Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Clark Gregg’

Czwarty sezon wystartował całkiem nieźle. Jasne – pierwsza połowa miała kilka bolączek, ale potrafiła zaoferować wystarczająco dużo ciekawych rzeczy, żeby sprawiać frajdę z oglądania. Niesmak po słabawym sezonie trzecim zniknął bez śladu i można się było cieszyć jak dziecko z regularnych występów Ghost Ridera.
Do czasu ostatniego odcinka przed zimową przerwą…
Zacznijmy jednak od pozytywów.

Już finał poprzedniego sezonu zwiastował duże zmiany – w epilogu dane nam było zobaczyć, że Coulson przestał być dyrektorem, S.H.I.E.L.D. czekały zmiany – wyjście z cienia, przeniesiono akcję o kawał czasu do przodu. Również nowa pora emisji oraz zapowiedź pojawienia się Ghost Ridera pozwalały myśleć, że idzie nowe.
No i w zasadzie przyszło, większość wątków pokazanych w tych pierwszych ośmiu odcinkach jest ciekawa, wszystko, że się tak wyrażę, gra, budzi ciekawość i sprawia, że czeka się na kolejny odcinek i zastanawia nad tym, jak to wszystko się rozwinie.

Wątek Ghost Ridera prowadzony był bardzo dobrze, Robbie jest postacią, której rozterki łatwo zrozumieć – z jednej strony musi opiekować się bratem, zarabiać pieniądze na utrzymanie, z drugiej w jego głowie siedzi łaknący zemsty demon, który wespół z nim wymierza jakąś wersję sprawiedliwości. Taką, w której wpadasz do kryjówki gangu i załatwiasz wszystkich bandytów, których zastaniesz wewnątrz. No i trzeba pamiętać, że Ghost Rider to nie byle jaka postać, a dodatkowe gościnne pojawienie się Johny’ego Blaze totalnie bierze widzów z zaskoczenia i wywołuje wielkiego banana na twarzy, lecz jednocześnie uwypukla potężną wadę tego serialu – takich krótkich występów powinno być o wiele więcej. Cała masa postaci trzymana jest z dala od telewizyjnego zakątka MCU stacji ABC, mimo iż mogłaby pozytywnie wpłynąć na odbiór tego serialu.
No ale Robbie/Ghost Rider wypada na plus, podobała mi się jego interakcja ze starą gwardią serialu, odpowiadał mi sposób jego przedstawienia, jego wygląd, jego moce. Fajnie było móc zobaczyć tu gościa, który ma w dupie to, że coś mu wybuchło w twarz, który mógł – dosłownie – przejść przez ogień.

Na początku sezonu było trochę kwasu z Daisy a.k.a. Quake, która walczyła samodzielnie z przeciwnikami Inhumans, nie chcąc wrócić do S.H.I.E.L.D., bo jej chłopak umarł. Bo wiecie, nie mogłaby sobie poradzić ze śmiercią któregoś ze swoich przyjaciół, więc wolała działać solo. Na szczęście zostało to ucięte.

Równocześnie, nieco zakulisowo, toczył się wątek konstruowania sztucznej inteligencji przez doktora Radcliffe’a. Pomagał mu Fitz i – rzecz jasna – osiągnęli sukces. Aida, bo tak nazywa się ten LMD*, potrafi imitować ludzkie zachowanie tak skutecznie, że May, Coulson, a także nowy dyrektor nie są w stanie rozpoznać w niej robota.

Bardzo ważnym przedmiotem, który pojawia się w tym sezonie, jest Darkhold. Mroczna księga, spisana najprawdopodobniej przez demony lub zainspirowana ich podszeptami, pozwala korzystać z technologii wyprzedzającej o lata obecny stan wiedzy, czerpać energię z innych wymiarów, pobierać z nich materię, a nawet przenosić ludzi z jednego do drugiego. Nie jest to jednak łatwe, a ludzki umysł nie jest w stanie wyjść bez szwanku z przeczytania choćby kilku stronic Darkhold.
Bardzo podoba mi się to, że stanowi to pomost pomiędzy nauką zazwyczaj występującą w tym serialu, w tym uniwersum, a magią i mistyką, która pojawiła się w Doctorze Strange’u. Moją teorię odnośnie właśnie tego, jak to się trzyma kupy, przedstawię innym razem. Jeśli umieracie z niecierpliwości i musicie o tym przeczytać, to dajcie znać w komentarzach. To na pewno przyspieszy proces pisania takiego tekstu i nada mu wyższy priorytet.

