Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2013

Z racji tego, że to bardzo oryginalne, podzielę się z Wami kilkoma znaleziskami, zapewne zbierze mi się również na jakieś przemyślenia.

Zaczęło się od tego, że usłyszałem w szkole, że Jennifer Lawrence ma strasznie przepity głos. Korzystając z okazji, postanowiłem to sprawdzić i trzeba przyznać, że coś w tym stwierdzeniu jest. Ale nie o tym – uwielbiam reakcję tej młodej aktorki na pojawienie się Jacka Nicholsona. Wyobraźcie sobie, że jesteście utalentowaną i atrakcyjną blondynką, właśnie zgarnęliście Oscara, rozmawiacie z dziennikarzem i nagle pojawia się Jack Nicholson. I zaczyna do Was mówić.
Wyglądało to całkiem sympatycznie i przede wszystkim nie sądzę, żeby było wyreżyserowane. Jack Nicholson to znany żartowniś i kawalarz, kiedyś udostępnił Polańskiemu swoją willę [tekst został poddany cenzurze].
Ech, trzeba będzie nadrobić Igrzyska śmierci.

Pewnie widzieli to już wszyscy, ale skorzystam z okazji i zapytam, o co chodzi z tymi wszystkimi królikami, kotkami, szczeniaczkami i rodzącymi się słonikami?
Co ciekawe, wystarczy podpisać dwa króliczki „I LOVE POLAND” i otrzymuje się masę pozytywnych komentarzy.

Oglądałem ostatnio Django po raz drugi i ponownie się uśmiałem i zachwyciłem całością. Ścieżka dźwiękowa wymiata, tak jakoś nie zauważyłem tego przy pierwszym podejściu, jest naprawdę świetna. I różnorodna, bo mamy tu muzykę klasyczną, jakieś „westernowe” kawałki i współczesne gatunki, w tym nieco kontrowersyjnie dobrany rap.

Poza tym Kamil Stoch został nowym Adamem Małyszem, a Magda Mucha bez makijażu jest zupełnie inną osobą.

Jaskier

Reklamy

Read Full Post »

Oscary rozdane

Wczoraj byłem zajęty regulacją mojej rytmiki circadialnej i właśnie z tego powodu nie pojawiło się nic odnośnie zawartego w nagłówku tematu. Żaden z filmów nie osiągnął druzgoczącej przewagi, a najważniejsze statuetki powędrowały do różnych produkcji.

Polska gimbusiarnia z jakiegoś powodu miała nadzieję na zwycięstwo Django w kategorii Najlepszy film. O ile jest to świetna rozrywka, to wbrew oczekiwaniom sfrustrowanych wymaganiami nauczycieli dzieci, nie jest to materiał na film roku. Co wcale nie umniejsza pracy Christopha Waltza, który odwalił kawał dobrej roboty, grając w sumie postać podobną do Hansa Landy z Bękartów wojny i ponownie zdobywając dzięki temu statuetkę w kategorii Najlepszy aktor drugoplanowy. Zresztą nie tylko on, Leonardo DiCaprio i Samuel L. Jackson również zapadają w pamięć i zasługują na wielkie brawa.

Nie mam porównania, więc nie będę tutaj umieszczał bełkotu w stylu: o, a bo ten film miał świetny montaż, a nie dostał Oscara, a w tym, który dostał, montaż był znacznie gorszy.
Operację Argo nadrobię, bo najwyraźniej jest to warty obejrzenia film sensacyjny, sporo osób go widziało i poleca. Resztę raczej na pewno odpuszczę, nie stanowię targetu dla mądrych, poruszających ważną tematykę poważnych produkcji.

Coś jeszcze? Może Adele śpiewająca „Skajfala”:

Można zauważyć sytuację, o której pisałem w ubiegłym tygodniu – jak często mieliście okazję w radio posłuchać Adele między SkyfallSomeone like you?

Jaskier

Read Full Post »

Lista laureatów tej zacnej filmowej antynagrody to najważniejsza informacja okołofilmowa lutego w tym roku.

