Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Ubisoft’

Assassin’s Creed: Porzuceni to piąta już książka, której akcja umiejscowiona została w świecie znanym z serii gier Ubisoftu. Nie mam pojęcia, jak się ma do swoich poprzedniczek – żadnej bowiem nie czytałem. W bliżej nieokreślonej przyszłości będę miał porównanie do następnej powieści z cyklu, gdyż brat znalazł Czarną banderę pod choinką, ale póki co mogę się odnieść jedynie do dwóch pierwszy gier francuskiego studia.

Zasadniczo zadaniem tego typu literatury (gadżetów?) jest wyciągnięcie od graczy dodatkowej porcji hajsu. No bo wystarczy sobie sprawdzić na stronie jakiegokolwiek sklepu, który ma te pozycje w swojej ofercie i naliczymy tyle samo książek, co gier. W dodatku większość podtytułów się pokrywa, a ze streszczeń wynika, że autor najzwyczajniej w świecie przepisał fabuły poszczególnych gier. I to zostało wydane. W cenie 40zł za książkę.

Powieść Bowdena wygrałem w internetowym konkursie zorganizowanym na łamach strony Zakon Assassin’s Creed dawno, dawno temu. Informacja o tym stanowiła treść jednego z pierwszych postów na moim fanpejczu, wyniki zostały ogłoszone bowiem w okolicach czasu założenia stronki. Trochę mi zeszło z przeczytaniem, grubo ponad rok, ale skoro jest okazja, to chciałbym jeszcze raz podziękować organizatorom oraz pogratulować wszystkim współzawodniczącym.

Wbijmy więc wreszcie gwóźdź programu i przejdźmy do opinii.

Niewątpliwą zaletą Porzuconych jest to, że główny bohater to Haytham Kenwey, nie jego syn Connor, którym sterujemy w AC III. Dla mnie raczej zdecydowanie mało sensu ma czytanie o wydarzeniach, które widziało się na monitorze / telewizorze*, których za pośrednictwem myszki i klawiatury/ pada* byliśmy sprawcami. Z tego powodu nie mam zamiaru sięgać po pierwsze cztery powieści tego cyklu, wolę wydać porównywalną kwotę i doświadczyć tych historii w bardziej interaktywny sposób.
Chyba że zajawki wydawcy kłamią i Renesans, Bractwo, Tajemna krucjata oraz Objawienia nie są kalkami gier.
Czytał ktoś może?

Haytham Kenwey i jego historia są dosyć ciekawe i – no rzecz jasna – niezbyt odkrywcze i świeże, jeśli chodzi o światową literaturę, ale w ramach serii już raczej tak. Ponieważ to nie jest wyszkolony już zabójca, ani młodzieniec pragnący zemsty, dołączający przy okazji do asasynów, by z czasem zostać ich przywódcą.
Wskutek intryg templariuszy Haytham w dzieciństwie traci rodzinę i zostaje wychowany na niezwykle skutecznego członka zakonu. Prócz wybitnych zdolności walki bronią białą zostają mu wpojone odwieczne zasady templariuszy, które przez długi okres jego życia jasno wyznaczają mu ścieżkę, którą powinien kroczyć. Dopiero po wielu latach dostrzega pewne wady ich filozofii i zaczyna polemizować ze swoim mentorem.

I to stanie w rozkroku między asasynami i templariuszami, prawdą i władzą, byłoby nieziemsko ciekawe, gdyby nie fakt, że w gruncie rzeczy książka przypomina kolejną grę. Główny bohater jest przerzucany z misji do misji, występują tu swoiste ekrany ładowania, można wyróżnić „filmiki”, QTE, segmenty skradankowe, kompletowanie drużyny, zbieranie ekwipunku i potyczki, które w żaden sposób nie przypominają walki z gier (niesławny blok+kontra).
Znalazło się tu – niestety – miejsce i na streszczenie przygód Connora. Do pewnego stopnia jest to usprawiedliwione, gdyż główny bohater ze względu na zajmowane stanowisko przyjmuje raporty, a działalność młodego asasyna istotnie szkodzi jego planom, więc nie dziwi, że została uwzględniona. Później los ojca i syna się splata, toteż – ponownie – obecność Connora jest w pewien sposób naturalna. Niestety, nie grałem w AC III, więc nie mogę stwierdzić, czy jest to w jakiś sposób irytujące. Zakładam jednak, że wpłynie to negatywnie na frajdę płynącą z rozgrywki.

Polecam jedynie hardcorowym fanom serii (ludziom, którzy zbierali wszystkie flagi), chociaż pewnie nikt inny i tak by po to nie planował sięgnąć. Powieść rozszerza uniwersum, daje wgląd w przeszłość Haythama oraz rozwój struktur zakonu templariuszy w Nowym Świecie.
Nie jest to wybitnie czytadło, raczej masówka. Jak kebab w Krakowskiej.

