Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2013

W związku z nadchodzącymi świętami zarządzam przerwę. Świętami Wielkiej Nocy, gdyby aura za oknem Was myliła.

Chciałbym Wam też życzyć, drodzy Czytelnicy i cała reszto, która trafiła tutaj dzięki tagom, wszystkiego najlepszego*, mokrego jajka, smacznego śmigusa-dyngusa** i jak najszybszego nadejścia wiosny.

Kolejny wpis pojawi się we wtorek, może nawet w poniedziałek wieczorem, jeśli zorientuję się, że usychacie beze mnie, co, nawiasem mówiąc, jest raczej mało prawdopodobne. Do tego czasu ukończę Assassin’s Creed II, więc pewnie będzie czwarty dzień dziennika i jakieś podsumowanie, mam też kilka innych, równie szalonych i emocjonujących pomysłów.

Jaskier

*Tak, wiem, to było prymitywne. :D

**Albo raczej śniegusa-dyngusa.

Reklamy

Read Full Post »

Wszyscy teraz gotują, tak jakoś stało się to modne. Ramówka niemalże każdej stacji napchana jest programami kulinarnymi z celebrytą jako prowadzącym lub jakimiś talent-szołami z gotowaniem w roli głównej. Nawet Lidl zatrudnił dwóch znanych z telewizji kucharzy do promowania swoich produktów i, jeśli się nie mylę, to współpraca ta trwa już ponad pół roku.

Gotują dzieci, dorośli, Anna Guzik, Ewa Wachowicz, siostra Aniela, a Gesslerowa biega po kuchni i przeklina. Nie chcąc być gorszy, dzisiaj zrobiłem pomidorówkę z ryżem, wczoraj kanapkę z masłem, natomiast we wtorek zagotowałem wodę na herbatę. Jak tak dalej pójdzie, to przed następnym weekendem będę umiał zrobić naleśniki, a przed końcem kwietnia przygotuję jagnięcinę w sosie miętowym na poduszeczce z masy pomidorowo-ziemniaczanej.

Pierwszy program, jaki pamiętam, w którym ktoś biegał i gotował, a ktoś inny to nagrywał, potem było to puszczane w telewizji, to Podróżne kulinarne Roberta Makłowicza. Ostatnio (aczkolwiek to było dawno) widziałem, że styl tej produkcji się zmienił i jest w niej więcej jeżdżenia i jedzenia niż samego gotowania.
Innych nie oglądam, czasem mignie mi ta TVN-owska kupa, w której czworo ludzi z wyższych sfer przygotowuje kolacje, mają je sobie nawzajem oceniać, a zwycięzca zgarnia pięć tysięcy złotych. Strasznie to sztuczne, podobnie jak program z Gesslerową, której po prostu nie trawię, nawet zlajkowałem ten post, w którym ktoś ją na Facebooku zjechał, że niby ma dziadostwo w swoich restauracjach, a próbuje pouczać innych.

Reasumując, nie oglądajcie tych dziwnych programów, w których blat zawsze jest czysty, a jajko rozbija się tak, jak powinno i nigdy niczego nie upierdoli. Lepiej sami poeksperymentujcie, Internet jest pełen przepisów, laikom polecam rozpoczęcie od prostszych dań typu zupka chińska lub kanapka z serem żółtym.

Jaskier

Read Full Post »

Normalnie bym nic nie pisał, ale zostałem poproszony przez koleżankę (nawet jest prawdziwa i mnie zna), więc dla Ani z pozdrowieniami i przeprosinami za to, że jestem takim złym i głupim człowiekiem.*


Wciąż na tym świecie są ludzie, którzy nie wiedzą, kim był Baczyński i ten film zdecydowanie nie wpłynie znacząco na ich poziom wiedzy na jego temat, choć oczywiście może jakiegoś wydartego przemocą ze szkoły i zapędzonego do kina ócznia zachęcić do sięgnięcia po biografię albo jeszcze lepiej twórczość tego poety. Nie miałem bowiem wrażenia, że oglądam film biograficzny, jak to miało miejsce w przypadku chociażby produkcji o Janie Pawle II. Zostaje nam rzuconych kilka faktów odnośnie życia rodzinnego, działalności konspiracyjnej, twórczości, które są poprzeplatane wypowiedzeniami świadków tamtych wydarzeń, filmami z kronik  i spotkaniem, na którym młodzi ludzie deklamują wiersze Baczyńskiego. Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z subtelnym teledyskiem, w którym rolę piosenki pełnią odczytywane i recytowane utwory tytułowego bohatera, a na ekranie przewijają się kolejne symboliczne obrazy.