Wielkim triumfatorem okazał się, zresztą słusznie, finał Sagi Zmierzch, zgarniając siedem statuetek:

  • Najgorszy film
  • Najgorszy reżyser – Bill Condon (w polskiej podstawówce popełniłby samobójstwo)
  • Najgorsza aktorka – Kirsten Stewart
  • Najgorszy aktor drugoplanowy – Taylor Lautner
  • Najgorsza obsada
  • Najgorszy prequel, remake, plagiat lub sequel (tak, mają taką kategorię)
  • Najgorsza ekranowa para – chłopiec-lama i Mackenzie Foy

Pozostali laureaci:

  • Najgorszy aktor – Adam Sandler (Spadaj, tato)
  • Najgorsza aktorka drugoplanowa – Rihanna (Battleship: Bitwa o Ziemię)
  • Najgorszy scenariusz – Spadaj, tato

Oczywiście, nikt z nagrodzonych nie stawił się po odbiór nagrody osobiście, chociaż w przeszłości zdarzało się inaczej. Po swoją Złotą Malinę na rozdaniu zjawiła się Halle Berry. „Nagrodę” dostała za główną rolę w często nazywanym najgorszym filmem o superbohaterach Catwoman. W 2009 roku statuetkę odebrała również Sandra Bullock, która dzień później ściskała w ręce Oscara, stając się pierwszą osobą, która otrzymała oba… wyróżnienia w tym samym roku (Berry dostała Oscara w 2002 dwa lata przed Złotą Maliną).

W poprzednich latach kolejnym częściom Zmierzchu się udawało i kończyły jedynie z nominacjami (laureatem został jakiś Jackson Rathbone, ale „wygrał”, bo wystąpił również w Ostatnim Władcy Wiatru).
O Sandlerze wiem, że niektórzy ludzie go nie tolerują, sam nie widziałem nic nowego z jego udziałem, ale Mały Nicky podobał mi się, Klik i robisz, co chcesz również było całkiem strawne. Aczkolwiek „nagrodzenie” tego aktora nikogo nie dziwi, sama nominacja to już tradycja.
Battleship nie widziałem, bo to jest, wiecie, ekranizacja gry w statki.

Jutro być może jakiś komentarz odnośnie laureatów tego drugiego wyróżnienia. Obstawiam zwycięstwo Operacji Argo.

Jaskier

Wpis edytowany 1 raz przez Jaskier 25.02.2013 o 8:60

Read Full Post »

Jest taka jakaś presja w internetach, żeby mówić i pisać o gali rozdania Oscarów, czyli najbardziej prestiżowych filmowych nagród na świecie, tak piszę, gdyby się ktoś nie orientował. A ponieważ chcę być mainstreamowy i hipsterski jednocześnie, to dzisiejsza notka będzie właśnie o Oscarach.
To znaczy nie do końca.

Oscary od jakiegoś czasu to jeden wielki pokaz mody i wzajemne napompowywanie balonika celebrytyskości poszczególnych gwiazd i „gwiazd”. W dodatku cała ta impreza jest skrajnie poprawna politycznie, czego dowodzi incydent z 2002 roku, kiedy to orkiestra zagłuszyła odbierającego nagrodę Micheale Moore’a, w ramach protestu przeciwko polityce prezydenta krzyczącego ze sceny: „Shame on you, Mr. Bush!”. Podejrzewam, że obecnie całe to show jest reżyserowane, a w dodatku emitowane z kilkusekundowym opóźnieniem, żeby do podobnych „wpadek” nie doszło… To drugie to fakt, nie przypuszczenie.

Niestety dzisiaj o wiele ważniejsze jest, kto będzie obok kogo siedział, a także to, w którym rzędzie będą te dwie „gwiazdy” obok siebie siedziały. Ważne jest to, w co jaka aktorka przyjdzie ubrana i kto tę kreację zaprojektował. Widziałem kiedyś fragment jakiegoś Gwiazdy w obiektywie, czy innego polsatowskocafe’owego dziadostwa, w którym Christian Bale powiedział, że gdyby nie to, że dostaje garnitury, to chodziłby w jeansach. Powiedziałbym dokładnie to samo… Tylko mnie nie przysyłają garniturów i nie zapraszają na tego typu ceremonie. Z trudem, ale sobie z tym radzę.