Jaskier

*Wersja dla konsolowców.

Reklamy

Read Full Post »

W końcu przebrnąłem.
Kilka miesięcy temu zatrzymałem się na ostatniej misji we Florencji, gdzie trzeba było zabić jakichś pachołków jakiegoś zwariowanego klechy. Konkretnie na tej: Praktycznie koniec gry, zostało raptem godzina, dwie grania. No i wczoraj dobiłem do napisów końcowych.

Podobało mi się finałowe starcie z bossem. Zamiast posłać na nas swoich podwładnych, samemu spoglądając z oddali na ich efektowną śmierć, rzucił się do walki z asasynem. A potem trzeba było sprać go gołymi rękoma. Co było dziwne. Sprałem papieża gołymi rękoma.

Ogólnie grało się przyjemnie, po tej dłuższej przerwie miałem w zasadzie ochotę na więcej. Drażni nieco to, że w niektórych momentach autorzy rzucali dużą liczbą przeciwników, których pokonanie nie nastręczało żadnych trudności, a jedynie sztucznie wydłużało rozgrywkę. Renesansowa Italia wyglądała zacnie, nie dziwię się, że zdecydowano się na rozszerzenie dziejące się w tym samym okresie historycznym. Choć to chamska zagrywka ze strony Ubisoftu, ciągnąć piniądz od graczy za właściwie to samo. Ale raz do roku można sobie kupić (reedycję oczywiście) i pograć. Tym bardziej, że fabuła jest w miarę interesująca i nie dokończyli jej w tej grze, rozbijając zakończenie na jeszcze trzy następne produkcje.

W kolejne części zaopatrzę się za jakiś czas (w przypadku Brotherhood stawiam na pierwszy kwartał 2014 roku).

Zdjęcie Jade Raymond w nagrodę.

Dziennik AC II – Dzień pierwszy
Dziennik AC II – Dzień trzeci

Jaskier

PS Ezio lepiej wygląda z brodą.

Read Full Post »

Kontynuując moją szaloną przygodę w pięknych renesansowych Włoszech, którą zapoczątkowałem w ostatnią niedzielę, dotarłem do momentu, w którym zostałem zmuszony do wyjścia z Animusa, bo coś_tam_,_coś_tam_,_coś_tam. Ogólnie poszło o to, że zbyt długie przebywanie we wspomnieniach przodka jest niezdrowe dla człowieka. Co za szok.

Italia prezentuje się moim zdaniem lepiej od Ziemi Świętej z pierwszej części. Przede wszystkim, w miastach nie mamy do czynienia z ciasnymi, śmierdzącymi tanim sosem do kebabów uliczkami – nierozsądna próba przeskoczenia na dach budynku po drugiej stronie może skończyć się upadkiem, co, oczywiście, nie doprowadza do śmierci, ale wydłuża ucieczkę przed strażnikami lub utrudnia dostarczenie przesyłki. Miasta nie są też połączone korytarzami, jak to miało miejsce w pierwszej odsłonie.

Znacznie lepiej jest też w kwestii fabuły, młody Ezio kontynuuje swoją vendettę na Templariuszach, polując na ich kolejnych przedstawicieli. W pierwszej części przed wykonaniem zadania głównego trzeba było wykonać chyba dwa poboczne, które z czasem robiły się niemożliwie nudne i jedynie irytowały. Tutaj przybywamy do miasta, w którym znajduje się nasz cel i możemy od razu przystąpić do jego likwidacji. Zadania poboczne wykonywałem chętnie, choć odpuściłem sobie wyścigi. Zabójstwa na zlecenie, pobicia niewiernych mężów oraz dostarczanie listów są w miarę ciekawe, chociaż niestety zdecydowanie zbyt łatwe i za bardzo liniowe, dobrze by było, gdybyśmy się natknęli na jakieś bardziej rozbudowane zadania poboczne.

Zbyt prosta jest też walka, wystarczy parować, kontrować i unikać ciosów silnych strażników. A w ogóle najłatwiej rzucić w ziemię petardą dymną, potem wykończyć wszystkich ukrytymi ostrzami lub uciec i wskoczyć w stóg siana albo do studni, albo usiąść na ławce, goniący nas strażnicy pobiegną dalej, po chwili będziemy czyści. Ukrytymi ostrzami, bo szybko dostajemy drugie skonstruowane dla nas przez Leonarda da Vinci. Odniosłem wrażenie, że nawet za szybko, zwłaszcza, biorąc pod uwagę to, co możemy przeczytać w Kodeksie. Altair napisał, że będzie się musiał zastanowić, komu dać drugie ostrze.

