Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2014

20:10

Gdyby się ktoś kiedyś zastanawiał, jak bardzo idealna jest moja dziewczyna – to zdjęcie powinno wszystko wyjaśnić:

Najbardziej.

Włączamy To właśnie miłość, do usłyszenia.

22:29

Płytka wraca do pudełka.

W zeszłym roku o tej porze napieprzałem orków fajerbolami.

00:10

Dokończyliśmy wreszcie Listy do M. No i tak się złożyło, że zaraz po filmie trzeba było się ubierać i wychodzić strzelać. A potem obowiązkowe upapranie blatu bąbelkową oranżadą. Pół rolki ręczników papierowych wylądowało w koszu, a w niebo poleciały dziś miliardy złotych, które można by wydać na ratowanie służby zdrowia.

00:55

To tylko seks leci na Polsat FILM.
Haymitch w roli geja. <3

02:14

Jeśli był jakiś naprawdę dobry powód, by ten film obejrzeć, to niestety nas ominął, ponieważ zadzwonił telefon i trzeba było ściszyć telewizor. Mina brata, gdy zszedł zatankować Pepsi i ujrzał nas oglądających scenę łóżkową bez fonii – bezcenna.

***

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Jaskier

Reklamy

Read Full Post »

okladka-600
USA pięćdziesiąt lat po wielkiej wojnie, w której polegli niemalże wszyscy herosi, władzę przejęli łotrzy. Niedobitki niegdysiejszych superbohaterów ledwo wiążą koniec z końcem, parając się najróżniejszymi zajęciami, byleby przeżyć w okrutnym, rządzonym prawem silniejszego świecie.
Jednym z takich pariasów jest były członek X-Men, Logan, z wszelkich sił starający się odciąć od awanturniczej przeszłości. Wydarzenia sprzed pięćdziesięciu lat sprawiły, iż od tamtej nocy nie wysunął swoich szponów, wyrzekł się swej natury. Najdzikszy z podopiecznych Xaviera przeistoczył się w ubogiego farmera, głowę rodziny mieszkającej na spalonych słońcem równinach Kalifornii.
Nie będzie łatwo przekonać go do tego, by ponownie stanął do walki ze złem oraz niesprawiedliwością.

Mark Millar oraz Steve McNiven stworzyli niesamowitą wizję świata za kilkadziesiąt lat. Jak każda w komiksach, tak i ta przyszłość nie jest za wesoła. Dzięki genialnemu planowi połączenia sił, superprzestępcy wygrali i podzielili kraj między siebie. Rządy ich odciskają piętno na wyglądzie poszczególnych regionów. Od farm, za dzierżawę których trzeba słono płacić, przez miasta pod rozkazami szefów gangów, pałętające się po pustkowiach dinozaury i przebudowany na modłę III Rzeszy Waszyngton, gdzie w Białym Domu zasiada Red Skull – aż chciałoby się zobaczyć, jak wyglądają rejony kraju, do których nie zawitaliśmy wraz z Loganem i Hawkeye’em.
Moja ulubiona miejscówka to Hammer Falls w Nevadzie, miejsce ostatecznej bitwy, która przypieczętowała klęskę bohaterów. Łatwo się domyśleć, jaki artefakt, świadectwo lepszych czasów, tam spoczywa.

Towarzysząc dwóm byłym Mścicielom, poznajemy realia na poły postapokaliptycznej przyszłości, a także kulisy wydarzeń, które do niej doprowadziły. W pewnym momencie Logan decyduje się w końcu wyznać Bartonowi, co wydarzyło się tej feralnej nocy, gdy ostatni raz wysunął szpony. Co go wtedy złamało.

Niezbyt rozsądna decyzja jednego z łotrów doprowadza do ponownego złamania. Tym razem w drugą stronę. Wolverine powraca, co sygnalizuje zajmujący dwie strony napis „SNIKT”, będący onomatopeją, jednoznacznie wskazujący, iż Rosomak szykuje się do sprawienia komuś lania.
A jako że przez ostatnie pół wieku wcale nie było lekko, to znaczy, że zbierający się w nim do tej pory gniew zostanie wreszcie wyładowany.

