Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Liam Neeson’

ted2-poster2
Zapewne większość z Was nie jest tego świadoma, gdyż nie doczytała, ale moim zdaniem Ted był w czołówce rozrywkowych filmów 2012 roku. Historia pluszowego misia alkoholika-dziwkarza i jego przyjaciela bawi mnie za każdym razem, gdy ją oglądam (za DVD dałem całe(!) 2,99zł).
Kiepska forma kolejnego dużego projektu Setha MacFarlane’a*, a także słaby wynik w box office’ie oraz fala krytyki, z jaką spotkała się kontynuacja przeboju sprzed trzech lat (45% na RT), nie były w stanie odwieść mnie od postanowienia zapoznania się z nową produkcją z wulgarnym pluszakiem w roli głównej.

Film zobaczyłem, uśmiałem się i zasiadam do klepania w klawiaturę, by zachęcić Was do tego samego – obejrzenia i podzielenia się tutaj wrażeniami.

***

Ted szczęśliwie poślubił Tami-Lynn, koleżankę z pracy. Kochają się, dobrze im się wiedzie, do pełni szczęścia brakuje tylko dziecka. I tutaj pojawia się zgrzyt – kiedy złożyli dokumenty niezbędne do adopcji, przyjrzał się im jakiś prawnik, który orzekł, że nie mogą zaopiekować się dzieckiem, gdyż miś nie jest osobą, a własnością, przedmiotem. Jak śmieci albo gówno, cytując jednego z bohaterów.
Fabuła skupiona jest więc na próbie udowodnienia na sali sądowej, że Ted zasługuje na taki sam zestaw praw, jaki przysługuje każdemu obywatelowi. Wynajęcie prawnika to olbrzymie koszta, toteż sprawą misia pro bono zajmuje się młoda, niedoświadczona Samanta Jackson (Seyfried).

W gruncie rzeczy jest to jednak (kolejny raz) historia o przyjaźni dwóch zdrowo powalonych kumpli i z miejsca mnie kupiła. Dla mnie dowcip polegający na włożeniu do ust pluszowego misia tony przekleństw i wsadzeniu mu do łapek bongo wciąż działa. No #mnieśmiezy i tyle. Więc jeśli widzieliście pierwszą część lub jakieś zwiastuny tej i uważacie, że to nie dla Was, to możecie mi napisać w komentarzach, że się nie znam i jestem głupi. Nic to nie zmieni, bo co się uśmiałem, to moje.

Żarty opierają się przede wszystkim na kontraście wynikającym z zestawienia pluszaka z wulgarnymi treściami. Niby powtórka z rozrywki, ale mi to się wciąż podoba. Jest tutaj też mnóstwo odniesień do popkultury (Sam totalnie nie ogarnia, co jest naprawdę urocze), lecz na wizytówkę filmu wybrałbym raczej scenę próby nielegalnego pobrania nasienia od futbolisty. To o wiele lepiej oddaje naturę tej produkcji.
Sporo śmiechu gwarantuje również fragment z Liamem Neesonem. Szczególnie już po zakończeniu filmu, gdy SPOILER zdajesz sobie sprawę, że pojawił się na ekranie na jakieś dwie minuty, co byłoby totalnie bez sensu, gdyby nie to, że to właśnie Liam Neeson. KONIEC SPOILERA

Nie jest jednak tak, że to produkcja pozbawiona wad. Ma na przykład rozwleczoną taneczną czołówkę, jakby Seth MacFarlane nie mógł za jednym zamachem napisać, że zajmował się w tym filmie wszystkim od napisania scenariusza, przez donoszenie kawy na plan, po wymienianie kostek w pisuarach na zapleczu studia.
To jednak pikuś w porównaniu z Milą Kunis. A w zasadzie tym, że jej nie ma. A tak naprawdę z wytłumaczeniem jej nieobecności. Żebyście mnie dobrze zrozumieli – wiem, że była bardzo zajęta graniem w najnowszej superklapie braci rodzeństwa Wachowskich, ale jej postać była istotnym elementem świata przedstawionego! Wokół jej związku z postacią Wahlberga toczyła się fabuła Teda. Wiecie, facet musiał dorosnąć, nauczyć się żyć bez swojego pluszowego misia, a potem było szczęśliwe zakończenie na ślubnym kobiercu. A oni nam tu rzucają w twarz rozwodem. Serio, to jest megasłabe i naprawdę wolałbym, żeby grana przez tę aktorkę postać została uśmiercona.

