Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Ted’

Mam zaszczyt hurtem zaprezentować Wam najlepszych z najlepszych anno Domini 2015 w trzech kategoriach: Mała rola w filmie popcornowym, Duża rola w filmie popcornowym oraz Film popcornowy. Oto – co prawda spóźnione, ale przecież lepiej późno niż wcale – nominacje do Jaskierów 2015.

***

Mała rola w filmie popcornowym:

Colin Firth za rolę Harry’ego Harta w filmie Kingsmen

Najbardziej brytyjski ze wszystkich Brytyjczyków, urodzony, by grać dżentelmena, Colin Firth ląduje na tej liście za rolę tajnego agenta-mentora, który musi przekazać pałeczkę następnemu pokoleniu szpiegów. W czasach, gdy Bonda gra Daniel Craig, dobrze, że wciąż są tam gdzieś fani agentów zakutych w szyte na miarę garnitury, którzy muszą stawić czoła kiczowatym złoczyńcom, próbującym przejąć kontrolę nad światem.
Colin Firth idealnie spełnia powierzone mu zadanie. Ciężko wyobrazić sobie, by ktoś inny mógł walczyć ze złem z taką klasą i nienagannym akcentem.
Kliknij, by poczytać więcej.

***

Jeremy Renner za rolę Hawkeye’a w filmie Avengers: Age of Ultron

Hawkeye sportretowany w MCU przez Jeremy’ego Rennera w Age of Ultron w końcu stał się tym, kim powinien być od początku – w świecie półbogów, kosmitów, mutantów i superżołnierzy stanowi nośnik normalności, z którym widzowi najłatwiej się utożsamić. Pałęta się z tym swoim łukiem i strzałami, ale świadomy tego, że nie do końca pasuje do drużyny, w której przyszło mu walczyć. Jednocześnie w całej tej swojej śmieszności, która przeniesiona jest z komiksowego pierwowzoru, stanowi dla Avengers kotwicę. Jego normalność wnosi do ekipy pierwiastek czysto ludzki.
Kliknij, by poczytać więcej o tym filmie.

***

Nicholas Hoult za rolę Nuxa w filmie Mad Max Fury Road

Jak łatwo sobie wyobrazić, Mad Max pojawi się jeszcze na tej liście. Dla samego Nicholasa Houlta nie jest to natomiast pierwsze przyznane przeze mnie wyróżnienie. Kilka lat temu zagrał zombie w komedio-horrorze pt. Wiecznie żywy. Tym razem George Miller powierzył mu rolę fanatycznego wojownika, poddanego lokalnego watażki. Aktor kolejny raz przeszedł transformację fizyczną (w serii X-Men również spędza kupę czasu na fotelu u charakteryzatora), co powoli staje się jego znakiem rozpoznawczym.
No ale na ponowne wyróżnienie zasłużył sobie czymś innym – to w zasadzie jedyna postać, która w filmie ewoluuje, przechodzi jakąś przemianę i aktor z powierzonego mu przez reżysera zadania się wywiązał. Gdy Nux orientuje się, że Wieczny Joe jest tak naprawdę despotycznym tyranem, rozpoczyna się jego ścieżka na Jasną Stronę Mocy.
Kliknij, by poczytać więcej o tym filmie.

***

Kate Blanchet za rolę Macochy w filmie Kopciuszek


A tu być może zaskoczenie, bo nic na blogu na temat tego filmu się nie pojawiło. Więc w telegraficznym skrócie – czy sześćdziesiąt pięć lat po premierze animowanej wersji Kopciuszka można coś jeszcze z tego wycisnąć? Czy robienie aktorskich wersji każdej z Księżniczek Disneya ma sens?
Cóż, na pewno nie w postaci musicalu, w którym jest więcej tekstu śpiewanego niż w Nędznikach, ale próbować warto. Co prawda rzeczony Kopciuszek Kennetha Branagha fabularnie niewiele nowego ma do zaoferowania, aczkolwiek wygląda wprost przepięknie. Nominacje za kostiumy i scenografię posypały się ze wszystkich stron i mimo iż ostatecznie Oscara w tej kategorii wygrał Mad Max, to nie można pod tym względem nowej inkarnacji klasycznej opowieści niczego odmówić.
Jest jednak jeszcze coś poza sukniami i landszaftami, co wyszło – antagonistka. Zła macocha grana przez Cate Blanchett jest przesiąknięta złem do szpiku kości i zrobi wszystko nie tyle po to, by sobie i córkom zapewnić komfortowe życie, ale wyłącznie w celu uprzykrzenia go Kopciuszkowi. Aktorka wręcz rozkoszuje się tym, jak okrutna oraz niesprawiedliwa jest jej bohaterka i mimo że nie sposó jej kibicować, to musi na widzu zrobić wrażenie.