Nikt tu się nie pieści i jeśli ktoś wpada pod szpony Wolverine’a, to nie wyjdzie spod nich cały. Gdy już się nie powstrzymuje, Logan jest śmiercionośny niczym w swoich najlepszych latach. Dlatego tytułowy „staruszek” nabiera w pewnym momencie nieco ironicznego wydźwięku.
Sceny akcji są odpowiednio brutalne, przesadzone w takim komiksowym tonie – no i świetnie, po to sięgam po pozycję z Rosomakiem na okładce. Superaśne rysunki tylko dopełniają ideału.

Materiały dodatkowe to komplet alternatywnych okładek, galeria szkiców oraz posłowie od autora scenariusza.

Świetna oprawa graficzna, niesamowity klimat, uczciwe mordobicie, szybkie tempo akcji, hektolitry posoki i Logan odjeżdżający na koniu w stronę zachodzącego słońca – czy muszę pisać, że warto?

Jaskier

PS Millar jest trochę dziwny, bo w tym komiksie są: zawiązki kazirodcze, a córka Spider-Mana to była żona Hawkeye’a. No i są tu też kanibale.
Jak tu nie lubić tego komiksu?

Read Full Post »

Nadrabianie zaległości w toku. Kiedy ja dałem pierwszy raz cynk, że pojawi się tekst o tym filmie? Będzie już ponad miesiąc.

Cóż… nowe Rzufie Nindża. Z Megan Fox. I pod patronatem Michaela Baya.

Jako że urodziłem się w połowie lat dziewięćdziesiątych, to gówno wiem o życiu, natomiast Żółwie Ninja są mi niemalże zupełnie obce. Jasne, widziałem filmy, niektóre dwukrotnie, pojedyncze epizody serialu animowanego z 2003 roku, nawet jakieś książki czytałem, miałem komplet figurek, ale marka TMNT nie była i nadal nie jest w moim przypadku obiektem kultu.

No i jest ten nowy film.

I jest taki o, co może być szokiem, gdy przypomnimy sobie, jaką kupą były poprzednie produkcje nadzorowane przez Mistrza Destrukcji*.
Tak jak Nolan skaził nolanyzmem Man of Steel, tak Bay polał TMNT benzyną i rzucił w to peta. No i jebło. Może nie tak miałko i bezsensownie, jak filmy z robotami zdolnymi do transformacji, ale do czołowej czołówki produkcji popcornowych sporo brakuje.

O ile charaktery i zachowanie tytułowych bohaterów są świetne, uwielbiam to, jak mocno zostali zamoczeni w popkulturze, to ich wygląd to absolutna porażka. Nie mam na myśli wyłącznie anatomii zmutowanych żółwi, to może by jakoś przeszło, ale kto wpadł na pomysł, by poobwieszać ich tym całym dziadostwem? Masa wisiorków, łańcuszków i innych pierdół wcale nie jest potrzebna do rozróżniania ich na ekranie.
Projekt Splintera zakrawa z kolei na jakiś chory, niesmaczny żart twórców. Dawno już nie widziałem tak paskudnie wykonanej postaci.
Idąc dalej, mamy April, która jest totalną idiotką. Do jej powiązań z powstaniem żółwi wrócę za chwilę, gdy będę omawiał fabułę. Najsampierw coś innego – jak można się nie połapać, że postać grana przez Williama Fichtnera jest tym złym? Patrzysz na tego gościa i pierwsze, co przychodzi Ci na myśl to to, że nie chciałbyś go spotkać w ciemnej uliczce.
Może i Megan wyładniała, ale talentu jej nie przybyło. Rozsądku przy wyborze ról także.
Turbo-Shredder w kosmicznej zbroi to jakaś totalna pomyłka. No i co tu robi Whoopi Goldberg? Jej rola polega na odmawianiu April i podważaniu jej wiarygodności.

Fabuła jest o tym, że zły Klan Stopy pod wodzą Robo-Shreddera chce zarobić krocie na produkcji leku uzyskanego z krwi tytułowych zmutowanych gadów. Dziennikarka April O’Neil pragnie od życia czegoś więcej niż relacji z zajęć fitnessu i koniecznie chce ujawnić działalność terroryzującej miasto grupy ninja-zabójców najemników. Tak, Klan Stopy to goście biegający po metrze z karabinami.
Handlujcie z tym.
No i walczą z żółwiami, i są wybuchy, strzelanie, więcej wybuchów. Takie tam.

