Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Mark Ruffalo’

Plakat jaki jest, każdy widzi. Szablonowy plakat filmu Marvela.

Na początek się umówmy, że w tym tekście będę się wypowiadał na temat filmu wyłącznie w superlatywach. Dobrze? Kilku dosyć poważnym (choć niezaburzającym frajdy płynącej z seansu) wadom poświęcę osobny wpis.

Przede wszystkim – sceny akcji. Twórcy założyli, że widz jest już wystarczająco zaznajomiony z tym uniwersum, można więc zacząć do czegoś bombastycznego, pomijając jakiś powolny wstęp. Czegoś większego od otwarcia Avengers, a mieliśmy tam przecież do czynienia z trzęsieniem ziemi. Infiltracja placówki Hydry (zamek gdzieś w Europie Wschodniej <3) w wykonaniu całego składu Mścicieli to czysta poezja i raj dla oka. Już pierwsze minuty filmu jasno pokazują nam, że nikt się tam nie wstydzi materiału bazowego, a później jest tylko lepiej. Gracja oraz pomysłowość walk wbija w fotel i cieszy serce każdego maniaka historii obrazkowych. Naprawdę czułem się tak, jakbym oglądał na ekranie komiks. A przecież o to chodzi.

Fabuła jest w zasadzie gdzieś w tle i choć głównie jej będzie dotyczyć zapowiedziana w pierwszym akapicie litania narzekań, to przyznać trzeba, że wszystko trzyma się kupy, sensownie rozwija pewne wątki (np. wyjaśnia, dlaczego Thanos podarował Lokiemu berło) i kładzie podwaliny pod przyszłoroczne Civil War. Chociaż w finale AoU drużyna się jednoczy, to zdajemy sobie sprawę, że wszelkie kłopoty w filmie wzięły się z różnic światopoglądowych jej członków. Więc tak, Age of Ultron stanowi jedynie preludium do trzeciego Kapitana Ameryki, co do którego tytułu jestem coraz mniej przekonany. Nic by się nie stało, gdyby przechrzcić go na Avengers: Civil War, gdyż tym w istocie będzie.
Warto dodać, że zgodnie z prawem Hollywood, mówiącym, że kosmici, roboty oraz kosmiczne roboty atakują Stany Zjednoczone, tutaj akcja ma miejsce w RPA, Seulu oraz fikcyjnym państwie w Europie Wschodniej .

MCU doczekało się kolejnego mocnego łotra. Ultron stanowił realne zagrożenie, potrafił dokopać Mścicielom i pięknie realizował koncept upiornego Pinokia, który chce stać się człowiekiem lepszym od swego twórcy. Otóż tak, muzyczny motyw pochodzący z kilkudziesięcioletniej animacji Disneya wykorzystany w zwiastunie nie służył jedynie reklamie – czuć silną inspirację historią kukiełki, która chciała stać się prawdziwym chłopcem. Na dobrą sprawę to jest tu nawet Niebieska Wróżka. Bardzo podoba mi się to, jak nieludzki jest Ultron w tych swoich próbach stania się lepszym człowiekiem. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma i superherosi będą dostawać godnych siebie przeciwników (Norman Osborn, Mandaryn etc.).

Pozostałe nowe w MCU postacie to posiadający supermoce Wanda i Pietro Maximoff oraz syntezoid Vision. O bliźniakach porozmawiamy następnym razem, gdyż mam kilka zastrzeżeń. Dość powiedzieć, że czwarta z bliźniaczek Olsen wypada o wiele lepiej od ekranowego brata. Nie chciałbym prorokować, ale Aaron Taylor-Johnson chyba już na zawsze pozostanie dla mnie tylko Kick-Assem.
Z kolei Vision (Paul Bettany) będący tworem Ultrona, na czym jednak kończą się elementy jego biografii wyjęte z komiksów, jest świetny. Jest kolejnym – obok scen akcji, nawet istotniejszym od nich – argumentem świadczącym o tym, że twórcy są świadomi, co i dla kogo robią. Po to jest takie kino, by można w nim było oglądać wyposażone w sztuczną inteligencję androidy, które poczuwają się do ochrony życia.

