Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Agenci T.A.R.C.Z.Y.’

Październik to czas powrotów – studentów na studia, a seriali do tygodniowej ramówki. Obejrzałem sobie po jakimś odcinku lub dwóch z kontynuowanych pozycji, które śledziłem w poprzednich sezonach i dzisiaj Wam coś o mniej lub bardziej udanych powrotach napiszę.

***

Gotham

Gotham sobie doobejrzałem pod koniec wakacji (przerwałem oglądanie drugiego sezonu po śmierci tego bieda-Jokera). Gdy wreszcie zeszli z koszmarnego wątku tajemnych, quasi-okultystycznych organizacji pragnących zamordować Bruce’a Wayne’a, a na scenę wszedł motyw z dziwacznymi eksperymentami Hugo Strange’a, pojawił się ojciec Pinwgina etc., odetchnąłem z ulgą.
Niestety, sezon drugi skończył się uwolnieniem wyników eksperymentów szalonego naukowca i trzeci póki co (widziałem półtora odcinka) opowiada o tym, jak to Jim Gordon – chwilowo bez odznaki – łapie monstra. No bo tak, jeśli umarłeś i dostałeś się do laboratorium Strange’a, to ożywił cię jako X-Mena. Każdy bez wyjątku wracał do życia z jakąś mocą, no ale hej! jeśli ten naukowiec poprzednio zajmował się odtwarzaniem DNA dinozaurów przy pomocy genomu żab i odniósł przy tym sukces, to w sumie nie ma co się dziwić.
Na domiar złego w równolegle toczącym się wątku młodego Wayne’a pojawiła się kolejna złowroga, sekretna organizacja, która na niego dybie.
Gotham sobie chwilowo odpuszczam, drama Jima Gordona mnie nie interesuje, żeńska część obsady jest irytująca – Fish, Barbara – te postacie powinny być dawno wyrzucone. To strasznie dziwaczne, że obok tak żenujących bohaterów funkcjonują tacy, o których spokojnie można by oprzeć sensowną historię – Pingwin, Bullock, Alfred.
W ogóle, cały ten świat zaczyna wyglądać tak, jakby Batman się miał w nim w ogóle nie pojawić. Wiadomo, fabuła nie musi – wręcz nie może – przebiegać dokładnie tak samo jak w komiksach, aczkolwiek zawsze mi się wydawało, że to skrzydlate alter ego Wayne’a wywołało lawinową reakcję i napływ popaprańców do Gotham.

***

Flash

Nowy sezon Flasha to najprawdopodobniej powtórka z rozrywki.
Przypomnijmy – pod koniec drugiego sezonu, po pokonaniu Zooma, Barry Allen cofnął się w czasie, zapobiegł zamordowaniu swojej matki i stworzył alternatywną linię czasową, w której Amazonki toczą wojnę z Atlantydą, a Batmanem jest Thomas Wayne. W pierwszym odcinku sezonu trzeciego, zatytułowanym Flashpoint, Barry orientuje się, że nie wszystko jest tak cacy, jak wyglądało na pierwszy rzut oka. Dlatego też cofa się w czasie jeszcze raz, próbując zresetować rzeczywistość. Drugi odcinek (Paradox) pokazuje, że zabawy z linią czasu nie są proste i wpływanie na wydarzenia w odległej przeszłości trwale „uszkadzają” rzeczywistość i uzyskanie jej pierwotnego kształtu nie jest możliwe.
No i teraz cały sezon będzie o tym, że niektórzy ludzie we Flashpointowej wersji rzeczywistości mieli supermoce i zyskują je w zresetowanej linii czasowej, a Barry czuje się za te wszystkie przeinaczenia, których jako jedyny jest świadom, odpowiedzialny.
Zapewne klasyczny układ odcinków, czyli dwa starcia, pierwsze zakończone porażką, drugie wygrane dzięki wymyślonemu naprędce trikowi, zostanie zachowany.
Do tego typowy, nieznany przeciwnik, który okaże się kimś z otoczenia Barry’ego. Przynajmniej tym razem nie jest speedsterem.
Nie mam ochoty brnąć przez to samo trzeci raz, a poziom dramy, częstotliwość obrażania się na siebie i ból dupy niektórych postaci, żywcem wyjęte z Arrow, nie pomagają.
W dodatku mamy taką sytuację, że pod koniec poprzedniego sezonu, a także podczas kampanii marketingowej tego, zapowiadano poważną zmianę status quo, wywrócenie wszystkiego do góry nogami, a skończyło się na tym, że ktoś tam z kimś nie rozmawia, a Barry czuje się za to odpowiedzialny. Jakby tego było mało, już drugi odcinek kończy się w przyjaznej atmosferze przynajmniej częściowego zakopania topora wojennego.