Jakimś jednak cudem rozwód i wyrzucenie do kosza lekcji z Teda w moich oczach nie rujnuje kontynuacji. Zdążyłem już nawet wysnuć odważną teorię, iż John wyparł z pamięci tragiczną śmierć żony i sam uwierzył w to, że się rozwiedli.

***

Jeżeli jesteście miłośnikami niepoprawnego politycznie humoru, to Ted 2 został nakręcony dla Was.

Jaskier

*Czyli Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie. Moje poseansowe wnioski dotyczące tej produkcji znajdziecie TUTAJ.

Read Full Post »

Liam Neeson ciągle w formie.

To niebywałe, że można dzisiaj przyjść do wytwórni filmowej z pomysłem na niezbyt ambitne kino akcji, po streszczeniu scenariusza i przyznaniu się, ile pieniędzy potrzeba na wyprodukowanie, dorzucić, że Liam Neeson wstępnie zgodził się zagrać główną rolę i wyjść zadowolonym z czekiem na mnóstwo dolarów.
I zrobić wciągający i angażujący widza film akcji.
Niebywałe i bardzo fajne, bo podejrzewam, że właśnie w ten sposób zrodził się film pt. Non-Stopo którym możecie sobie poczytać.
Tu niżej.

Liam Neeson tym razem także gra zmęczonego życiem skurczybyka-madafakę-zawodowca, któremu ktoś podpada, żebyśmy mogli przez prawie dwie godziny oglądać Liama Neesona w roli skurczybyka-madafaki-zawodowca. Jeżeli ktokolwiek spodziewał się czegokolwiek innego, to trafił pod zły adres. Po prostu, jeżeli plakat zdobi Liam Neeson z pistoletem lub w jakiejś kozackiej pozie, to nie należy się spodziewać czegoś innego.

Tutaj dla niepoznaki Bohater nazywany jest Bill Marks i jest kimś w rodzaju policjanta w samolocie. Po 11 września przewoźnicy kapnęli się, że rozsądnie jest umieszczać na pokładzie zaufanego człowieka z bronią, który w razie czego ogarnie bandę muzułmanów, którzy próbowaliby przejąć kontrolę nad maszyną.
Owi powietrzni szeryfowie, bo tak się tytułują, działają w parach, komunikując się między sobą za pomocą zastrzeżonej sieci. Niepokój Marksa wzbudza tajemnicza wiadomość od kogoś, kto podaje się za jednego z pasażerów samolotu. Terrorysta żąda mnóstwa milionów dolarów i grozi rozpoczęciem mordowania osób obecnych na pokładzie. Odliczanie trwa, a sytuacja z każdą minutą staje się coraz mniej kolorowa.
Marks dosyć szybko orientuje się, że sprawa nie jest tak prosta, na jaką z pozoru wygląda. Jako łebski madafaka-zawodowiec rozumie, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, nie zawsze musi chodzić o pieniądze. Atmosfera się zagęszcza, ze względu na przeszłość Billa centrala nie bardzo ma ochotę współpracować, giną kolejni pasażerowie, załoga staje się nieufna, zaczyna wybuchać panika. Osaczony szeryf sam już nie wie, komu może ufać.

Właśnie to zaszczucie jest największą zaletą filmu. Marks jest odcięty od wsparcia, działa niemalże w pojedynkę, a autor gróźb pozostaje niewykryty.
A może nim być każdy z pasażerów.

Dla tej niesamowitej atmosfery, poczucia bezradności i świetnego Liama Neesona, który przeżywa drugą młodość, warto Non-Stop obejrzeć.
Zdecydowanie polecam.

 

Jaskier

PS Co jakiś idiota porwie p. Neesonowi następnym razem?

Read Full Post »

To wcale nie jest tak, że się opieprzam. W zasadzie od dawna nie miałem tyle materiału i pomysłów na wpisy. Obczajcie sobie tagi, ile się tego nazbierało przez ostatnie dwa tygodnie. Niestety, z czasem jest krucho, więc będą takie jakieś dziwne przestoje. Coś powinno się pojawić jutro, potem pewnie w piątek.

Chciałem Was pochwalić za dzielne klikanie w tekst o Obietnicy. Prawdę napisawszy, nie spodziewałem się aż takiego ruchu związanego z opinią o tym filmie. Bardzo miła niespodziewanka. Równie miłe były wszystkie nowe lajki na fanpejczu – widocznie częściej muszę narzekać na polskie filmy. Dobrze to robi blogowi.

