Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Październik 2013

I nie odczuwałem potrzeby oglądania.

Fascynacja piłką nożną w moim przypadku niespodziewanie zaczęła i skończyła się na Mistrzostwach Świata w 2006. Tak jakoś mnie to wzięło wtedy. Może dlatego, że tata kolegi przywiózł mu z Reichu markową piłkę sygnowaną logo tej imprezy. Ale to tylko hipoteza, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo zawsze miałem ważniejsze sprawy do przemyślenia.
To oczywiście mocno wpłynęło na moje wciąż trwające dzieciństwo, bo w szkole podstawowej miałem w klasie pół dziecięcej drużyny Stali (tak to się nazywa?). Oczywiście z tego powodu, jak to się ujmuje w USA, nie byłem w szkole zbyt popularny. Brakowało mi tylko okularów i bandy łobuzów, żeby stać się archetypową klasową pierdołą.
Ale teraz wyszedłem na ludzi, nie? Oni są wysportowani, chodzą na imprezy, mają dziewczyny. A ja prowadzę bloga, wiem, dlaczego Batmana nie było w Avengers i nie mylę Krasickiego z Krasińskim. Potrafię również obliczyć czas zagotowywania wody, jeśli mam podaną jej masę, opór grzałki i temperaturę początkową. Hm…

A wracając do tych meczów*, spotkałem się z opinią, iż moje zachowanie było niepatriotyczne. Bo nie oglądałem nawet „występów” polskich piłkarzy „piłkarzy”.
Ja się na wielu rzeczach nie znam, ale czy bieganie za nadmuchanym balonem jedenastu facetów, którzy za tę bezowocną zazwyczaj szamotaninę dostają olbrzymie pieniądze i fascynowanie się tym sporej grupy odbiorców jest dzisiaj szczytem patriotyzmu?

Trochę słabo. Ja rozumiem to, że dzisiaj nie ma Ołtarza Ojczyzny, na którym można złożyć życie i mieć święty spokój, a pewne ugrupowania polityczne próbują nam wmówić, że sprzątanie po psie kwalifikuje się do patriotycznych postaw, ale poważnie? Jak nie oglądasz meczu polskiej reprezentacji <tutaj wrzuć losowy epitet w stylutracącej bramki w spotkaniu z San Marino”>, to nie jesteś patriotą?
To ja odbijam piłeczkę i mówię, że brak znajomości Białego Orła jest postawą niepatriotyczną. Argument równie sensowny.

Jaskier

* Według Wikisłownika to poprawna forma.

Read Full Post »

Pozytywnie nastrajający film, a bardzo tego potrzebowałem.

Fabuła? Sklejona rodzina jedzie sobie na wakacje. W jej skład wchodzą: matka-rozwódka, jej dupkowaty nowy facet, jego dorastająca córka i główny bohater, czyli syn tej matki-rozwódki – Duncan.
Chłopak jest taki jak ja… trochę… tak jakby – życiowa sierota, pierdoła, nie ma przyjaciół etc. Stara się pogodzić z losem dziecka z rozbitego małżeństwa, jakoś przetrwać w tym wrogim świecie. Właściwie to podobnie wyglądałoby moje życie, gdybym mieszkał w Stanach i pochodził z rozbitej rodziny z klasy średniej. Minus szczęśliwie zakończenie i randkowanie z ładniejszą z sióstr Fanning.

Może to kwestia pewnych podobieństw, ale naprawdę odczuwałem zażenowanie i skrępowanie głównego bohatera. Oglądając, myślałem sobie – „Jak on się musi okropnie czuć, na jego miejscu…” etc. Duncan ma ogólnie dwie lewe ręce do życia i kontaktów z innymi ludźmi, nie potrafi na ten przykład rozmawiać z dziewczyną*, która z jakiegoś powodu wykazuje zainteresowanie nim. Ja wiem, że takie rzeczy się nie dzieją, ale hej! to tylko film, ma poprawiać humor. Nic więcej.