Geneza żółwi… Wyobraźcie sobie, że mała Megan Fox ma tatę, który jest naukowym naukowcem i robi eksperymenty na zwierzętach. I potem on się orientuje, że firma, dla której robi naukowe rzeczy jest zła, więc postanawia zniszczyć wyniki swoich badań, żeby nie zostały wykorzystane do niecnych celów. Mała Megan ratuje żółwiki i szczura z pożaru laboratorium, rosną w kanałach, szczur do perfekcji opanowuje sztuki walki, korzystając ze znalezionych pod miastem podręczników, następnie przekazuje wiedzę swoim przybranym synom. I czekają na dobry moment, by się ujawnić.
To jest takie głupie.
Po co łączyć Shreddera, genezę mutacji i April? Dlaczego?
Nie wspomniałem o tym, ale to chyba oczywiste, że złą firmą steruje sterowany przez Shreddera Fichtner.

Po co w ogóle ktoś, kto ma prywatną organizację terrorystyczną, steruje wielką korporacją, ma wielgachną posiadłość i stać go na zbudowanie robo-zbroi, miałby babrać się w ten kretyński plan ze sprzedawaniem leku ludziom, których sam wcześniej zatruł?

Mało sensu, dla kilku gagów i żółwiego humoru chyba nie warto brnąć przez bezsens scenariusza, głupotę April i brzydkość mistrza Splintera.
No spory zawód, kurde.

***

Na razie damy Bayowi trochę spokoju, ale w planach wciąż mam tekst ku jego, powiedzmy, czci.

Jaskier

*Moja siostra wyznała ostatnio, że nie dała rady obejrzeć czwartej części Transformers do końca. To naprawdę o czymś świadczy.

Read Full Post »

Matko! Tyle dobra!

Mam nadzieję, że już przeszła Wam poświąteczna, wywołana obżarstwem zgaga, wszystkoście albo zjedli, albo załadowali do zamrażarek, żeby nie trzeba było wyrzucać, a goście mieli na tyle taktu, żeby na wczoraj (gdyż jest trzy po dwunastej w poniedziałek) się już ewakuować i pozwolić posprzątać po trzech dniach siedzenia przy suto zastawionym stole i włączonym telewizorze.

Jeśli chodzi o mnie, to moją ulubioną kolędą jest Bóg się rodzi. Jeśliście mieli kiedy wątpliwą przyjemność polegającą na siedzeniu (bądź staniu) obok mnie w kościele, to na pewno możecie to potwierdzić.
A poza tym chce mi się pić i lubię kapustę z grochem mojej mamy.

(przerwa techniczna na uzupełnienie płynów)

To, co widać na zdjęciu wyżej, to różnej maści fanty, które wzbogaciły moją kolekcję w ostatnich dniach (część jest brata, ale on jest sporo młodszy, więc mogę śmiało mówić, że to wszystko moje).

Lista z komentarzami:

  • Wolverine: Starszek Logan

Pisiąty czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Ponura (a jakże!) wizja przyszłości. Przeczytałem i bardzo mi się podobał. Jest krwawo oraz brutalnie, tytułowy „staruszek” to gość, z którym zdecydowanie nie chcesz zadzierać.
Wkrótce napiszę więcej na temat tego komiksu.

  • Assassin’s Creed: Czarna Bandera

Wziąłem, bo mi brakowało do darmowej przesyłki, a na to była akurat całkiem spora zniżka. Mam nadzieję, że powieść z piratami na pierwszym planie okaże się lepsza od Porzuconych, a przynajmniej nie będzie w połowie streszczeniem którejś z części cyklu gier.
Kiedy coś o niej? Nie mam pojęcia, w najbliższym czasie napiszę coś o poprzedniej asasyńskiej powieści Bowdena.

  • Cudowny chłopak Billy

Bogato ilustrowana książka poświęcona zapomnianemu współtwórcy postaci Batmana – Billowi Fingerowi.
Warto znać i mieć, w dodatku nabyłem za połowę ceny.

