Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘ten gość z obcego’

Film o tym, jak Kapitan Ameryka* z brodą oraz Bucky Billy Elliot dążą do obalenia dyktatury największego maniaka kolei na świecie. Brzmi zachęcająco, czyż nie?

Ponieważ ludzie to idioci, to doprowadzili do kolejnej epoki lodowcowej. Przetrwanie naszej rasie i generalnie życiu na Ziemi gwarantuje jedynie niezatrzymujący się nigdy pociąg, okrążający planetę już od kilkunastu lat.
Łatwo się domyśleć, że nie każdy pasażer jest traktowany w ten sam sposób. Jest pierwsza klasa oraz Jacki Dawsony jadące na gapę. Zamieszkują ostatnie wagony, tzw. sekcję ogonową, są brudni, głodni i to właśnie oni są bohaterami tego filmu. Jak u każdej dużej grupy głodnych ludzi rządzonych twardą ręką, niezadowolenie wzrasta i gdy osiąga masę krytyczną, dochodzi do buntu.
Tak się składa, że moment ten jest bliski, powstanie wybucha. Snowpiercer jest więc relacją z podróży buntowników na czoło wagonu, do lokomotywy, gdzie zamierzają obalić dyktaturę i wprowadzić sprawiedliwe rządy.

Jeśli budzi to skojarzenia z pewnym cyklem powieści i filmów o buncie przeciwko tyranii, to słusznie, ja też pomyślałem o Igrzyskach śmierci. Tylko lepszych, bo tutaj nikt nie każe nam zastanawiać się, kogo Steve Rogers tak naprawdę kocha. Bazowe składniki tych historii to nie jedyne wspólne elementy – jedna z bohaterek, przedstawicielka władzy, wygląda i zachowuje się, jakby to ująć, ekscentrycznie. Zwłaszcza w zestawieniu z gapowiczami z sekcji ogonowej.

Kapitan jest idealnym materiałem na przywódcę – silny, odważny, nieustępliwy, pragnący lepszego jutra. Jednak z pewnych powodów nie chce władzy. Tajemnica jego przeszłości i tego, co go złamało, wychodzi na jaw dopiero pod koniec filmu, jest naprawdę sporym szokiem. To także jeden z powodów, dla których mogę powiedzieć, że Snowpiercer prawidłowo portretuje mechanizmy, które uruchamiają się u zdesperowanych ludzi postawionych pod ścianą.

Twórcy sprytnie zwinęli cały postapokaliptyczny świat i rozciągnęli go na długość pociągu. Dzięki temu zabiegowi mogli zarzucić nas ekspozycją, przedstawić formę, jaką przybrała cywilizacja, żeby przetrwać i nie ma w tym ani grama sztuczności – po prostu wraz z rebeliantami przechodzimy przez kolejne wagony i ich oczami obserwujemy ogrody, akwaria, szkoły etc. będące kolejnymi punktami na trasie.

W filmie nikt się nie cacka – krew i faki leją i sypią się gęsto, pasuje to do klimatu, nie mamy wrażenia, że ktoś tu przesadza z brutalnością lub wulgaryzmami.

Trochę SPOILER.

Zwrot akcji pod koniec jest naprawdę zwrotem akcji. Z początku trudno dać temu wiarę, ale po chwili zastanowienia dochodzi się do wniosku, że to ma sens, dopiero patrząc na fabułę ze świadomością tego, czego Steve dowiedział się w lokomotywie, dostrzegamy prawdziwe, niezakryte oblicze dyktatora, który… dąży do tego, żeby uratować jak najwięcej ludzi. W zasadzie twórca lokomotywy wybiera mniejsze zło, by osiągnąć większe dobro.

Koniec SPOILERA.

Snowpiercer oszczędnie wykorzystuje efekty specjalne, przedstawiając świat przyszłości głównie w klaustrofobicznych wagonach pędzącego pociągu. Sceny akcji są satysfakcjonujące, a sama fabuła w nienachalny sposób zachęca do refleksji.

Zdecydowanie polecam.

Jaskier

*Steve Rogers. Jasne, jakoś się w tym filmie nazywał, ale dla mnie był Kapitanem Ameryką z brodą.

Reklamy

Read Full Post »