Świetną robotę odwala Sam Rockwell, grający beztroskiego pracownika aquaparku. Jako jedyny (poza tą dziewczyną, oczywiście) dostrzega drzemiący w Duncanie potencjał i wkręca go w rytm pracy parku wodnego. Głupkowate teksty, spontaniczność i radość bijąca od postaci Rockwella sprawiły, iż szczerze się co jakiś czas śmiałem. Tak jakoś mam, że podoba mi się taki styl bycia. Pewnie dlatego, że sam tak czasem się zachowuję. Muszę iść na jakąś terapię. Albo zacząć coś brać. Polećcie mi w komentarzach.

Oczywiście Duncan znajduje w sobie to coś, ale zakończenie jest nie do końca szczęśliwe. Tak sądzę. Bo niby jest OK, ale chciałbym się przekonać, co będzie dalej, czy uda się utrzymać taki status. Bo śmiem wątpić, że uda się im stworzyć szczęśliwą rodzinę, właściwie nic na to nie wskazuje, bo czegoś uczy się jedynie główny bohater, jego ojczym jedynie obiecuje się zmienić.

Humor trzyma poziom, Duncan dostaje lekcje od życia, rozwija się, dzięki czemu być może nie skończy w jakiejś brudnej toalecie publicznej, przedawkowawszy twarde narkotyki, Rockwell znakomicie bawi się rolą – czyli mi się film podobał. Polecam.

Jaskier

*Tak, ktoś chyba splagiatował moją autobiografię.

Read Full Post »

Ale tego jest. Serio, szukam sobie materiałów do tego wpisu w internetach i tego jest naprawdę masa. Co ciekawe, te wszystkie arcymądre hasła często się powtarzają. Aż do znudzenia. Czy ludzie naprawdę uważają, że kogoś obchodzą ich problemy? Jakaś forma terapii? To chociaż pomaga? Choć trochę?

To nie jest coś w stylu Wertera? Cierpienie dla samego cierpienia i epatowanie tym wszędzie wokół siebie? Chełpienie się swoim bólem przed całym Internetem, no, jego głupszą częścią, to takie dojrzałe. Bo wszystkich interesuje to, że dziewczyna Cię nie kocha. Co to w ogóle jest miłość? Podobno jest z nią jak z gruszką – jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki**. Widziałem kiedyś komentarz cwaniaka próbującego to zrobić, opisać gruszkę przy pomocy terminów ze stereometrii. To chyba nie jest takie proste.

A poza tym i tak umrzemy, toteż:

„[…]życie nasze splunięcia niewarte:
evviva l’arte!”

Jaskier

*W sumie tytuł trochę na wyrost, ale co tam, ma przyciągać.
**Oczywiście cytat z Sapkowskiego.

Read Full Post »

Dzisiejszy dzień minął mi bardzo owocnie.
Trzy tony węgla wylądowały w piwnicy. Jest kilka plusów odwalania takich akcji* w tak ciepły październikowy dzień. Przede wszystkim nie ma komarów, człowiek się niemiłosiernie upierdoli węglem, gdy musi się odganiać od tego dziadostwa.
Bez względu na porę roku, to wciąż praca fizyczna, a więc wymagająca od nas wyłącznie machania łopatą i nieprzeładowania taczek. Z tego powodu pozostała część umysłu, niezaangażowana w kontrolowanie tego jakże skomplikowanego układu, dryfuje sobie po najróżniejszych oceanach i morzach myśli i wspomnień, a w przypadku mojej zrytej i nieprzystosowanej do dzisiejszych czasów psychiki, uruchamia filozofowanie.

Często mam czas na takie gdybanie, co jest jednym z uroków życia na prowincji. W sumie fajna sprawa. Podobno ruch to zdrowie, a praca fizyczna nie jest marnowaniem energii, w przeciwieństwie do innych różnych dziwnych zajęć wymagających spożywania odpowiednio dużej liczby kalorii, więc nie narzekam. Dodatkowo mam czas na myślenie, które jest jedną z moich pasji i nikt nie ma pretensji o to, że się jej poświęcam, bo potrafię ja łączyć z wykonywaniem, nazwijmy to, prac gospodarskich. Fajna rzecz, odprężająca i w końcu ma się poczucie, że zrobiło się coś pożytecznego.

