Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘The Amazing Spider-Man’


Niemalże dwa lata Hachette kazało polskim czytelnikom czekać na ukazanie się kontynuacji historii z pierwszego numeru Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Tom The Amazing Spider-Man: Wyznania wpadł mi wprawdzie w łapki początkiem października, ale długo nie mogłem wygospodarować ani chwili na przeczytanie go. Udało mi się to zrobić dopiero w ubiegłym tygodniu, a zatem dzisiaj zapraszam Was do przeczytania tekstu zawierającego moją opinię o tym komiksie.

Zeszyty poprzedzające tę historię kończyły się w momencie, w którym poturbowany i śpiący po wyczerpującej walce z Morlunem Peter został nakryty jakby w negliżu przez ciocię May. Kobieta poznała sekret siostrzeńca i wyszła, nie budząc go.

Rozmowa pomiędzy tym dwojgiem, do której dochodzi w drugim zeszycie tego albumu, jest jednym z istotniejszych punktów w całej historii Spider-Mana. Pierwsza szczera rozmowa Petera i cioci May po kilkudziesięciu latach publikowania komiksów o Pająku. Jest ważna również z innego powodu – staruszka w końcu stała się pełnowymiarową postacią. Jej późniejsze działania tylko to potwierdzają – J. Michael Straczynski tchnął w nią nowe życie. Albo raczej w końcu jej dał prawdziwe życie.

Bezpośrednio obok relacji Peter-ciocia rozgrywa się wątek miłosny. Akcja ma miejsce w okresie, gdy Parker rozstał się z MJ, która wyjechała robić karierę w Kalifornii. Nie trudno się dziwić jej decyzji, skoro – jak mówi sama – wiecznie stała na drugim miejscu, za superbohaterskimi obowiązkami męża. Również w jej kwestii Straczynski zrobił wiele – w końcu w jednym z zeszytów staje się dziewczyną superherosa, która mówi, że ma dość bycia dziewczyną superherosa, dość odgrywania archetypicznej roli.

Obok tych dwóch wątków, które tak naprawdę napędzają najważniejsze wydarzenia tego albumu, funkcjonuje krótka historia z Doktorem Octopusem, który musi udowodnić, że jest posiadaczem najfajniejszych macek na całym świecie. Splata się ona (hehe) z głównymi wydarzeniami, umożliwia również wprowadzenie obowiązkowej rozwałki i strzelania laserami. Jakże przecież potrzebnych w tym gatunku.

Jest tu również wątek Shade’a – łotra o nadnaturalnych zdolnościach, którego Spidey pokonuje z pomocą Doktora Strange’a (wyobraźcie sobie, jak złote byłoby coś takiego w filmie; mam nadzieję, że chociaż MCU umożliwi nam zobaczenie czegoś w tym stylu).

Strona graficzna niestety zawodzi. W Powrocie do domu jakoś nie zwróciłem na to uwagi, ale tutaj co stronę albo i częściej pojawia się jakaś zdeformowana twarz. Strasznie coś takiego przeszkadza w cieszeniu się lekturą. Pozostałych elementów rysunków bym się nie czepiał, ale dziwnie wyglądające twarze pojawiają się zdecydowanie zbyt często. Czy w zbliżającym się World War Hulk jest tak samo?

W ramach dodatków otrzymujemy notkę o pracy Straczynskiego nad przygodami Spider-Mana, dwie strony o dziewczynach Parkera, galerię różnych wersji Doktora Octopusa oraz komplet polecanych lektur.
Gdyby nie te nieudane miejscami rysunki, których próbkę macie powyżej, byłbym stuprocentowo zadowolony z zakupu tego komiksu. A tak, to jestem w jakichś siedemdziesięciu pięciu procentach. To ważne wydarzenie w uniwersum Pająka, role cioci May i MJ zmodyfikowane, a dodatki w postaci Octopusa i Shade’a cieszą i – co najważniejsze – uzupełniają historię.
Polecam lekturę tego tomu. ;)

Jaskier

Reklamy

Read Full Post »

Jak obiecałem, tak robię. Oto subiektywna lista największych wad pierwszego filmu Marca Webba o Pająku.

1. Geneza mocy:
Peter Parker bezmyślnie wchodzi do pomieszczenia, do którego nie powinien mieć dostępu, a w środku zastaje machinę, na której zmutowane/radioaktywne/wsio ryba pająki skonstruowały sieć. Wskutek tego zostaje przez jednego ugryziony.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to miało podłożyć podwaliny pod wątek pracy jego ojca, który będzie rozwinięty w następnych filmach (nie widziałem jeszcze części drugiej), ale to wciąż ekstremalnie głupie. Dlaczego nikt go nie zauważył? Dlaczego tak ważne pomieszczenie nie jest monitorowane?

