Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2013

Kilka dni temu (tak jakoś we wtorek) zostałem przez noriego zaproszony do współpracy przy tłumaczeniu komiksu promującego jedną z serii LEGO. Ponieważ Pharaoh’s Quest, bo o tej serii mowa, z racji bezwstydnego wzorowania się na legendarnych Adventurers, jest bliskie mojemu sercu, nie mogłem odmówić. W ten właśnie sposób narodziła się nieoficjalna polska wersja, którą znajdziecie, klikając w obrazek.

Miłego czytania. :)

Blog noriego – 8studs

Jaskier

Read Full Post »

Jak już zdążyłem się pochwalić jakiś czas temu, udało mi się w końcu kupić trzynasty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Do zakupu przekonały mnie pojedyncze kadry, które widziałem na fanpage’u kolekcji na fb. Zajrzyjcie, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście. Naprawdę warto to zrobić, znajduje się tam masa ciekawostek, autorzy informują na bieżąco, stronka stanowi także skarbnicę recenzji i opinii poszczególnych numerów.

Co takiego cudownego jest na tych kadrach?
Są po prostu niezwykłe. Nie przypominają niczego, co do tej pory widziałem na kartach komiksów (nie żeby było tego nie wiadomo ile). Pan Ross ma niesamowity malarski styl, wszyscy ci ludzie, superbohaterowie, Nowy Jork i cała reszta wyglądają wręcz obłędnie. Dlatego kilka okładek kultowych komiksów (notabene wydarzenia z tych komiksów pokrywają się z opisywanymi w tym albumie) dodanych w ramach zawartości bonusowej bardzo cieszy.
To trzeba po prostu zobaczyć. Dlatego gdzieś tam w tekście będę fragmenty tego komiksu.

Historia została oryginalnie wydana w zeszytach Marvels #0-4 anno Domini 1994.

Czego dotyczy fabuła?
To właściwie przekrój przez całą historię tego niezwykłego świata. Nie oglądamy przygód superbohaterów, jedynie reakcje ludzi na ich pojawienie się i działanie. Mamy szansę obserwowania początkowej nieufności względem pierwszych herosów, rodzącego się uwielbienia, wrogości, nienawiści i strachu. Wielkie wydarzenia, w których brali udział członkowie Fantastycznej Czwórki, Kapitan Ameryka i cała reszta, ratowanie świata i spektakularne akcje są jedynie tłem. Owszem, są ważne, ale postać głównego bohatera, zwykłego człowieka, fotografa Phila Sheldona i jego przemyślenia wybijają się na pierwszy plan. Poznajemy go w 1939 roku, gdy marzy o karierze, którą przyniosłyby mu zdjęcia zrobione w Europie. Jednak początek wojny pokrywa się z pojawieniem się Ludzkiej Pochodni, Phil postanawia zostać w kraju i obserwować sytuację.

I tak to się kręci przez kolejne dziesięciolecia, w Philu narasta frustracja wywołana niesprawiedliwym traktowaniem superherosów i brakiem wdzięczności ze strony ludzkości za każdorazowe ratowanie świata.

W ramach dodatków dostajemy tradycyjnie już przedmowę p. Lupoi, dodatkowo każdy rozdział poprzedzony jest wstępem (autorstwa kolejno Stana Lee, Kurta Busiek, Alexa Rossa i Johna Romity). Do tego dziesięć stron o powstawaniu albumu zawierających m.in. całkiem sporo szkiców i mnóstwo ciekawostek prosto od autora ilustracji oraz wspomniane wcześniej odnowione okładki czterech komiksów.

Niestety nie jest to raczej komiks dla każdego. Sam w sobie nie opowiada historii zamaskowanych stróżów prawa, więc ktoś nieobeznany z tym uniwersum może mieć problem ze zrozumieniem go. Ja co prawda specem nie jestem, ale nie zdziwiło mnie na przykład to, że pseudonimem Ludzkiej Pochodni posługiwał się nie tylko Johny Storm z Fantastycznej Czwórki albo to, że Mary Jane nie była pierwszą dziewczyną Parkera. Ogrom tych wszystkich dziejących się w tle wydarzeń może przytłoczyć, więc Marvels niezbyt nadaje się na rozpoczęcie przygody z bohaterami Marvela.