Dzisiaj gdybałem o samym tym machaniu łopatą. To znaczy nie pierwszy raz, gdyż to dość oczywisty motyw i baza do przemyśleń, jeśli robi się to raz na jakiś czas przez kilka godzin z rzędu.

Co prawda, wątpię w to, że praca uszlachetnia, no bo WIECIE, ale na pewno jest czymś pożytecznym i nie powinno się traktować jej wyłącznie jako zła koniecznego. Uczy też szacunku do ludzi pracujących i efektów ich pracy. To by się niektórym osobom przydało. I wyobraźcie sobie, jakim pięknym miejscem byłby Internet, gdyby za każdy głupi komentarz kazano kopać dół. Taki w stylu dołu kopanego przez czarnoskórych robotników w Jądrze ciemności.
Gdyby ktoś był zainteresowany, to więcej prawdy w opisie pracy jest w stalowni lub fabryce cygar u Żeromskiego niż w Bohatyrowiczach Orzeszkowej.
Serio, nie sądzę, żeby się komuś chciało śpiewać w sierpniowym, prażącym słońcu z rękami pochlastanymi skoszonym zbożem w dodatku z perspektywą tego, że „o kurwa, ile jeszcze zostało”.

Jaskier

* To powinno być zrobione w czasie wakacji.

Read Full Post »

Szczelają!
Wybuchy!
Akcja!
Odrzutowce!
Pościgi!
Więcej szczelania!

Kapitan Ameryka dostał wreszcie normalny kostium. W Avengers wyglądał najbardziej kiczowato ze wszystkich bohaterów, a przecież był tam jeszcze TEN i TEN facet. Nie świadczy to najlepiej o zawiniętym w amerykańską flagę herosie. Na szczęście przeprojektowano mu ten kostium i patrzenie na niego nie wywołuje uśmiechu politowania na twarzy (choć to wciąż facet owinięty pasiasto-gwiazdkowanym sztandarem).

Ogólnie dużo strzelania w tym zwiastunie, dużo scen akcji, właściwie za dużo. Słabo zmontowany ten filmik, odbiera wszelką nadzieję na to, że będzie to film w szpiegowskich klimatach. No bo po co? Postrzelajmy trochę i rzućmy bombą.

Wprowadzają do filmowego uniwersum Falcona, jestem ciekaw, czy zostanie uwzględniony w drugiej części Avengers, w której już teraz jest całkiem sporo postaci. Ale wygląda całkiem znośnie, projektanci zrezygnowali z jarmarcznej czerwieni w kostiumie.

Co więcej? Jest Samuel L. Jackson, Scarlett Johansson, może być fajnie.

Pewnie zrobią dubbing. I będę musiał jechać na wieczorny seans, żeby obejrzeć normalną wersję. Ech…
Premiera światowa 2 kwietnia 2014.

Pożyjom, uwidim.
Filmweb

Jaskier

Read Full Post »

Właściwie powinno być jeszcze „kolejny” w tytule, ale tak mi się ładnie ułożyło wszystko w jednej linijce, że nie mam ochoty wprowadzać tam zamętu.

Pomimo aury panującej za oknem, skutecznie nam to utrudniającej, pamiętamy, że nadeszła piękna Polska Złota Jesień*. Już palą liście w sadach i pachnie zielony dym etc. Niebawem zrobi się zimno. I będzie deszcz padał. I będzie ciemno o szesnastej. Właściwie to dziwne, że już teraz tak nie jest. Dzięki Bogu. Mogę wracać ze szkoły w koszulce z nadrukiem i kurtce, bluzę wcisnąwszy do plecaka.
<lans_taki_na_wiosce>

À propos lansu**, znowu nastała moda na zdjęcia w lesie. Co jest nie tak z tymi ludźmi? Jakby nie mogli sobie raz, porządnie wszyscy zrobić kompletu tych zdjęć (Jesienna Melancholia, Plażowe IgraszkiTorowisko UczućPłatki Śniegu i Magna Mater, czyli Tańcząca w Zbożu), wrzucić go hurtem na fejsika i zająć się w końcu czymś pożytecznym. Matematyką albo poezją Baczyńskiego. Czymkolwiek.

