Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Assassin’s Creed II’

W końcu przebrnąłem.
Kilka miesięcy temu zatrzymałem się na ostatniej misji we Florencji, gdzie trzeba było zabić jakichś pachołków jakiegoś zwariowanego klechy. Konkretnie na tej: Praktycznie koniec gry, zostało raptem godzina, dwie grania. No i wczoraj dobiłem do napisów końcowych.

Podobało mi się finałowe starcie z bossem. Zamiast posłać na nas swoich podwładnych, samemu spoglądając z oddali na ich efektowną śmierć, rzucił się do walki z asasynem. A potem trzeba było sprać go gołymi rękoma. Co było dziwne. Sprałem papieża gołymi rękoma.

Ogólnie grało się przyjemnie, po tej dłuższej przerwie miałem w zasadzie ochotę na więcej. Drażni nieco to, że w niektórych momentach autorzy rzucali dużą liczbą przeciwników, których pokonanie nie nastręczało żadnych trudności, a jedynie sztucznie wydłużało rozgrywkę. Renesansowa Italia wyglądała zacnie, nie dziwię się, że zdecydowano się na rozszerzenie dziejące się w tym samym okresie historycznym. Choć to chamska zagrywka ze strony Ubisoftu, ciągnąć piniądz od graczy za właściwie to samo. Ale raz do roku można sobie kupić (reedycję oczywiście) i pograć. Tym bardziej, że fabuła jest w miarę interesująca i nie dokończyli jej w tej grze, rozbijając zakończenie na jeszcze trzy następne produkcje.

W kolejne części zaopatrzę się za jakiś czas (w przypadku Brotherhood stawiam na pierwszy kwartał 2014 roku).

Zdjęcie Jade Raymond w nagrodę.

Dziennik AC II – Dzień pierwszy
Dziennik AC II – Dzień trzeci

Jaskier

PS Ezio lepiej wygląda z brodą.

Reklamy

Read Full Post »

Kontynuując moją szaloną przygodę w pięknych renesansowych Włoszech, którą zapoczątkowałem w ostatnią niedzielę, dotarłem do momentu, w którym zostałem zmuszony do wyjścia z Animusa, bo coś_tam_,_coś_tam_,_coś_tam. Ogólnie poszło o to, że zbyt długie przebywanie we wspomnieniach przodka jest niezdrowe dla człowieka. Co za szok.

Italia prezentuje się moim zdaniem lepiej od Ziemi Świętej z pierwszej części. Przede wszystkim, w miastach nie mamy do czynienia z ciasnymi, śmierdzącymi tanim sosem do kebabów uliczkami – nierozsądna próba przeskoczenia na dach budynku po drugiej stronie może skończyć się upadkiem, co, oczywiście, nie doprowadza do śmierci, ale wydłuża ucieczkę przed strażnikami lub utrudnia dostarczenie przesyłki. Miasta nie są też połączone korytarzami, jak to miało miejsce w pierwszej odsłonie.

Znacznie lepiej jest też w kwestii fabuły, młody Ezio kontynuuje swoją vendettę na Templariuszach, polując na ich kolejnych przedstawicieli. W pierwszej części przed wykonaniem zadania głównego trzeba było wykonać chyba dwa poboczne, które z czasem robiły się niemożliwie nudne i jedynie irytowały. Tutaj przybywamy do miasta, w którym znajduje się nasz cel i możemy od razu przystąpić do jego likwidacji. Zadania poboczne wykonywałem chętnie, choć odpuściłem sobie wyścigi. Zabójstwa na zlecenie, pobicia niewiernych mężów oraz dostarczanie listów są w miarę ciekawe, chociaż niestety zdecydowanie zbyt łatwe i za bardzo liniowe, dobrze by było, gdybyśmy się natknęli na jakieś bardziej rozbudowane zadania poboczne.

Zbyt prosta jest też walka, wystarczy parować, kontrować i unikać ciosów silnych strażników. A w ogóle najłatwiej rzucić w ziemię petardą dymną, potem wykończyć wszystkich ukrytymi ostrzami lub uciec i wskoczyć w stóg siana albo do studni, albo usiąść na ławce, goniący nas strażnicy pobiegną dalej, po chwili będziemy czyści. Ukrytymi ostrzami, bo szybko dostajemy drugie skonstruowane dla nas przez Leonarda da Vinci. Odniosłem wrażenie, że nawet za szybko, zwłaszcza, biorąc pod uwagę to, co możemy przeczytać w Kodeksie. Altair napisał, że będzie się musiał zastanowić, komu dać drugie ostrze.