Jednakże mnie się podobał, choć na pewno nie wychwyciłem wszystkich smaczków. Strona wizualna jest niesamowita. O czym już napisałem. Kilkukrotnie. Lektura tego albumu pozwala spojrzeć całościowo na kilkadziesiąt lat historii uniwersum i zapoznać się z najważniejszymi wydarzeniami, które miały w nim miejsce, jednakże poznajemy je z perspektywy zwykłego człowieka. I to jest cudowne.

Jaskier

Read Full Post »

Leciał dzisiaj w stacji na „P”. Piszę, żebyście wiedzieli, co o nim sądzić. Jakby wypadło Wam porozmawiać o tym filmie ze znajomymi w poniedziałek, czy coś.

Ja jebię, stereotypowy do bólu, mamy stereotypowego osiłka, stereotypową bogatą szmatę, stereotypowego kujona, stereotypową mamę i stereotypowe wątki, stereotypowe zawiązanie akcji, stereotypowy rozwój akcji i również stereotypowe rozwiązanie akcji. W dodatku jest raczej nieśmiesznie, nie przez cały film, ale zdecydowanie przeważają w nim sceny, które powinny widza śmieszyć, ale im to nie wychodzi. I to nie w taki sposób, jak to miało miejsce w Wiecznym studencie albo jakiejkolwiek innej produkcji, w której autorzy przesadzili z obrzydliwością (przecież to nie są horrory z lat ’80) – tutaj jest po prostu żenująco i niezręcznie.
Przykłady? Pierwsze minuty filmu i ta przydługa głupawa przemowa, potem rozmowa w domu Denisa o bracie Beth, a to jest początek filmu, jakieś pierwsze piętnaście minut, czyli już po trzech blokach reklamowych. Piętnaście minut! Scenarzysta zdążył nas już zniesmaczyć dwukrotnie. I to nie są pojedyncze hasła rzucane przez bohaterów, ale kilkuminutowy monolog i niekrótka wymiana zdań. Słabo, rzekłbym.

O co w tym filmie tak w ogóle chodzi? Denis, nasz stereotypowy kujon, wyznaje publicznie w trakcie zakończenia roku, że kocha Beth Cooper, czyli najlepsiejszą dziewczynę w szkole. Pierwszy raz ze sobą rozmawiają, potem przeżywają szaloną noc (to znaczy nie w takim sensie, ale i tak jest szalona), koniec.

Czy w tym filmie jest coś dobrego? Oczywiście, że tak, Paul Rust, czyli aktor wcielający się w głównego bohatera jest brzydki, Hayden Panettiere jest za to ładna no i jest jeszcze moim zdaniem najlepsza postać w tym filmie, czyli Rich – przyjaciel Denisa, rzucający cytatami z filmów na lewo i prawo chłopak podejrzewany o bycie homoseksualistą. Postać świetna, nie jest stylizowany na takiego klasycznego, stereotypowego pedała, z tą jego orientacją nie wszystko zostaje w ogóle wyjaśnione, no i te cytaty, jeśli się ktoś choć trochę orientuje, to bez trudu wyłapie odniesienia do wielu filmów. Miłe.
Lubię też ten wątek z osiłkiem, nie tym żołnierzem, tylko tamtym drugim osiłkiem, takim osiłkowym – całkiem sprytne, sensowne i zabawne.

Seans raczej odradzam, lepiej sięgnąć po coś innego. Kończy się dobrze i nawet się całują dwa razy. I nie próbujcie tego w domu. Raczej prawie na pewno zdecydowanie nie zadziała i tylko zrobicie z siebie idiotów. Sprawdziłem.

