedynie dwa pierwsze sezony – mam nadzieję, że nie. Bardzo mam nadzieję że nie. Podejrzewam, że jakaś fanka nietypowej przystojności Benedicta Cumberbatcha szukała fanfika, w którym postacie jego i Freemana łączy coś więcej niż dziwaczna przyjaźń. Na szczęście tutaj tego nie znalazła. I nigdy nie znajdzie. NIGDY**.

antman pochodzenie nazwiska
Ant-Man = Człowiek Mrówka
Nie ma za co.

ciepłe ciała a wiecznie żywy czym sie różnia?
Ciepłe ciała
to nieco obleśna powieść o sile prawdziwej miłości, natomiast Wiecznie żywy to całkiem przyjemny film o sile prawdziwej miłości, będący adaptacją tejże książki – akcja rozgrywa się w świecie opanowanym przez zombie, jeżeli Was to zaintrygowało, to poszukajcie na blogu, jest tekst zarówno o filmie, jak i powieści.

***

To by było na tyle w tej porcji dziwnych fraz. Nie ma szału, ale i tak jest stosunkowo dziwnie.

Nie bójcie żaby, chyba wkrótce napiszę coś o My Little Pony: Przyjaźń to magia, więc poziom dziwności na blogu będzie w normie. ;)

Jaskier

* Nie da się na Worpdressie zrobić (albo ja nie umiem) przekreślonego apostrofu – robi się przeciek: .

**Co innego historia trudnej miłości Natashy Romanoff (Johansson), Gwen Stacy (Stone), Marii Hill (Smulders) oraz Betty Ross (Tyler) – czterech zwyczajnych kobiet w świecie nadludzi – zakończona happy endem w postaci kilkugodzinnej sceny czteroosobowego. lesbijskiego seksu. Już negocjuję sprzedaż praw, by Axel Braun mógł to zekranizować.

Read Full Post »

A w tym tekście skrótowy zapis wniosków, dotyczących rewelacji odnośnie tychże filmów, które zostały podane do wiadomości publicznej, ale nie chciało mi się/nie miałem czasu skomentować ich wcześniej.
Czyli:

    • Spider-Man w MCU;
    • Civil War;
    • Suicide Squad;

Jak widzicie, ani słowa o nadchodzących Age of Ultron, Batman v Superman, czy Ant-Manie, a także całej masie produkcji od Sony i Fox. Mutantom przyjrzymy się jeszcze kiedyś, FF to wielka niewiadoma, a ze starcia dwóch hegemonów DC może wyjść wszystko. Filmy Marvela na ten rok pozwoliłem już sobie skomentować przy okazji premier zwiastunów, więc jeśli chcecie się ode mnie czegoś dowiedzieć na ich temat, to skorzystajcie z tego prostokącika wyżej, obok którego jest napis „Szukaj”.

***

***

Co sądzę o tym, że doszło do porozumienia między Sony i Marvelem, dzięki któremu Spidey zagości w MCU?
Świetnie.

Mam tylko nadzieję, że będzie to Peter Parker i nie będzie czarnoskóry. No bo nie.
Za siedem lat mogą spokojnie wprowadzić Milesa Moralesa (akurat młody Smith podrośnie) i mieć dwóch Spider-Manów albo zabić tego starego i mieć jednego, będącego Murzynem, Mulatem albo innym Zambosem.

Parker jest ważny dla tego świata i po prostu zasługuje na uczciwe zaprezentowanie w filmie, ponieważ delikatnie rzecz ujmując, poprzednim produkcjom można sporo wytknąć. Garfield się wpasował… poniekąd… w rolę, ale nie mam zamiaru drzeć szat o odsunięcie go od tego bohatera. Będzie inny aktor, pokaże coś innego, jeśli będzie to gorsze, to ponarzekamy, ale serio – czy ktoś sądzi, że Marvel dopuści do jakiejś castingowej wpadki? Tobey Maguire był za bardzo zapłakany, aż do memogennego stopnia, więc może teraz uda się znaleźć złoty środek.

Żal Gwen, no ale ona i tak by się już nie pojawiła w potencjalnym TASM3, toteż nie pozostaje nam nic innego jak tylko zapamiętać jej świetną rolę i niepodrabialną chemię, jaką dało się wyczuć między nią i Garfieldem.

Najprawdopodobniej nie będziemy mieć do czynienia trzeci raz z genezą mocy Spider-Mana i dobrze, bo każdy wie, skąd się wzięły. Ludzie dziesięć lat starsi ode mnie oglądali kreskówki, ja oglądałem filmy Raimiego, teraz dzieciaki widziały TASM, więc każdy potencjalny widz jest zaznajomiony z historią radioaktywnego pająka, śmiercią wujka Bena i hasłem, że z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność.