2. Wujek Ben:
Jest takie twierdzenie, że w uniwersum Marvela zmartwychwstać może każdy poza wujkiem Benem. Jego śmierć jest czynnikiem niezbędnym do powstania Spider-Mana.
Jak na wujka Bena przystało, postać ta umiera również i w tym filmie, jednak robi to w bardzo dziwnym stylu. W poprzedniej serii, jak również komiksach, Peter wykorzystuje swoje zdolności do zdobycia pieniędzy, nie powstrzymuje złodzieja, który obrabował jego pracodawcę i przez to ginie jego wujek.
Tutaj jeszcze nie jest w pełni świadom swoich zdolności, nie wykorzystywał ich do zarabiania. Owszem – pod wpływem gniewu nie pomógł zatrzymać bandyty, więc wina w pewnym sensie spoczywa również i na nim, tylko tak jakoś nie czuć tego równie mocno, co w oryginale lub filmie z 2002 roku.
Za to motyw z zemstą i polowaniem na mordercę jego wujka, zakończony zrozumieniem, że swoje zdolności powinien wykorzystać inaczej, jest więcej niż dobry.

3. Plan Lizarda:
Jaki był plan przemienionego doktora Connorsa? W jakim stopniu jego psychika uległa zmianie? Dlaczego pod wpływem przyjmowanych specyfików stwierdził, że pomoże całej ludzkości, zmieniając ją w jaszczury, a po zażyciu serum mu się to odwidziało?
Nie kupuję tych nagłych przemian, które w nim zachodzą.

4. Podpisany aparat:
To jest być może najgłupszy, najdurniejszy zabieg leniwych scenarzystów, jaki miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć. Poniżej wszelkiej krytyki.
Idea bycia superbohaterem zakłada ukrywanie własnej tożsamości w celu chronienia swoich bliskich. Ostatnio gdy Parker zdjął publicznie maskę, jego ciotka została zabita i musiał zawrzeć pakt z diabłem, by powróciła do świata żywych.
A tutaj coś takiego.

5. Czo te oczy?:
Niektórzy ludzie krytykowali podejście twórców do kostiumu Pająka, twierdząc, iż zdecydowano się na zbyt ciemne barwy. Mnie nie przeszkadzają. Uważam natomiast, że fajnie było zobaczyć, skąd Peter zaczerpnął koncepcję stroju oraz popatrzeć na proces tworzenia sieciowodów (których filmy Raimiego w ogóle nie miały!).
Za to te oczy! Czemu takie ciemne? Czemu takie małe?
Na szczęście zostało to poprawione w kontynuacji, Pająk dostał olbrzymie i białe oczęta.

To kilka największych wad The Amazing Spider-Man. Niektóre z nich bardziej rzutują na odbiór filmu, inne mniej, będąc jedynie wynikiem zestawienia tej produkcji z poprzednią serią lub komiksami.
Największe zastrzeżenia budzą u mnie punkty pierwszy i trzeci – wątek Richarda Parkera na szczęście jeszcze powróci, natomiast Lizard został już według mnie zaprzepaszczony. Postać została poprowadzona po prostu niewłaściwie.

Ale i tak wciąż wolę ten film od serii Raimiego.

Jaskier

Read Full Post »

Tak naprawdę niekoniecznie filmowe i niekoniecznie nawet dziewczyny, kwestia chwytliwości tytułu. Zestawienie pięciu najrozsądniejszych kobiet przewijających się przez filmy i jeden serial o facetach w rajtuzach. Subiektywne, a jakże.
I nie, nie ma Kimberly Kane.

Jane Foster grana przez Natalie Portman w filmie Thor
Rozwój związku, jeżeli można to tak w ogóle nazwać, w układzie Thor-Jane nie ma sensu. To znaczy ma. Jeśli masz około trzynastu lat, chodzisz do gimnazjum, piszesz opowiadania o swoich przygodach z One Direction i uwielbiasz tanie opowiastki miłosne o uwspółcześnionej wersji rycerza jeżdżącego na białym koniu, który przybywa, by uczynić Cię swoją księżniczką. Jest w tym oczywiście nieco uroku, ale ciężko w coś takiego uwierzyć, kiedy już przestanie się dawać wiarę historiom o książętach z bajki.
Jednakże moim zdaniem (i zapewne nie tylko moim) postać Jane Foster broni się. Względem oryginału zmieniono jej zawód, w filmowym uniwersum jest astrofizykiem lub kimś w tym stylu, co ma sens, zważywszy na to, że Thor jest kosmitą czy też istotą z innego wymiaru.