Największą sławę w Internecie, bo wcześniej nie był tak popularny, przez co ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że działy się tam dziwniejsze rzeczy, zdobyła Angelina Jolie (fraza angry birds jest popularniejsza od frazy angelina jolie, niemożliwe? a jednak), w 2012 roku pokazując się na czerwonym dywanie w sukience umożliwiającej jej odsłanianie nogi, takiej z wycięciem, czy jak to się tam nazywa. Cyrk w internetach zaczął się już w trakcie trwania ceremonii i dołączyły do niego również biorące w niej udział gwiazdy. Dołączmy i my do tego radosnego przedsięwzięcia.
Zdarzają się oczywiście incydenty zabawne, jak wystąpienie Sachy Barona Cohena w roli Aladeena, czyli bohatera jego najnowszego filmu zatytułowanego Dyktator. Nie widziałem żadnej z trzeba przyznać dość głośnych produkcji  tego pana, a tego typu akcje tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że muszę tę zaległość nadrobić.
Wcześniej, bo w 2000 roku Trey Parker i Matt Stone, twórcy kreskówki South Park, wykorzystali okazję, by zakpić z panujących zwyczajów i ubrali się w stroje parodiujące kreacje Gwynteh Paltrow i Jennifer Lopez. Towarzyszył im Marc Shaiman przebrany za możliwie najbardziej stereotypowego alfonsa jakiego w życiu widzieliście.
Wspomnieć muszę jeszcze o incydencie z 1983 roku. Wówczas Oscara w kategorii Krótkometrażowy film animowany zdobył film Tango Zbigniewa Rybczyńskiego. Po odebraniu statuetki Polak wyszedł z budynku, żeby zapalić papierosa. Co się stało, gdy chciał wrócić? Ochrona go nie wpuściła. Niespecjalnie galowy strój nie pomógł mu w uwiarygodnieniu swojej wersji i po wdaniu się w bójkę został odstawiony do aresztu.

Jaskier

Read Full Post »

Hej! będzie nowy Straszny film, ale super!
Serio, bawi to kogoś? Bawiło w ogóle kiedykolwiek? Nie mówię, że komedia musi być jakaś superinteligentna i rozśmieszać widza elokwencją i szeroko pojętą wyższą formą dowcipu… Co to w ogóle znaczy „wyższa forma dowcipu”? I nie, nie jest to pytanie retoryczne, sam nie wiem.

Ostatni film tego typu, który widziałem to Totalny kataklizm i nie było w nim absolutnie nic śmiesznego, choć paradoksalnie czas, który mu poświęciłem, nie był stracony, bo dzięki niemu zostałem zaszczepiony i teraz jestem odporny na tego typu… produkcje. To jest naprawdę wyjątkowo beznadziejne gówno. To, co teraz napiszę, może się wydać dziwne, ale Postal jest zabawniejszy od tych pożal się Boże parodii. I jest śmieszny intencjonalnie, taki oksymoron – dobry film Uwe Bolla. To chyba wynika ze statystyki, po prostu jakiś musiał mu się udać. Jeszcze kiedyś czytałem pochlebną opinię o Far Cry, gra tam Til Schweiger, jeden z niewielu Niemców, których lubię, więc trzeba będzie sprawdzić.

Jeśli szukacie porypanych komedii, to polecam filmy Mela Brooksa, którego kiedyś chwaliłem, gdy jeszcze mój blog był hipsterski i czytały go dwie osoby. (Według statystyk jest Was tam teraz siedmioro. Szesnaście lat Czyśćca macie za to odpuszczone jak nic.) Podobają mi się też niemieckie produkcje – to i to, większość filmów ze śp. Leslie Nielsenem i oczywiście filmy Monty Pythona. Pewnie podobało mi się coś jeszcze, ale teraz nie pamiętam.

Link do zwiastuna Strasznego filmu 5
Żart z ręką jest dobry, to im trzeba oddać.

Jaskier

Read Full Post »

Dzisiaj o książce pt. Ciepłe ciała Isaaca Mariona (o! kto by się spodziewał, będzie drugie wydanie). Gdyby nie film, o którym pisałem jakiś czas temu, nie miałbym pojęcia, że takie coś w ogóle istnieje, bo z jakichś powodów przeszukiwanie Internetu w celu znalezienia informacji o książkach o miłości nie jest moim hobby. Bo zakładałem, że Ciepłe ciała będą głównie o miłości, może jakieś odbicie w krzywym zwierciadle, no bo wiecie, R to żyjący trup, a Julie jest dziewczyną, której chłopaka zjadł.

Okazało się natomiast, że całe to łączące ich uczucie na swój dziwny sposób jest subtelne, nawet nie bierze się znikąd, jak to miało miejsce w innej serii, gdzie pewien wampir stwierdził, że pewna dziewczyna mu się podoba i BUM! nie wiadomo kiedy mają dziecko. Zdaję sobie sprawę z tego, że powiedzenie, że Ciepłe ciała są lepsze od Zmierzchu nie mówi nic o tej książce – niby która historia zakazanej miłości nie stoi kilka półek wyżej od tej nieszczęsnej sagi? Aczkolwiek samo wyjaśnienie tego, w jaki sposób chłopak, którego organizm nie funkcjonuje na normalnych zasadach, którego egzystencja jest bezcelowa, jest w stanie zapanować nad instynktem i ocalić tę dziewczynę, a potem nawet się w niej zakochać jest… logiczne. Oczywiście w kontekście świata, jaki zastajemy w książce, bo – co jest paradoksalne – ten postapokaliptyczny świat i te dwie połączone uczuciem istoty całkiem nieźle do siebie pasują, co wcale nie jest takie oczywiste, jak powinno być.