Więc wszystko świetnie, czekamy na więcej informacji odnośnie nowej inkarnacji Pająka i filmów z jego udziałem. :)

***

Filmowe Civil War szykowane jest na Avengers 2,5. Wsadzają tam masę postaci (najprawdopodobniej debiut Pająka), no i wydarzenia mają być naprawdę ważne dla MCU. Ciekaw jestem, co też z tego wyjdzie, czy faktycznie uda się nadać fabule aż takiej istotności. Po świetnym Winter Soldier głupio by było, gdyby w Civil War nie pójść jeszcze krok dalej, ale trzeba pamiętać, że wygórowane wymagania mogą okazać się gwoździem do trumny tej produkcji. Więc starajmy się nie zjeść paznokci i doczekać do ujawnienia większej ilości informacji.

Nie sądzę, by film miał mieć wiele wspólnego z komiksowym pierwowzorem, między innymi z racji deficytu bohaterów, którego nie sposób nadrobić, o bagażu historii oraz relacji z kilkudziesięciu lat publikowania już nie wspominając. Nie chce mi się także wierzyć w to, by Stark miał się stać złym gościem. No po prostu nie, nie ten filmowy. No i też ciężko wyobrazić sobie, że wyrzucą do śmieci dorobek serialu Agents of S.H.I.E.L.D. tylko po to, by zrobić z Tony’ego Dyrektora. Jakoś mi się taka wizja nie trzyma kupy.

Liczę na to, że już w tym filmie zostaną pokazani Doktor Strange i Black Panther, wszak powinni być prawdziwymi koksami i jeżeli Marvel chce jakoś nawiązać do aktu rejestracji, to przede wszystkim powinien dotyczyć on kogoś, kto mógłby stanowić międzynarodowe zagrożenie. Z drugiej strony ustawę tę można forsować jako próbę zabezpieczenia przed domorosłymi stróżami prawa, którzy kopią tyłki pod osłoną nocy, co niejako wymusiłoby pokazanie Spider-Mana i może tych herosów z ekipy miniseriali Netflixa. Ciężko stwierdzić, ale – jak sami widzicie – potencjał na wiele gościnnych występów jest. I to spory.

No i co?
No i jaram się tym filmem mocniej niż BvS.

***

Nakręcenie Suicide Squad to dobry pomysł. Nikt bowiem do tej pory nie zrobił filmu o łotrach w roli głównej i ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że przynajmniej w tym jednym DC wyprzedzi Marvela, który Thunderbolts ma być może w planach dopiero na 2027 rok. Ja do złośliwych nie należę i na tę produkcję czekam.

Największy ból dupy, jaki ludzie mają w stosunku do tej produkcji, dotyczy obsady. Pewnie dlatego, że na razie niewiele więcej na jej temat wiemy, a na coś trzeba przecież ponarzekać.
Jai Courtney, który obecnie jest w Hollywood na fali, obrywa najmocniej, bo ponoć gra strasznie drewnianie. Nie wiem, widziałem tylko I, Frankenstein z jego udziałem, czyli film, który w żaden sposób nie jest miarodajny, gdyż generalnie był gówniany. Poza tym nawet go stamtąd nie pamiętam. Szklana pułapka 5 mnie ominęła, podobnie pozostałe produkcje z jego udziałem. Ma grać Kapitana Boomeranga, więc możliwe, że nie dożyje do końca seansu. Gdyby agent wywalczył dla niego jakąś istotniejszą rolę, to może ta gównoburza związana z jego udziałem w tym filmie miałaby sens. A tak – ja nie widzę.
Robbie Margot świeciła cyckami w Wilku z Wall Street, więc na nią nie narzeka nikt. Ma specyficzny typ urody (ktoś gdzieś napisał, że wygląda jak aktorka porno), pasuje z twarzy i sylwetki na Harley – czego chcieć więcej?
Will Smith może wreszcie będzie miał szansę się odkuć i rola w Suicide Squad pozwoli mu wrócić na salony, chociaż nie będzie to ten sam Will Smith, jakiego pokochaliśmy w Dniu Niepodległości i Facetach w czerni. Jako Deadshot raczej nie będzie bogiem bycia cool. No ale też facet nie może całe życie grać tej samej postaci. Trzymam za niego kciuki. W kwestii zamiany koloru skóry postaci – w tym przypadku mi to nie przeszkadza. To podobnie jak z Heimdallem – no tak jakoś zupełnie mi nie wadzi.
Jared Leto jest dla mnie człowiekiem absolutnie anonimowym. Nom. Nie widziałem nawet Dallas Buyers Club i prócz tego, że wiem, iż dostał za rolę w tym filmie Oscara, pamiętam kwejkowe podśmiechujki z niego i moja wiedza się na tym kończy. Zgolił do roli brodę, skrócił i rozjaśnił włosy, wygląda teraz bardziej ludzko. Podobały mi się oba poprzednie wcielenia Jokera, jestem ciekaw, jak wyjdzie tym razem.
Toma Hardy’ego szkoda… No ale, skoro nie udało mu się pogodzić występu w tym filmie z innymi obowiązkami (albo nie spodobało mu się to, że gra Ricka Flagga, który nie jest postacią pierwszoplanową), no to cóż. W każdym razie nie lamentowałem, że miał zagrać drugą postać z tego samego komiksowego uniwersum.

Dużo więcej nie wiemy i nic dziwnego, skoro do premiery został grubo ponad rok. Trzymam kciuki za tę produkcję i wszystkie inne z DCCU, mam nadzieję, że wypalą.