Tak dzisiaj wygląda normalność?

Pytam, bo sam jestem nienormalny i mam potrzebę okazywania tego wszystkim dookoła rozwiniętą do tego stopnia, że nóż trzymam w lewej ręce, choć jestem osobą praworęczną. Albo ustawiam budzik na godzinę z nieparzystą liczbą minut, tylko koniecznie nie 9, bo to kwadrat 3.
Może to się wzięło stąd, że rodzice nie pozwalali mi zabierać do kościoła zabawek i słodyczy, gdy miałem te pięć lub sześć lat.
To w sumie hipoteza warta rozważań.

Jaskier

*Tak naprawdę, to jej nie lubię.

**I naturalnie jesieni.

Read Full Post »

Inteligentnie ze mnie zakpi. Nawet jeśli wychodzi mu to zupełnie przypadkiem. Bo ostatnimi czasy lubię się śmiać z własnej głupoty i naiwności, w końcu hej! śmiech to zdrowie. Tak jakbym potrzebował tego wora mięcha, do którego ktoś bezczelnie przykuł moją duszę i rozum.

Ale mniejsza z tym. Tradycyjnie zostawiłem oryginalną pisownię i tradycyjnie nie podaję linka, żeby nie kusiło Was kliknięcie.

3 oznak, że ona jest gotowa dać ci swój numer telefonu 
Już na etapie tytułu jest z tym wpisem coś nie tak. Przyprawia mnie o smutek fakt, iż facet niepotrafiący deklinować jest w stanie przykuwać uwagę kobiet. Albo ma na tyle czelności, by kłamać, że to robi.
Kiedy poprosić ją o numer telefonu? Jak można mieć pewność, że go da? Takie pytania powstają w twojej głowie? Musisz wiedzieć – nie ma żadnego limitu czasowego w tych sprawach! 
Poważnie, po co Ci jej numer telefonu? Jeśli przeglądasz tego typu lamerskie strony z tak samo lamerskimi poradnikami, to daję sobie paznokcie poobgryzać, że i tak nie zadzwonisz. Więc po co sobie zaśmiecać telefon.

Tu chodzi o uczucie Wiele razy rozmawiałem z kobietą po prostu stojąc w kolejce w supermarkecie: 15 czy 20 sekund miłej konwersacji i już wiedziałem, że czuję to coś! Więc patrzę na nią i mówię:“Wiesz co, zanim pobiegniesz, daj mi swój numer telefonu. Musimy porozmawiać o tym sushi, które zaraz przyniesiesz do domu i zjesz.”

Po prostu mówię cokolwiek. Nie ważne co.

I w ten sposób mam jej numer w kieszeni.

Czasem to zajmuje 10 minut, czasem pół godziny. Wszystko zależy od okoliczności.

Facet ma chyba płacone od akapitu. Tak coś czuję.
Jak łatwo się domyślić, ja się na tym nie znam, bo o numer prosiłem raz (o dziwo prośba podparta argumentem „chciałbym złożyć Ci życzenia z okazji urodzin, lecz nie będę miał wtedy dostępu do Internetu” zadziałała, ale niespodzianka). Inne przypadki pozyskania przeze mnie numeru od dziewczyny nie były nawet w połowie tak spektakularne, toteż nie chcę zgrywać jakiegoś speca. Wydaje mi się jednak, że jakaś porcja spontaniczności i szaleństwa dużo pomaga w takich sprawach.
Jak wtedy, gdy wstajesz z krzesła, mówisz sobie „a chuj, pójdę”, idziesz na jej koncert, po drodze kupujesz kwiaty, a po koncercie ona wpada w ramiona swojego chłopaka. Jak z taniej komedii romantycznej, nie?