Jest urocza, przedsiębiorcza, nie trzeba jej ratować, a w zwiastunie drugiej części sprzedała liścia Lokiemu. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko skwitować tę postać podobnie jak Asgardianin – I like her.

Gwen Stacy grana przez Emmę Stone w filmie The Amazing Spider-Man
W przypadku tego wyboru może gdzieś tam pobrzmiewać nutka goryczy, żalu do autorów i niezadowolenia z żeńskich postaci z trylogii Raimiego. Bo, pomimo całej sympatii, jaką darzę Kirsten Dunst, widzę to, że rola Mary-Jane została okropnie napisana w tamtych filmach. Nie wspominając już o marginalnej obecności Gwen w trzeciej części.
Na szczęście, w najnowszej odsłonie filmowych przygód Spider-Mana, zakasano rękawy i świetnie skonstruowano postać Gwen. Do tego stopnia, że pewnie będę płakał wraz z Peterem, gdy dziewczyna umrze.
Ogarnięta, nie zwisa z jakiegoś mostu kilkukrotnie w czasie seansu, atakowana przez Lizarda chwyta aerozol, zapalniczkę i w ten sposób skonstruowanym miotaczem ognia kontratakuje. W dodatku potrafi zainteresować się (dosyć dosłownie) pomiatanym Parkerem.
Pretensje można mieć jedynie do charakteryzatorów – Emma Stone nie wygląda na nastolatkę.

Felicity Smoak grana przez Emily Bett Rickards w serialu Arrow
Wielokrotnie pisałem, iż darzę tę postać sympatią i to bynajmniej nie tylko dlatego, że dziewczyny w okularach są niewiarygodnie pociągające. Felicity daje się wkręcić we współpracę ze ściganym przez policję samozwańczym stróżem prawa, potrafi jednak postawić na swoim. Co prawda czasem wpada w tarapaty i trzeba ją ratować, ale to głównie dlatego, że zawodzi któryś z „genialnych” planów Olivera.
Dziewczyna jest sympatyczna i mam nadzieję, że ktoś nie wpadnie na wielce odkrywczy pomysł wprowadzenia czegoś między nią i głównego bohatera. Absolutnie takie coś by nie pasowało. Wszystko zależy od zdania amerykańskich widzów, więc miejmy nadzieję, że wystarczy im ten mdły pseudozwiązek Olivera i Laurel.

Selina Kyle grana przez Anne Hathaway w filmie The Dark Knight Rises
Nie wiem, czy to już pisałem, więc być może się powtórzę, ale Mroczny Rycerz powstaje składa się z całkiem przyjemnych komponentów, które zostały „jedynie” nieumiejętnie ze sobą połączone. Jednym z nich jest postać Seliny Kyle.
Catwoman rezygnuje tutaj z kotowatości w wyglądzie, delikatnym puszczeniem oka ze strony twórców są charakterystyczne gogle, które uniesione przywodzą na myśl kocie uszy. Jednakże z samego charakteru Selina bardzo przypomina kota. Takiego stereotypowego. Kłamie, kradnie, manipuluje, oszukuje, chodzi swoimi drogami i jest nieziemsko wygimnastykowana. Raz wrabia Batmana, raz go całuje, w jednej scenie udaje przed policjantami przerażoną, w innej panika znika z jej twarzy, zastąpiona przez szyderczy uśmiech.
Ciężko również stwierdzić, po czyjej jest stronie, właśnie ze względu na częste zmiany w postępowaniu. Ostatecznie jednak dokonuje właściwego wyboru. Dlaczego? Kto by to wiedział, to przecież Catwoman.

Pepper Potts grana przez Gwyneth Paltrow w serii filmów Iron Man 
Najsensowniejsza (nie licząc Czarnej Wdowy i – choć miała marginalną rolę – Marii Hill) postać kobieca w filmowym uniwersum Marvela. A to dosyć dziwne, zważywszy na to, że kończy w związku z Tony’m. Bo co ona, zaradna, pracowita i myśląca kobieta można widzieć w degeneracie, jakim jest Stark? Przecież panna Potts zna go na wylot, od wielu lat dla niego pracuje, odbierając pocztę, wyprowadzającj pijanego z klubów i wynosząc śmieci.
Właśnie dlatego jest taka świetna, pomimo doskonałej znajomości wad Starka, potrafi go kochać. Akceptuje go, mimo tego, że nie pamiętał nawet o jej alergii na truskawki.

Choć należy się jej minus za walczenie w trzeciej części. To było słabe.

Tyle. Ciekawe, co przyniosą nam przyszłe filmy? Można wywnioskować jedno – dobrych postaci kobiecych nie zabraknie.

Jaskier

Read Full Post »