Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2013

I podobała mi się. Serio.
Emisja polskiej wersji brazylijskiej telenoweli pokryła się z rozkosznym okresem gimnazjum, gdy wystarczyło chodzić do szkoły, by skończyć ją z wyróżnieniem. Dosyć dosłownie.
W związku z tym miałem dużo czasu wolnego i po powrocie do domu włączałem telewizor i przez dwie lub trzy godziny oglądałem to, co było w popołudniowym paśmie na TVN-nie. O ile w pewnym momencie stwierdziłem, że oglądanie paradokumentów produkowanych przez tę stację jest poniżej mojej godności, to serial z Julią Kamińską w głównej roli wciąż paczyłem bardzo chętnie. Wprawdzie nie widziałem finału, ale przecież i tak od początku było wiadomo, jak to się skończy, więc to nie problem.
Może jestem nienormalny, to znaczy na pewno, mniejsza z tym… Nawet gdy jest w tej charakteryzacji, widać, że jest atrakcyjna. Sami popatrzcie, wygląda lepiej od wcześniejszych wersji. Poza tym to jest ten rodzaj sympatycznej, pomocnej, miłej i uczynnej dziewczyny, którymi każdy chciałby być otoczony. Nie licząc tej sporej grupy gości, nierozumiejących tego, że filmy pornograficzne nie są odzwierciedleniem rzeczywistości. Czyli jakieś 69% męskiej części populacji.

Zawsze też lubiłem postać Violi. Nie tak łatwo zagrać idiotkę, o czym przekonała nas p. Marta Żmuda Trzebiatowska w filmie Och, Karol 2, to było naprawdę żałosne. Natomiast uważam, że Małgorzata Socha poradziła sobie z rolą niezbyt rozgarniętej sekretarki.

No i oczywiście perła w koronie, tj. p. Jacek Braciak w roli ekscentrycznego projektanta mody. Najbardziej oczywisty i stereotypowy pedał, od stylu bycia, przez sposób mówienia, na wyglądzie kończąc. Rola napisana i zagrana kapitalnie, choć samo podejście do tematu nie było oryginalne (po części coś takiego zrobiła Formacja Chatelet w skeczu o urzędzie pracy).

Oczywiście dostrzegam również minusy tego serialu. Był sztampowy, zapoczątkował serię podobnych mu produkcji (Magda Mucha w roli pięściarki*, Joanna Osyda z tym aparatem biegająca po Krakowie), ale tak jakoś wciąż darzę go sympatią. W przeciwieństwie do większości głupawych seriali, którymi raczą nas krawaciarze z polskich stacji.

Macie ochotę na więcej szczerych wyznań?

Jaskier

*tak wgl, „bokser” to nazwa rasy psa

Read Full Post »

Drugi zeszyt Jana Hardego jest już od jakiegoś czasu dostępny w sprzedaży.
Mój egzemplarz przyszedł kilka dni temu, razem z koszulką z nadrukiem pięści miażdżącej bolszewicką gwiazdkę i gratisową przypinką z symbolem bohatera. Tak bardzo mogę być teraz fanbojem.

Fabuła to w głównej mierze dwa wydarzenia – spotkanie Hardego z Iskrą, innym polskim herosem, między gruzami Warszawy w 1946 roku oraz ich wspólna misja sprzed wojny. Można więc powiedzieć, że ten zeszyt koncentruje się na wprowadzeniu konkretnej postaci i muszę przyznać, że robi to o wiele lepiej od obecnych w pierwszym numerze ramek, lakonicznie informujących czytelnika o pseudonimie i mocy postaci. W tym przypadku jest kilka kadrów odnośnie genezy i sporo dymków z dialogami, z których dowiadujemy się więcej o charakterze Iskry (nie dajcie się zmylić pseudonimowi, to jest facet). Z racji tego, że między oboma opisanymi w komiksie wydarzeniami minęło ponad dziesięć lat, w tym zawierucha II wojny światowej, w następnym numerze można się spodziewać uzupełnienia tej luki i informacji na temat misji bohatera w Związku Radzieckim. Co zapowiada się nad wyraz intrygująco.

Zasadniczo oba wątki kończą się wydarzeniem mającym zachęcić nas do zakupu następnego numeru*. W wypadku tego teraźniejszego (czyli z ’46 roku) jest to niespodziewany atak komunistów, retrospekcja urywa się z kolei całostronnym kadrem, który można streścić w następujący sposób:
Wchodzą. Jest tam mnóstwo fajnych rzeczy, między którymi stoi jakiś gościu i mówi „No witam”.
W ogóle, to najładniej narysowana strona w całym komiksie, w którym dominuje znany z pierwszego numeru nieco karykaturalny i oszczędny styl.

