Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Chris Hemsworth’

Plakat jaki jest, każdy widzi. Szablonowy plakat filmu Marvela.

Na początek się umówmy, że w tym tekście będę się wypowiadał na temat filmu wyłącznie w superlatywach. Dobrze? Kilku dosyć poważnym (choć niezaburzającym frajdy płynącej z seansu) wadom poświęcę osobny wpis.

Przede wszystkim – sceny akcji. Twórcy założyli, że widz jest już wystarczająco zaznajomiony z tym uniwersum, można więc zacząć do czegoś bombastycznego, pomijając jakiś powolny wstęp. Czegoś większego od otwarcia Avengers, a mieliśmy tam przecież do czynienia z trzęsieniem ziemi. Infiltracja placówki Hydry (zamek gdzieś w Europie Wschodniej <3) w wykonaniu całego składu Mścicieli to czysta poezja i raj dla oka. Już pierwsze minuty filmu jasno pokazują nam, że nikt się tam nie wstydzi materiału bazowego, a później jest tylko lepiej. Gracja oraz pomysłowość walk wbija w fotel i cieszy serce każdego maniaka historii obrazkowych. Naprawdę czułem się tak, jakbym oglądał na ekranie komiks. A przecież o to chodzi.

Fabuła jest w zasadzie gdzieś w tle i choć głównie jej będzie dotyczyć zapowiedziana w pierwszym akapicie litania narzekań, to przyznać trzeba, że wszystko trzyma się kupy, sensownie rozwija pewne wątki (np. wyjaśnia, dlaczego Thanos podarował Lokiemu berło) i kładzie podwaliny pod przyszłoroczne Civil War. Chociaż w finale AoU drużyna się jednoczy, to zdajemy sobie sprawę, że wszelkie kłopoty w filmie wzięły się z różnic światopoglądowych jej członków. Więc tak, Age of Ultron stanowi jedynie preludium do trzeciego Kapitana Ameryki, co do którego tytułu jestem coraz mniej przekonany. Nic by się nie stało, gdyby przechrzcić go na Avengers: Civil War, gdyż tym w istocie będzie.
Warto dodać, że zgodnie z prawem Hollywood, mówiącym, że kosmici, roboty oraz kosmiczne roboty atakują Stany Zjednoczone, tutaj akcja ma miejsce w RPA, Seulu oraz fikcyjnym państwie w Europie Wschodniej .

MCU doczekało się kolejnego mocnego łotra. Ultron stanowił realne zagrożenie, potrafił dokopać Mścicielom i pięknie realizował koncept upiornego Pinokia, który chce stać się człowiekiem lepszym od swego twórcy. Otóż tak, muzyczny motyw pochodzący z kilkudziesięcioletniej animacji Disneya wykorzystany w zwiastunie nie służył jedynie reklamie – czuć silną inspirację historią kukiełki, która chciała stać się prawdziwym chłopcem. Na dobrą sprawę to jest tu nawet Niebieska Wróżka. Bardzo podoba mi się to, jak nieludzki jest Ultron w tych swoich próbach stania się lepszym człowiekiem. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma i superherosi będą dostawać godnych siebie przeciwników (Norman Osborn, Mandaryn etc.).

Pozostałe nowe w MCU postacie to posiadający supermoce Wanda i Pietro Maximoff oraz syntezoid Vision. O bliźniakach porozmawiamy następnym razem, gdyż mam kilka zastrzeżeń. Dość powiedzieć, że czwarta z bliźniaczek Olsen wypada o wiele lepiej od ekranowego brata. Nie chciałbym prorokować, ale Aaron Taylor-Johnson chyba już na zawsze pozostanie dla mnie tylko Kick-Assem.
Z kolei Vision (Paul Bettany) będący tworem Ultrona, na czym jednak kończą się elementy jego biografii wyjęte z komiksów, jest świetny. Jest kolejnym – obok scen akcji, nawet istotniejszym od nich – argumentem świadczącym o tym, że twórcy są świadomi, co i dla kogo robią. Po to jest takie kino, by można w nim było oglądać wyposażone w sztuczną inteligencję androidy, które poczuwają się do ochrony życia.