Przed zagłębieniem się w szczegóły dodam, że całkiem sporo tu turpizmu, może to niektórym czytanie obrzydzić. O dziwo, raczej nie jest to książka dla nekrofili (chyba, że… a dobra, tego Wam oszczędzę), ale obrzydliwości jest tu całkiem sporo i początek każdego rozdziału „ozdobiony” jest rysunkiem z podręcznika do anatomii.

Poniżej mogą się trafić jakieś SPOILERY.

W przedstawionym świecie to, co się dzieje pomiędzy R i Julie jest prawdziwym przełomem. Bohaterowie często podkreślają, że zombie nie mają celu w swoim życiu po życiu, że są pozbawione uczuć i po prostu do momentu, w którym być przestaną. A tu nagle okazuje się, że nie, że jednak mogą coś czuć. Nie jestem jakimś ekspertem od klimatów apokalipsy zombie, ani nawet fanem tych klimatów, ale wydaje mi się, że to coś nowego. Tu nie chodzi tylko o to, że fajnie jest mieć chłopaka, walić to, że jego rodzina może Cię kiedyś przypadkiem zjeść. W jakiś magiczno-niezwykły sposób miłość przezwycięża śmierć i toczącą ludzkość plagę.
Racja, nihil novi, ale podane w odpowiedni sposób.

Co mi się nie podobało?
Narracja momentami jest niemożebnie uboga, prostacka wręcz – dosłownie kilka zdań prostych z rzędu, z kolei w innych miejscach autor używa strasznie wydumanych porównań i metafor, waląc molekułami i patrzeniem w głąb kogoś przez mięśnie i kości, cokolwiek by to nie znaczyło. Rzucę cytatem:

„Wreszcie znów zapadam w sen. Jestem w ciemnościach. Molekuły mojego umysłu nadal są rozproszone, a ja dryfuję przez oleiście czarną przestrzeń, próbując je zebrać jak robaczki świętojańskie. Za każdym razem, gdy idę spać, wiem, że mogę się już nigdy nie obudzić. Jak można się tego spodziewać? Wrzucasz swój malutki, bezradny umysł do bezdennej studni, trzymasz kciuki i masz nadzieję, że gdy pociągniesz za cienką nitkę, na której się trzyma, nie okaże się, że został ogryziony do kości przez bezimienne stwory tam na dole.”

Tego typu filozofowania jest całkiem sporo, właściwie większość książki stanowią utrzymane w tym stylu przemyślenia R. Jego rozważania mocno więc kontrastują z nieumiejętnością poprawnego wysławiania się, ponieważ jako zombie utracił zdolność mówienia, co nie dziwi, w końcu nie była mu potrzebna. Podstawowe frazy „miasto” i „jeść” wystarczyły do egzystowania, a rozmawiać, w takim znaczeniu, jak my to rozumiemy, zombie nie rozmawiali. Trochę dlatego, że nie czuli takiej potrzeby i trochę dlatego, że po utracie pamięci nie mogli rozmawiać o przeszłości, a obecnie jedynie egzystowali, więc nie było o czym dyskutować. Choć to właściwie nie jest wada, a na pewno nie taka, która by całą książkę kazała przekreślić, autor pokazał, że w środku R rzeczywiście coś jest. Szkoda tylko, że istnieje tak potężny kontrast pomiędzy myślami chłopaka, a zdaniami narratora.

Lekkim zawodem jest wątek ojca Julie, który pełnił funkcję dowódcy ludzkiego obwarowanego osiedla; z wielkim murem wokół i w ogóle. Zakończony jest niby odpowiednio, problem leży w niedostatecznym wyjaśnieniu jego relacji z córką, przez co możemy zapytać – Co, kurwa?, gdy dochodzi do finału.

Koniec ewentualnych SPOILERÓW, jakieś pierdoły i podsumowanie.

Książkę kupiłem za niecałe trzydzieści złotych i po kilku godzinach czytania (jakieś cztery) okładka już się miejscami strzępi, co nakazuje olać w przyszłości pozycje wydawane przez Replikę (Fabryka Słów i superNOWA prezentują wyższy poziom). Aczkolwiek wydanych pieniędzy nie żałuję. Na co miałbym je wydać? Na alkohol i narkotyki?
Wyłapałem kilka literówek i jeden błąd fleksyjny, co na trzysta stron z haczykiem nie jest najlepszym wynikiem. Pewnie drugie wydanie będzie pod tym względem lepsze (okładka nowszej wersji też przemawia za nią), więc – jeśli zależy Wam na zapoznaniu się z tą historią – chyba warto poczekać.
Zawsze jest to jakaś innowacja na polu romansideł dla nastolatek, ale żaden przełom. Było jedno wyraźnie odniesienie do Zmierzchu, nawet przyjemne, choć go nie piętnowało. Ot, książka, do której się szybko nie wróci

Jaskier

PS Nie było obrazków, więc wstawiam na koniec zdjęcie Kirsten Dunst. Bo mogę.