Jest jeszcze wciąż ciągnięty wątek Inhumans, których świat wciąż się boi i wciąż traktuje jak mutantów nieufnie. Ewidentnie jednak nie mieli na to konkretnego pomysłu (co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że cały poprzedni sezon nie mieli), nie jestem pewien, czy szykują coś na dalszą część sezonu, czy może jedynie zapewniają widzów, że dalej problem Inhumans istnieje i że warto czekać na poświęcony im serial, który pojawi się już w przyszłym roku.
Mnie ten wątek tutaj męczył.

***

No i dochodzimy do odcinka ósmego, który powinien zatrząść fabułą serialu, postawić pytania bez odpowiedzi, zaprezentować jakąś tajemnicę, której rozwiązanie poznamy dopiero wiosną.
Co się natomiast dzieje w ósmym epizodzie?

  • Ghost Rider znika, historia zemsty demonicznej składowej tej postaci zostaje pominięta. Jeśli liczyliście na walkę z piekielnymi hordami na ich własnym podwórku, to możecie o tym zapomnieć, bo na główny plan w serialu zostanie wysunięte co innego. Kurde, przez większą część tego odcinka Robbie po prostu stoi uwięziony w pomieszczeniu! Nawet nie dostał godnego pożegnania. Co za marnotrawstwo i leniwe podejście do pisania scenariusza.
  • Zagrożenie ze strony opętanego żądzą siły użytkownika Darkhold zostaje zażegnane.
  • Okazuje się, że Aida – po przeczytaniu Darkhold – zultroniała. W dodatku plakat zapowiadający powrót po przerwie ma podtytuł LMD*(pierwszy miał Ghost Rider), więc przez następne odcinki bohaterscy agenci mierzyć się będą ze sztuczną inteligencją, z robotycznymi kopiami samych siebie, nie będzie wiadomo, kto jest maszyną, a kto prawdziwym człowiekiem.

Brzmi co najmniej sztampowo i – kurde – motyw Darkhold, piekielnej zemsty Ghost Ridera, naukowy mistycyzm i mistyczna nauka, podróże pomiędzy różnymi wymiarami – to przecież zapowiadało się tak pięknie, a zostało beznamiętnie ucięte w ósmym odcinku. ;(

***

Nie wiem no, może zrobią z tym coś ciekawego, chociaż trochę nie chce mi się wierzyć. Bardziej niż na dobry plan, wygląda to na wyczerpanie pomysłów i przede wszystkim budżetu.

Jaskier

*Life Model Decoy

Reklamy

Read Full Post »

Agents of S.H.I.E.L.D. lub – jak serial został nazwany przez rodzimą stację – Agenci T.A.R.C.Z.Y. wrócili dwa tygodnie temu na antenę po przerwie w nadawaniu, rozsądnie wypełnionej przez Agent Carter. Ponieważ to mój trzeci wpis dotyczący tej serii, a drugi pisany po premierze pilotażowego odcinka, to będziecie mieli okazję przeczytać, co sądzę o zmianach, jakie zaszły przez ostatnie półtora roku, a nie tylko o wydarzeniach z ostatnich odcinków.