Obawiałem się, że dojdzie do jakiegoś zakłamania i filmowcy będą próbowali pokazać Baczyńskiego jako stereotypowego bohatera, ale nie, pada nawet kwestia, że nie miał w sobie nic z żołnierza. Widzimy, że do walki się nie nadaje, ale coś go jednak pcha do konspiracji i chce działać z bronią w ręku.

W filmie jest mnóstwo symboliki podanej w nienachalny i przystępny sposób. Właściwie twórczość i te symboliczne sceny górują nad postacią samego Baczyńskiego. Nie ma tutaj żadnego rozwijania postaci, a dialogi są szczątkowe, ale nie powinno to być odbierane jako wada. Baczyński jest hołdem składanym przede wszystkim tytułowemu poecie, pomnikiem z kwiatów stawianym jego twórczości.

Komu bym film polecił? Miłośnicy poezji Baczyńskiego i tak go zobaczą, natomiast pozostali, od których trzeba odjąć jeszcze ludzi wrażliwych i podatnych na dawkę piękna zawierającego się w liryce, raczej chyba zdecydowanie będą się nudzić. Jeśli ktoś nie trawi jakiejkolwiek poezji, to powinien sobie odpuścić, bo spotkałem się z opiniami, że jest „nudny” lub „średni”.

Jaskier

*Potraktuj ten wpis jako prezent urodzinowy.**

** I bożonarodzeniowy.

Read Full Post »

Adam Mickiewicz, czyli pochodzący z Litwy narodowy wieszcz Polski i Polaków, utrapienie licealistów, był całkiem śmiechowym człowiekiem i odwalał akcje, jakich nie powstydziliby się wybitni przedstawiciele kasty internetowych trolli. Dodatkowo trzeba pamiętać, że robił to kilkaset lat przed wynalezieniem Internetu, co jest nie lada wyczynem.

Jak wiadomo z wiarygodnego, historycznego źródła, co najmniej jeden egzemplarz Pana Tadeusza dotarł do Ameryki Południowej. Oczywisty jest więc fakt, że został wymieniony na skrzynkę bananów i potraktowano go jako bazę do kilku tysięcy (liczba wciąż rośnie) telenowel.
Dzięki temu możemy dodać telenowelę do długiej listy polskich wynalazków.

Napisał trzy części Dziadów – Dziady cz. IIDziady cz. IVDziady cz. III. Części pierwszej nigdy nie ukończył.
A gdyby nawet ukończył, to zapewne umieściłby ją na końcu.

Nawoływał do walki narodowowyzwoleńczej, ostatecznie jednak nie wziął udziału w powstaniu listopadowym. Wśród wykładowców historii krąży anegdota, jakoby miał Mickiewicz natenczas pocieszać samotne żony poznanian.

W Reducie Ordona wmówił całemu światu, że Ordon zginął podczas powstania listopadowego. Jak wiemy, oficer ten przeżył jeszcze wiele lat, niestety nie wytrzymał presji społeczeństwa, które widziało w nim męczennika sprawy polskiej. Nie było mu dane walczyć w powstaniu styczniowym (służył wówczas we włoskiej armii, a jak wiadomo – nie warto umierać za Włochy), popełnił więc samobójstwo.
Śmiało można powiedzieć, że Mickiewicz strollował Ordona na śmierć.

Przedstawione fakty potwierdzają tezę, iż Mickiewicz był wybitnym przedstawicielem trolli, niejako twórcą pewnych zasad, fundamentów i podwalin pod tę jakże chlubną funkcję społeczną.

Jaskier

PS Znalazłem jeszcze informację o tym, że Mickiewicz pyskował do papieża. Chowają się wszyscy jadący po adminach i modach.

Read Full Post »

Kontynuując moją szaloną przygodę w pięknych renesansowych Włoszech, którą zapoczątkowałem w ostatnią niedzielę, dotarłem do momentu, w którym zostałem zmuszony do wyjścia z Animusa, bo coś_tam_,_coś_tam_,_coś_tam. Ogólnie poszło o to, że zbyt długie przebywanie we wspomnieniach przodka jest niezdrowe dla człowieka. Co za szok.