Jednak, nie bój się poprosić o numer telefonu, jeśli występują trzy poniższe okoliczności:

1. Prowadzicie prawdziwą rozmowę
Prawdziwą, czyli nie jakieś tam pogaduszki o pogodzie i innych sprawach, o których mówi się, gdy nie ma się nic do powiedzenia.
Rozmowę? Ale z dziewczyną? Niby o czym? To znaczy ja jestem w stanie rozmawiać o smaku szamponów, BrzydUli i beznadziejności „książki” Pięćdziesiąt twarzy Greya, najwyraźniej jednak to nie wystarcza. Nie wiem, naprawdę nie potrafię rozmawiać, nie tylko z dziewczynami, ogólnie z ludźmi, być może przez to, że powoli coraz bardziej przypominają mi cząsteczki tlenu, które sobie latają w powietrzu dookoła mnie. Albo raczej azotu, życie bez tlenu jest niemożliwe.

2. Ona opowiada ci o sobie, mówi osobiste rzeczy
Kobieta nigdy nie zacznie mówić o sprawach osobistych, jeśli nie czuje się komfortowo w czyimś towarzystwie. Zaufanie jest ważnym elementem każdej relacji, już od samego jej początku. Jeśli ona może ci powierzyć szczegóły prywatnego życia, może ci powierzyć także swój numer telefonu.
Osobiste? To znaczy np. „dowód”? Co jeszcze może być osobiste? Ewentualnie dobra. Zastanawiam się również, co takiego osobistego wyznała autorowi tekstu wymieniona w pierwszym akapicie kobieta z kolejki. Może powiedziała, że nie je mięsa, ale nie z powodu przekonań, a dla lansu? Albo że jej mąż jest akurat w delegacji (naprawia kanał La Manche), więc ma wolną chatę.

3. Iskrzy między wami
Znasz to uczucie, gdy spotykasz kogoś, kogo dotychczas znałeś tylko z klikania na czacie? Widzisz i czujesz, że iskrzy między wami. Tego nie da się wytłumaczyć. Po prostu tak czujesz.
Nie znam. Klikanie na czacie? Nie, jeszcze raz – klikanie na czacie?
Iskrzy? Czyli jest między nami chemia… jak powiedziała biologia do polskiego, patrząc na plan lekcji. Ba-dumtss.

Jeśli naprawdę potrzebujesz jakiegoś znaku, proszę – oto one. Podczas rozmowy zaczekaj na trzy powyższe oznaki, że ona jest gotowa dać ci swój numer telefonu i nie przegap okazji – poproś ją o niego.

Jednak zachowuj się ostrożnie – sytuacja wymaga delikatności. Najlepiej by było, byś zapomniał o wszelkich poradach i dał się ponieść chwili.

Zachowuj się naturalnie. Nie chodzi tu o to, abyś mechanicznie oczekiwał na jakieś oznaki. Nie zachowuj się jak kolekcjoner numerów telefonu.
Kolekcjoner Numerów Telefonów.
Pasowałby mi taki przydomek. Po tych wszystkich koloniach miałem masę numerów w kolekcji. Pod większość z nich nigdy nie zadzwoniłem.
Ale tak jakoś uważam, że Samozwańczy Książę Błaznów lepiej do mnie pasuje. Oddaje głębię mojego charakteru.

Czy ona patrzy ci w oczy? Czy się uśmiecha? Czy wykazuje zainteresowanie?
Tak. Zainteresowanie Twoim zadaniem ze stereometrii. Rzeczywistość jest brutalna, pogódź się z nią i kpij, ba! plwaj na Wokulskich i Werterów.

Jeśli nie potrafisz tego rozpoznać, nie wiesz, jak wygląda, jak zachowuj się kobieta, wykazująca zainteresowanie twoją osobą… Cóż, powinieneś się jeszcze wielu rzeczy nauczyć…
Nie wiem, bo to niepraktyczna w moim przypadku umiejętność. Równie dobrze mógłbym dzielić przez 0 lub próbować być lepszym słoniem-malarzem od tego słonia-malarza z telewizji.

A może macie własne sztuczki? Podzielcie się nimi!
Sztuczki… hm. Ja potrafię klaskać jedną ręką, to też się liczy?

Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

W następnym odcinku porozmawiamy o cechach, których atrakcyjne kobiety szukają u mężczyzn. Będzie dym.

Jaskier

Read Full Post »

Older Posts »