***

Harrison Ford za rolę Hana Solo w filmie Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Ostatnie z pięciu nazwisk w tej kategorii należy do legendy popcornowego kina. Pomimo sporych niedociągnięć filmu i według mnie kontrowersyjnych fabularnych decyzji, nie potrafię wyobrazić sobie tej listy bez zawarcia na niej Harrisona Forda, wracającego do roli gwiezdnego przemytnika i awanturnika, która niegdyś otworzyła mu na oścież drzwi do kariery.
W Przebudzeniu Mocy daje popis i wcale nie widzimy na ekranie podstarzałego aktora, a wiekowego bohatera, ściganego przez demony przeszłości. Już za sam fakt podejścia do roli na poważnie należą się brawa.
Kliknij, by przeczytać więcej.

***

To nie jest tekst sponsorowany, po prostu uważam, że Majonez Kielecki to najlepszy majonez we Wszechświecie.

***

Duża rola w filmie popcornowym:

Charlize Theron za rolę Furiosy w filmie Mad Max: Fury Road

Piątkę najlepszych aktorów w minionym roku otwiera w moim plebiscycie Charlize Theron. Tym razem jej występ w zmartwychwstałej marce sprzed lat nie ogranicza się do seksu z Idrisem Elbą (pamiętacie o jej postaci z Prometeusza coś więcej?), ba! w zasadzie Furiosa jest główniejszą bohaterką niż tytułowy Max. Pewna grupa ludzi w internetach nawet zaczęła się rzucać o to, że film miał zbyt feministyczny wydźwięk, ale ja się z tym zgodzić nie mogę. To znaczy – ja absolutnie nie neguję tego, że aktorka kradnie szoł Tomowy Hardy’emu, nie widzę jednak powodu, by nie mogło tak być. Nie ma ani krzty sztuczności albo wciskania widzowi czegokolwiek siłą w uczynieniu z kobiety głównego bohatera filmu akcji. Na pewno nie w takim wydaniu.
No i hej, aktorka dała sobie ogolić głowę i amputować rękę, więc podważanie kozackości jej postaci naprawdę mija się z celem.

***

Seth MacFarlane za rolę Teda w filmie Ted 2

Czy można tu zostać wyróżnionym za dubbingowanie postaci? Jak widać tak.
Seth MacFarlane po potknięciu, jakim przed rokiem był jego komediowy western, wrócił z kontynuacją filmu, który w 2012 szturmem wziął kina. Pomimo że Ted 2 finansowego sukcesu swojego poprzednika nie pobił, ani nawet nie był bliski wyrównania go, to ja poza jednym mocnym zgrzytem (gdzie się podziała Mila Kunis?!) zostałem kupiony, a wszystko to za sprawą przeklinającego, palącego zioło pluszowego misia. Umówmy się, ten koncept to komediowe złoto, a postawienie go w sytuacji, w której musi udowodnić, że zasługuje na traktowanie jako pełnoprawny obywatel, zdaje egzamin. Dlatego stwierdzam, że pomysłodawca i użyczający głosu twórca zasługuje na wyróżnienie.
Kliknij, by przeczytać więcej na temat tego filmu.

***

Paul Rudd za rolę Scotta Langa w filmie Ant-Man

Co się dzieje, gdy angaż w filmie Marvela dostanie grubawy komik?
Studio robi z niego gwiazdę kina akcji, jednocześnie nie marnując komediowego potencjału aktora.
Paula Rudda widziałem wcześniej w jednym filmie (o tym) i kiedy uświadomiłem sobie, że to ten gość ma grać życiowego nieudacznika, który zyskuje supermoce oraz szansę na stanie się superbohaterem, to wiedziałem, że wszyscy to kupią.
Po prostu jest coś takiego w tym aktorze, że fatłapowatość granych przez niego bohaterów jest niezwykle autentyczna. Scott Lang jest dupkiem dla większości ludzi, ale szczerze kocha córeczkę i potrafi wykazać się lojalnością wobec przyjaciół, dzięki czemu wnosi do marki, jaką jest MCU, nowy pierwiastek.
Kliknij, by przeczytać więcej o tym filmie.

***

Henry Cavill za rolę Napoleona Solo w filmie Kryptonim U.N.C.L.E.