Produkcja kipi również humorem. Nawet zaspoilerowana scena z młotem Thora potrafiła mnie w kinie rozbawić, chociaż widziałem ją już wcześniej. Ba! później film dwukrotnie się jeszcze do niej odwołuje i to nie nachalnie, a mimochodem, niejako argumentując decyzję jednego z bohaterów, co sprawia, że owa scena nie była jedynie humorystyczną wstawką, choć jako taka również by się broniła. Wielokrotnie AoU mnie rozbawiło i traktuję to jako kolejny plus produkcji.

Jest jeszcze jedna istotna rzecz, którą należy napisać o tym filmie. Hawkeye rządzi. Nie chcę Wam psuć frajdy z niespodzianki, więc nie będę pisał o szczegółach, ale on po prostu tutaj wymiata. Postać grana przez Rennera często-gęsto w komiksach stanowi swego rodzaju balast. No bo wiecie – to zwykły, uzbrojony w łuk i strzały śmiertelnik w gronie bogów, superżołnierzy i innych nadludzi. Nazywany jest najmniej przydatnym członkiem Avengers. I w tym filmie z tej jego zwyczajności zrobiono największą zaletę – jego ludzka natura jest jego supermocą. Jednocześnie Hawkeye zdaje sobie sprawę z tego, że strzelanie z łuku jest trochę śmieszne, biorąc pod uwagę kontekst – wydarzenia, które mogłyby doprowadzić do końca świata – lecz dodaje mu to tylko uroku. Dla mnie to bohater numer jeden w tym filmie.

Cóż tu więcej mówić? Pozostali aktorzy spisują się pierwszorzędnie, to już jest etap, na którym są niezwykle mocno zżyci z granymi postaciami. Interakcje między nimi wypadają bardzo naturalnie, a odwołania do innych elementów MCU stanowią miłe tło dla głównych fabularnych wydarzeń.
Idźcie obejrzeć ten film. ;)

***

O motywacji rodzeństwa Maximoff, wątku Bannera i Romanoff, a także czyjejś śmierci porozmawiamy już niebawem, więc bądźcie czujni.

Jaskier

PS Ostatnia scena. <3

Reklamy

Read Full Post »

Nowożytne podejście do klasycznej historii, potwierdzającej, że główną motywacją kobiet jest zazdrość o urodę innych przedstawicielek tej płci.
Cóż, przynajmniej w tej wersji Śnieżka nie prowadzi domu siedmiu krasnoludom*.

Bardzo podobał mi się Hansel i Gretel: Łowcy czarownic (będzie w końcu sequel?), nie podobała mi się Alicja w Krainie Czarów Burtona. Oba te filmy są reinkarnacjami popularnych opowieści. Tutaj reklamują się na plakacie tym drugim tytułem, może to budzić pewne obawy, w dodatku główną rolę gra pozbawiona talentu aktorskiego Kristen Stewart, ale w ogólnym rozrachunku Królewnie… bliżej do przygód Io oraz Hawkeye’a, chociaż Bella na koniec odwala Joannę d’Arc, wkłada zbroję i rycerzuje równie dzielnie, co Mia Wasikowska.

W zasadzie byłby to film godny nominacji do Jaskiera, bo Charlize Theron jest świetna, Hemsworth… daje radę w swojej roli, wizualnie produkcja jest wspaniała, ale postać Śnieżki leży. Kurde, Kristen Stewart nie nadawała się do tej roli, angaż dostała jedynie dzięki popularności Zmierzchu. Ani ona jakoś specjalnie urodna (pamiętać trzeba, że w tej historii chodzi o zazdrość o piękno, toteż wychodzi na to, że autorzy sugerują, iż Kristen > Theron), a talentem to w ogóle nie grzeszy. Jedno słowo – NIE-PO-RO-ZU-MIE-NIE.

