Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for the ‘Zakupy’ Category


Kolejna wystawa zdążyła już zostać rozłożona, pierwsi zwiedzający mieli już okazję ją zobaczyć, a ja wciąż nie napisałem o poprzedniej. A było EKSTRA!

Stowarzyszenie Zbudujmy To, którego od lutego tego roku jestem członkiem, zapewniło jeden z punktów programu podczas tegorocznej edycji nerdowskiej imprezy Pixel Heaven. Na kilkudziesięciu metrach kwadratowych zaprezentowaliśmy odwiedzającym nasze modele w tym: makietę miasteczka Zbudujcowa, bitewniakową wersję futurystycznej wersji Odsieczy Wiedeńskiej (gdzie stały moje konstrukcje), tor GBC i całą masę innych modeli oraz dioram. Zainteresowanych odsyłam do filmu z wystawy nakręconego przez Sariela:

Poniżej znajdziecie coś w stylu relacji z tego wydarzenia. Z mojej perspektywy, czyli osoby, która uczestniczyła w konwencie przede wszystkim jako wystawca. Nie mam zamiaru ukrywać, że do Warszawy pojechałem głównie w celach klockowo-towarzyskich, a cała otoczka związana z oldskulowymi grami i sprzętem, mimo iż przyjemna i potrafiąca zaangażować, stała na dalszym planie.
Raport w miarę na żywo prowadziłem na moim fanpejczu, skąd część wpisów zostanie przekopiowana do tego tekstu.

***

DZIEŃ PIERWSZY – Czwartek

W zasadzie nie był to dla mnie jeszcze w pełni konwentowy dzień – do południa byłem półtora godziny na uczelni, potem przed wyjazdem zdążyłem skończyć sprawozdanie na laboratorium, ale z kronikarskiego obowiązku odnotować wypada, że z Krakowa wystartowaliśmy wieczorem i na miejsce dotarliśmy krótko po północy.

***

DZIEŃ DRUGI – Piątek

Rano pobudka, śniadanie, mycie zębów i spacerek do stacji metra, skąd mieliśmy dotrzeć bezpośrednio na teren imprezy. Po drodze do metra cyknąłem fotkę najbardziej rozpoznawalnego budynku Warszawy.

I cóż – faktycznie mają metro w Warszawie. Legendy nie kłamią.

Jak się okazuje, mają nawet półtora metrów.

Już w budynku MZA dołączyłem do rozkładania klocków. Spora część wystawy była już przygotowana, chłopaki się naprawdę postarali.


Zdjęcia makiety w jakiejś ludzkiej jakości znajdziecie w galerii Servatora – KLIK.
Galerie pozostałych współautorów wiedniowej makiety:
BH’s
Glaz
Goldsun
Jaskier (czyli ja :P)
Kris Kelvin
Zgrredek

Jak pisałem na fejsbuku, musieliśmy jechać do docelowego hotelu, zameldować się, zostawić walizki i wrócić. I tu miejsce na humorystyczną wstawkę.
Ponieważ w tym samym hotelu nocowała w tym samym czasie jakaś młodzieżowa reprezentacja klubu gimnastycznego, pan z recepcji wziął nas za jej członków. Także spoko, niechodzenie na WF najwidoczniej nie zostawiło skutków ubocznych. Gdy już wyjaśniliśmy, że jednak nie, nie jesteśmy gimnastykami, ani nawet trenerami gimnastyki i dostaliśmy klucze, to z kolei pani z recepcji strzeliła z grubej rury, mówiąc, że zakładali, że nasza rezerwacja – dla grupy – dotyczyła gości weselnych. W sumie jak to teraz piszę, to już nie wydaje się takie śmieszne, ale wtedy autentycznie skisłem.