Produkcja kipi również humorem. Nawet zaspoilerowana scena z młotem Thora potrafiła mnie w kinie rozbawić, chociaż widziałem ją już wcześniej. Ba! później film dwukrotnie się jeszcze do niej odwołuje i to nie nachalnie, a mimochodem, niejako argumentując decyzję jednego z bohaterów, co sprawia, że owa scena nie była jedynie humorystyczną wstawką, choć jako taka również by się broniła. Wielokrotnie AoU mnie rozbawiło i traktuję to jako kolejny plus produkcji.

Jest jeszcze jedna istotna rzecz, którą należy napisać o tym filmie. Hawkeye rządzi. Nie chcę Wam psuć frajdy z niespodzianki, więc nie będę pisał o szczegółach, ale on po prostu tutaj wymiata. Postać grana przez Rennera często-gęsto w komiksach stanowi swego rodzaju balast. No bo wiecie – to zwykły, uzbrojony w łuk i strzały śmiertelnik w gronie bogów, superżołnierzy i innych nadludzi. Nazywany jest najmniej przydatnym członkiem Avengers. I w tym filmie z tej jego zwyczajności zrobiono największą zaletę – jego ludzka natura jest jego supermocą. Jednocześnie Hawkeye zdaje sobie sprawę z tego, że strzelanie z łuku jest trochę śmieszne, biorąc pod uwagę kontekst – wydarzenia, które mogłyby doprowadzić do końca świata – lecz dodaje mu to tylko uroku. Dla mnie to bohater numer jeden w tym filmie.

Cóż tu więcej mówić? Pozostali aktorzy spisują się pierwszorzędnie, to już jest etap, na którym są niezwykle mocno zżyci z granymi postaciami. Interakcje między nimi wypadają bardzo naturalnie, a odwołania do innych elementów MCU stanowią miłe tło dla głównych fabularnych wydarzeń.
Idźcie obejrzeć ten film. ;)

***

O motywacji rodzeństwa Maximoff, wątku Bannera i Romanoff, a także czyjejś śmierci porozmawiamy już niebawem, więc bądźcie czujni.

Jaskier

PS Ostatnia scena. <3

Reklamy

Read Full Post »

Iluzja, bo tak sprytnie został przetłumaczony tytuł tej produkcji na nasz język, rozpoczyna się kapitalnie, bierze świetny pomysł, robi z nim fajną rzecz, ale efekt wcale nie jest piorunujący. Niestety. Nawet bardzo niestety, gdyż swego czasu się tym filmem podjarałem, ale pierwsze opinie oraz fakt, iż jedna z koleżanek* zasnęła na seansie, sprawiły, że sięgnąłem po niego dopiero teraz.
W sumie szkoda, bo tragiczny zdecydowanie nie jest – obsada, intryga oraz ciekawe pomysły na wykorzystanie zdolności iluzjonistów robią swoje.

O co więc w tym filmie się rozchodzi?
Otóż – w prologu czworo magików utrzymujących się z pokazów na ulicach (Cukierberg, Mentalista w Kapelusiku, Nieirytujący Szijalebof i Ta Laska) zostaje zaproszonych do współpracy przez tajemniczą organizację znaną jako Oko. Celem ich będzie udowodnienie swoich ponadprzeciętnych zdolności poprzez wykonanie zlecanych zadań zaplanowanych przez członków Oka.
Rok później są sławni na cały świat, mają przebogatego sponsora (Michael Caine, tym razem nie w roli Dziadka Ekspozycji, ponieważ to nie film Nolana) i dają pokazy w Las Vegas. Ich spektakl przykuwa uwagę FBI – wszak nie każdego dnia z sejfu francuskiego banku znika góra piniądza, która pojawia się na scenie po drugiej stronie oceanu. Działalność czwórki zwróciła również uwagę demaskatora magików (Morgan Freeman jako Morgan Freeman demaskujący magików). Rozpoczyna się śledztwo – po wstępnym przesłuchaniu i wypuszczeniu czwórki jej tropem podążają federalni, którzy za wszelką cenę dążą do udowodnienia winy iluzjonistów i Freeman chcący zarobić górę piniądza na DVD, w którym zdradzi sekrety ich sztuczek.
Przyjemnie oglądać pracę Marka Ruffalo, obsesyjnie dążącego do ujęcia sprawców oraz niechętnie godzącego się na współpracę z Interpolem i Freemanem. Zmuszony do tego koniecznością jest opryskliwy i najchętniej jak najszybciej wpakowałby wszystkich za kratki, byleby tylko nie musieć mieć do czynienia z magikami.