Charlize Theron to najjaśniejszy punkt tej produkcji. Biedna, skrzywdzona przez los kobieta, której jedynym marzeniem jest być wiecznie piękną. A nie przyszło jej żyć w czasach, gdy zmarszczki usuwa się za pomocą kilku zastrzyków. Do zabiegu odmładzania cery konieczne są młode i piękne dziewczęta, z których wysysa siły witalne. Skutki nie są jednak długotrwałe, a rzucanie zaklęć to dodatkowe obciążenie organizmu, toteż zabieg należy regularnie powtarzać. Chyba że… zje serce Śnieżki. Bo tak jej powiedziało magiczne zwierciadło. Niezbyt fortunnie składa się, że dziewczyna potrzebuje swojego serducha do życia, więc ucieka z zamku. Ścigana, trafia do Mrocznego Lasu.
No i tak to się kręci, są walki, czary, jazda konna, rycerzowanie – wszystko, czego dobry film fantasy potrzebuje.

Chris Hemsworth do swojego ciała (przypomnijmy – najseksowniejszy żyjący mężczyzna wg magazynu People) dostał topór i całkiem sensowną historię. Jest wiarygodny w tym swoim byciu mrukiem, z którego przeistacza się w… Hemswortha niebędącego mrukiem.

Obecny w filmie trójkąt miłosny jest UWAGA! sensowniejszy oraz wiarygodniejszy od tego z Igrzysk śmierci. Tak, napisałem to:
Trójkąt miłosny w filmie z Kristen Stewart > trójkąt miłosny w filmie z Jennifer Lawrence. Handlujcie z tym.

Strona wizualna jest przepiękna – plenery, scenografia, dbałość o szczegóły**, kostiumy, kreatywne i uczciwie wykonane efekty komputerowe – nic nie zawodzi. Najbardziej ujęła mnie wioska, którą widzimy w dwóch różnych okresach – dobrobytu za czasów króla, gdy wszystko jest kolorowe, barwy są niezwykle żywe, oraz pod tyranią złej królowej, kiedy to wszystko od chodników po kominy pokrywa kurz i błoto.

Zdziwiło mnie nieco, że mamy do czynienia z naszym światem. To jest jakąś tam częścią średniowiecznej Europy, a nie baśniowym Zasiedmiogórogrodem. Wskazuje na to obecność kościelnych dostojników podczas uroczystości typu koronowanie, zaślubiny królewskie.

W trakcie seansu często miałem wrażenie, że gdzieś już coś widziałem. Nie mam tutaj na myśli jedynie déjà vu związanego ze skakaniem z klifu albo Hemsworthem dzierżącym sporych rozmiarów średniowieczną broń. Magiczny miecz, Drużyna Pierścienia, Hobbit – to filmy, które przychodzą mi na myśl. Nie jest to raczej celowe odwoływanie się, jak miało to miejsce w Wasza wysokość, raczej pokłosie osadzenia historii w podobnym środowisku (jakieś lepsze tłumaczenie słówka „setting”?).

Cudowna w swoim przerysowaniu Charlize Theron, baśniowy klimat, superancka strona wizualna, sporo porządego rycerzowania oraz innych akcji, które powinny być w dobrym filmie fantasy – warto obejrzeć.
Nawet jeśli pozostanie niesmak po skopanej roli Śnieżki.

Jaskier

*W odróżnieniu od tej będącej ulubionym filmem Hitlera.

**Na przykład brud pod paznokciami Śnieżki.

Read Full Post »

Thor: Mroczny świat zamknął temat filmów o superbohaterach w 2013 roku. Całe szczęście prezentuje się całkiem nieźle, a przede wszystkim nie powiela błędu części pierwszej – fabuła nie pędzi na złamanie karku.

Po wydarzeniach z Avengers Jane Foster nie ustaje w próbach skontaktowania się z Thorem. Jak na panią astrofizyk przystało, robi to za pomocą naukowych metod, co jest bardzo fajne i pasuje do tej postaci. Niestety jej działanie sprowadza na wszystkie światy śmiertelne niebezpieczeństwo, heros zabiera więc ukochaną do Asgardu, zakładając, że tam łatwiej uda mu się dowiedzieć, co zagraża Dziewięciu Królestwom.
Czyli osiągnęła sukces – Thor przybywa do Midgardu specjalnie dla niej.