Po powrocie na imprezę (szczęśliwie identyfikator odebrałem wcześniej, wychodząc – po 15 do rejestracji była już kolejka) poplątałem się chwilę wokół ekspozycji i o 16 zaczął się mój dyżur. Na czym polegał? No cóż, odwiedzający nie zdają sobie sprawy z tego, iż niektóre modele trzymają się na tak zwane zagęszczone powietrze, a część osób przyprowadza zawsze ciekawskie dzieci. Jeśli kiedyś będziecie na tego typu wystawie, to – proszę – pamiętajcie, że NIE wolno dotykać modeli. Nie wolno podnosić samolotów, nie wolno kręcić antenami stacji badawczej, nie wolno przestawiać figurek na makiecie. Z naszej strony nie jest to żadna nieuprzejmość czy coś. Po prostu – jeśli każdy by chciał sobie czegoś dotknąć, to po chwili znaczna część ekspozycji byłaby uszkodzona. I tak musiałem naprawiać autko, zabierać dzieciom pochwycone minifigurki i podczepiać zbudowane jakąś kosmiczną techniką koła samolotu.

Po trzech godzinach bicia po łapach skończyłem dyżur i mogłem połazić po terenie imprezy. Niestety, jeszcze nie wiedziałem, że na poustawianych pod ścianami flipperach można pograć za friko, więc po prostu łaziłem, rozglądając się po różnych stoiskach. Zaszedłem na komiksy i podłubałem trochę w kartonach, ale okazało się, że nie było pierwszego numeru Moon Knighta z Marvel NOW!, więc koniec końców nic nie wziąłem.

Figurki przy stanowisku tej firmy przykuły moją uwagę, więc przystanąłem, żeby zapytać, jak je robią. No i się okazało, że wykonują projekty modeli w komputerze, potem drukują na drukarkach 3D. Usłyszawszy ceny, stwierdziłem, że dorabianie elementów do klocków mija się z celem, ale pan ze stanowiska propsował moje figurki z LEGO, więc niech mają reklamę.

Czekałem na pierwszy z punktów programu i w zasadzie jedyny, na którym mi tak naprawdę zależało – o 20 na Main Stage’u miał się odbyć pokaz tajwańskiego filmu klasy Z, Lady Terminator, z prowadzonym na żywo, improwizowanym dubbingiem. Emisja w ramach VHS Hell, którego istnienie obiło mi się już kiedyś o uszy, i którego byłem bardzo ciekaw. O dziwo, faktycznie pewne sceny w filmie przywodzą na myśl Terminatora, ale całość ma jakieś absurdalne, mistyczno-seksualne podłoże. Morduje na ekranie nie robot z przyszłości, ale opętana przez chutliwego ducha młoda pani archeolog… albo antropolog. Jeszcze bardziej o dziwo, improwizowane dialogi potrafił w niektórych momentach rzeczywiście rozbawić. Nie pamiętam, jak nazywał się pan, który „miał w ręku piwo zamiast listy dialogowej”, ale odwalił kawał dobrej roboty.

Mimo iż było już grubo po 21, to dzień się jeszcze nie skończył, na wieczór mieliśmy zaplanowaną integrację w jadłodajni Blue Cactus.

*pomnika

Jak widać na załączonym obrazku, w drodze do restauracji w pewnym momencie poszedłem na skrzyżowaniu niewłaściwą ulicą i zaszedłem aż za Belweder.

Jedzenie było spoko, Cola dawno mi tak nie smakowała i nie wiem, czy to kwestia cytrusa nadzianego na szklankę, czy tego, że cały dzień był intensywny.

Aha – ponieważ siedzieliśmy niemalże do zamknięcia, to mogliśmy zaobserwować klasyczny obrazek – barman polerował szklanki, rozmawiając z kokietującą go samotną, siedzącą przy barze dziewczyną. Nie powiem, trzymałem za niego kciuki.

***

DZIEŃ TRZECI – Sobota

Pobudka o podobnej porze – 8 – naprawdę syte śniadanie w hotelu i jazda na konwent. Od 10 dyżur, dotarliśmy chwilę wcześniej, ale flippery były jeszcze pogaszone – smutnazabaface.