Italia prezentuje się moim zdaniem lepiej od Ziemi Świętej z pierwszej części. Przede wszystkim, w miastach nie mamy do czynienia z ciasnymi, śmierdzącymi tanim sosem do kebabów uliczkami – nierozsądna próba przeskoczenia na dach budynku po drugiej stronie może skończyć się upadkiem, co, oczywiście, nie doprowadza do śmierci, ale wydłuża ucieczkę przed strażnikami lub utrudnia dostarczenie przesyłki. Miasta nie są też połączone korytarzami, jak to miało miejsce w pierwszej odsłonie.

Znacznie lepiej jest też w kwestii fabuły, młody Ezio kontynuuje swoją vendettę na Templariuszach, polując na ich kolejnych przedstawicieli. W pierwszej części przed wykonaniem zadania głównego trzeba było wykonać chyba dwa poboczne, które z czasem robiły się niemożliwie nudne i jedynie irytowały. Tutaj przybywamy do miasta, w którym znajduje się nasz cel i możemy od razu przystąpić do jego likwidacji. Zadania poboczne wykonywałem chętnie, choć odpuściłem sobie wyścigi. Zabójstwa na zlecenie, pobicia niewiernych mężów oraz dostarczanie listów są w miarę ciekawe, chociaż niestety zdecydowanie zbyt łatwe i za bardzo liniowe, dobrze by było, gdybyśmy się natknęli na jakieś bardziej rozbudowane zadania poboczne.

Zbyt prosta jest też walka, wystarczy parować, kontrować i unikać ciosów silnych strażników. A w ogóle najłatwiej rzucić w ziemię petardą dymną, potem wykończyć wszystkich ukrytymi ostrzami lub uciec i wskoczyć w stóg siana albo do studni, albo usiąść na ławce, goniący nas strażnicy pobiegną dalej, po chwili będziemy czyści. Ukrytymi ostrzami, bo szybko dostajemy drugie skonstruowane dla nas przez Leonarda da Vinci. Odniosłem wrażenie, że nawet za szybko, zwłaszcza, biorąc pod uwagę to, co możemy przeczytać w Kodeksie. Altair napisał, że będzie się musiał zastanowić, komu dać drugie ostrze.

Są jeszcze sekwencje łamigłówkowe, do których otrzymujemy dostęp, gdy znajdziemy symbol zostawiony przez Obiekt 16. Momentami są banalnie proste, a w innych przypadkach wymagają dosyć pokrętnej logiki. Oprócz tego są poszukiwania grobów asasynów. Samo znalezienie wejścia jest banalnie proste, bo jest ono oznaczone na mapie, natomiast w środku mamy do czynienia z dosyć prostym szukaniem jedynej odpowiedniej ścieżki, którą wymyślili projektanci, a szkoda, bo mogli się pokusić o danie graczom wolnej ręki w poszukiwaniu drogi w górę, tworząc kilka możliwości.

Jednakże nie znudziłem się jeszcze i będę kontynuował granie (tak przy okazji, brakuje mi w tej serii łuku i czegoś w rodzaju bat-haka).

Jaskier

Read Full Post »

Nie, nie umarłem, Wasza radość była przedwczesna, ostatnie trzy wieczory byłem zajęty walką ze Zbrodnią i karą książką, która na pierwszy rzut oka zajmuje się jedynie potwierdzaniem stereotypu mówiącego, że w Rosji mieszkają wyłącznie prostytutki, alkoholicy, wyrodne matki, bogaci zbereźnicy, studenci niepotrafiący zapłacić czesnego, lichwiarze i sadystyczni urzędnicy carscy.
Na drugi też, ale potem faktycznie człowiek zaczyna się zastanawiać nad tym, czy istotą bycia homo superior rzeczywiście jest umiejętność podjęcia najbardziej radykalnych środków.

Mniejsza z tym, dzisiaj mam dla Was link do artykułu na gram.pl  => Klink

Te gry mają naprawdę świetną w swojej niedorzeczności fabułę, choć momentami są upierdliwie trudne we fragmentach zręcznościowych (których w Kapitanie Nemo jest stanowczo za dużo), to są to warte polecenia klasyczne przygodówki.