  • Tysiąc imion

Wielka niewiadoma spod znaku gunpowder fantasy. A przynajmniej tak klasyfikuje tę cegłę wydawca.
Przeczytam pewnie dopiero na feriach i nie omieszkam jakoś skomentować. Może być fajnie, bo skrzyżowanie magii i technologii rodem z czasów Sienkiewiczowskiej Trylogii może dać wspaniały efekt.
No właśnie – może, a nie musi.
Czytał ktoś?

  • Skyrim

Brat po bodajże sześciu miesiącach jęczenia w końcu uprosił piątą część cyklu The Elder Scrolls.
I tak się złożyło, że kurier zapukał do drzwi, gdy był sam w domu, więc gra została odpalona tydzień wcześniej. Coś tam trochę pykam i nawet fajnie się tym moim orkiem biega i strzela z łuku, aczkolwiek stwierdzam ze zdziwieniem, że granie tak jakoś nie daje to już tyle frajdy, co dawało jeszcze dwa lata temu.
Chyba się starzeję.

  • X-Men: Przeszłość, która nadejdzie

Ujrzałem w promocji przy kasie w Empiku i nie mogłem się powstrzymać.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że tamtego dnia nie kupiłem żadnego innego filmu/książki/komiksu i mam na to świadka!
Mój tekst o najnowszej produkcji o mutantach znajdziecie TUTAJ.
Pewnie po ponownym obejrzeniu wrzucę ten link raz jeszcze wraz z informacją, czy jego zawartość jest wciąż aktualna.

  • Ucieczka Einsteina

Pierwsza w mojej skromnej biblioteczce pozycja ze świata Warhammera 40.000. Mam ochotę wkręcić się mocniej w to uniwersum, a sklep, w którym składałem zamówienie, nie miał już dostępnej Herezji Horusa, toteż wziąłem to.
Trochę mi wstyd znać pogrążony w wojnie wszechświat czterdziestego pierwszego millenium wyłącznie z gier z serii Dawn of War.

***

To by było na tyle, bo pewnie nie interesuje Was, jaki szampon dostałem, natomiast co dostała ode mnie moja dziewczyna, mogłoby Was interesować aż za bardzo.

Pozdrawiam Was ciule i do przeczytania we wtorek rano.
Tak sądzę.

Jaskier

Read Full Post »

W tym roku troszku zabrakło czasu i Tydzień przedświąteczny wyszedł niezbyt rozbudowany. Za dwanaście miesięcy postaram się bardziej postarać, być może nawet doczekacie się w końcu mojego subiektywnego rankingu eN filmów polecanych przeze mnie na święta. Takich mniej lub bardziej świątecznych.
Wiem, że na to liczycie.

***

Z okazji Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkim dużo spokoju i zdrowia. Żebyście się nie denerwowali za dużo, żeby byli przy Was bliscy, aby atmosfera była rzeczywiście świąteczna, by wszystko się dobrze poukładało i dopisywało Wam szczęście.

Tego właśnie życzę każdemu z Was. Świetni jesteście, bo jesteście. Śmiało możecie przypisać sobie jakieś 19% frajdy, jaką daje mi pisanie tego bloga.

***

Do zobaczenia już po świętach Bożego Narodzenia, mam całkiem sporo pomysłów na teksty, będzie fajnie – książkowo, filmowo, może też trochę growo. ;)

Cześć.

Jaskier

PS Z jakiego filmu ten kadr? ;P

Read Full Post »

Nie trwóżcie się, albowiem prezentowanie nie jest obowiązkowym punktem Bożego Narodzenia.
Gdy nie masz już siedmiu lat, to nagle orientujesz się, że spokojnie można odpuścić zapasy z tonami papieru do pakowania, kolorowymi wstążkami oraz łatwo wybrnąć z dylematu, czy imię obdarowywanej osoby wpisać na bileciku przy „To”, czy przy „From”.

Jeśli jednak wszelkiej maści akcje marketingowe* zrobiły Wam wodę z mózgu, koniecznie czujecie potrzebę oddania czci mamonie i teraz, panikując, biegacie po centrum handlowym, próbując od blogerów dowiedzieć się, co też sprawi przyjemność Waszym bliskim, to zapraszam do mojego prezentowego poradnika.

A co! Wszyscy piszą!