Za to stoisko z koszulkami i innymi duperelami było otwarte. Jak tylko zobaczyłem ten nadruk, stwierdziłem, że muszę ją mieć. Niestety, nie pamiętam, jak się nazywał sklep, w którym ją kupiłem, a na terenie imprezy były ze trzy. W każdym razie – był to ten koło stoiska z komiksami.

BUT MAGIC IS HERESY – głosi dalsza część napisu na koszulce

Poniżej seria zdjęć modeli, które szczególnie zwróciły moją uwagę.

Na makiecie miasteczka umieszczone były liczne scenki z postaciami z popkultury – dwie szczególnie mnie urzekły. Obie autorstwa Tyborta.

Druga rozwaliła mnie jeszcze bardziej. Mimo iż postacie nie są oddane w stu procentach, a dałoby się je wykonać lepiej, to jednak bez problemów rozpoznałem bohaterów animowanego serialu Wodogrzmoty Małe.

Mario mój i Thietmaiera. Nieskromnie się pochwalę, że w zorganizowanym konkursie moja figurka zajęła trzecie miejsce. Jako nagrodę otrzymam Bellę.

Miecz Geralta kolegów i koleżanki z Politechniki Rzeszowskiej.

Tutaj klockowa wersja Pac-Mana. Zapamiętajcie.

Fragment makiety Fallout. Szyld zrobił na mnie naprawdę wielkie wrażenie.

Po obleceniu naszej wystawy ruszyłem na podbój konwentu. Udało mi się sporo pograć na flipperze. Straciłem poczucie czasu, bo kiedy już się do jednego dopchałem, to prztykałem jakieś czterdzieści minut. Przez dłuższą chwilę na sąsiednim (Judge Dredd) grał Kris Kelvin. Także spotkanie z celebrytą przy okazji wizyty w Warszawie mam zaliczone. :D

Flippery to było jednak małe piwo w porównaniu do stojących w sąsiednim pomieszczeniu starych telewizorów z podpiętymi konsolami, na których można było popykać w kultowe gry. Do Mario nie udało mi się dopchać, za to w Pac-Mana całkiem sporo pograłem. Jak na pierwszy raz trzymania w ręku joysticka od Atari, to uważam, że poszło mi całkiem nieźle. Zwłaszcza za drugim razem.

 

Nie udało mi się załapać na testowanie VR-u w tej grze, w której wszystko jest białe, poza przeciwnikami, którzy są pomarańczowoczerwonożółci. Mieli stoisko obok naszej wystawy. Za to założyłem gogle przy innym stoisku, gdzie odbywała się prezentacja gry w strzelanie. Chodziło się po jakichś dokach/magazynie i strzelało z karabinu. Strasznie dziwne uczucie, gdy obraz się porusza, jakbyśmy rzeczywiście szli, za co odpowiada gałka analogowa, a jednocześnie czujemy, że nogi się nam nie ruszają. Po kilku minutach spędzonych w wirtualnej rzeczywistości zaczęło mi się kręcić w głowie.

Tak się skończył trzeci dzień konwentowania. Na zdjęciu powyżej widać większą część mojego dziennego posiłku. Poza tym zjadłem jeszcze paczkę ciastek i rano śniadanie w hotelowej restauracji. Jakoś się nie skusiłem na ofertę food trucków, które parkowały przed budynkiem.

***

DZIEŃ CZWARTY – Niedziela

Ponownie – pobudka z rana, bo plan dnia napięty niczym leginsy na dupie grubej dziewczyny. Zaplanowaną mieliśmy wizytę w LEGO Store w Galerii Mokotów.

Jak widać, byliśmy na miejscu przed czasem i musieliśmy czekać kwadrans. 12:50 musieliśmy już być na Dworcu, więc trzeba się było sprężać. Na szczęście poszło gładko, kubek ładowało się szybko, a i wybór figurek się zbytnio nie rozwlekł.