Są jeszcze sekwencje łamigłówkowe, do których otrzymujemy dostęp, gdy znajdziemy symbol zostawiony przez Obiekt 16. Momentami są banalnie proste, a w innych przypadkach wymagają dosyć pokrętnej logiki. Oprócz tego są poszukiwania grobów asasynów. Samo znalezienie wejścia jest banalnie proste, bo jest ono oznaczone na mapie, natomiast w środku mamy do czynienia z dosyć prostym szukaniem jedynej odpowiedniej ścieżki, którą wymyślili projektanci, a szkoda, bo mogli się pokusić o danie graczom wolnej ręki w poszukiwaniu drogi w górę, tworząc kilka możliwości.

Jednakże nie znudziłem się jeszcze i będę kontynuował granie (tak przy okazji, brakuje mi w tej serii łuku i czegoś w rodzaju bat-haka).

Jaskier

Read Full Post »


Odgrażałem się chyba już kilkukrotnie i w końcu się stało, kupiłem Assassin’s Creed II. Pisanie recenzji szmat czasu po premierze (konsolowa – listopad 2009, PC – marzec 2010) mija się z celem, natomiast napisanie bezpośrednich wrażeń z  grania jest jeszcze głupsze, więc na co czekamy?

Po pierwsze, pudełko z grą. W dobie gwałtownego rozwoju cyfrowej dystrybucji coraz więcej graczy odchodzi od tradycyjnej wersji, czyli płytki. Mnie to nie dotyczy, bo wolę mieć poustawiane pudełka na półce. Reedycje gier Ubisoftu nie są tanie (choć wciąż tańsze od gier EA – stareńkie gry po pięćdziesiąt złotych, paranoja), jednak obecnie Ubisoft Exclusive to wizualnie najlepiej prezentująca się „tania” seria. Przede wszystkim to DVD box, schowany w kartonik, z którego można go wysunąć, po czym orientujemy się, że okładka pudełka zawiera grafikę z oryginalnego wydania, co również jest sporym plusem. Pomarańczowe, złote i niebieskie pudełka zaczerpnięte bodajże z Blu-ray nie wyglądają na półce tak dobrze, nawet w samym sklepie. Podobnie Best of Activision i ta nowa seria kogoś_tam, w której są m.in. obie części Call of Juarez, co za pomysł z tym czerwonym kolorem? Drążąc dalej temat – w pudełku znajdujemy instrukcję. Składając ją, postarano się – autorzy wykorzystali fakt, że główna część rozgrywki tej serii to gra w grze (wiecie, o co mi chodzi) i instrukcja stanowi rzeczywistą instrukcję, którą ktoś mógłby komuś wysłać, zawierającą wskazówki odnośnie działania Animusa. Sprytne. No i jest to wersja papierowa.

Natomiast wadą jest to, że gra wymaga stałego dostępu do Internetu poprzez Uplay. Może to być irytujące, zwłaszcza jeśli dojdzie do zerwania połączenia. Jednakże sama instalacja i aktualizacja przebiegła bez przeszkód.

Co do samej gry, to dopiero zacząłem, początek w roli Desmonda jest właściwie zbędny, lepiej by to wyglądało, gdyby zostało zastąpione filmikiem, natomiast pierwsze wejście do Animusa, kurde, to było dziwne. Obecnie jestem ponownie we Florencji, gdzie szykuję się do spuszczenia wpierdolu kolejnemu templariuszowi.
Motyw zemsty, czyli, z tego co dotąd się dowiedziałem z gry, główny wątek jest do bólu oklepany, ale o ile to lepsze od zabijania kolejnych celów z czarnej listy swojego mistrza, co miało miejsce w poprzedniej odsłonie serii. W pierwszym KotORze zrobili taką misję poboczną, a tam oparta była o to cała gra.

Walka znowu zapowiada się na schematyczną i prostą, natomiast cieszy fakt, że wraz ze zmianą miejsca akcji, zmienił się sposób uciekania przed strażnikami. Może tylko mi się wydaje, ale szersze uliczki nie pozwalają na przeskakiwanie na dachy budynków po ich drugiej stronie, zmuszając do większego kombinowania w celu zgubienia pościgu.

Dobry też jest humor, niektóre żarty naprawdę mnie rozbawiły, jak np. pierwsza wymiana zdań między Ezio i Cristiną. W ogóle sporo tutaj jakichś aluzji, wynika to poniekąd z tego, że główny bohater nie jest mnichem-zabójcą, jak Altair, jest wesołym bawidamkiem, który przepuszcza pieniądze na wino i kobiety.
To znaczy przed tym, jak jego ojciec i bracia zostają publicznie powieszeni.

Tyle na dziś, dodam jeszcze, że nie byłem pytany o dowód (znaczek PEGI – 18). Wyszło głównie o pudełku, bo naprawdę drażni mnie obecne podejście innych polskich wydawców, którzy dopuszczają takie beznadziejne projekty opakowań do sprzedaży.