W zasadzie na początku nikt nie podejrzewał, że serial może się stać aż tak istotny dla całego MCU (SPOILER – to w nim debiutują Inhumans). Można mieć wrażenie, że nie zdawali sobie z tego sprawy sami twórcy, gdyż spora część pierwszego sezonu to jakieś takie gejowskie Z Archiwum X – ot, było sobie zadanie, przyjechali, rozwiązali sprawę. Przy oglądaniu trzymała mnie przede wszystkim zagadka powrotu Coulsona – postaci agenta, którego widzowie polubili w filmach do tego stopnia, że została wskrzeszona na potrzeby serialu, przedarła się także do świata animacji i komiksów. Gdy okazało się, że powrót zza grobu odbył się w bardzo sztampowy, ale pasujący do komiksowych standardów, sposób, jasne było, że tak naprawdę istotne jest to, DLACZEGO wrócił. I wciąż było coś, co warte było regularnego śledzenia.
No i wtedy zdarzył się Winter Soldier, który wywróciwszy wszystko do góry nogami, sprawił, że właściwie do tej pory Agenci S.H.I.E.L.D. dają radę, a często nawet trzymają w napięciu. Kiedy okazało się, że jest wojna, że nie wiadomo, komu można zaufać, gdy starzy przyjaciele okazywali się wrogami, jeżdżenie po zadupiach w celu badania „paranormalnych” spraw poszło w odstawkę, ustępując miejsca mięsnym zwrotom akcji i naprawdę ważnym dla uniwersum wydarzeniom.

Tak jest do tej pory – nawet jeśli coś z pozoru wygląda na zapchajdziurę, byleby dociągnąć do odpowiedniej liczby odcinków, to tak naprawdę okazuje się być połączone z którymś z głównych wątków sezonu, rozwija bohaterów lub relacje między nimi.
Początkowy zestaw chodzących archetypów, na który ludzie strasznie narzekali przy starcie serialu, okazał się strzałem w dziesiątkę. Szóstka agentów ulegała zmianom, stopniowo odchodząc od niemalże karykaturalnego przedstawienia i stając się pełnoprawnymi bohaterami, o których losy się martwimy i zastanawiamy, co będzie z nimi dalej. Teraz znów szykuje się jakaś gruba afera i serio jestem zaintrygowany, co to się tam będzie wyprawiało.

Rola Inhumans jest coraz większa, pozostałe odcinki tego sezonu będą zapewne dotyczyły ich wątku. Trzeba przyznać, że włodarze Marvela sprytnie to sobie wykombinowali – gdy pojawi się film z nimi, część widzów będzie już wiedziała, o co się rozchodzi. Chociaż przykład Strażników Galaktyki pokazuje, że wcale nie jest to konieczne, by osiągnąć sukces.

***

Nic, tylko oglądać i życzyć sobie, by kolejne seriale wchodzące w skład MCU były równie dobre jak ten.
No i żeby jakieś crossovery się zdarzały. ;)

Jaskier

Read Full Post »

SPOILERY

W tekście skupię się przede wszystkim na dwóch – All Hail the King oraz Agent Carter. Bo tak. Pozostałe trzy dostaną jeden akapit.
Miłego czytania.

Agent Carter
Najwyraźniej się spodobał, bo powstanie cały serial na bazie tego pomysłu.
Nie jestem do tego przekonany. Dlaczego? Peggy Carter nie zabłysnęła niczym specjalnym w Pierwszym starciu – to najzwyklejsza w świecie dziewczyna superbohatera. Twórcy chyba chcą nam zagrać na nosie i pokazać, że wcale tak nie jest, że postać ta równie dobrze radzi sobie samodzielnie.
Krótki filmik jest jak manifestacja feministek – przesunięta do pracy za biurkiem agentka Carter wbrew woli przełożonych udaje się na misję, która zakończona zostaje sukcesem. Następnego dnia przychodzi informacja, iż została zaproszona do tworzonej organizacji antyterrorystycznej.
Raczej toto słabe i takieo.
Warto obejrzeć końcówkę, w której pojawia się Dominic Cooper. Wcześniej jest tylko Peggy Carter, która zmuszona jest udowodnić własną wartość w świecie zdominowanym przez samców. Nic więcej.

The ConsultantA Funny Thing Happened on the Way to Thor’s HammerItem 47
Wszystkie trzy skupiają się przede wszystkim na działalności S.H.I.E.L.D. Agenci tuszują pewne sprawy (uszkodzenie NY podczas finałowej walki w Incredible Hulk, kosmiczny złom pozostawiony po bitwie w Nowym Jorku z Avengers) oraz agentują. Moim ulubionym z tych trzech jest zdecydowanie A Funny Thing… – jest po prostu zabawny i już w chwili premiery pokazał, że z Coulsona można wydusić więcej, co miało kontynuację w serialu Agents of S.H.I.E.L.D.