Jeśli ktoś nie wie – w oficjalnych sklepach LEGO klocki można kupować na kubki, wybierając z dostępnego asortymentu elementów. Jest jedna zasada – kubek musi się zamknąć. Ten, który widzicie na zdjęciu, kosztuje 89,99zł, zmieściłem w nim przeszło 500 bricków 2×1 i jeszcze ponad 200 innych elementów. Średnio 0,11zł za klocek. O aktualny stan ścianki można pytać na fanpejczu sklepu.
Minifigi z kolei kosztują 44,99zł i działa to tak, że z puli elementów wybiera się po trzy: nogi, torsy, główki, włosy/czapki, akcesoria i w ten sposób składa trzy figurki. Tutaj pod względem ceny już nie jest tak różowo, aczkolwiek dużo zależy od klocków, jakie uda się znaleźć – czasem trafiają się prawdziwe perełki.

Już bez dalszych przygód wróciliśmy, wymeldowaliśmy się z hotelu, dotarliśmy na Dworzec i załadowaliśmy się do pociągu. Sama podróż przebiegła naprawdę klawo – z Warszawy do Krakowa pociąg jechał nieco ponad dwie godziny. I dali pół litra wody w cenie biletu, także więc bajka.

***

Cóż, tak to właśnie wyglądało. Ja się zakochałem w tym klimacie, na pewno wybiorę się na kolejne wystawy naszego Stowarzyszenia. Jedna obecnie trwa, również odbywa się w Warszawie, ja niestety muszę się uczyć, ale Was zapraszam. Jeśli tylko macie możliwość, to wybierzcie się na Warsaw Comic Con – my tam jesteśmy. ;)

Chciałbym podziękować kolegom ze Stowarzyszenia – Toltomei, który był tym drugim, kiedy pisałem w tym wpisie „my” oraz Innosowi za ogarnianie na miejscu, przewóz mnie i moich fantów. Podziękowania należą się również niezrzeszonym kolegom – Jahoo i gmkkk, również za transport samochodowy mnie lub klocków oraz za możliwość pogadania z kimś o wspólnej pasji.
Dziękuję współautorom naszej makiety bitewnej, których wymieniłem już wcześniej oraz wszystkim innym uczestnikom wystawy, zwłaszcza jetboyowi za trzymanie pieczy nad wszystkim.

Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się Was poznać inaczej niż przez forum, Wy LEGO-we świry,

Jaskier, też LEGO-wy świr.

 

 

 

 

PS Załączam zdjęcie figurek, które kupiłem w LEGO Store.

Read Full Post »

Hej, hej, hej! Czas pochwalić się nieco tym, co znalazłem pod choinką… uprzednio samodzielnie to tam włożywszy.

Po drobnych perturbacjach* paczki z gadżetami dotarły do klientów. W tym także do mnie.

Do zakupu zostałem skuszony ciekawą tematyką oraz promocją, jaka pojawiła się pod koniec listopada. Ale głównie tematyką. Fantastycznych światów jest bowiem tyle, że na pewno w paczce trafi się coś, co mnie niebotycznie usatysfakcjonuje – tak sobie myślałem, decydując się na zakup kota w worku. Władca Pierścieni, Wiedźmin, Warcraft, Heroes, Warhammer – w zasadzie każdy rycerzowo-potworowy świat prezentuje się w moich oczach interesująco.

Witaj.

Przejdźmy zatem do opisu i oceny poszczególnych składowych paczki.

***

KOSZULKA

T-shirt jest obowiązkowym elementem wchodzącym w skład Pixel-Boxa, a także każdej innej paczki z nerdowskimi gadżetami, jakiej rozpakowanie widziałem. Uwierzcie mi, trochę tego było.
Paczka w tym miesiącu zawierała koszulkę z Zeldy, wyprodukowaną przez Bioworld. Hura!(?)