W każdym razie, piszę to, żebyście się ustosunkowali i odparli, na przeczytaniu czego zależy Wam najbardziej i co ma być najpierwsze.
Piszcie więc tutaj lub na fejsbuku. Może macie jakieś własne propozycje, do dzielenia się nimi w komentarzach również zachęcam.




___________________________________________________________

Dodam jeszcze, że październik miał statystyki wyższe od kilku poprzedzających go miesięcy, jeśli tendencja wzrostowa się utrzyma, to blog w końcu wyjdzie z tego dołka, do którego wpadł na początku bieżącego roku.

Trzymajcie tak dalej, róbcie kliki, komentujcie, łapkujcie etc.

Biorę się za naukę, cześć. ;)

Jaskier

Read Full Post »

Seth MacFarlane dostał chyba od producentów wolniejszą rękę, bo momentami mocno przegiął, w dodatku niemiłosiernie rozciągnął film, ale nie było najgorzej.
Czyli jak?
Przeczytajcie, żeby się przekonać.

Początek filmu sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z kolejną prostą historią miłosną, w której odrzucony przez dziewczynę chłopak musi się wykazać, zdobywając jej serce poprzez udowodnienie, że jest prawdziwym mężczyzną.

To działa. W głównej mierze jest to zasługa napisania i obsadzenia postaci Alberta Starka (MacFarlane). Osnucie opowieści, której akcja umiejscowiona jest na Dzikim Zachodzie, wokół faceta, który jest fajtłapą i absolutnie nie można dopasować go do żadnego archetypu w tym gatunku filmowym, dodatkowo sam kilkukrotnie powtarza, że nie cierpi tego miejsca i wyjedzie do San Francisco, pozwala spojrzeć na wszystkie westerny z boku, z perspektywy właściciela stada owiec. Stada owiec. Czy był jakimś inny western z głównym bohaterem parającym się takim zajęciem? To jedynie umacnia efekt ciapowatości postaci. Wszyscy żartują z jego zawodu, także on sam. W tym tkwi jego siła. Brutalności (choć zdecydowano się na typowo kreskówkową estetykę) miejsca, w którym przyszło mu żyć oraz nieprzychylności sąsiadów przeciwstawia swoje poczucie humoru, inteligencję i ogólnie pojętą dobroć. Czasem wypada żałośnie przez jakiś nietrafiony lub niesmaczny żart, ale w gruncie jest jak kumpel z klasy, któremu czasem zdarza się powiedzieć coś niezabawnego, ale mimo to lubisz go, bo wiesz, że jest w porządku. To chyba najlepiej oddaje tę postać – Albert jest jak dobry kolega.

Skoro mowa była o żartach – scenarzyści świetnie pogrywają sobie z konwencją westernu oraz mitami Dzikiego Zachodu. Ta część dowcipów wypada świetnie, nieustannie przyprawiała mnie o uśmiech na twarzy. I to taki trwający dłużej niż pół minuty.
Kiedy jednak wyłażą na wierzch żarty niskich lotów, to są naprawdę niskich lotów. To znaczy, niby motyw końskiego łajna opracowano prawidłowo (ucz się, Jeźdźcu znikąd), ale wciąż jest tu mnóstwo złych rzeczy. Gdybym ja był ich autorem, to śniłyby mi się koszmary po nocach. Chociaż może właśnie to jest odpowiedź? Może któregoś z twórców przerażają penisy baranów?

Na początku napisałem, że film jest zbytnio rozciągnięty. Kiedy już szykowałem się do oglądania napisów końcowych, okazało się, że została jeszcze godzina. Poważnie, ten wątek miłosny, o którym wspomniałem na początku, główny motor napędowy dla Alberta, ma finał mniej więcej w połowie. To było dosyć dziwnie i sprawiło, że seans zaczął mnie coraz bardziej męczyć. Tak jakoś czar ironicznej komedii o Dzikim Zachodzie prysł (choć trafne żarty wciąż się pojawiały).

Czarny charakter (Liam Neeson, na plakacie ma czarny płaszcz, więc kim innym może być?) wypada słabo. Okazuje się, że to tak naprawdę prostak, który swą legendę najlepsiejszości w byciu rewolwerowcem zbudował na oszustwie.
Liam, łaj? że tak sparafrazuję.

Neil Patrick Harris gra buca. I tyle. Jest po prostu bucem.