All hail the King
Tak naprawdę niniejszy wpis powstał tylko po to, bym mógł się wypowiedzieć na temat tego filmu. No to startuję.
W mojej niby-recenzji filmu Iron Man 3 napisałem: „Mandaryn – […]najkreatywniejszy pomysł na przeciwnika superbohatera[…]”. Podtrzymuję to zdanie.
Tak, wciąż uważam, że ta niezwykle odważna decyzja scenarzysty była słuszna. Czemu odważna? Widzieliście wściekłość wszystkich nerdów – betonów, którym nadepnięto na odcisk takim potraktowaniem tej postaci?
All hail the King jest niebywale niesubtelną próbą powiedzenia, że prawdziwy Mandaryn „gdzieś tam” jest. Czy to rozpaczliwe chwytanie się brzytwy? Ciężko określić. Jeśli jednak zaowocuje to udanym filmem o zakutym w zbroję przedsiębiorcy, to dlaczego nie?
Zwróćmy uwagę na to, że MCU cały czas się rozszerza o nowe elementy (przenosiny w kosmos w tegorocznych GotG, niebawem wprowadzenie magii w Doctor Strange). Możliwe więc, że prawdziwy Mandaryn pojawi się.
I to uzbrojony w dziesięć kosmiczno-magicznych pierścieni.

Jak Wy zapatrujecie się na te króciutkie produkcje? Co o nich sądzicie?

Jaskier

Read Full Post »

UWAGA SPOILERY ODNOŚNIE FABUŁY AVENGERS!

Właściwie to jeden spoiler. Agent Coulson wziął i umarł w tym filmie. Albo raczej wziął i został zabity.

Nie byłoby w związku z tym żadnej awantury, gdyby nie fakt, że ma się pojawić w serialu o S.H.I.E.L.D. Na stronie pełnej mądrych ludzi od komiksów i adaptacji przeczytałem trochę o tym projekcie. Dobre jest to, że pieczę nad nim trzyma Joss Whedon oraz to, że pojawi się Coulson, który miotał się tam w tle prawie wszystkich nowych filmów Marvela i naprawdę dał się polubić widzom.
Jako taka obecność tej postaci w tym serialu nie dziwi, nie zdziwiłbym się, gdyby został napisany, żeby pokazać więcej Coulsona. Na pewno nie będzie Samuela L. Jacksona i Scarlett Johansson, nawet Jeremy’ego Rennera, a pojawić się musi ktoś z filmowej obsady, bo w ten sposób to działa, inaczej nie zarobią, tamtych nie są w stanie opłacić, więc zatrudnili Gregga.

Początkowo zakładano, że serial zostanie umiejscowiony na osi czasu wcześniej niż Avengers, bo Coulson został tam wzięty i zabity, a pojawia się tutaj. Potem się okazało, że jednak nie, że wydarzenia będą miały miejsce po filmie.
I się zaczęło – mnóstwo zasadniczo z dupy wziętych teorii o wskrzeszaniu, pewnie na każdy znany z komiksów sposób.
Jakie jest moje zdanie? Według mnie on tam jednak nie umarł i Fury po prostu wkręcił wała bohaterom, żeby uratowali świat. Tak jakoś łatwiej przychodzi mi uwierzyć w to, że superszpieg celowo oszukuje innych, niż w teorię o robocie zbudowanym przez robota zbudowanego z kolei przez naukowca, który potrafi manipulować swoim rozmiarem. To znaczy nie neguję istnienia Ant-Mana, nawet chciałbym go zobaczyć w filmie (2016?), ale wymyślanie teraz, że dusza agenta została przeniesiona do Visiona, to gruba przesada.

Sam serial, no nie wiem, takie Z Archiwum X? Oby. Oby nie Łowcy koszmarów. Dobrze by było, gdyby od czasu do czasu pokazali jakiegoś mniej znanego łotra. I żeby Jackson dał się namówić ($) na granie choćby samym głosem.
Dużo gdybania. Za dużo. Chociaż Whedon ogarniający ten bałagan pozwala myśleć optymistycznie.

Jaskier

Read Full Post »