Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Marvel – kreskówki’

Tak, oglądam kreskówki, nie znając komiksów od deski to deski, więc, jeśli wpadnie tu oddział komiksowej milicji i będzie miał ochotę na teksty w stylu „Ej, Kapitan Ameryka nie jadł tam cheeseburgera z frytkami, tylko podwójnego hamburgera i skrzydełka z kurczaka, a tak w ogóle, to jesteś głupi, bo oglądasz bajki dla dzieci, zamiast czytać oryginalne komiksy z lat ’40”, to może je sobie darować. Brak dokładnej znajomości komiksów nie przeszkodził mi w pozytywnym przyjęciu Avengers, więc nie jest też wymagana podczas oglądania kreskówki dla dzieci. Bo Earth’s Mightiest Heroes jest kreskówką dla dzieci i to widać, co jednak jej nie pogrąża, ba! ogląda się ją całkiem przyjemnie.

Pierwszy sezon zaczyna się, o dziwo, wprowadzeniem – poznajemy poszczególne postacie w poświęconych im odcinkach, dostajemy też pierwsze fragmenty fabuły. Autorzy scenariusza czerpią z komiksów i to widać. Całość trzyma się kupy, bo stoi za nią kilkadziesiąt lat publikowania najróżniejszych historii i nie ma się wrażenia, że coś jest z dupy wzięte. To znaczy, jeżeli pojawia się kosmita z przyszłości, który chce przejąć władzę nad światem, żeby zapobiec zniszczeniu swojej rzeczywistości, czy coś w tym stylu (prawdziwy przykład), to znajduje to poparcie czymś we wcześniejszych odcinkach, inwazja ta ma również wpływ na dalsze losy Ziemi. Właściwie nie zdarzyło się, żeby scenarzysta wrzucił jakiś zapychacz tylko po to, by wyrobić się z ilością odcinków i to jest fajne.

Mściciele w baaardzo disneyowskiej wersji.

Bohaterowie, czyli to, co jest najważniejsze, wypadają bardzo dobrze.  Dwadzieścia sześć odcinków pierwszego sezonu, który już obejrzałem, czyli ponad osiem godzin, w których rozłożono wątki poszczególnych postaci, pozwalają widzowi poznać każdą postać i zrozumieć jej motywacje.

Odcinki, w których Mściciele walczą z niezniszczalnymi kosmitami albo ich robotami są raczej słabsze, o wiele lepiej ogląda się te, w których chodzi o coś więcej niż tylko lasery (w ogóle za dużo tu laserów). Słabe są też projekty kosmicznych robotów, przypomina mi to, co rysowałem w podstawówce – obecnie nie wydaje mi się, żeby wysoko rozwinięte cywilizacje kosmiczne budowały roboty poruszające się na krabich odnóżach albo posiadające macki. Zdecydowanie za dużo jest też miotania postaciami, rzucania nimi o ściany, wgniatania w ziemię. Sama jednak historia, postacie i łączące je relacje się bronią, choć oczywiście kreskówka stanowi jedynie wstęp do świata komiksu.

Problem jest też z tłumaczeniem, głównie nazw własnych – pseudonimów, nazwisk. Na przykład nazwisko szefa S.H.I.E.L.D. nie podlega deklinacji, przetłumaczono natomiast pseudonim Clinta Bartona, czyli Hawkeye’a. Chyba jest to jedyne przetłumaczone imię bohatera i naprawdę dziwnie słucha się „Sokole Oko” i „Wasp” występujących w jednym zdaniu. Co do głosów bohaterów, to aktorzy dubbingujący powtarzają się zbyt często i doszło do sytuacji, w której dwie postacie rozmawiają i słychać, że to ten sam facet siedzi przed mikrofonem. I jeszcze Czarna Wdowa, nie wiem, czyj to był pomysł, ale mówi z takim niby-rosyjskim akcentem.

Kreska to nie majstersztyk.

Humor jest zaskakująco przyzwoity, odpowiednio wyważono postacie dowcipkujące i patetyczne. Nawet nie chodzi tylko o same dialogi, które nie bawią do łez i nie sprawiają, że tarzasz się po podłodze, ale nie są też żałosne, a o same sytuacje. W jednym odcinku widzimy pływającego w basenie Hulka. Nie wiem, na ile to jest zgodne z komiksem, ale mnie rozbawiło.

Co więcej? Podobał mi się wątek Czarnej Wdowy, choć przewidywałem, że rozwinie się w takim kierunku. Rozwinie, bo nie został zakończony w pierwszym sezonie. Do tego większość postaci należy zaliczyć in plus, humor, gagi – kreskówka stanowi niezobowiązującą rozrywkę, choć nie jest w stanie zastąpić komiksów. Do tego podoba się dzieciakom, więc czego więcej od niej chcieć?

Jaskier

PS Ma być „zastąpiona” i „kontynuowana” przez Avengers Assemble. Szkoda.

Reklamy

Read Full Post »