***

Macie jakieś pytania odnośnie tych filmów?
Może chcielibyście, żebym napisał na temat jakichś innych?

Jaskier

PS Zdjęcie Jareda Leto ukradłem z jego instagrama.

Read Full Post »

Czym są Jaskiery?
To wyróżnienie dla moim zdaniem najlepszych wytworów popkultury związanych bezpośrednio z kinem. Naturalnie, nie będę pisał o produkcjach posiadających realne szanse na zdobycie Oscara, skupię się na prymitywnej, ale za to dobrze podanej rozrywce – filmach, które przyjemnie ogląda się z popcornem i dużą Pepsi. Oczywiście, gdy już skołujemy sobie wersję DVD lub Blu-ray, bo jedzenie w kinie powinno być karane. Na miejscu. Zostawcie kibiców w spokoju, siorbiący Sprite’a gimnazjaliści – to jest prawdziwy problem.

Nie przedłużając, spośród filmów, które widziałem, a miały premierę w 2012 roku, wybrałem pięć. Podobnie z aktorami. Zaczynajmy (kolejność wg premiery światowej):

Avengers

Ta produkcja to istna kwintesencja filmu z superbohaterami. Mamy zgraną ekipę herosów, świetnie zagrany czarny charakter, kosmitów i nominowane do Oscara efekty specjalne. Wszystko to splecione jest prostą, aczkolwiek angażującą historią i, co ważne, każdej postaci dano odpowiednio dużo czasu na ekranie. Więcej o Avengers w mojej recenzji, którą możecie znaleźć na łamach Lessera.

Faceci w czerni 3

Zacznę od tego, że podobała mi się pierwsza część, druga już znacznie mniej. To po prostu był genialny pomysł, żeby wziąć miejską legendę dotyczącą Facetów w czerni i przerobić ją na komedię science-fiction. Podoba mi się groteskowość świata przedstawionego w tych filmach. No i Will Smith i Tommy Lee Jones.
W związku ze spadkiem formy w drugiej części nie paliłem się do zobaczenia kolejnej, ale w końcu się zdecydowałem i film mi się podobał. Jest odpowiednio groteskowo, wszystko jest przejaskrawione i – wreszcie, powtarzam wreszcie – ktoś wpadł na pomysł, że bycie kosmitom nie polega na posiadaniu macek, rogów, czy czego tam jeszcze. W tym filmie jest bowiem kosmita, który jest wielowymiarową formą życia będącą wszędzie i zawsze. Mieliśmy Gwiezdne wojny, Obcego i te wszystkie inne lepsze i gorsze filmy s-f, a z takim podejściem spotykam się pierwszy raz. No i Andy Warhola. I sam pomysł na skok w czasie. To jest tak porąbane, że aż fajne.

Amazing Spider-Man

To już drugie „poważne” podejście filmowców do postaci i historii Spider-Mana. Muszę przyznać, że spodobała mi się bardziej od trylogii Sama Raimiego. Peter jest mniej ciamajdowaty i nie tańczy na ulicy, natomiast Gwen Stacy jest lepszą dziewczyną superbohatera od Kirsten Dunst.
Wybacz, Kirsten, po prostu jestem z Tobą szczery.
Co prawda można mieć zarzuty do kierujących doktorem Connorsem pobudek, są niejasne niejasne i można odebrać wrażenie, że wzięły się znikąd, również wspólny lot Petera i Gwen nad Nowym Jorkiem pozostawia wiele do życzenia.
Aczkolwiek to wciąż solidny kawałek popcornowej rozrywki.

Ted

Ten film można było zareklamować jak film familijny. Dokonując lekkiej manipulacji, można przedstawić jego fabułę jako historię z filmu familijnego. Wtedy tysiące dzieci w USA zobaczyłyby pluszowego misia pijącego piwo, zażywającego narkotyki, przeklinającego i zadającego się z prostytutkami. Jednocześnie. Na szczęście nie ukrywano, że to nie jest film familijny. Jest całkiem zabawny, mocno niepoprawny politycznie, niesie ze sobą jakieś banalne przesłanie o dorastaniu i przyjaźni, ale podobał mi się. Momentami scenarzyści lekko przesadzili, ale postać Teda jest genialna, więc osobiście jestem w stanie im wybaczyć.

Hobbit: Niezwykła podróż

O Hobbicie pisałem niedawno na blogu, więc, jeśli ktoś przegapił, to ma okazję te kilka notek teraz nadrobić. Nie jest najlepszym popcornowym filmem tego roku, ma mocniejsze i słabsze fragmenty, ale uważam go za dobrą propozycję na filmowy wieczorek. Między innymi za rolę Martina Freemana i magiczny klimat. No i, kurde, ile mamy filmów fantasy? Eragona? Grę o tron?

Oto najlepsze moim zdaniem filmy stricte rozrywkowe z 2012 roku. Jutro notka dotycząca aktorów/postaci, a na tygodniu oznajmię Wam, kto z nominowanych został nagrodzony.

Jaskier

Read Full Post »