Jaskier

Read Full Post »

Siłą rzeczy ponownie o kolejnej odsłonie serii Assassin’s Creed… w pewnym sensie. Organizacja PETA oskarżyła Ubisoft o to, że gloryfikuje w swojej grze wielorybnictwo.

Nagrodę w kategorii Najlepsiejszy Komentarz pod Newsem Dotyczącym Gier Wideo i Ochrony Środowiska otrzymuje wpis użytkownika gram.pl posługującego się nickiem Falcon:

„Jestem pewien, że istotą rozgrywki w tej części gry będzie wielogodzinne oczekiwanie na zgon rannego wieloryba.”

Gry nie powodują aż tak istotnych zmian w psychice ludzi. Grałem w dwie części The Sims i zdarzyło mi się kilka razy usunąć drabinkę z basenu albo ułatwić wybuch pożaru w pomieszczeniu bez drzwi. W którymś GTA przypinałem ludziom zdalnie detonowane bomby i czekałem, aż zbiegną się w większą grupę, zanim ich wysadziłem. Nawiązując do wypowiedzi PETY, zatłukłem niezliczoną liczbę wilków, niedźwiedzi, gigantycznych szczurów, zmutowanych pająków, nawet Sasquatchy. Czy z tego powodu wyszedłem na ulicę i zacząłem okładać mieczem bezdomne psy? Nie. Normalni ludzie tak nie robią… najwyraźniej nienormalni też nie.

Obarczanie gier winą za to, że ktoś ma zrytą psychikę, bo został skrzywdzony, będąc dzieckiem, jest niepoważne, tak samo przeznaczenie $ na badanie tego zagadnienia. W ten sposób myślą ludzie, którzy są święcie przekonani, że komputer to to, co stoi na biurku, a nie ta „skrzynka” pod spodem.

Granie to tylko rozrywka, a każdy trzeźwo myślący człowiek potrafi odróżnić fikcję od rzeczywistości. Jeśli nie potrafisz, to skontaktuj się z lekarzami, niech Ci pomogą.

Jaskier

Read Full Post »

Za każdym razem, gdy idę korytarzem, jedząc kanapkę i mijając nauczyciela, zastanawiam się, czy bardziej niekulturalne jest niepowiedzenie „dzień dobry”, czy powiedzenie „dzień dobry” z pełną buzią.
Dzisiaj dowiedzieliśmy się więcej o kolejnej odsłonie sztandarowej marki Ubisoftu, czyli Assassin’s Creed III i – 5/7: Piraci z Karaibów Black Flag. Będziemy grali piratem, bo najwyraźniej ktoś stwierdził, że warto wziąć to, co spodobało się w ostatniej odsłonie najbardziej i na tej podstawie zrobić całą grę. Oczywiście od razu zrobił się szum i lament o to, że nie będzie już tam tego klimatu, który był w poprzednich częściach. Nie wiem, grałem tylko w pierwszą. Cały pomysł na tę serię, oczywiście poza bieganiem po dachach, polega na pokazaniu wojny między Asasynami i Templariuszami na tle wydarzeń historycznych i choćby z tego powodu nie ma takiej możliwości, żeby coś nie pasowało. To świetny zabieg umożliwiający rzucanie graczem po różnych okresach (ale nie czasu, pamiętajcie) i pokazywanie odmiennych kultur. Na tak dużą skalę robił to wcześniej chyba jedynie Doktor Who.

Sami piraci to wdzięczny temat, po sukcesie filmu Disneya przeżyli renesans, czytając opinie graczy, można wywnioskować, że sterowanie statkami faktycznie wyszło i sprawia frajdę, więc dlaczego nie zrobić o tym gry? Bycie wilkiem morskim może być całkiem fajne.

Jak już napisałem, miałem do czynienia tylko z pierwszą częścią. Początkowo się nią zachłysnąłem, bo WOW! MOGEM BIEGAC PO DAHACH I DZIEKI KĄTRZE WALKA NIE STAONWI RZADNEGO PROBLEMU. Aczkolwiek po jakimś czasie zrobiło się to nudne, bo mieliśmy do czynienia z wtórnymi do bólu misjami pobocznymi i identycznymi zabójstwami w zadaniach głównych, więc, jeśli nie było to konieczne, to nie robiłem wszystkiego. Bieganie za flagami i schematyczna walka nie sprawiały mi frajdy, natomiast sama historia (ta w przeszłości, nie wątek Desmonda) była całkiem spoko, pomysłowo połączono multum teorii spiskowych i przyjemnie się to śledziło.

Muszę nadrobić drugą część, bo już jakiś czas temu widziałem, że kosztuje jedyne trzydzieści pięć złotych polskich.

Jaskier

Read Full Post »