***

Supergirl

Ciężko powiedzieć, żebym śledził pierwszy sezon Supergirl, gdyż widziałem raptem dwa odcinki – pilotażowy i ten z gościnnym występem Flasha. Jednakże zachęcony perspektywą zobaczenia na małym ekranie walczącego u boku kuzynki Supermana, zasiadłęm do epizodu rozpoczynającego drugi sezon.
Co stwierdzam?
Pomimo zmiany stacji (z CBS na The CW), praktycznie nic się nie zmieniło. Być może dlatego, że już wcześniej ten serial wyglądał bardzo sidabljuowsko, z tą swoją przesadzoną dramą, nieszczęśliwie zakochaną główną bohaterką, która nie potrafi się zdecydować, czy pragnie Jimmy’ego Olsena, czy może jednak nie. Notabene – on wciąż jest czarny, dyskryminacja rudych osób ma się świetnie. A mieli taki wspaniały Flashpoint, żeby to poprawić.
Wciąż nie widzę w tym serialu zbyt wiele dla siebie, nawet pomimo faktu, że na drugim planie obecny jest Martian Manhunter, no i aktualnie jest tu też Superman. Byłoby fantastycznie, gdyby stopniowo przenosili ciężar na Clarka i za rok skasowali Supergirl, a wystartowali z serialem o Supermanie, ale to raczej niemożliwe.
Wciąż uważam, że Melissa Benoist lepiej wygląda jako Kara Danvers niż Supergirl, ale te jej prywatne problemy, utarczki z szefową i miłosna drama przyprawiają o ból głowy.
Najprawdopodobniej obejrzę te odcinki, w których będzie Superman, zapewne też wielki crossover z pozostałymi superbohaterami z CW, ale regularnie nie ma co tego oglądać.

***

Jeżeli się zbiorę do obejrzenia tegorocznego startu pozostałych dwóch pozycji – Arrow i Legends of Tomorrow – to coś się na ich temat z pewnością pojawi.

Regularnie oglądam Agents of S.H.I.E.L.D., wczoraj widziałem czwarty odcinek. Póki co jest lepiej niż w poprzednim, słabawym sezonie. W trakcie długiego weekendu spróbuję usiąść wreszcie do Luke’a Cage’a – na temat tych dwóch tytułów coś naskrobię. W najbliższy czwartek idę natomiast na Doctora Strange’a do IMAX-a, więc spodziewać się można opinii na temat tego filmu. Dodatkowo chciałbym popełnić jakiś popularnonaukowy tekst, dotyczący potencjalnego krzyżowania się magii i fizyki.
Co Wy na to?

 Jaskier

PS Na fanpejczu stuknęło 200 lajeczków. Dzięki. ;)

Reklamy

Read Full Post »

Agents of S.H.I.E.L.D. lub – jak serial został nazwany przez rodzimą stację – Agenci T.A.R.C.Z.Y. wrócili dwa tygodnie temu na antenę po przerwie w nadawaniu, rozsądnie wypełnionej przez Agent Carter. Ponieważ to mój trzeci wpis dotyczący tej serii, a drugi pisany po premierze pilotażowego odcinka, to będziecie mieli okazję przeczytać, co sądzę o zmianach, jakie zaszły przez ostatnie półtora roku, a nie tylko o wydarzeniach z ostatnich odcinków.

W zasadzie na początku nikt nie podejrzewał, że serial może się stać aż tak istotny dla całego MCU (SPOILER – to w nim debiutują Inhumans). Można mieć wrażenie, że nie zdawali sobie z tego sprawy sami twórcy, gdyż spora część pierwszego sezonu to jakieś takie gejowskie Z Archiwum X – ot, było sobie zadanie, przyjechali, rozwiązali sprawę. Przy oglądaniu trzymała mnie przede wszystkim zagadka powrotu Coulsona – postaci agenta, którego widzowie polubili w filmach do tego stopnia, że została wskrzeszona na potrzeby serialu, przedarła się także do świata animacji i komiksów. Gdy okazało się, że powrót zza grobu odbył się w bardzo sztampowy, ale pasujący do komiksowych standardów, sposób, jasne było, że tak naprawdę istotne jest to, DLACZEGO wrócił. I wciąż było coś, co warte było regularnego śledzenia.
No i wtedy zdarzył się Winter Soldier, który wywróciwszy wszystko do góry nogami, sprawił, że właściwie do tej pory Agenci S.H.I.E.L.D. dają radę, a często nawet trzymają w napięciu. Kiedy okazało się, że jest wojna, że nie wiadomo, komu można zaufać, gdy starzy przyjaciele okazywali się wrogami, jeżdżenie po zadupiach w celu badania „paranormalnych” spraw poszło w odstawkę, ustępując miejsca mięsnym zwrotom akcji i naprawdę ważnym dla uniwersum wydarzeniom.

Tak jest do tej pory – nawet jeśli coś z pozoru wygląda na zapchajdziurę, byleby dociągnąć do odpowiedniej liczby odcinków, to tak naprawdę okazuje się być połączone z którymś z głównych wątków sezonu, rozwija bohaterów lub relacje między nimi.
Początkowy zestaw chodzących archetypów, na który ludzie strasznie narzekali przy starcie serialu, okazał się strzałem w dziesiątkę. Szóstka agentów ulegała zmianom, stopniowo odchodząc od niemalże karykaturalnego przedstawienia i stając się pełnoprawnymi bohaterami, o których losy się martwimy i zastanawiamy, co będzie z nimi dalej. Teraz znów szykuje się jakaś gruba afera i serio jestem zaintrygowany, co to się tam będzie wyprawiało.

Rola Inhumans jest coraz większa, pozostałe odcinki tego sezonu będą zapewne dotyczyły ich wątku. Trzeba przyznać, że włodarze Marvela sprytnie to sobie wykombinowali – gdy pojawi się film z nimi, część widzów będzie już wiedziała, o co się rozchodzi. Chociaż przykład Strażników Galaktyki pokazuje, że wcale nie jest to konieczne, by osiągnąć sukces.

***

Nic, tylko oglądać i życzyć sobie, by kolejne seriale wchodzące w skład MCU były równie dobre jak ten.
No i żeby jakieś crossovery się zdarzały. ;)

Jaskier

Read Full Post »