***

Skarpetki z logo Batmana

Od kilku dni jestem dumnym posiadaczem jednej, czarnej pary. Skarpetki z logo Batmana są nawet lepsze od trampek ze Spider-Manem.
Dlaczego?
Jeżeli założysz takie skarpetki do garnituru, to nikt się na pierwszy rzut oka nie zorientuje. Istnieje nawet cień szansy, iż mama wypuści Cię w takim rynsztunku z domu.
Poza tym takie skarpetki pozwalają Ci trzymać przy sobie dżule, które chcą uciec z Twoich stóp. Jak lepiej wyrazić miłość do kogoś, jeśli nie poprzez zatrzymywanie ciepła na końcu jego dolnych kończyn? Zwłaszcza zimą!

Książki

Książki to prezent idealny.
Jeśli lubisz czytać:

  • Możesz je przeczytać.

Jeśli nie lubisz czytać:

  • Ludzie będą chcieli mieć z Tobą seksy. Na przykład takie ludzie -> KLIK.
  • Mogą ładnie stać na półce.
  • Nie trzeba ich podlewać.
  • Goście biorą Cię za osobę elokwentną.
  • Budzisz respekt u prawnika z kancelarii, która zajmuje się odciąganiem prowizji z odszkodowań.

Pomarańcze

Każdy lubi pomarańcze. Są smaczne i mają przyjemny kształt.
Prawie tak samo wysoko punktowane są pomarańczowe soki.

Kosmetyki różne i różniste

Absolutna klasyka.
I to wcale nie jest tak, że sugerujesz komuś, że śmierdzi. Po prostu dbasz o to, żeby tak nie było. Ja tam bym się ucieszył, jakbym dostał szampon (nie powiem jaki, H&S mi nie zapłaciło).
Jedna uwaga – kupujecie perfumy lub flakonik perfum. Nie „perfumę”.

***

Z racji tego, że model rodziny to dzisiaj dwa plus pies, to chyba Wam wystarczy tych propozycji. Dla każdego coś miłego.

Jaskier

*W tym te z udziałem satanistów i kobiet popierających aborcję.

Read Full Post »

Film, w którym Arnold poluje na zabawkę na świąteczny prezent dla małego Anakina Skywalkera.

Pierwsze sceny sugerują, że może to być produkcja z Arnoldem w czerwono-złotym kostiumie, strzelającym do równie śmiesznie ubranych i przemawiających przestępców. Okazuje się jednak, że to był tylko fragment programu, który ogląda w telewizorni mały Skywalker.
Zamiast poskramiania superzłoczyńców przez Arnolda odzianego w lateks, otrzymujemy komedię o ojcu, który nie może kolejny raz zawieść syna.
Ale też jest śmiesznie. Oto dowód:

Cała śmiechowość tej komedyjki związana jest z tym, że zapominalski ojciec nie kupił zawczasu wymarzonej zabawki synowi i teraz cały dzień zmuszony jest biegać za nią po całym mieście, gdyż z racji niewiarygodnego popytu nigdzie nie można jej dostać.

No i przeżywa najśmieszniejsze przygody:

  • Zostaje posądzony o bycie pedofilem.
  • Zadziera z gangiem Mikołajów.
  • Wdaje się w konflikt z niezrównoważonym listonoszem.
  • Podpada funkcjonariuszowi drogówki.
  • Nokautuje renifera sąsiada.

No i ogólnie jest kupa śmiechu. Jak to w komediach z Arnoldem.
W finale główny bohater wyciąga lekcję, dowiaduje się, że siedzenie cały dzień w pracy to nie jest najlepszy sposób na okazanie miłości rodzinie.
Koniec.

Spodziewałem się, że będę się bawił nieco lepiej podczas oglądania. No bo, wiecie, Arnold Schwarzenegger szuka zabawki, co mogło pójść nie tak? Niestety, jest to jedna z tych kiczowatych, tandetnych komedii, których obecnie się już w telewizorni nie puszcza, bo wstyd.
Przynajmniej Arnold nie był bratem bliźniakiem Danny’ego Devito.
I nie był w ciąży.

Na osłodę:

Jaskier

PS Co te amerykańskie dziecki mają z obecnością swoich rodziców na testach/ konkursach/ zawodach?

Read Full Post »

Older Posts »