Oprócz niego bryluje na ekranie Jesse Eisenberg w roli tego irytującego aroganta, który ma się za lepszego od innych. Wiadomo, to jest powtórzenie roli Marka Zuckerberga z The Social Network, ale tam mi się w niej podobał, więc jestem zadowolony z tego, że tutaj robi to samo.
Równie ciekawie prezentuje się Woody Harrelson (tym razem bez blond czupryny), grający mentalistę. Mam wrażenie, że facet świetnie się bawił, „czytając w myślach” innym członkom obsady.
Dave Franco jako najświeższy w branży także wypada bardzo dobrze. Jego potyczka z agentami FBI, kiedy popisuje się zręcznością i wykorzystaniem sztuczek w walce, stanowi świetną odskocznię od pokazów scenicznych i daje możliwość popisu kreatywnością twórców.
Isla Fisher, którą widziałem pierwszy raz od Scooby-Doo, jest najbardziej nijaka, momentami miałem wrażenie, że została dodana do fabuły, żeby panowie mogli rzucać seksistowskimi uwagami i świńskimi żarcikami.
Morgan Freeman, to Morgan Freeman, tu nie ma się co rozwodzić, za to Michael Caine, jak już napisałem, dla odmiany nie chodzi po planie, wygłaszając ważne monologi i rzucając ekspozycją. Jest kimś w rodzaju chciwego sukinkota, który dostrzegł możliwość zarobienia na zdolnościach iluzjonistów, więc postanowił w nich zainwestować.

Co więc nie gra w tym filmie, skoro ma ciekawe postacie i sensowną intrygę?
Niektóre sztuczki magiczne są przedobrzone.
Nie oczekuję od filmu o iluzjonistach, że wyjaśni mi tajniki każdej sztuczki, nie o to się rozchodzi. Po prostu, czasem coś wygląda na prawdziwą magię, a czasem wieje science-fiction i wykorzystaniem technologii, która wyprzedza cały świat o kilka dekad. A dopiero pomiędzy jednymi i drugimi są triki, które kojarzą się z hasłem „iluzjonista”.

Mimo tej dość rażącej wady polecam obejrzenie Iluzji – o ile lubicie popisy Eisenberga, chcecie zobaczyć Marka Ruffalo goniącego własny cień i niewiedzącego, komu zaufać, oraz macie ochotę na poznanie kilku sekretów magików, nawet jeśli spora część z nich jest przekombinowana.

Jaskier

*Pozdrawiam Asię.

Read Full Post »

Zacznę od tego, że, o ja pierdolę, co za obsada. Wymieniony już w tytule Morgan Freeman, Michael Caine, Mark Ruffalo … i ci wszyscy inni, z których poznaję jedynie tego gościa, który grał Zuckerberga. W kinie wydawało mi się, że ta ekipa jest jeszcze bardziej gwiazdorska.

Jakiś czas temu twardo postanowiłem, że nie będę oglądał zwiastuna, o którym przeczytałem. Tak jakoś, właściwie już nie pamiętam, dlaczego tak sobie ubzdurałem. Chociaż to bardzo dobrze, na wielkim (no, dużym) ekranie zrobił na mnie wrażenie, to trzeba mu oddać. Stwierdzam oficjalnie – jestem zaciekawiony. Iluzjoniści napadają na bank, wykorzystując swoje umiejętności, to może być ciekawe. Już w Ocean’s Eleven okradanie skarbca miało pewien posmak czarów, ale to były kasyna, więc się nie liczy.

Nie zobaczę w kinie, bo nie ma mnie w domu w tych trzech dniach, kiedy będzie puszczany.
Chamsko.

Jaskier

Read Full Post »