Są jeszcze sekwencje łamigłówkowe, do których otrzymujemy dostęp, gdy znajdziemy symbol zostawiony przez Obiekt 16. Momentami są banalnie proste, a w innych przypadkach wymagają dosyć pokrętnej logiki. Oprócz tego są poszukiwania grobów asasynów. Samo znalezienie wejścia jest banalnie proste, bo jest ono oznaczone na mapie, natomiast w środku mamy do czynienia z dosyć prostym szukaniem jedynej odpowiedniej ścieżki, którą wymyślili projektanci, a szkoda, bo mogli się pokusić o danie graczom wolnej ręki w poszukiwaniu drogi w górę, tworząc kilka możliwości.

Jednakże nie znudziłem się jeszcze i będę kontynuował granie (tak przy okazji, brakuje mi w tej serii łuku i czegoś w rodzaju bat-haka).

Jaskier

Read Full Post »


Odgrażałem się chyba już kilkukrotnie i w końcu się stało, kupiłem Assassin’s Creed II. Pisanie recenzji szmat czasu po premierze (konsolowa – listopad 2009, PC – marzec 2010) mija się z celem, natomiast napisanie bezpośrednich wrażeń z  grania jest jeszcze głupsze, więc na co czekamy?

Po pierwsze, pudełko z grą. W dobie gwałtownego rozwoju cyfrowej dystrybucji coraz więcej graczy odchodzi od tradycyjnej wersji, czyli płytki. Mnie to nie dotyczy, bo wolę mieć poustawiane pudełka na półce. Reedycje gier Ubisoftu nie są tanie (choć wciąż tańsze od gier EA – stareńkie gry po pięćdziesiąt złotych, paranoja), jednak obecnie Ubisoft Exclusive to wizualnie najlepiej prezentująca się „tania” seria. Przede wszystkim to DVD box, schowany w kartonik, z którego można go wysunąć, po czym orientujemy się, że okładka pudełka zawiera grafikę z oryginalnego wydania, co również jest sporym plusem. Pomarańczowe, złote i niebieskie pudełka zaczerpnięte bodajże z Blu-ray nie wyglądają na półce tak dobrze, nawet w samym sklepie. Podobnie Best of Activision i ta nowa seria kogoś_tam, w której są m.in. obie części Call of Juarez, co za pomysł z tym czerwonym kolorem? Drążąc dalej temat – w pudełku znajdujemy instrukcję. Składając ją, postarano się – autorzy wykorzystali fakt, że główna część rozgrywki tej serii to gra w grze (wiecie, o co mi chodzi) i instrukcja stanowi rzeczywistą instrukcję, którą ktoś mógłby komuś wysłać, zawierającą wskazówki odnośnie działania Animusa. Sprytne. No i jest to wersja papierowa.

Natomiast wadą jest to, że gra wymaga stałego dostępu do Internetu poprzez Uplay. Może to być irytujące, zwłaszcza jeśli dojdzie do zerwania połączenia. Jednakże sama instalacja i aktualizacja przebiegła bez przeszkód.

Co do samej gry, to dopiero zacząłem, początek w roli Desmonda jest właściwie zbędny, lepiej by to wyglądało, gdyby zostało zastąpione filmikiem, natomiast pierwsze wejście do Animusa, kurde, to było dziwne. Obecnie jestem ponownie we Florencji, gdzie szykuję się do spuszczenia wpierdolu kolejnemu templariuszowi.
Motyw zemsty, czyli, z tego co dotąd się dowiedziałem z gry, główny wątek jest do bólu oklepany, ale o ile to lepsze od zabijania kolejnych celów z czarnej listy swojego mistrza, co miało miejsce w poprzedniej odsłonie serii. W pierwszym KotORze zrobili taką misję poboczną, a tam oparta była o to cała gra.

Walka znowu zapowiada się na schematyczną i prostą, natomiast cieszy fakt, że wraz ze zmianą miejsca akcji, zmienił się sposób uciekania przed strażnikami. Może tylko mi się wydaje, ale szersze uliczki nie pozwalają na przeskakiwanie na dachy budynków po ich drugiej stronie, zmuszając do większego kombinowania w celu zgubienia pościgu.

Dobry też jest humor, niektóre żarty naprawdę mnie rozbawiły, jak np. pierwsza wymiana zdań między Ezio i Cristiną. W ogóle sporo tutaj jakichś aluzji, wynika to poniekąd z tego, że główny bohater nie jest mnichem-zabójcą, jak Altair, jest wesołym bawidamkiem, który przepuszcza pieniądze na wino i kobiety.
To znaczy przed tym, jak jego ojciec i bracia zostają publicznie powieszeni.

Tyle na dziś, dodam jeszcze, że nie byłem pytany o dowód (znaczek PEGI – 18). Wyszło głównie o pudełku, bo naprawdę drażni mnie obecne podejście innych polskich wydawców, którzy dopuszczają takie beznadziejne projekty opakowań do sprzedaży.

Jaskier

Read Full Post »