Historia robi się mniej sielankowa. To już nie jest zakończona powodzeniem zasadzka w lesie. Iskra cudem przeżył piekło wojny, ale bezpowrotnie się zmienił, akcja toczy się natomiast w kanałach lub w zniszczonej Warszawie (może i nie widać tej Warszawy za wiele, ale oplatające ją macki sowieckigo terroru są aż nadto łatwe do dostrzeżenia). W świetle otrzymanych od Iskry informacji zaczynamy dostrzegać pętlą zaciskające się na szyjach Hardych.

W tekstach komentujących pierwszy zeszyt serii można było spotkać pytanie, jakim cudem Polska z opisywanej rzeczywistości przegrała wojnę, skoro miała po swojej stronie cuda techniki i szwadron superbohaterów. Odpowiedź jest prosta – Niemcy i Sowieci również mieli. Nazistowskie Wunderwaffe i klimat rodem z Wolfensteina zostały poruszone w tym zeszycie, a z zapowiedzi można wywnioskować, że wątek ten będzie kontynuowany. I bardzo dobrze, czekam, żeby dowiedzieć się więcej.

W lekturze przeszkadzają wszechobecne niestety (drukarni, jakiejś strony będącej w rozbudowie, TEGO tygodnika i sklepu Red is Bad), których obecność najprawdopodobniej gwarantuje w ogóle wydawanie Jana Hardego na taką skalę, więc można ją przeboleć.

A tak w ogóle, to zamawiałem właśnie w Red is Bad i płynie z tej sytuacji kilka wniosków:
– Mają tam świetny kontakt z klientem, pytałem o coś przed złożeniem zamówienia i nie zwlekali z odpowiedzią;
– Poradziłem im na ich fanpejczu, by lepiej zabezpieczali komiksy przed wysyłką (bo przyszedł w samej folii bąbelkowej), w odpowiedzi napisali, że chętnie wymienią mój egzemplarz, jeśli za bardzo się poturbował. Na szczęście noc między encyklopediami go wyprostowała.
– Dużo wyszło za przesyłkę, ale to dlatego, że brałem pobraniową.
Wniosek jest taki, że sklep mogę polecić.

Jaskier

*przez poddanych globalizacji i ślepo wpatrzonych w Zachód jutjuberów taki zabieg literacki zwany jest cliffhangerem

PS Albo nie zwróciłem na to uwagi, albo „chłopaku” mówi w tym zeszycie tylko Jan Hardy.

Read Full Post »

Jestem zaintrygowany.
Może fabuła pilotażowego odcinka nie powala, ale już w nim pojawiło się kilka wątków, których finał chciałbym poznać. Jak na przykład tajemnicze zniknięcie Coulsona po akcji z Avengers. Co stało się tak naprawdę? Z wypowiedzi można wywnioskować, że on sam nie zna całej prawdy. Bardzo dobre posunięcie, mógłbym oglądać następne odcinki tylko po to, by dowiedzieć się więcej na ten temat.

Na szczęście są również inne powody – Coulson otrzymał ekipę podwładnych. Co prawda obecnie każdej z tych postaci można przypisać kilka archetypowych cech, ale coś każe mi przypuszczać, że to się zmieni, bohaterowie zaczną wchodzić między sobą w interakcje, dowiemy się o nich więcej, poznamy ich przeszłość, motywacje etc.

W kwestii humoru i dialogów, jak mogliśmy się spodziewać, dostaliśmy mniej więcej to samo, co w pełnometrażowych produkcjach tworzących filmowe uniwersum. W dialogach znalazło się miejsce na kilka mniej lub bardziej subtelnych nawiązań do niego, ale ma to raczej formę puszczania oka do widza i ma na celu upewnienie nas, że to naprawdę jest ten sam świat.

Ogólnie rzecz ujmując, fabuła pierwszego odcinka nie powala, aczkolwiek, warto sięgnąć, jeśli podobają Ci się filmy. Podejrzewam, że z czasem serial się rozkręci i będzie coraz lepiej. Klimat jest, widać również, że sypnięto piniądzem, efekty specjalne nie są „serialowe”. Poświęciłem mu te 40 minut i nie żałuję.