O tej produkcji również nie miałem dotychczas okazji napisać. O filmie będzie więcej niżej, tu natomiast skupię się na postaci granej przez Henry’ego Cavilla, ponieważ jest w niej coś intrygującego. Otóż, w przeciwieństwie do innej ostatnio popularnej roli w blockbusterze, tutaj rzeczywiście coś gra. Nie rozumiem, dlaczego decyzyjni ludzie w Warner Brothers podjęli taką dziwaczną decyzję i wypompowali z jego interpretacji Supermana jakiekolwiek emocje. Najwyraźniej oni już tak mają (patrz – Christian Bale w roli Bruce’a Wayne’a/Batmana).
No ale o tym jeszcze popiszemy za miesiąc, tu chcę pochwalić tego aktora, ponieważ daje niewiarygodny popis. Po premierze Kingsman nie sądziłem, że 2015 przyniesie jeszcze jakiś dobry film o szpiegach, a tu taka niespodzianka. Napoleon Solo to – wprawdzie amerykański – ale Bond, jakiego potrzebujemy i na jakiego zasłużyliśmy.

***

Adam Driver za rolę Kylo Rena w filmie Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Nie stałem się fanem Przebudzenia Mocy, ale postaci i roli Adama Drivera będę bronił zawsze i wszędzie. Na początku, świeżo po pierwszym seansie, podobnie jak cała masa ludzi w Internecie, sądziłem, że takie podejście do Sitha jest głupie, ale potem mnie olśniło – to właśnie o to chodziło, żeby pokazać takiego emo-dzieciaka, którego największym marzeniem jest stanie się koszmarem i postrachem całej Galaktyki. Nie wie, jak się do tego zabrać, ma wątpliwości, czy sobie da radę, ale zżera go ta chora ambicja i pragnienie dorównania legendarnym postaciom. W zasadzie jest to Sith idealny do tego filmu – gdyby naprawdę chcieli zrobić Dartha Vadera dwa, to aktor, reżyser oraz scenarzyści musieliby zmierzyć się z tymi samymi rozterkami, z jakimi zmaga się Kylo Ren. Zewsząd otacza go presja, bo wszyscy chcą, by był groźny i zły do szpiku kości, on sam tego pragnie bardziej niż ktokolwiek inny, ale nie do końca sobie radzi z powierzonym zadaniem.

***

Tak oto wygląda moje podsumowanie 2015 roku w kinie rozrywkowym. Jeśli chodzi o same role, rzecz jasna. Jest mi wstyd i przykro, że takie opóźnienie, no ale#studia #praca. Nie mam siły i niestety czasu robić jakiegoś finału dla aktorów, wszyscy byli naprawdę ekstra. Na dniach powinien ukazać się jeszcze tekst z samymi filmami, potem przejdziemy do bieżących spraw – przeczytałem pierwszy polski numer Deadpoola, obejrzałem drugi sezon Daredevila, więc będę miał o czym pisać, a co za tym idzie – Wy będziecie mieli co czytać.

Jaskier

Reklamy

Read Full Post »

Hej, na nowych X-Menach byliśmy w prawdziwym kinie, toteż – z poślizgiem – nadrabiam tradycyjny wpis zawierający komentarz do jednego ze zwiastunów puszczonych przed filmem między reklamą banku i portalu randkowego.

***

Prawdziwe kina ssą pod względem liczby reklam emitowanych przed seansem – minęło dwadzieścia minut od przygaszenia świateł oraz uruchomienia projektora do pojawienia się loga studia, które wyprodukowało Days of Future Past. :/

***

Obejrzałem kilka innych zwiastunów i mam wrażenie, że scenarzyści „nieco” przeginają z niedwuznacznymi żartami, ale część z nich jest naprawdę zabawna (Popatrz na nasze cienie), a pozostałe żarty trzymają poziom, więc jestem zaintrygowany.

Teda swego czasu umieściłem w piątce najlepszych popcornowych filmów 2012 roku. Kilka tygodni temu zaliczyłem seans po raz drugi i moja opinia nie uległa zmianie – to świetna komedia.

Po filmie Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie oczekuję tego samego. Zestaw scenarzystów jest ten sam, zaangażowano kilku dobrych aktorów, jak choćby Liama Neesona lub Neila Patricka Harrisa, który potrafi być kimś więcej niż tylko Barney’em Stinsonem*. Charlize Theron w końcu nie gra zimnej suki, która musi uprawić seks z Murzynem, by udowodnić, że nie jest robotem. Sam MacFarlane wygląda na gościa, który dobrze się bawi, tworząc niepoprawne polityczne filmy, więc możemy być dobrej myśli.

Co sądzicie o tym filmie?

Jaskier

*Chociaż wszystko wskazuje na to, że tutaj nim będzie.