Jaskier

Read Full Post »

Ej, wrzucam, bo w miejscu, gdzie był wrzucony wcześniej chyba go szlag trafił, przez co link prowadzący do niego wygasł.
Zasiadając do seansu Szkoły zgorszenia, spodziewałem się kolejnej sztampowej i do bólu oklepanej historii o chłopaku, który z pośmiewiska staje się szkolnym celebrytą, zdobywa najgorętszą laskę, w finałowej scenie nokautując miejscowego macho. Nawet pobieżny opis fabuły udostępniony przez dystrybutora na to wskazuje, ale nic bardziej mylnego.

W głównej roli dziennikarza szkolnej gazetki występuje Reece Thompson, wcielając się w wyśmiewanego przez wszystkich Bobby’ego Funke. Francesca Fachini (w tej roli Mischa Barton) zleca mu rozwiązanie zagadki skradzionych testów. Koniec śledztwa był pierwszym zaskoczeniem – w „normalnym” filmie należącym do gatunku teen film Bobby plątałby się wokół tej zagadki przez półtora godziny, bylibyśmy raczeni gagami, nieudolnymi i najprawdopodobniej poprawnymi politycznie żartami, a w finale chłopak doszedłby do rozwiązania, zdobył dziewczynę etc. – NUDA! Tutaj natomiast jest to jedynie wstęp do kolejnej afery, która ma miejsce w szkolnych murach, ponieważ Szkoła zgorszenia jest bardziej filmem kryminalnym, co prawda o raczej prostej intrydze, ale wciąż to bardziej kryminał, niż głupawa komedia.

Wyjadaczowi kryminałów może się ten film wydać nawet bardzo prymitywnym, nie wiem, nie pytałem nikogo takiego. Humor z kolei również jest odmienny od tego, co zazwyczaj dostajemy w produkcjach z młodzieżą szkolną w roli głównej. Nie do końca trafił w moje gusta, aczkolwiek dowcipy są znacznie bliższe temu, co można usłyszeć w szkole, co jednak nie świadczy o tym, że przyjaźnię się z nimfomanką i narkomanami. W ogóle nawet postacie są nieco głębsze niż zazwyczaj i nie przypominają wyciętych z kartonu archetypów.

Zdziwił mnie natomiast sposób pracy Bobby’ego. Również bawię się w pisanie do szkolnej gazetki, ale po obejrzeniu tego filmu dochodzę do wniosku, że w moim przypadku jest to dosłownie zabawa. Film traktuje ten temat bardzo poważnie, przygotowania do napisania artykułu przypominają śledztwo przeprowadzane przez profesjonalnego detektywa. Zastanawia mnie, czy rzeczywiście w ten sposób to w Stanach wygląda.

Wspomnieć należy jeszcze o roli Bruce’a Willisa, który gra tutaj emerytowanego komandosa, obecnie dyrektora szkoły i muszę przyznać, że poprzez lekką autoironię to jest naprawdę zabawne. Choć ostatnio w „Looperze” aktor ten dał dobry popis, potwierdzając swoją pozycję wielkiego kozaka i zabijaki, to jednak trzeba przyznać, że role twardzieli kina akcji powinny zacząć powoli przechodzić do aktorów z młodszego pokolenia (co oczywiście nie znaczy, że Arnold ma być we wszystkich remake’ach zastąpiony Adrianem Brody’m). Miło było dla odmiany zobaczyć, jak niepokonany John McClane musi zmierzyć się uczniami liceum.

Film odebrałem pozytywnie i to, czym okazał się być, było miłym zaskoczeniem dzięki swojej odmienności od tego, co zazwyczaj prezentują sobą filmy, w których nastolatki są głównymi bohaterami. Raczej do niego nie wrócę, bo w dużej mierze przyjemność z oglądania go związana jest z powoli odkrywanym rozwiązaniem afery, ale nie uważam poświęconego mu czasu za stracony.