Jaskier

Read Full Post »

Stało się!

W końcu udało mi się wytworzyć w domu specyficzną atmosferę (znaczy się nikt mi nie przeszkadzał) i mogłem spokojnie spalić swoje książki do biologii.

Zacząłem od przygotowania ołtarzyka – drewno z sosny, która rosła koło cmentarza, świece i jakieś czarnomagiczne cuda i wianki na kiju. Ważne jest również miejsce, musiał w nim ktoś zginąć. Zatłukłem kiedyś pająka w naszej piwnicy, więc stwierdziłem, że będzie to odpowiednia miejscówka.


Z jakiegoś powodu książki nie bardzo chciały się palić, więc po prostu ciepłem je do pieca.

W ten to niezwykły sposób kończy się moja przygoda z biologią.

Jaskier

Read Full Post »

Tak, z jakiegoś powodu Sandler robi ten dziwny głos, a scena, w której tancerka z klubu jadła podczas występu, była obrzydliwa, ale tak ogólnie nie było jakoś specjalnie źle. Naprawdę mnie to zdziwiło.

To trochę historia o ojcostwie, trochę o odpowiedzialności, trochę o upadłej gwieździe. No i ten prosty, znany nam na pamięć morał, uczący nas, że trzeba być sobą, nie zważając na innych.
Prawdę powiedziawszy, nawet zakończenie mnie zaskoczyło, nie miałem pewności, dokąd to wszystko zmierza, choć scena z klubu pozwalała przypuszczać, jak skończy się wątek miłosny Hana Solo. I tak, to naprawdę najbardziej kozackie imię, jakie można nadać dziecku.

Donny to postać szalona, wyposażona w mnóstwo wyolbrzymionych cech, aczkolwiek poza tym okropnym głosem (wydaje mi się, że tak samo Sandler mówił w filmie Mały Nicky, gdzie teoretycznie miało to nieco sensu, tutaj nie ma) polubiłem gościa. Bo jest sobą i ma gdzieś zasady. Jednocześnie jest przyjaźnie nastawiony do ludzi.

W sumie wyszła popaprana komedia z Sandlerem, moim zdaniem nie jest najgorsza z tych wszystkich, w których zagrał, nawet nie bije się o ten chlubny tytuł. Na przykład na Nie zadzieraj z fryzjerem nie mogłem wysiedzieć, a tutaj wytrzymałem do końca, momentami się nawet śmiejąc.

No i mają Vanilla Ice’a. W roli upadłej gwiazdy. Brawa dla gościa, że potrafił się zdobyć na coś takiego.
Jego klip na serwisie YouTube.

Link do filmu na Filmwebie.

Macie ochotę na więcej szczerych wyznań?
– Nie mam dość Karolaka

Jaskier

Read Full Post »

Wielokrotnie byłem świadkiem internetowej dyskusji na temat sensu istnienia najbardziej charakterystycznego elementu husarskiej zbroi. Wiecie, te tłumy pseudohistoryków, przerzucających się argumentami o stricte ozdobnym charakterze tegoż elementu lub wręcz przeciwnie, czyli jego ważnej roli taktycznej. Straszenie koni przeciwnika i sposób na niewpadnięcie w tatarskie arkany, te sprawy.
Bez znaczenia jest punkt wyjściowy. Może chodzić o film, w którym pokazana jest husaria albo o figurkę, albo rysunek, grę komputerową – cokolwiek. Dyskusja powraca zawsze.

Chciałbym ją krótko skomentować:
PIERDOLENIE

Jakie znaczenie ma prawda historyczna w obliczu najzajebistszego projektu zbroi, jaki można sobie wyobrazić? Jaka formacja militarna wygląda lepiej? Serio, husaria powinna być kojarzona z najwspanialszymi zwycięstwami Rzeczypospolitej, co stoi na przeszkodzie, by na obrazach i filmach wyglądała możliwie najbardziej epicko?

Podam analogiczny przykład:
Okazało się, że wikingowie nie nosili hełmów z rogami, bo były niepraktyczne.
I co z tego? Wizerunek wrzeszczącego wikinga w rogatym hełmie jest tak głęboko zakorzeniony w popkulturze, że nikt nie widzi sensu w zmienianiu go. Po części dlatego, że to w jakiś sposób wyróżnia tych północnoeuropejskich wojowników na tle innych wojsk z tamtego okresu. No i dodaje sporo punktów za wygląd, musicie to przyznać.