Read Full Post »

Czym są Jaskiery?
To wyróżnienie dla moim zdaniem najlepszych wytworów popkultury związanych bezpośrednio z kinem. Naturalnie, nie będę pisał o produkcjach posiadających realne szanse na zdobycie Oscara, skupię się na prymitywnej, ale za to dobrze podanej rozrywce – filmach, które przyjemnie ogląda się z popcornem i dużą Pepsi. Oczywiście, gdy już skołujemy sobie wersję DVD lub Blu-ray, bo jedzenie w kinie powinno być karane. Na miejscu. Zostawcie kibiców w spokoju, siorbiący Sprite’a gimnazjaliści – to jest prawdziwy problem.

Nie przedłużając, spośród filmów, które widziałem, a miały premierę w 2012 roku, wybrałem pięć. Podobnie z aktorami. Zaczynajmy (kolejność wg premiery światowej):

Avengers

Ta produkcja to istna kwintesencja filmu z superbohaterami. Mamy zgraną ekipę herosów, świetnie zagrany czarny charakter, kosmitów i nominowane do Oscara efekty specjalne. Wszystko to splecione jest prostą, aczkolwiek angażującą historią i, co ważne, każdej postaci dano odpowiednio dużo czasu na ekranie. Więcej o Avengers w mojej recenzji, którą możecie znaleźć na łamach Lessera.

Faceci w czerni 3

Zacznę od tego, że podobała mi się pierwsza część, druga już znacznie mniej. To po prostu był genialny pomysł, żeby wziąć miejską legendę dotyczącą Facetów w czerni i przerobić ją na komedię science-fiction. Podoba mi się groteskowość świata przedstawionego w tych filmach. No i Will Smith i Tommy Lee Jones.
W związku ze spadkiem formy w drugiej części nie paliłem się do zobaczenia kolejnej, ale w końcu się zdecydowałem i film mi się podobał. Jest odpowiednio groteskowo, wszystko jest przejaskrawione i – wreszcie, powtarzam wreszcie – ktoś wpadł na pomysł, że bycie kosmitom nie polega na posiadaniu macek, rogów, czy czego tam jeszcze. W tym filmie jest bowiem kosmita, który jest wielowymiarową formą życia będącą wszędzie i zawsze. Mieliśmy Gwiezdne wojny, Obcego i te wszystkie inne lepsze i gorsze filmy s-f, a z takim podejściem spotykam się pierwszy raz. No i Andy Warhola. I sam pomysł na skok w czasie. To jest tak porąbane, że aż fajne.

Amazing Spider-Man

To już drugie „poważne” podejście filmowców do postaci i historii Spider-Mana. Muszę przyznać, że spodobała mi się bardziej od trylogii Sama Raimiego. Peter jest mniej ciamajdowaty i nie tańczy na ulicy, natomiast Gwen Stacy jest lepszą dziewczyną superbohatera od Kirsten Dunst.
Wybacz, Kirsten, po prostu jestem z Tobą szczery.
Co prawda można mieć zarzuty do kierujących doktorem Connorsem pobudek, są niejasne niejasne i można odebrać wrażenie, że wzięły się znikąd, również wspólny lot Petera i Gwen nad Nowym Jorkiem pozostawia wiele do życzenia.
Aczkolwiek to wciąż solidny kawałek popcornowej rozrywki.

Ted

Ten film można było zareklamować jak film familijny. Dokonując lekkiej manipulacji, można przedstawić jego fabułę jako historię z filmu familijnego. Wtedy tysiące dzieci w USA zobaczyłyby pluszowego misia pijącego piwo, zażywającego narkotyki, przeklinającego i zadającego się z prostytutkami. Jednocześnie. Na szczęście nie ukrywano, że to nie jest film familijny. Jest całkiem zabawny, mocno niepoprawny politycznie, niesie ze sobą jakieś banalne przesłanie o dorastaniu i przyjaźni, ale podobał mi się. Momentami scenarzyści lekko przesadzili, ale postać Teda jest genialna, więc osobiście jestem w stanie im wybaczyć.

Hobbit: Niezwykła podróż

O Hobbicie pisałem niedawno na blogu, więc, jeśli ktoś przegapił, to ma okazję te kilka notek teraz nadrobić. Nie jest najlepszym popcornowym filmem tego roku, ma mocniejsze i słabsze fragmenty, ale uważam go za dobrą propozycję na filmowy wieczorek. Między innymi za rolę Martina Freemana i magiczny klimat. No i, kurde, ile mamy filmów fantasy? Eragona? Grę o tron?

Oto najlepsze moim zdaniem filmy stricte rozrywkowe z 2012 roku. Jutro notka dotycząca aktorów/postaci, a na tygodniu oznajmię Wam, kto z nominowanych został nagrodzony.

Jaskier

Read Full Post »