Nie zrozumcie mnie źle, projekt nadruku jest w porządku, jakość na pierwszy rzut oka też niczego sobie, zobaczymy jeszcze, jak zniesie pranie. Na plus na pewno to, że jest czarna, a nie jakaś fikuśna kolorowa. Licencjonowana odzież swoje kosztuje, ceny tej koszulki na eBayu zaczynają się od 12 euro (sprawdzane pobieżnie).

Mimo iż nigdy w żadną część cyklu nie grałem, to będę nosił, nadruk mi się podoba.

***

FIGURKA

Bardzo liczyłem na to, że nie będzie Funko POP-a i niestety się przeliczyłem.

Mimo wszystko, figurka nie jest tragiczna, ma mnóstwo detali i rogaty hełm, dzięki któremu głowa nie jest typową dla tej marki bryłą z czarnymi kółkami w miejscach oczu.


Niestety, dla mnie wartości sentymentalno-nerdowskiej nie posiada, ponieważ w Skyrima grałem bardzo krótko. Figurka jednak jest spoko, jedna z lepszych wielkogłowych pokrak, jakie widziałem. W zasadzie jest dość neutralna – wygląda jak typowy mroczny wojownik z dowolnego typowego uniwersum fantasy, nieznajomość gry więc nie uniemożliwia zupełnie cieszenia się nią. No ale – Gandalf to to nie jest.

Sprezentuję ją bratu.

***

DUŻY FANT

Oprócz koszulki i figurki zazwyczaj można liczyć na jakiś praktyczny gadżet. Czy to inspirowaną jakąś grą solniczkę, czy to skarpety lub kubek.
W tym miesiącu było takie coś:

W pierwszej chwili miałem problem z rozkminieniem, cóż to takiego, ale na szczęście opakowanie zawiera wszystkie niezbędne informacje.

Jest to taki dynks, którego się używa podczas jedzenia jajka na miękko. Jestem wielkim fanem tak przyrządzonych jajek, mam wszystkie ich płyty, w dodatku akurat faktycznie potrzebowałem takiego fanta, gdyż poprzedni gdzieś się zagubił podczas przeprowadzki.
Uważam to za najlepszą składową grudniowego Pixel-Boxa, być może właśnie dlatego, że kiedyś przez pół godziny chodziłem po sklepie z wszelkiej maści kuchennym ekwipunkiem, szukając właśnie czegoś takiego. A tu przyszło i to nawet w nerdowskiej wersji.

Jakby co, podstawka działa, wczoraj przetestowałem.

***

MAŁY FANT

Czwartym elementem paczki był medalik z Harry’ego Pottera. Ma kształt złotego znicza i można go zawiesić na łańcuszku na szyi, ale jakoś nie czuję takiej potrzeby. Aha, łańcuszka w paczce brak.

Jestem sobie w stanie wyobrazić, że jakaś fanka Harry’ego montuje sobie ten bibelot we własnoręcznie zrobionej bransoletce, ale ja nie mam pojęcia, co z czymś takim zrobić. Na to miejsce wolałbym jakikolwiek brelok, który mógłbym przyczepić do kluczy. Albo replikę Jedynego Pierścienia. Z łańcuszkiem.

***

RESZTA

W paczce znajdowała się jeszcze widoczna powyżej drobnica – dwie wlepki, dwie przypinki i kartonik informujący o możliwości wygrania fakiegoś fanta dzięki umieszczeniu zdjęcia z zawartością tego Pixel-Boxa na swoim Instagramie.

***

PODSUMOWANIE

Paczka mnie nie zachwyciła, powiedziałbym nawet, że lekko się rozczarowałem. Pomimo tematu przewodniego, który – jak sądziłem – idealnie mi podpasuje, większość składowych paczki oceniam na – co prawda – dobrze wykonane, aczkolwiek nie w pełni satysfakcjonujące. Tak jest z koszulką i figurką. Złoty znicz to z kolei pierdółka, którą najprawdopodobniej wrzucę do szuflady i o niej zapomnę. Jedynie podstawka na jajko mnie naprawdę totalnie urzekła – jest to gadżet praktyczny i akurat mi potrzebny. Z tym jednym Pixel-Box trafił bezbłędnie.