Jaskier

Read Full Post »

W drodze ze szkoły na przystanek często mijam sklepik wypełniony chińskim badziewiem, jak te wielgachne halonamioty w miejscowościach nad morzem, gdzie można kupić dosłownie wszystko, co może się przydać podczas letniego wypoczynku. Z racji tego, że Podkarpacie nie leży nad Bałtykiem, nie znajdziemy w nim leżaków i ramek na zdjęcia z rybkami, są za to inne fajne rzeczy.

Wczoraj, bo była straszna ulewa, wstąpiłem tam, żeby sprawdzić, jakie i po ile filmy można dostać. Już wcześniej zauważyłem stojące przy szybie opakowania z płytkami zmieniane się co jakiś czas, ale tak jakoś nie było okazji, żeby wejść. No i ta ulewa okazała się odpowiednią okazją.

W niskim koszykowym regale leżały setki, jeśli nie tysiące książek z płytami (mniejszy VAT), głównie z serii do ustawiania na półce. Ktoś kiedyś wołał za nie dwadzieścia złotych i SZOK! nie sprzedały się. Na pewno dużo egzemplarzy tego, ale też naprawdę sporo innych (w tym bajki, których nie zdążyłem przejrzeć).

Każdy film został wyceniony na trzy złote bez grosza, co mnie nieco zdziwiło. Pod względem fizycznym takie coś nie ustępuje dodatkom do gazet – komplet danych na temat reżysera, aktorów i całej ekipy, ujęcia z filmu, informacje dotyczące aktorów, a także postaci przez nich granych. Tylko ta badziewna okładka, która tak kretyńsko wygląda na półce.

Tak na szybko wziąłem Watchmen i Draculę z Oldmanem. Na pewno jeszcze tam kiedyś wrócę i wzbogacę swoją póki co skromną filmową biblioteczkę.

Wniosek? Łazić po rupieciarniach i sklepach z chińskim dziadostwem, bo można znaleźć tam przydatne rzeczy?
A jak nie, to zawsze można sobie tam kupić jojo. Jojo to świetna zabawka.

Jaskier

Read Full Post »

W końcu znalazłem, niestety kioski na mojej prowincji już od kilku numerów nie sprowadzają, co jest naprawdę denerwujące. Na szczęście są jeszcze saloniki prasowe przy marketach i miła pani zza lady powiedziała, że zawsze sprowadzają i że zaprasza. Oby nie kłamała.
Nie zaglądałem jeszcze do środka, trochę jestem zmęczony, ale na dniach przeczytam i jakiś tekst na pewno się pojawi. Widziałem póki co jedynie jakieś pojedyncze kadry, ale niezwykły styl Alexa Rossa przedarł się już przez pokłady drzemiącego we mnie jadu i nienawiści i urzekł mnie. Będzie fajnie.

Jaskier

Read Full Post »

Puśćcie sobie jakąś smutną piosenkę, żeby lepiej zrozumieć, żeby poczuć ten niepowtarzalny klimat. Białego misia na przykład.

D__________
 _E_________
 __K________
 ___A_______
 ____D______
 _____E_____
 ______N____
 _______C___
 ________J__
 _________A_

„Nie wierzę w nic”

„Hej dziewczyno, spójrz na misia”

Nadzieja jest jak kwiat – nieśmiało kiełkuje,
  a potem jest miażdżona ciężkim butem życia.

„Nirwano! Nirwano!”


Peryhelium szczęścia.

Bo jak człowiek jest szczęśliwy, to jemu się tylko wydaje, że jest szczęśliwy.
Albo życie oszukuje go, żeby mu mocniej dokopać.

Ogólnie rzecz ujmując – no ja pierdolę. Ja rozumiem, że można się z zazdrości śmiać z kolegi, który znalazł sobie dziewczynę, to całkiem zabawne, ale pisanie smętów w Internecie? To jest etap gimnazjum, takiego głębokiego.

Z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia i bez uszanowania dla wszystkich tych, u których taki proceder ma miejsce.

Jaskier

Read Full Post »

Older Posts »