Amanda Seyfried gra ładną dziewczynę. Ale uczynienie jej postaci chodzącym szablonem było celowe i działa.

Charlize Theron to ta rozsądna kobieta, która sprowadza Alberta na ziemię. Wątek ten również jest typowy (Jak mogłaś mnie okłamać?! etc.), ale jej relacja z głównym bohaterem jest przyjemna w śledzeniu.

Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie  to w połowie świetna komedia, ironicznie podchodząca do tematyki westernu i sama siebie traktująca niezbyt poważnie, z drugiej jednak wciśnięcie zbyt wielu kiepskich żartów niskich lotów oraz rozciągnięcie akcji do AŻ (!) dwóch godzin zdecydowanie filmowi ujmuje uroku.
Ja jestem zadowolony, że widziałem, ale dla kogoś wymienione wyżej wady mogą całkowicie zniwelować przyjemność ze śmiania się z tych wszystkich celnych dowcipów.

Jaskier

Read Full Post »

Hej, na nowych X-Menach byliśmy w prawdziwym kinie, toteż – z poślizgiem – nadrabiam tradycyjny wpis zawierający komentarz do jednego ze zwiastunów puszczonych przed filmem między reklamą banku i portalu randkowego.

***

Prawdziwe kina ssą pod względem liczby reklam emitowanych przed seansem – minęło dwadzieścia minut od przygaszenia świateł oraz uruchomienia projektora do pojawienia się loga studia, które wyprodukowało Days of Future Past. :/

***

Obejrzałem kilka innych zwiastunów i mam wrażenie, że scenarzyści „nieco” przeginają z niedwuznacznymi żartami, ale część z nich jest naprawdę zabawna (Popatrz na nasze cienie), a pozostałe żarty trzymają poziom, więc jestem zaintrygowany.

Teda swego czasu umieściłem w piątce najlepszych popcornowych filmów 2012 roku. Kilka tygodni temu zaliczyłem seans po raz drugi i moja opinia nie uległa zmianie – to świetna komedia.

Po filmie Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie oczekuję tego samego. Zestaw scenarzystów jest ten sam, zaangażowano kilku dobrych aktorów, jak choćby Liama Neesona lub Neila Patricka Harrisa, który potrafi być kimś więcej niż tylko Barney’em Stinsonem*. Charlize Theron w końcu nie gra zimnej suki, która musi uprawić seks z Murzynem, by udowodnić, że nie jest robotem. Sam MacFarlane wygląda na gościa, który dobrze się bawi, tworząc niepoprawne polityczne filmy, więc możemy być dobrej myśli.

Co sądzicie o tym filmie?

Jaskier

*Chociaż wszystko wskazuje na to, że tutaj nim będzie.

Read Full Post »

Panie Liam Neeson, dlaczego? Dlaczego Pan się na to godzi?

Widziałem tylko pierwszą część, porwałem ją kiedyś z koszyka z przecenionymi płytami DVD. Jest świetna – uczciwy film akcji z fabułą rodem z minionej epoki, którą wszyscy lubimy za jej głupkowatość i efektowność, ale zmodyfikowany odpowiednio do obecnych czasów.
O jakości tego filmu i ilości frajdy, jaką sprawia oglądanie go, świadczy to, że już stał się kultowy. Za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest w głównej mierze Liam Neeson, który gra głównego bohatera, byłego agenta służb specjalnych, speca od ratowania uprowadzonych osób, który przez cały film próbuje odbić porwaną przez Albańczyków córkę. I robi to w zajebisty sposób.
Tę produkcję umieściłbym w czołówce filmów akcji 2008 roku.

Natomiast w przypadku kontynuacji… już na plakat nie mieli pomysłu i zerżnęli ten z pierwszej części. Nie widziałem tego filmu, ale wiadomo, że to jeden z tych przypadków, gdy sequel powstaje na siłę, wskutek niespodziewanego sukcesu poprzednika. Nawet zarobił 150mln $ więcej, ale… to nie ma sensu.

W pierwszej części córka Neesona została porwana, przyjechał więc do Francji, narobił bałaganu, postrzelał sobie do Albańczyków, uratował ją – koniec historii. Nie ma ciągu dalszego. Nie powinno być.

A teraz mają kręcić jeszcze część trzecią.

Niechaj za komentarz posłużą słowa użytkownika Filmwebu o nicku grochol:
„teraz Liam porwie samego siebie i odbije :D”

Jaskier

Read Full Post »