Potraktowałem tę paczkę jako test i – niestety – Pixel-Box go oblał. Nie sądzę, bym w przyszłości zdecydował się jeszcze raz na zakup takiego pudełka-niespodzianki. Taką kwotę lepiej wydać na jakiś konkretny nerdowski gadżet, z którego będzie się w stu procentach zadowolonym. Tak przynajmniej uważam.
A jakie jest Wasze zdanie?
Jak oceniacie tego Pixel-Boxa?
Może zamawiacie jakieś inne paczki z nerdowskimi fantami?

Dajcie znać w komentarzach. ;)

***

*Zewnętrzny dostawca coś pokiełbasił z wysyłką jednego fanta i do klientów w tym miesiącu paczki dotarły z lekkim opóźnieniem, choć i tak przed Świętami. Mi to tam różnicy i tak nie robi, bo do domu wróciłem dwa dni po wizycie kuriera.

Tak przynajmniej zrozumiałem maila z BOK-u. Którego otrzymałem bardzo sprawnie. Za to należy się pochwała.

Jaskier

WPIS NIE JEST SPONSOROWANY.

Read Full Post »

Nie trwóżcie się, albowiem prezentowanie nie jest obowiązkowym punktem Bożego Narodzenia.
Gdy nie masz już siedmiu lat, to nagle orientujesz się, że spokojnie można odpuścić zapasy z tonami papieru do pakowania, kolorowymi wstążkami oraz łatwo wybrnąć z dylematu, czy imię obdarowywanej osoby wpisać na bileciku przy „To”, czy przy „From”.

Jeśli jednak wszelkiej maści akcje marketingowe* zrobiły Wam wodę z mózgu, koniecznie czujecie potrzebę oddania czci mamonie i teraz, panikując, biegacie po centrum handlowym, próbując od blogerów dowiedzieć się, co też sprawi przyjemność Waszym bliskim, to zapraszam do mojego prezentowego poradnika.

A co! Wszyscy piszą!

***

Skarpetki z logo Batmana

Od kilku dni jestem dumnym posiadaczem jednej, czarnej pary. Skarpetki z logo Batmana są nawet lepsze od trampek ze Spider-Manem.
Dlaczego?
Jeżeli założysz takie skarpetki do garnituru, to nikt się na pierwszy rzut oka nie zorientuje. Istnieje nawet cień szansy, iż mama wypuści Cię w takim rynsztunku z domu.
Poza tym takie skarpetki pozwalają Ci trzymać przy sobie dżule, które chcą uciec z Twoich stóp. Jak lepiej wyrazić miłość do kogoś, jeśli nie poprzez zatrzymywanie ciepła na końcu jego dolnych kończyn? Zwłaszcza zimą!

Książki

Książki to prezent idealny.
Jeśli lubisz czytać:

  • Możesz je przeczytać.

Jeśli nie lubisz czytać:

  • Ludzie będą chcieli mieć z Tobą seksy. Na przykład takie ludzie -> KLIK.
  • Mogą ładnie stać na półce.
  • Nie trzeba ich podlewać.
  • Goście biorą Cię za osobę elokwentną.
  • Budzisz respekt u prawnika z kancelarii, która zajmuje się odciąganiem prowizji z odszkodowań.

Pomarańcze

Każdy lubi pomarańcze. Są smaczne i mają przyjemny kształt.
Prawie tak samo wysoko punktowane są pomarańczowe soki.

Kosmetyki różne i różniste

Absolutna klasyka.
I to wcale nie jest tak, że sugerujesz komuś, że śmierdzi. Po prostu dbasz o to, żeby tak nie było. Ja tam bym się ucieszył, jakbym dostał szampon (nie powiem jaki, H&S mi nie zapłaciło).
Jedna uwaga – kupujecie perfumy lub flakonik perfum. Nie „perfumę”.