Read Full Post »

Pobieżne przedstawienie tej książki za pomocą pokazu zdjęć pól, łąk i rzeki byłoby błędne.

Ogólnie chodzi o to, że panna Justyna Orzelska żyjąca w majątku swoich krewnych Korczyńskich ma już dość tego, że znajduje się na ich łasce. W dodatku Zygmunt Korczyński kuzyn, z którym czytała francuskie wiersze, gdy miała trzynaście lat i została przez niego oszukana, przez co strasznie cierpi i nie potrafi być szczęśliwa, zaczyna ją ponownie napastować, próbując się do niej zbliżyć, pomimo posiadania zakochanej w nim bez pamięci żony. Jakby tego było mało do panny Orzelskiej zaczyna się przystawiać Teofil Różyc, który po latach dziwkowania się w „cywilizowanym” świecie wraca w rodzinne strony. Oczywiście panna Justyna, jak na disneyowską księżniczkę oświeconą kobietę przystało, ma na ich zaloty wyjebane i podczas spaceru spotyka Janka Bohatyrowicza, do którego zaczyna coś czuć, sama również nie będąc mu obojętną.
Niestety od razu wiadomo, jak to się skończy, nie mamy żadnych wątpliwości, którego z kandydatów wybierze Justyna. A w sumie szkoda, bo Różyc został moim zdaniem potraktowany po macoszemu, chętnie poczytałbym, co wyprawiał w tym Wiedniu i jacy to „zagraniczni lekarze” wpoili mu nawyk ćpania morfiny. Wychodzi to w ostatnim rozdziale, więc sorry, zaspoilerowałem. Czytając, nie spodziewamy się tego i jest to w gruncie rzeczy bez sensu, wiemy już wtedy, że Orzelska za niego nie wyjdzie, więc po co go jeszcze obrzydzać?

Z innych postaci, które nie są bezpośrednio zaplątane w ten miłosny czworokąt, należy umieć wymienić te:

Benedykt Korczyński – obecny właściciel Korczyna; w młodości chciał być romantykiem, ale upadek powstania styczniowego zmusił go do porzucenia tego pomysłu i zajęcia się gospodarstwem; ma kosę ze wszystkimi chłopami dookoła, bo ciąga ich po sądach za ścinanie drzew i czynione w zbożu szkody; dzięki niemu Witold wyrósł na patriotę, a nie lekkoducha i bawidamka;

Emilia Korczyńska – żona Benedykta; pierdolona hipochondryczka i etatowy nierób; całe dnie spędza w swoim pokoju, czytając francuskie romansidła i rozmyślając, czy w plemionach Eskimosów możliwa jest prawdziwa i gorąca miłość;

Marta Korczyńska – kuzynka Benedykta; zajmuje się prowadzeniem domu i chodzi dookoła podwórka; zanosi się notorycznym kaszlem, więc pewnie palaczka; w młodości ze strachu przed drwinami swoich krewnych nie wyszła za mąż za Anzelma Bohatyrowicza, czego żałuje, bo jest nieszczęśliwa, czuje się niepotrzebna i jest podobna do mamuny;

Anzelm Bohatyrowicz – brał udział w powstaniu styczniowym; stryj Janka; w młodości chciał się żenić z Martą Korczyńską, ale ostatecznie ich plany nie zostały zrealizowane; jako jeden z nielicznych pamięta historię Jana i Cecylii; trochę dziwak, odludek;

Witold Korczyński – syn Benedykta i Emilii; taka personifikacja ideałów epoki;

Jest tych wszystkich ludzi jeszcze całkiem sporo, ale sami sobie poczytajcie, bo niektóre postacie są świetne, inne to niewykorzystany potencjał (np. ojciec Justyny). Wcale nie jest tak strasznie, jak mówi Twoja profesorka od polskiego i wszyscy dookoła, którzy pewnie powtarzają to, co im kiedyś naopowiadano.
A przesłanie jest proste – praca u podstaw, krzewienie równości i przyjaźni między obywatelami, potępienie pasożytnictwa panującego wśród arystokracji etc.

Jaskier

Read Full Post »

Older Posts »