Jaskier

Read Full Post »


Odgrażałem się chyba już kilkukrotnie i w końcu się stało, kupiłem Assassin’s Creed II. Pisanie recenzji szmat czasu po premierze (konsolowa – listopad 2009, PC – marzec 2010) mija się z celem, natomiast napisanie bezpośrednich wrażeń z  grania jest jeszcze głupsze, więc na co czekamy?

Po pierwsze, pudełko z grą. W dobie gwałtownego rozwoju cyfrowej dystrybucji coraz więcej graczy odchodzi od tradycyjnej wersji, czyli płytki. Mnie to nie dotyczy, bo wolę mieć poustawiane pudełka na półce. Reedycje gier Ubisoftu nie są tanie (choć wciąż tańsze od gier EA – stareńkie gry po pięćdziesiąt złotych, paranoja), jednak obecnie Ubisoft Exclusive to wizualnie najlepiej prezentująca się „tania” seria. Przede wszystkim to DVD box, schowany w kartonik, z którego można go wysunąć, po czym orientujemy się, że okładka pudełka zawiera grafikę z oryginalnego wydania, co również jest sporym plusem. Pomarańczowe, złote i niebieskie pudełka zaczerpnięte bodajże z Blu-ray nie wyglądają na półce tak dobrze, nawet w samym sklepie. Podobnie Best of Activision i ta nowa seria kogoś_tam, w której są m.in. obie części Call of Juarez, co za pomysł z tym czerwonym kolorem? Drążąc dalej temat – w pudełku znajdujemy instrukcję. Składając ją, postarano się – autorzy wykorzystali fakt, że główna część rozgrywki tej serii to gra w grze (wiecie, o co mi chodzi) i instrukcja stanowi rzeczywistą instrukcję, którą ktoś mógłby komuś wysłać, zawierającą wskazówki odnośnie działania Animusa. Sprytne. No i jest to wersja papierowa.

Natomiast wadą jest to, że gra wymaga stałego dostępu do Internetu poprzez Uplay. Może to być irytujące, zwłaszcza jeśli dojdzie do zerwania połączenia. Jednakże sama instalacja i aktualizacja przebiegła bez przeszkód.

Co do samej gry, to dopiero zacząłem, początek w roli Desmonda jest właściwie zbędny, lepiej by to wyglądało, gdyby zostało zastąpione filmikiem, natomiast pierwsze wejście do Animusa, kurde, to było dziwne. Obecnie jestem ponownie we Florencji, gdzie szykuję się do spuszczenia wpierdolu kolejnemu templariuszowi.
Motyw zemsty, czyli, z tego co dotąd się dowiedziałem z gry, główny wątek jest do bólu oklepany, ale o ile to lepsze od zabijania kolejnych celów z czarnej listy swojego mistrza, co miało miejsce w poprzedniej odsłonie serii. W pierwszym KotORze zrobili taką misję poboczną, a tam oparta była o to cała gra.

Walka znowu zapowiada się na schematyczną i prostą, natomiast cieszy fakt, że wraz ze zmianą miejsca akcji, zmienił się sposób uciekania przed strażnikami. Może tylko mi się wydaje, ale szersze uliczki nie pozwalają na przeskakiwanie na dachy budynków po ich drugiej stronie, zmuszając do większego kombinowania w celu zgubienia pościgu.

Dobry też jest humor, niektóre żarty naprawdę mnie rozbawiły, jak np. pierwsza wymiana zdań między Ezio i Cristiną. W ogóle sporo tutaj jakichś aluzji, wynika to poniekąd z tego, że główny bohater nie jest mnichem-zabójcą, jak Altair, jest wesołym bawidamkiem, który przepuszcza pieniądze na wino i kobiety.
To znaczy przed tym, jak jego ojciec i bracia zostają publicznie powieszeni.

Tyle na dziś, dodam jeszcze, że nie byłem pytany o dowód (znaczek PEGI – 18). Wyszło głównie o pudełku, bo naprawdę drażni mnie obecne podejście innych polskich wydawców, którzy dopuszczają takie beznadziejne projekty opakowań do sprzedaży.

Jaskier

Read Full Post »

Older Posts »