***

Z racji tego, że model rodziny to dzisiaj dwa plus pies, to chyba Wam wystarczy tych propozycji. Dla każdego coś miłego.

Jaskier

*W tym te z udziałem satanistów i kobiet popierających aborcję.

Read Full Post »

Większe i (nie oszukujmy, w naszym kraju o wiele popularniejsze) mniejsze promocje są nieodzowną częścią przedświątecznej gorączki*. Sam tuż przed chwilą napchałem elektroniczny koszyk w elektronicznej księgarni, gdyż ceny były niewygórowane, dodatkowo – po osiągnięciu odpowiedniej kwoty – cena przesyłki do wtóru mikołajowego dzwoneczka stała się równa zero.
Gdyby nie to, że skasowałem auto i trochę bardzo jestem uziemiony swoim stanem zdrowia, to zapewne zapolowałbym na początku przyszłego tygodnia na jakieś przecenione LEGO w jednym ze stalowowolskich marketów.
Bo trzydziestoprocentowa zniżka sprawia, że cena staje się nagle niesłychanie korzystna i korzysta z niej wielu AFOL-i.

O ile bieganie po jakimś centrum handlowym w poszukiwaniu najkorzystniejszej oferty w ogóle do mnie nie przemawia, to już przeglądanie na spokojnie ofert sklepów internetowych jak najbardziej. Doliczcie sobie do tego bogatszy asortyment i częściej aktualizowane ceny. Albo w ogóle aktualizowane, bo jak inaczej wyjaśnić, że ile bym razy nie ściągał z półki w Empiku Iron Mana, w celu sprawdzenia, ile sobie za niego życzą, to zawsze widniała tam astronomiczna kwota 39,99zł. A online wisiał wyceniony na mniej niż 50% tych piniądzów.
Darmowe wysyłki oraz dużo procent rabatu kusi i moim zdaniem nie ma się co patyczkować i trzeba brać, póki dają.

Wiadomo, nie wszystko da się zakupić w taki wygodny sposób, siedząc przed komputerem w szlafroku i z kubkiem gorącej herbaty pod ręką (do zobaczenia 27 grudnia w Galerii Krakowskiej – moje Słońce i ja jedziemy po studniówkową sukienkę), ale – z tego co się orientuję – ów brak wygody może stanowić jedną z głównych atrakcji, więc jeśli ktoś decyduje się przygotowywać się do Świąt, przedzierając się przez tłum podobnych sobie pasjonatów, to najwyraźniej sprawia mu to niezłą frajdę.

Ta nagonka do zakupowywania jest chora, ale skoro się opłaca i taka okazja jest raz do roku, to dlaczego z niej nie skorzystać?

Warto jednak się w tym nie zatracić i po uzupełnieniu kolekcji filmów/książek albo odłożeniu do szafy kolejnej pary butów/sukienki, pamiętać, że od tego wszystkiego ważniejsi są ludzie, z którymi przyszło nam żyć.
Albo współżyć.
Istotne jest także to, by nie współżyć z każdym.
Bo to niehigieniczne.
I chore.

***

No dalej, pochwalcie się, na jakie przeceny się natknęliście. ;)

Jaskier

*Powinniście łatwo zgadnąć, jakiego filmu dotyczył będzie jeden z tekstów tegorocznego Tygodnia przedświątecznego.

Read Full Post »

Skan z ulotko-katalogu z CCC.
I link do podstrony kolekcji w internetach.

Niby dla dzieciów, ale ja się spokojnie załapię (plus posiadania nieogromnej stopy). Siebie bym widział w czarnych trampkach ze Spider-Manem lub tych białych z Hulkiem.

Nie wiem tylko, jak jest z jakością. Głupio by było wywalić sześć lub siedem dych tylko po to, by po trzech miesiącach coś się rozkleiło lub rozerwało. Radzę więc dokładnie przyjrzeć się przed zakupem i wybadać buta pod względem trwałości.

Jaskier

Read Full Post »