Brutalna prawda jest taka, że zamiast wykorzystać spory potencjał zajebistości zawarty w husarii, wolimy wykłócać się w Internecie o istnienie i sens skrzydeł. Powinniśmy wziąć teczkę pełną szkiców koncepcyjnych, pojechać z nią do USA, pokazać jakiemuś producentowi i powiedzieć:
Ma pan ochotę nakręcić film ze scenami batalistycznymi, które epickością przebiją te z Władcy Pierścieni? Film o polskiej husarii to zagwarantuje, tu są materiały. 
Ale nie, lepiej napisać komentarz, w którym odsyłamy kogoś do szkoły. Ech…

A to Polska właśnie.

Jaskier

Read Full Post »

Rewelacyjny!

Nieszablonowy!

11,5*/10*

Jak policzek wymierzony infantylnym historyjkom o facetach w rajtuzach. Tak.
Superbohaterowie w Strażnikach to banda niezrównoważonych psychicznie postaci. Właściwie jedynie Nocny Puchacz nie jest psychopatą. Ale za to jest przebranym w gumowy kostium chłopcem, dla którego walka z przestępczością była czymś w rodzaju przygody. No i ma ten cały prześmieszny arsenał, którego tak jakby się wstydzi, ale nie potrafi go wyrzucić, bo wiąże się z nim zbyt wiele wspomnień.

Komiks robi wszystko bardziej od filmu, więc, jeśli adaptacja Ci się spodobała, musisz sięgnąć po pierwowzór. Jest tutaj więcej Rorschacha, jego chorej psychiki i szukania sprawiedliwości na ten jego charakterystyczny sposób, więcej Doktora Manhattana, jego filozoficzno-metafizycznych rozmyślań oraz wniosków na temat świata, życia i Boga, więcej Ozymandiasza i jego chłodnej logiki oraz więcej Komedianta i jego sposobu patrzenia na świat. Banda świrów.

Jest intryga, są ciekawe postacie, brutalny świat, wizja alternatywnej historii, nawet trójkąt miłosny oraz przede wszystkim rozliczenie się z mitologią nagromadzoną przez lata w amerykańskich komiksach o superbohaterach.
Po przeczytaniu tego komiksu zdajemy sobie sprawę z tego, że w naszym świecie nie ma miejsca na niepokonanego Supermana, bo albo by nas wybił, żeby zakończyć wszystkie wojny, albo dałby sobie siana po kilku próbach zaprowadzenia pokoju i odleciałby do jakiejś Odległej Galaktyki zwalczać Sithów czy coś w ten deseń.
Batmana zaczynamy postrzegać przez pryzmat Nocnego Puchacza, czyli dziwaka ze smykałką do technologii i Rorschacha, będącego psychopatą niezważającym na koszta, dosłownie dążącym po trupach do celu. W dodatku obaj mają mniejsze bądź większe problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Stanowią dwie zhiperbolizowane strony medalu, jakim jest Mroczny Rycerz.

Najpoważniejszą zmianą w adaptacji jest finalna faza wielkiego planu. Muszę jednak powiedzieć, że obie wersje trzymają się kupy… w pewnym sensie. Gdybym po prostu opisał tę różnicę, to by na to nie wyglądało, ale uwierzcie, tak jest.

SPOILER ZAKOŃCZENIA KOMIKSU

Wielka kosmiczna ośmiornica teleportowana do Nowego Jorku.

SPOILER ZAKOŃCZENIA KOMIKSU

Najlepsze w Strażnikach jest to, iż pokazują, że może to nie do końca tak niefajnie, że superbohaterów nie ma. Alan Moore bierze nas za rękę i pokazuje skrywany dotychczas za kotarą świat, w którym superherosi wcale nie są wszelkim remedium na zło. Momentami wręcz przeciwnie.
No i cholernie podobał mi się rozdział czwarty, w którym Doktor Manhattan przebywa samotnie na Marsie i jednocześnie podróżuje w czasie i przestrzeni. Kapitalne podejście (mam na myśli zarówno formę jak i treść) do istoty teleportacji i podróży w czasie, dla ludzi zainteresowanych podejściem science-fiction do tego tematu zapoznanie się z tym fragmentem jest obowiązkowe.

Przede mną jeszcze lektura dodatków, ominąłem je, żeby skupić się na fabule. Rzuciłem na nie jednak okiem i zapowiadają się całkiem smakowicie.

Aha, rysunki też pierwsza klasa.

Jaskier

Read Full Post »

Older Posts »