Na scenę wkraczają złowrogie Mroczne Elfy, których przywódca ma genialny plan zniszczenia Wszechświata. Albo raczej wypaczenia go. Mniejsza z tym. Niestety, to typowy nieokazujący emocji zły na wszystkich i wszystko facet, który w ogólnym rozrachunku wypada słabo. Natomiast projekty najróżniejszej maści latadeł wykorzystywanych przez jego armię to prawdziwy majstersztyk. Na widok majestatycznie złowieszczych statków kosmicznych pomyślałem sobie, że gdyby Sarumanowi odbiło jeszcze bardziej, to przerobiłby Orthank właśnie na coś takiego.

Nijakość Malekitha pozwala ponownie brylować granemu przez Hiddlestona Lokiemu, z którym zmuszony jest współpracować główny bohater. Co ciekawe, w parze z Thorem potrafił stworzyć całkiem zabawny duet. Nie było czegoś takiego w poprzednich filmach, tę nowość zdecydowanie należy potraktować jako zaletę filmu.

Nie rozumiem natomiast, dlaczego Odyn został tu przedstawiony jako wiecznie niezadowolony ojciec. Nieustanie zaprzecza i na nic nie pozwala, moim zdaniem to największa wada tego filmu. Wrzucony na odwal się sposób na utrudnienie sytuacji bohaterów.

Świetnie za to wypada zbzikowany profesor Selvig. Po tym jak w Thorze wyszło na jaw, że teorię światów równoległych odkryli wikingowie, a w Avengers asgardzkie bóstwo kłamstw zrobiło mu pranie mózgu, jego problemy z psychiką nie powinny dziwić. Zastanawiam się, czy podobne konsekwencje czekają Hawkeye’a.

Tłuczenie wypada bardzo dobrze – motyw koniunkcji światów wywołujący anomalie transportujące bohaterów między poszczególnymi Wszechświatami był kapitalnym pomysłem i został wykonany perfekcyjnie, dając pole do popisu scenarzystom i umożliwiając zrealizowanie naprawdę ciekawie i spektakularnie wyglądających walk. Aczkolwiek moją ulubioną jest scena na początku filmu, kiedy to Thor i armia Asgardu powstrzymują buntowników.

Hej! i niespodzianka – kosmici nie atakują Nowego Jorku. Nie atakują nawet Ameryki! Ich celem jest centrum anomalii znajdujące się w Londynie.

Można zadać pytanie, gdzie było S.H.I.E.L.D., kiedy doszło do ataku, aczkolwiek było to raptem kilkanaście ostatnich minut, pozostała część akcji ma miejsce daleko poza Ziemią. Podobno nawiązanie do tego jest w którymś z odcinków serialu o agentach tej organizacji, więc może tam wyjaśni się, dlaczego Fury nie kazał reagować.

Generalnie film przypadł mi do gustu. Ma rewelacyjne momenty, chociaż nie ustrzegł się drobnych błędów, jednakże nie przeszkadzają one w odbiorze całości. Pierwszoplanowa ekipa daje popis, można się pośmiać oraz napatrzeć na elegancko zrealizowane sceny akcji. Czyli Thor: Mroczny świat ma wszystko, co powinna mieć adaptacja komiksu.

Jaskier

Read Full Post »

Zwiastun ma wszystko, co mieć powinien – Natalie Portman, Lokiego, odrobinę scen, które można podsumować jedynie tekstem FUCK YEAH!, a także kilka zabawnych. Nie jest źle. Widać również znacznie więcej, niż na wypuszczonym kilka miesięcy temu teaserze.

Malekith ucieka z więzienia lub zmartwychwstaje, coś w ten deseń, zbiera swoich pobratymców i planuje zrobić z dupy jesień średniowiecza wszystkim dziewięciu światom. Atakuje Midgard (czyli nasz świat, gdyby ktoś był niezaznajomiony z mitologią nordycką i nie chciało mu się szukać w internetach, to tłumaczę). Thor przybywa, by zrobić to, co superbohaterom wychodzi najlepiej, czyli uratować sytuację.

Bohater zabiera Jane Foster do Asgardu, wyciąga Lokiego z więzienia, potem najprawdopodobniej walka przeniesie się do innego ze światów, żeby było bardziej kolorowo, widać, że film podryfuje w kierunku fantastycznej stylistyki. Wrzucą wątek początkowej nieufności między Asgardianami i trollami, olbrzymami, czy co tam napotkają, która oczywiście zostanie przełamana. Poskutkuje to zawarciem przymierza koniecznego w obliczu zagrożenia, jakim bez wątpienia jest obłąkany planem zniszczenia wszystkiego mroczny elf.

Potem koniec, szczęśliwe zakończenie . Po drodze dużo efektów specjalnych, fapania, fapania i jeszcze raz fapania. Do wyboru, do koloru.

Polska premiera ósmego listopada.

Jaskier

Read Full Post »

Wracamy do tematyki, dla której założyłem tego bloga, czyli dzisiaj możecie poczytać, dlaczego macie lubić Dom w głębi lasu. Jeśli go jeszcze nie widzieliście, to udajcie się do wypożyczalni albo Empiku czy innego Media Markt po pudełko z płytką. Film jest świetny, jeśli lubisz horrory, to szczerze go polecam.

W części poniżej znajdują się znaczące spoilery, więc, jeśli pomimo powyższego napomnienia, jeszcze filmu nie widziałeś, to poczuj się ostrzeżony i nie rzucaj się potem o to, że zostały zdradzone istotne fragmenty fabuły… Albo rzucaj się, komentarz się ocenzuruje, zawsze będzie to jeden więcej.

Właściwie od samego początku widzimy, że nie jest to kolejny horror z bandą dorosłych ludzi udających pijanych, skretyniałych nastolatków. Bohaterowie zachowują się logicznie i dopiero działające na nich siły wyższe sprowadzają ich do roli beznamiętnie poddających się rzezi owieczek. Pobyt w żywcem wyjętym z Martwego zła domku sprawia, że stają się archetypowymi wyciętymi z kartonu postaciami, ale patrzenie na nich sprawia przyjemność. Właściwie nie polubiłem jedynie Jules granej przez Annę Hutchison, która jest tutaj wyjątkową tępą blondynką. Chris Hemsworth jako ten bohaterski i nieustraszony, Jesse Williams jako ten pocieszający i miły kujon oraz Kristen Connolly czyli ta dobra dziewczyna są OK, natomiast Fran Kranz grający ćpającego filozofa Marty’ego jest wprost genialny. Gościa nie da się nie polubić, jest bystry, rzuca dobrymi tekstami i, pomimo że nie skąpi sobie trawki, zachowuje się najrozsądniej ze wszystkich (choć zbaranienie innych nie jest do końca ich winą).
Historia jest całkiem niezła, pomysł może nie jest jakiś niesamowicie oryginalny, sam widziałem kilka filmów, które opierały się o ten schemat, ale w horrorze jest całkiem świeży. Nieco nie odpowiada mi zakończenie, ale to raczej tylko takie moje widzimisię. Po prostu wolałbym, żeby to wszystko okazało się jakimś chorym show dla bogatych pojebów. Czyli nawet nie chodzi o samo zakończenie, a raczej pomysł leżący u podstaw. Gdyby zastąpić tych bogów żądnymi krwi i cycków bogaczami, to nie miałbym filmowi nic do zarzucenia.

Rozrywka jest przednia, bo żarty do mnie trafiły, a liczne odniesienia do innych filmów z gatunku były bardzo miłe i dosyć subtelne, w takim sensie, że można to było zrobić o wiele gorzej. Właściwie cały ten film to jedno wielkie odniesienie do horroru jako gatunku. Nie chodzi mi tu jedynie o ogólny zarys i finałową scenę, w której cała ta „armia z koszmaru” szaleje po centrum, z którego wszystkim zarządzano – w scenografii i dialogach również jest wiele mrugnięć do widza („Pocałuj tego łosia”, kto widział drugą część Martwego zła, ten wie, do czego się to odnosi).

Podsumowując, każdy, kto lubi oglądać horrory, powinien seans Domu w głębi lasu zaliczyć. Żarty, dialogi, aktorstwo i strona techniczna stoją na wysokim poziomie i nie można im wiele zarzucić. No i Kristen Connolly jest w rzeczywistości ładniejsza niż na zdjęciu z Filmwebu.
  Jaskier

Read Full Post »